Zapowiedź sezonu 2014/15: Portland Trail Blazers

Dla młodej ekipy, która „zaskoczy” w danym sezonie najważniejszy jest drugi rok. To wtedy rozbudzone nadzieje zderzają się z rzeczywistością. W takiej sytuacji znajdują się teraz Trail Blazers, którzy albo pójdą za ciosem i umocnią swoją pozycję, albo okażą się jednorazowym przebłyskiem i zaczną w kolejnych rozgrywkach balansować na krawędzi PO.

Odeszli: Mo Williams (Timberwolves), Earl Watson

Przyszli: Steve Blake (Warriors), Chris Kaman (Lakers)

Podstawowa piątka: Lillard – Matthews – Batum – Aldridge – Lopez

Ławka rezerwowych: Blake, Barton, McCollum, Wright, Claver, Robinson, Kaman, Freeland, Leonard

Kończące się po sezonie kontrakty: Aldridge, Matthews, Lopez, Robinson, Wright, Freeland, Claver i Barton (ostatnia trójka może zostać zatrzymana na podstawie qualifying offer)

Trail Blazers byli jedną z największych niespodzianek (nie wiem czy to dobre słowo) poprzedniego sezonu. Wszyscy wiedzieli, że mają mocną i równą podstawową piątkę, słabą ławkę rezerwowych i trenera, którego skazywano na zerwanie kontraktu.

Okazało się jednak, że Stotts dzięki końskiemu zdrowiu swoich starterów (tylko Aldridge opuścił spotkania przez całe RS (!)) bardzo szybko wciągnął drużynę do czuba ligi. Wspomniany skrzydłowy notował niesamowity sezon dzięki temu, że pozyskany wcześniej Lopez odciążył go z zadań defensywnych. Jakby tego było mało nic z tonu nie spuścił Lillard, a para Matthews – Batum stała się wielozadaniowym kombajnem mogącym na parkiecie robić zamiennie prawie wszystko.

Ostatecznie sezon zasadniczy zakończyli na piątym miejscu z 54 wygranymi i w pierwszej rundzie czekała ich batalia z Houston Rockets, która zakończyła się w taki sposób:

Niestety dla PTB w kolejnej rundzie czekali na nich San Antonio Spurs. Zmotywowana ekipa Popovicha miała w głowie tylko pierścienie i rozniosła rywali 4-1.

W offseason drużyna wchodziła licząc na to, że uda im się przedłużyć umowę Aldridge’a dając drużynie tak potrzebną stabilizację. LaMarcus stwierdził, że nigdzie się nie wybiera, ale poczeka do lata 2015.

W tej sytuacji klub wykorzystał opcje na kontrakt Lillarda, Leonarda i McColluma rezygnując jednocześnie z podjęcia jej w wypadku Robinsona (decyzja mocno finansowa, wówczas skrzydłowy zarobiłby aż 4.6 mln $ za 2015/2016, a tak musi udowodnić że na tyle zasługuje).

Odejście Williamsa i emeryturę Watsona Trail Blazers zrekompensowali sobie sprowadzeniem dwóch nowych-starych zawodników. Zarówno Kaman (32) jak i Blake (34) nie są specjalnie odporni na kontuzje, ale powinni dać trochę odetchnąć graczom pierwszej piątki. Szczególny jest przypadek Steve’a, dla którego będzie to już trzecie podejście do klubu z Oregonu.

Zacznijmy od określenia tego co będzie sukcesem dla PTB w nadchodzącym sezonie, a później przejdę do tego w jaki sposób mogą go osiągnąć.

Po pierwsze – klub musi awansować do PO (a wcale nie musi to być taka prosta sprawa, zwłaszcza gdyby doszło do jakiejś kontuzji gracza S5). Po drugie, już w pierwszej rundzie może być ciężko o rozstawienie (nawet w poprzednim go nie było). Po trzecie – odpadnięcie w pierwszej rundzie chyba byłoby traktowane przez fanów jako porażka.

Planem minimum i jednocześnie sukcesem dla Trail Blazers byłoby według mnie awansowanie do drugiej rundy i przynajmniej rozciągnięcie serii do 6 spotkań.

Osiągnięcie tego nie będzie proste, ale spróbujmy założyć co by się musiało stać:

  1. Terry Stotts musi bardziej zaufać rezerwowym (przykładowo Bartona odgrzebał z ławki dopiero w krańcowej desperacji) i dać im pograć w RS jednocześnie obcinając minuty graczom podstawowego składu (wszyscy grali od 31 mpg w górę)
  2. Kluczowi zawodnicy muszą utrzymać się na parkiecie – już o tym wspomniałem, ale bez tego może być ciężko nawet utrzymać się w PO – czołowe drużyny Zachodu są jednak bardziej odporne na ewentualne urazy gwiazd.
  3. Drużyna musi się poprawić w obronie – ich efektywność w ataku była na piątym miejscu w lidze, ale już skuteczność obrony wylądowała w dolnej połówce (16). W RS daje się to jeszcze ukryć, w PO drużyny takie jak Spurs zrobią z nich mielonkę.
  4. Któryś z młodych zawodników musi zaskoczyć. Przed rokiem liczyłem na Leonarda, który z różnych powodów nie wypalił, ale wciąż ma szansę na miejsce za plecami Lopeza (ten jest jednak niesamowicie regularny). W tym roku stawiałbym na Robinsona, który będzie walczył o pieniądze w ramach nowej umowy i McColluma, który już okrzepł w lidze i będzie chciał pokazać swoje możliwości.

Typ na ten sezon? Od 48 do 52 wygranych i walka na miejscach 4-6 jeżeli wszystko pójdzie dobrze (Spurs, Clippers, Warriors i chyba jednak Thunder – choć mają duże problemy z urazami – stawiam wyżej). Dalej wszystko będzie zależało od zdrowia i matchupów, moim zdaniem jednak wąska ławka ugryzie ich w tyłek i sezon zakończą już na pierwszej rundzie PO.

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

3 komentarze

  1. RipCitizen pisze:

    Nie lubimy Portland,nie lubimy ;-).Na razie to my gryziemy w tyłek! I dobrze.Najmniej medialna ekipa,dokonująca największych rzeczy(najwięcej trójek w meczu w nba ever,40+pkt Aldridge’a vs Rockets Gs 1&2,Winnery Lillarda,itd) Gazeta Wyborcza dawała typ na poprzedni sezon 13-14…

  2. amon pisze:

    RipCitizen…bardzo zacny nick

  3. halo pisze:

    2-4 na zachodzie Portland pewniak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *