Tygodnik z Enbiej #11/2015-16

1. Drużyna tygodnia:

Woy: Spurs z 11 wygranymi w serii za Zachodzie oraz Raptors z 4 wygranymi w serii na Wschodzie. Powoli i po cichu spekuluje się, że to właśnie Spurs a nie Warriors , dzięki swojej zespołowej koszykówce, mogą pobić rekord 72-10 należący do Chicago Bulls. Transfer LaMarcusa Aldridge wyraźnie dodał skrzydeł drużynie Gregga Popovicha i kto wie, czy nie pchnie ich w kierunku najlepszego bilansu w historii ligi? W ostatnim tygodniu Ostrogi położyły na łopatki Mavs, Cavs i Pistons. Raps z kolei awansowali na 2 pozycję, w Eastern Conference, ogrywając Magic – Wizards – Nets. Kyle Lowry w trzech spotkaniach z rzędu przekraczał 20 oczek na mecz, natomiast DeMar DeRozan popisał się 35 pkt przeciwko Wizards.

Krzysztof Garbacik: W tym tygodniu wybór nie był jakoś nadzwyczajnie trudny. Oczywiście jest to drużyna San Antonio Spurs. Na przestrzeni kolejnych siedmiu dni Spurs wygrali 4 spotkania i choć może przeciwnicy nie byli zbyt wymagający, niemniej jedna wygrana zasługuję na szczególną uwagę. Spotkanie z Cleveland Cavaliers. Wiadomo, że gdy spotykają się dwie drużyny, mające aspiracje mistrzowskie to można się spodziewać naprawdę kapitalnego widowiska i takie mogliśmy oglądać w AT&T Center. Warte odnotowania jest także to, że ekipa z Teksasu kontynuuje passę kolejnych 24 wygranych spotkań przed własną publicznością.

Paweł Mocek: San Antonio Spurs, czyli najlepsza drużyna w NBA w roku 2016. Są na 11-meczowej serii zwycięstw i mają już zaledwie półtora meczu straty do bezkonkurencyjnych przez 1/3 rozgrywek Golden State Warriors. Liderem tej drużyny jest rzecz jasna Kawhi Leonard, ale kiedy on jest na ławce bądź nie ma swojego dnia, wtedy więcej daje z siebie ktoś inny, taki jak LaMarcus Aldridge czy Tony Parker. Swoje dorzuca także jak zwykle ławka rezerwowych. W tym tygodniu pokonali m.in. kontenderów ze Wschodu (Cleveland Cavaliers) oraz roznieśli zaskakująco dobrych w tym sezonie Dallas Mavericks i zdobyli Detroit. Mieli przy tym (tradycyjnie) najlepszą obronę w lidze.

Dominik Kołodziej: San Antonio Spurs – nie oglądając się za siebie, bez zbędnego medialnego szumu, zaliczyli w tym tygodniu 4-0. Jeśli dalej będą tak grać, wyprzedzą w tabeli konferencji zachodniej Golden State Warriors, którzy ostatnimi czasy łapią lekką zadyszkę. Widać, że są mocni, oby tylko zdrowia.

2. Objawienie tygodnia:

Woy: Will Barton, niski skrzydłowy Nuggets , który w wygranym starciu przeciwko Warriors zanotował 21 oczek, a następnie skopiował zdobycze punktowe przy wygranej z Pacers. Przeciwko Warriors trafił 7 z 11 rzutów z gry, natomiast przeciwko Pacers 15 z 21 pkt zanotował w finałowej odsłonie. M.in. dzięki jego postawie Samorodki walczą o ósemkę w Western Conference.

Krzysztof Garbacik: Kolejny raz na miano objawienia tygodnia zasługuje Jimmy Butler i jego osiągnięcie w meczu przeciwko Philadelphia 76ers. Rzucając 53 punkty (15/30 z gry) został czwartym graczem ‘’Byków’’ który przekroczył magiczną barierę 50 oczke. Warte odnotowania jest to, iż w tym meczu Bulls grali bez dwóch podstawowych graczy Paua Gasola i Derricka Rose, a 26 letni skrzydłowy kolejny raz pokazał, że w tym sezonie jest liderem swoje drużyny.

Paweł Mocek: Milwaukee Bucks. Zespół, który do drugiej połowy sezonu przystępuje ze sporą stratą do play-offowej „ósemki” wygląda tak, jakby wreszcie zaczął pracować. Wszystko bez Jasona Kidda, który niedawno przeszedł operację. Szczególnie dobrze wyglądają Khris Middleton i Giannis Antetokounmpo, którzy poprowadzili Kozły do trzech wygranych w tym tygodniu, w tym po dogrywce z Atlantą Hawks oraz przeciwko Chicago Bulls.

Dominik Kołodziej: Jimmy Butler – cały czas stara się ciągnąć wózek o nazwie Chicago Bulls. Indywidualnie jest świetny, szkoda tylko, że Byki w obecnej układance są po prostu niefunkcjonalni, poczynając od Darka Róży, poprzez frontcourt w postaci Gasola i Miroticia, a na ławce kończąc. Dobra robota Jimmy, tak trzymaj.

3. Looser tygodnia

Woy: Kobe Bryant, 18 punktów przy trzech porażkach z rzędu Lakers. 8 celnych rzutów przy 28 próbach…do tego uraz przez który nie dokończył meczu w Oakland. Na drugim planie pozostał fakt, że dzięki swojej upartej grze Kobe stał się podającym #2 w historii L.A. Lakers, wyprzedzając Jerry’ego Westa (6244).

Krzysztof Garbacik: Największymi przegranymi tego tygodnia z pewnością jest ekipa Chicago Bulls notując bilans 1-3. Drużyna z Chicago w tym sezonie gra naprawdę w kratkę, potrafią wygrać z topowymi drużynami w wielkim stylu, ale także rozgrywają spotkania gdzie przechodzą obok i praktycznie oddają je bez walki. Jednak przyczyną tak nierównej gry mogą być problemy kadrowe. Od początku sezonu kontuzje są utrapieniem zawodników ‘’Byków’’ do tego ostatnio potwierdzono, że Joakhim Noah nie zagra do końca sezonu. Patrząc w przyszłość ciężkie czasy przed Chicago, a kibice już teraz modlą się o to, żeby Jimmy Butler dotrwał do końca sezonu bez żadnego urazu.

Paweł Mocek: Indiana Pacers. Paul George po fantastycznym powoli przestaje być kandydatem nawet do All-NBA 2nd Team. Swoją skuteczność stracił także inny skrzydłowy Pacers, C.J. Miles, a z urazami borykają się Ian Mahinmi i Rodney Stuckey. W tym tygodniu doprowadziło ich to do bilansu 1-3, a jedyne zwycięstwo jakie odnieśli, było przeciwko obecnie jednej z dwóch najgorszych drużyn NBA, Phoenix Suns. Poza tym porażki: po walce z Bostonem, bez walki z Waszyngtonem i w końcówce w Górach Skalistych przeciwko Denver. Przy coraz lepszej formie Wizards i Knicks ich pozycja w play-offach może być zagrożona.

Dominik Kołodziej: Chicago Bulls – zaliczyli w tym tygodniu 1-3. Jedyne zwycięstwo po męczarniach w Filadelfii. Wszystko tam nie pasuje, brak spacingu, obrona już nie ta sama co w tamtym sezonie. Plany były ogromne, ale chyba trzeba je odłożyć na następny sezon.
James Harden – Rockets notują fantastyczny tydzień, ale James zawiódł w najważniejszym meczu – przeciwko Cleveland Cavaliers rzucał na poziomie marnych 20%. Nie jest to już ten sam zawodnik, co w poprzednim sezonie. Może pora uciąć kontakty z Khole?

4. Największe zaskoczenie:

Woy: Wygrana Sixers z Blazers aż 114-89 z 25 pkt w tle Jahlila Okafora przy 4/18 z gry Damian Lillarda. Dalej porażka Warriors z Pistons. Podczas zastrzeżenia #3 Bena Wallace’a , to Tłoki okazały się górą w starciu z najlepszą ekipą ligi (113-95). Indywidualnie, piąte triple double (dwa z rzędu w ostatnich meczach) Russella Westbrooka oraz drugie triple double (trzecie w karierze) Hassana Whiteside’a z liczbą 11 bloków w meczu. Isaiah Thomas poprowadził też Celtics do trzech wygranych w serii, a w w trzech z pięciu ostatnich meczów przekraczał sumę 30 oczek.

Krzysztof Garbacik: Mecz Denver Nugets i Indiany Pacers przyniósł nam nadspodziewanie wielkie emocje, a wszystko za sprawą tego, że obie ekipy postawiły na ofensywę. Obie drużyny łącznie rzuciły 255 punktów, a to wynik który naprawdę może robić wrażenie. Tym bardziej na duże słowa pochwały zasługuje ekipa z Kolorado, bo jak wiemy zespół z Indiany to przede wszystkim defensywa i rzucając 75 punktów w drugiej połowie zanotowali drugi najlepszy wynik w tym sezonie zaraz po Sacramento Kings (83).

Paweł Mocek: Oba spotkania Philadelphii 76ers w tym tygodniu. Jeden ze względu na zmarnowane ogromne prowadzenie, przy dużym udziale fantastycznego na 53 punkty Jimmy’ego Butlera. Po drugie ze względu na blow-out przeciwko Portland Trail Blazers przy akompaniamencie świetnych ruchów tyłem i przodem do kosza Jahlila Okafora i łez fanów New Orleans Pelicans na widok świetnego Isha Smitha (doprowadził też do dogrywki w meczu z Chicago).

Dominik Kołodziej: Golden State Warriors – tak bardzo przyzwyczaili nas do zwycięstw, że każda porażka traktowana jest jak duże zaskoczenie. W tym tygodniu przegrali aż dwa mecze. Rekord Bulls powoli się oddala, szczególnie patrząc w perspektywie nadchodzących spotkań. Dla mnie na pewno duże zaskoczenie.

5. Rookie tygodnia

Woy: Jahlil Okafor za 25 pkt i 10 zb (12/16 z gry) przeciwko Blazers oraz 21 pkt i 7 zb (9/15 z gry) przeciwko Cavs. Sixers dzięki niemu przerwali pasmo 4 porażek w serii.

Krzysztof Garbacik: Kolejny tydzień i kolejne wyróżnienie dla Kristapsa Porzingisa. Według mnie zasłużył na miano rookie tygodnia, ponieważ od pewnego czasu jego forma się ustabilizowała i nie schodzi poniżej 15 punktów na mecz, co w kontekście walki o play off przez Knicks jest dosyć istotne. Niezwykle ważne jest, żeby czołowi zawodnicy nie zawodzili w kluczowych momentach i tak właśnie jest z Łotyszem, na którego drużyna zawsze może liczyć.

Paweł Mocek: Jahlil Okafor. Za dwa całkiem niezłe występy, w tym jeden bardzo dobry, który doprowadził jego drużynę do wygranej: 25 punktów i 10 zbiórek przeciwko Trail Blazers. W całkiem niezłej dyspozycji był także Kristaps Porzingis, który zdobył 26 punktów w wygranym przez Knicks spotkaniu z Celtics.

Dominik Kołodziej: Jahil Okafor – 76ers wyglądają o niebo lepiej niż na początku rozgrywek. Widać, że przyjście Isha Smitha podziałało na zespół motywująco. W zeszłym tygodniu omal nie wygrali z Bulls, później pokonali Trail Blazers. W obydwu spotkaniach pierwszoroczniak miał duży wpływ na grę. Na pewno będzie do samego końca walczył o nagrodę ROTY.

6. Piątka tygodnia:

Woy: Hassan Whiteside – DeMarcus Cousins – Danillo Gallinari – Russell Westbrook – Isaiah Thomas

Krzysztof Garbacik: Stephen Curry – Jimmy Butler – Kevin Durant – LaMarcus Aldridge – DeMarcus Cousins

Paweł Mocek: John Wall – Stephen Curry – LeBron James – Kevin Durant – DeMarcus Cousins

Dominik Kołodziej: John Wall – Jimmy Butler – LeBron James – LaMarcus Aldridge – DeMarcus Cousins

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

29 komentarzy

  1. Lukas9133 pisze:

    Woy wysłałem ci artykuł.Odpiszesz?

  2. tombo pisze:

    Spurs nigdy nie pobiją rekordu Bulls a juz tym bardziej nie w tym sezonie.Graja zaskakująco dobrze,ale mają juz 6 porazek i bardzo trudny terminarz na dalszą czesc sezonu.Mieliby przegrac 2 razy?Panowie redaktorzy,nie bądzcie smieszni.I jestv jeszcze jedna sprawa,bilans rekordowy nigdy nie był celem Popowicza,jego celem jest mistrzostwo i oczywiscie bilans jak najlepszy,nawet jesliby miało na to wystarczyc 62 zwyciestwa.Spurs tez mają swoje problemy i braki,a takze chuhają na zdrowie,a i tak Parker jest jak ze szkła,teraz znowu zapewne opusci łatwe na szczescie mecze.Historia pokazuje,ze jesli sie jest z brakami,to walka o jak najwyzszy bilans skonczy sie dramatycznie w PO.Graja sobie swoje po cichutku swoje,bez zadnej pogoni za rekordami czy to klubowymi czy indywidualnymi,po prostu swoje,a dziennikarze spuszczają sie nad tym co wyprawioają wojownicy,Curry itd.I niech tak zostanie.
    Zresztą mam nadzieję ze rekord Bulls zostanie na wieki z tamtymi Bulls i najlepszym koszykarzem naszej planety.

    • Woy pisze:

      72-10 to rekord Bulls, więc nie 2 a 3 porażki. Śmieszni nie jesteśmy, kabaretu nie prowadzę ;-)

  3. Dawid pisze:

    @tombo juz jedna taka dyskusja była, a skrócie właśnie grając swoje, po cichutku Sas może to osiągnąć. Podoba mi się tegoroczna walka o Roty. Każdy z trójki coś pokazuje, raz jeden raz drugi, oby tak do samego końca!

    • tombo pisze:

      co osiagnac?przegrac do konca sezonu 3-4 razy? dowcipniś.
      Patrzyłes w terminarz? Mi wychodzi lekko 15 porazek,moze 2-3 mniej przy spinie i zakładając zdrowie do konca sezonu z którym JUZ teraz nie jest idealnie,a bedzie tylko trudniej.Sam kibicuję dziadkom z San Antonio,ale nie od dzis widziałem co oni są w stanie osiagnąć,i jaką to moze miec cenę.Vide ’11,’12,’15.
      @woy
      oczywiscie chodziło mi o 3-4 porazki,nawet do wyrównania Byków,nierealne.Byki w 97 co prawda na powtórke 72w nie było ich stać,ale na 70w jak najbardziej,zdecydowanie 1 gre na koniec odpuscili i skonczyło sie na ‚tylko’ 69w. Nawet na ten 2-3 bilans,nie ma najmniejszych szans w SPURS.

  4. pablo pisze:

    SAS raczej rekordu nie pobiją gdyż z każdym tygodniem ilość zawodników odpoczywających będzie coraz większa. Tak jest od kilku lat. Duncan, Gino, Parker pod koniec sezonu grają w kratkę. W zeszłym sezonie grając z CLE żaden nie pojawił się na parkiecie.

    • tombo pisze:

      nawet nie raczej,a na pewno.Zeby pobic rekord Bulls,trzeba miec bardzo mocny start,Spurs mieli stosunkowo! słaby początek.Zresztą z całą sympatią,wogóle nie widze ich pokonujących GSW z którymi grają 4 mecze w RS.Owszem,mogło sie wydawac ze GS łapią zadyszkę,ale dzisiejszy mecz z nr 1 east pokazał jak ta zadyszka wygląda.Ich przegrana,to ciagle wypadek przy pracy,grają koszykówkę jaką w zasadzie nie da sie bronic przy dzisiejszych przepisach jesli wszyscy robią swoje.Jesli San Antonio ze swoimi nazwiskami i obroną mieliby to bronic,to chyba mając po 25-28 lat,a nie 30-40,ten przedział.

  5. Maro#32 pisze:

    Też mi się wydaje, że w szczególności w końcówce sezonu SAS będą grali rezerwowym składem bez nacisku na wygrane. Ich celem jest mistrzostwo a nie rekordy. Jeśli chodzi o porównanie obecnych Warriors i Bulls z 95-96 to Byki miały praktycznie najlepszą obronę w lidze. Jeśli im nie szło w ataku (a czasem się zdarzało) to dokręcali śrubę w obronie a pozatym zbierali wszystko co się dało. Warriors jak nie idzie w ataku to zaczyna się robić problem. No i nie mają takiego gościa jak MJ.

  6. Bart pisze:

    SAS ni pobiją rekordu Bulls bo widać że nie maja na to ciśnienia. Co innego ich możliwości, bo sama ławka SPURS potrafiłaby sporo spotkań wygrać. Na rekord mają szanse GSW, są młodzi i widać że mają apetyt na ten rekord.

    @tombo – nad grą GSW tak bym sie nie rozpływał, nie zawsze będzie im siedzieć prawie 50% trójek jak w ostatnim meczu, wiele zależy od obrony przeciwników.

    • Woy pisze:

      to ostatni raz podbiję swoje zdanie , z prostego powodu; obie drużyny będą chciały mieć przewagę parkietu w ewentulanym WCF. Jeśli będzie mała różnica, 1 wygranej – 1 porażki, Pop może chcieć zmienić swoje nawyki. Przewaga parkietu nad Warriors to duża sprawa przed potencjalnymi finałami konferencji. Nie ulega wątpliwości, że któraś z tych dwóch drużyn zagra w finale ligi i ma większe szanse na tegoroczny tryumf niż jakakolwiek ekipa ze Wschodu.

    • tombo pisze:

      oczywiscie ze SAS nie pobiją rekordu Bulls,ale nie dlatyego ze nie maja na to cisnienia tylko dlatego ze nie są w stanie tyle wygrac w obenym układzie sił.Gdyby przeniesc ich do konferencji wschodniej,byc moze byłaby na zblizenie do 70-71 szansa,gdyz oszczednosc po dwa spotkania z GSW LAC OKC dałaby efekty.Albo gdyby wyeliminowac gry z top4 kazdej konfy.Spurs nie mają az takiej siły,zeby wszystkich i prawie zawsze odprawiać.
      A GSW jest strasznie mocne nawet jak im nie siedzi 40procent trojek niestety.Nie mają dziur własciwie na zadnej pozycji.Do tego energia wynikająca z młodosci.To zabójcza mieszanka dla reszty ligi.Oni przegrywają tylko przy bardzo duzym splocie niekorzystnych okolicznosci,jak wyjazd,b2b,nadzwyczaj dobry mecz przeciwnika,i totalne zlekcewazenie i granie wbrew ich firmowym zagraniom

    • Autor pisze:

      Wschód nie istnieje, co właśnie mogliśmy zobaczyć dzisiejszej nocy. Wojownicy zrobili z Cavs wiatrak. Po prostu zmasakrowali ich. Tak jak się spodziewałem Green z obecnego sezonu wrócił po lekkiej kontuzji do normalnej gry i włączył tryb defensywnej masakry, co sprawiło, że zatrzymał LeBrona a bez niego po prostu nie ma Cavs i mecz skończył się ponad 30 pkt. różnicy.
      Co do rekordu Byków to ciężko będzie go pobić również Wojownikom, ale nikt nie bierze pod uwagę, że Wojownicy mogą ten rekord … wyrównać :D Takie Salomonowe rozwiązanie.
      Natomiast między innymi w kontekście rekordu Byków, ale również tego sezonu niewątpliwie kluczowe będą spotkania Warriors – Spurs a pierwsze już za kilka dni i czekam już na ten mecz z utęsknieniem.
      Chcę zobaczyć m.in. co Parker potrafi zrobić przeciw Curry i vice versa, co Mills potrafi zrobić przeciw Livingstonowi, co Green zrobi przeciw Aldrige i vice versa, co Kerr wymyśli przeciw Leonardowi – może Igła będzie w tym meczu dużo więcej grał w opcji plastra na Khawi. Ciekawe jest również to, jak Duncan poradzi sobie z rotacją na centrze, czyli Bogutem i Ezelim, bo na tej pozycji jest spora przewaga Wojowników.
      Wiele, oj wiele jest smaczków przed tym meczem.

    • Bart pisze:

      @Woy
      Zgadzam się że Pop będzie chciał mieć przewagę własnego parkietu, ale z drugiej strony ma świadomość wieku swoich zawodników, i tego że najważniejsze jest zachować siły na PO, dlatego nie będzie gonił za rekordem. Nie mówię że nie powalczy o pierwsze miejsce jeśli będzie na styku z GSW, tyle że w GSW grają praktycznie każdy mecz najmocniejszym składem, a SAS w meczach back to back dają odpoczywać wielkiej trójce więc o porażki będzie łatwiej, dlatego nie sądzę żeby w końcówce RS byli tak blisko Warriors żeby powalczyć o nr 1.

      @tombo
      Nie zrzucajmy winy za porażki GSW na splot okoliczności, byli w tych meczach słabsi i tyle, to jest sport i czasami decyduje dyspozycja dnia. Są mocni ale SAS też, i patrząc obiektywnie ja tu nie widzę faworyta, świetna obrona kontra najlepszy dystansowy atak :)

      @Autor
      Nie przekreślałbym Cavs po jednym meczu, w zeszłorocznych finałach bez Irvinga (póki co gra na limicie) i Love’a (ciężko powiedzieć czy zacznie grać na mierę swoich możliwości) sporo krwii napsuli GSW, a w PO obrona będzie zupełnie inna.
      Co do GSW to ja wcale na centrze ich przewagi nie widzę bo SAS klasycznego centra nie mają i rotuja tam bardzo silnymi PF, TD, Aldrige, West i Diaw jak dla mnie wyglądaja lepiej niż Green, Bogut i Ezeli.

    • Autor pisze:

      Cavs postawili się Warriors w1 meczu i przegrali, postawili się SAS i przegrali, wreszcie nie postawili się Warriors i zostali przejechani, jak pierwsza, lepsza najbardziej przeciętna ekipa w NBA, która oprócz LeBrona nie miała nic, ale to nic do zaprezentowania a którego na nieszczęście Cavs zatrzymał Green.
      W PO trzeba wygrać 4 mecze i nie ma opcji zarówno w przypadku Warriors jak też SAS, by Cabvs dali radę, a nie sądzę, by nie wiadomo z czego nagle zaczęli grać jakąś zupełnie inną koszykówkę.
      Do finału z zeszłego roku odnosił bym się z ostrożnością, bo Warriors to zupełnie inna drużyna, czyli co widać gołym okiem ekipa pewnych siebie, rozumiejących się jak łyse konie graczy, którzy jednocześnie mają taką atmosferę, że jeden za drugim by w ogień skoczył a co ważniejsze Green z bardzo zdolnego gracza stała się po prostu graczem wybitnym, którego można spokojnie porównywać do takich tuzów NBA jak Bird czy Barkley.
      Diaw to jest przy wszystkich różnicach poziom Speighsta. Natomiast silni PF mają swoje ograniczenia na centrze, co dotyczy zarówno Westa jak i Aldrige’a, szczególnie przy bardzo sprawnym a dużo wyższym Ezelim. Jak dla mnie jedyny problem w tym względzie dla GSW to Duncan, który jest PF/C i dla mnie pytanie jest ile on potrafi zrobić różnicy. Albowiem jeśli SAS jak mówisz przejdą na small ball z Aldrige/West na centrze to Warriors też przejdą na small ball a w tym względzie wielką przewagą Warriors jest to, że rzucają trójki jak roboty i nawet Igła i Barnes rzucają trójki niemal z 40% skuteczności a Curry i Thompson są po prostu rzeźnikami a i Green jak dostanie na czystej pozycji to pociśnie 40% za 3.

    • Bart pisze:

      @Autor
      Z całym szacunkiem dla Speighsta, ale nie ma porównania z Bobo. Diaw jest świetny w grze jeden na jeden, potrafi się wkręcić pod kosz, ma sporo asyst i przyzwoitą trójkę. To jest idealny zawodnik do systemu SAS i dużo bardziej wszechstronny od Speighsta. Być może nie oglądasz zbyt wielu meczów SAS bo po samych statystykach tego nie zobaczysz.
      Aldrige i West maja świetny półdystans więc Ezeli musiałby za nimi wysoko wychodzić, do tego LMA bardzo dobrze zbiera na atakowanej tablicy a dodając do tego jego siłę to nawet tak dobry obrońca jak Green będzie miał duży problem.
      Oczywistą przewagą GSW są trójki, ale trzeba tez pamiętać że SAS maja świetnych obrońców w osobach Leonarda i Greena, a największy problem to zatrzymanie Kury dla którego 7 czy 9 metr nie robi różnicy.

    • troy pisze:

      @ Bart Diaw jest spoko ale tak dużego znaczenia w tej układance nie ma i nie robi różnicy. Jest ciągle za ciężki przez co sugerują gracze, że gra specjalnie więcej bo Pop chce go odchudzić ;). Też czasami ciska takie kartofle jak Speights. Lepiej wchodzi pod kosz i stara sie o zbiorki ale to naprawde to nie jest wielki atut Popa tu zgadzam sie z wizja @Autora

    • mrph pisze:

      @Bart
      Piszesz, by poczekać z osądzaniem Cavs ale… ileż można? :)
      Mieliśmy mecze sezonu zasadniczego 2014-2015, mieliśmy finał NBA, jesteśmy po dwóch meczach sezonu 2015-2016. I nadal wnioski są te same – Cavs w starciu z GSW (przy braku kontuzji kluczowych koszykarzy mistrzów NBA) są bez szans.
      I nie ma co wskazywać Kyriego i Love’a – kilka miesięcy temu już napisałem i powtarzam w rozmowach ze znajomymi, że oni osłabiają Cavs w meczach z GSW w obronie. Wojowników nie da się pokonać tylko ofensywą, spotkania z nimi wymagają przede wszystkim znakomitej, twardej obrony – tylko w takich sytuacjach Warriors zaczynają mieć problemy. A Irving i Love są obrońcami słabymi.
      Niech przykładem będzie choćby seria z Memphis.

    • Bart pisze:

      @troy
      Nie pisze o tym że Diaw ma wielkie znaczenie ale o tym że moim zdaniem jest dużo lepszy od Speightsa. Obejrzałem w ty sezonie każdy mecz SAS, Diaw często zostawiany jest w izolacjach i wtedy właśnie wykorzystuje swoja wagę (być może za dużą, chociaż kondycyjnie wygląda dobrze) wpychając się pod kosz, do tego naprawdę bardzo dobrze dzieli się piłką. Może za mało meczów GSW widziałem ale Speights w ofensywie rzuca właściwie tylko półdystans powiedzmy że na przyzwoitym poziomie.
      Jeżeli już mówimy o tym co ma duże znaczenie w SAS to jest to całość ławki, bo nie ma co ukrywać TD, TP czy Manu grają różnie, ale zawsze jest koś kto odpali: Mills, Diaw, West a nawet Simmons czy Boban i w tym tkwi siła Spurs.
      GSW tez ma mocna ławkę ale chyba nie aż tak.

      @mrph
      Właśnie po zeszłorocznych finałach nie skreślałbym Cavs, sam LBJ ze średniakami gral w pierwszych 3 meczach jak równy z równym z GSW. Irving może dać im bardzo dużo w ataku a tego im brakowało w meczach z GSW, Love obecnie jet słaby to fakt. Natomiast patrząc na wyniki Cavs są 3 siłą w lidze a wschód już nie jest tak słaby. W PO jestem przekonany że ich obrona będzie wyglądała dużo lepiej i chociaż nie jestem ich fanem i nawet nie rozumiem ich polityki transferowej (TT za te pieniądze to żart), to walka z nimi ni będzie spacerkiem.

      Inna sprawa że są jeszcze OKC i LAC o których w kontekście finałów się nie mówi ostatnio, ale tez mogą sprawić niespodziankę, no i z góry każdy zakłada że Cavs będą w finale.

    • troy pisze:

      @Bart
      Nie widziałem tylu meczy SAS co GSW może na tym polega różnica zdań ale jeżeli chodzi o ławkę to jestem przekonany, że GSW ma silniejszą i właśnie w tym sezonie jestem pod wrażeniem jakich graczy mają GSW nawet w 3 garniturze. Oglądałem SAS pod względem wpasowania się LMA w system Popa i z tym było różnie ale chłopak daje radę i powinno być dobrze, nie skupiłem się za bardzo na możliwości ich ławki. Boris’a lubię i oglądam kupę lat jednak zanim trafił do SAS miał taką niechlujną skłonność właśnie do podań czy wykańczania akcji, taki brak koncentracji do samego końca przez co grał nierówno. W SAS trener wyciska z niego wszystko i nie pozwala na zbyt wielki luz rozgrywania ale On już ma swoje lata, jestem przekonany, że pod właściwym okiem we wcześniejszej fazie swojej kariery byłby dużo lepszym graczem, to gracz, który musi mieć „bat” nad sobą, żeby być lepszym. Wracając do ławki to uważam, że właśnie ona da pierścień GSW – Clark, Rush nowe twarze, które wchodzą i niczym nie ustępują innym zresztą zobacz roster http://www.nba.com/warriors/roster/grid tam nie ma do czego się przyczepić tylko brak zdrowia może im przeszkodzić a i tak by musiało ze trzech wypaść z gry.

    • Bart pisze:

      @troy
      Faktycznie roster GSW wygląda imponująco, tyle że podobnie jest z SAS :) Mam nadzieję że zagrają w finale konferencji bo obie drużyny wyglądają na piekielnie mocne. No i za parę dni można będzie można wyciągnąć pierwsze wnioski.

  7. kałai pisze:

    Tez nie wierze,ze SAS pobija rekord Bulls.Powody sa dwa,po prostu znajda sie druzyny ktore uniemozliwia to,badz wspomniany Pop bedzie oszczedzal graczy co spowoduje porazki.Mi bedzie szkoda SAS badz Warriors jak ktoras z tych ekip odpadnie.Final NBA powinien byc SAS vs Warriors a nie SAS/Warriors vs Cavs.W szczegolnosci szkoda bedzie mi SAS bo byloby to zwienczenie kariery Tima i Manu.Dodatkowo LA i West wkoncu by posmakowali zwyciestwa,stawiam w tym sezonie na Warriors jezeli beda zdrowi.

    • tombo pisze:

      dokładnie,inny scenaruisz jest mało parwdopodobny.Choc nie sadze zeby Duncan odszedł po 19 sezonach,jesli tylko zdrowie pozwoli,to niezaleznie od wyniku,razem z MAnu dociągną do 20 sezonu

  8. Adrian89 pisze:

    Sas nie pobija rekordu na pewno. Ja nie jestem pewien czy będą mieli 2miejsce nawet. Sas mieli najłatwiejszy terminarz z całej ligi. Tak z całej, więc nie bardzo wiem o co chodzi. Oni chyba 1 mecz do tej pory z czołówką grali

    • tombo pisze:

      2seed jest raczej pewny.Patrzyłem w terminarz i uwzgledniłem porazki ze wszystkim top z zachodu,jeszcze jakis zapas,i to daje 61-61win,raczeej nie do przeskoczenia dla OKC i LAC,oni tez mają gry na wykrwawianie

  9. cynik pisze:

    Podzielam zdanie Woya, że SAS będzie pewnie chciało sobie zapewnic przewgę parkietu w PO.
    w zeszłym sezonie przegrali ostani mecz RS i wiemy jak to sie skończyło. Gdyby mieli przewagę wlasnego parkietu to myślę, że by przeszli LAC.

    • tombo pisze:

      ha
      gdyby w zeszłym sezonie wygrali ostatni z NOP,to startowaliby z 2sed i grali z Dallas,to byłby spacerek,a w drugiej rundzie graliby z Rockets,tez raczej do ogrania,pewnie odpaadliby z GSW choc wielu mówiło ze tamten skład z wojownikami miałby szanse,gdyz był dobry dystans

    • tombo pisze:

      aha,poza tym odzyskali przewage parkietu,przejeli serie na 3-2 i meczem u siebie,a jednak nie byli w stanie wygrac,w ostatnim w LA tez grali do samego konca i ten sczczesliwy rzut CP3 hakiem…

  10. Maro#32 pisze:

    Myślę ze nawet pomimo możliwości posiadania przewagi parkietu Pop będzie oszczędzał podstawowych graczy. Dla niego zabawa zacznie się w playoffs. A oni będą wtedy gotowi. Jak zawsze zresztą. W zeszłym sezonie clippersom udało im się ich przejść, ale poprzednie 2 sezony skończyły się finałami w tym 1 zwycięskie. Nie przez przypadek. A teraz z dojrzałym Leonardem i dołączonym Aldridgem będą jeszcze mocniejsi. Duncan w playoffs też będzie bardzo groźny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *