Ariza przybliża Wizards do zwycięstwa w serii z Bulls

Wizards_Logo_AltC_1Każdy mecz play offs z reguły ma swojego bohatera. Nie inaczej było w czwartej potyczce Wizards z Bulls, w której po przypadkach Nene, Bradley’a Beala i Mike’a Dunleavy’ego na pierwszy plan wysunął się Trevor Ariza. Podczas najłatwiejszego zwycięstwa Wizards w całej dotychczasowej serii z Bulls, były Mistrz NBA z 2010 roku zdobył pierwsze swoje 11 punktów prowadząc run gospodarzy, 19-4. Ariza zanotował trzy trafienia z dalekiego dystansu i posłał pierwszą piątkę Chicago na deski a gracze Bulls nie potrafili się z nich podnieść do końca czwartej kwarty…

Bulls ani na moment nie prowadzili w tym meczu, nie byli nawet w stanie zbliżyć się do różnicy niższej niż 4 punkty na korzyść Wizards. Słabo prezentowała się ofensywa gości, głównie oparta na rezerwowym Taju Gibsonie, autorze 32pkt (rekord kariery w play offs). Nie tylko atak, ale również uważana za topową w lidze , obrona Byków, pozostawiała wiele do życzenia. Gospodarze znajdowali wiele wolnych pozycji i rozciągali strefę rywala w najlepszy sposób, czyli trafieniami zza łuku. Główny aktor widowiska, Trevor Ariza, zaliczył sześć trafień za trzy punkty (dwa więcej niż w całym meczu pełen zespół gości!). Niski skrzydłowy Waszyngtonu dzięki znakomitej dyspozycji w rzutach dystansowych (6/10) zakończył mecz na poziomie rekordy kariery z play offs i 30pkt.

Ariza miał świetne wsparcie w osobie solidnie trafiającego Bradley’a Beala. Drugoroczniak Wizards świetnie znalazł się w grze podczas drugiej odsłony, kiedy goście za sprawą Taja Gibsona (20pkt do przerwy czyli 50% zdobyczy Chicago, 8/8 z gry) doszli przeciwnika na 4-punkty. Wówczas to zapędy ofensywne graczy Bulls zatrzymał właśnie Beal, najpierw trafiając za trzy z narożnika boiska, a następnie poprawiając trafieniem z krótszego dystansu. Jeszcze, tuż przed przerwą, efektownym wsadem po przechwycie popisał się John Wall (6 pkt w II kw) . Po chwili kropkę nad „i” w pierwszej połowie postawił kolejną trójką Ariza. Bulls przegrywali 40-55 i nie mieli atutów by wrócić do gry w Verizon Center.

Atutami niestety nie można było nazwać ani skuteczności D.J. Augustina (3/10; gracz Bulls coraz bardziej przypomina mi „świetnego” niegdyś Ramona Sessionsa z sezonu regularnego Lakers w 2012, ale wielkiego nieobecnego w play offs), ani Kirka Hinricha (3/12) , a tym bardziej przegrywającego swój match up – Jimmy’ego Butlera (5/14). Mike Dunleavy nawet na moment nie przypominał tego gracza z meczu numer trzy, który zanotował 35 pkt (a dziś tylko 6 oczek i 3/8 z gry). Nawet wygrana, po raz pierwszy w serii, zbiórka przez zawodników z Chicago (42-38) nie pomogła gościom. W oczy natomiast rzucały się straty i ich liczba 16 (o 10 więcej niż Wizards, 4 miał Kirk Hinrich).

Trzecia odsłona była gwoździem do trumny – jeszcze nie pogrzebanych w serii – Bulls. Zespół gości, opierający tak naprawdę swój atak tylko i wyłącznie na Taju Gibsonie, był coraz mocniej rozbijany poprzez dynamicznych Czarodziejów. Nas cieszyło , iż 7 oczek w tej odsłonie zaliczył Marcin Gortat , podczas gdy w całym meczu zapisał na swoje konto 17pkt-6zb-5as.

W następnym meczu, nr 5, w United Center, do składu Wizards powróci już Brazylijczyk Nene i wraz ze swoimi kolegami postara się zakończyć całą serię na wyjeździe.

Puentując: zastanowiła mnie jedna rzecz, czemu trener gości – Tom Thibodeau – przy tak słabym ataku swojej drużyny nie dał znów pograć swoim rezerwowym , a zwłaszcza Jimmerowi Fredette? na co Bulls sprowadzili też takich walczaków jak Ronnie Brewer oraz Lou Amundson

Wynik: Washington Wizards – Chicago Bulls 98:89 (28:18, 27:22, 27:22, 16:27)

Najlepsi strzelcy: Ariza 30, Beal 18, Gortat 17, Wall 15 i 10as oraz Gibson 32, Butler 16, Noah 10 i 15zb.

Stan rywalizacji: 3-1 dla Wizards

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

27 komentarzy

  1. RageMan pisze:

    Szczerze sie nie dziwie że bulls przegrywają jeśli w każdym meczu grają taką małą liczbą graczy to muszą być wykończeni

    • marshyparshy pisze:

      Otóż to. Fredette i Brewer powinni grać więcej, wiadomo było, że Dunleavy nie będzie miał takiego dnia jak w piątek… Szanuję Thibsa, jego twardą rękę, przykładanie się do defensywy, ale kompletnie nie rozumiem niekorzystania z pomocy ławki.

  2. Finley pisze:

    Trochę Thibsowi brakuje jaj. Zwierzak Amundson mógłby wejść, chociaż dla samych ofensywnych zbiórek. Chociaż tak po prawdzie to tutaj ofensywna nieporadność Byków napędzała głównie Wizards, bo ich 40% z gry dupy nie urywa.

    Te dwa pierwsze mecze mnie rozczarowały zupełnie ( DeAndre Jordan chyba kolejną ofiarą kosmitów z Space Jamu ). Ale teraz powinna zacząć się uczta.

  3. dillinger79 pisze:

    Dla Mike’a Dunleavy podczas jednego z upadków w dziwny i nienaturalny sposób wygięła się ręka. To było już w II połowie, ale potem zszedł na ławkę i raczej nie przejawiał specjalnej ochoty do grania.

  4. GPRbyNBA pisze:

    no i doczekałem sie art :-)
    Czołowa defensywa ligi: 102, 101, 97, 98. Przy tylu oczkach nie dziwota że przegrywają.
    Oni raczej rzadko sa w stanie osiągnąć taki pułap.
    Bez lepszej obrony nie maja co liczyć na jakieś zwycięstwo.
    Co więcej po raz kolejny grało tylko 8 zawodników. Nie wiem po kiego było zatrudniać pozostałych.

    • GPRbyNBA pisze:

      aha > Doczytałem art. .nie dziwne że nie tylko ja mam takie zdanie.

  5. Monty pisze:

    No to się pięknie pomyliłem :). Świetny mecz Marcina, choć skuteczność mógłby mieć nieco lepszą. Różnica z nim na parkiecie ogromna! Wielkie brawa!

  6. cmg35 pisze:

    thibs jeszcze trochę to by grał 5 zawodnikami pora na poważne zmiany w bulls

  7. realista pisze:

    Waszyngton przejdzie pewnie do kolejnej rundy- lipa, bo nc+ znowu będzie męczyć ich meczami :/

    • Elwood pisze:

      Ja na NC+ oglądam tylko mecze Waszyngtonu i podejrzewam że takich jak ja jest więcej. Ale nie rozumiem dlaczego mając licencję nie mogą pokazać więcej mecżów jednego dnia, choćby z powtórki.

  8. wicek pisze:

    Podobno obrona wygrywa mistrzostwa, a tu się okazuje, że bez ataku nie ma nawet drugiej rundy. Dwie przegrane końcówki u siebie ustawiły serię. W Chicago nie ma nikogo kto w decydującym momencie potrafiłby przejąć mecz. Brakuje im Rose’a jak rybie wody. Za to ławka ma fajnie. Nie muszą grać, a pieniądze na konto regularnie wpływają ;)

  9. lordam pisze:

    Bulls po prostu brakuje Deng’a. Ale cóż, za jakość trzeba płacić, oczywiście łatwiej ściągnąć Brewera, Loumundsona i posadzić ich na ławce przez 45 minut. Niestety Deng by pozałatał dziury.
    Na Beala byłby Butler a na Arizę Denga.
    Będzie 4:1 prawdopodobnie.

    • Woy pisze:

      ZGADZAM się w 100%. Deng dawał Bulls znacznie więcej niż zakładali managerowie klubu. Ekonomia Bulls nic nie dała a za Luola można było wziąć np. Paua Gasola lub Diona Waitersa (atak nie byłby wówczas tak dziurawy). Odpowiadając na jeden z komentarzy powyżej być może zaraz będzie czas na zmianę również trenera, który nic więcej nie wyciśnie z tej drużyny. Zaraz na rynek wkroczą Steve Kerr (polują na niego Warriors i Knicks) , być może Doc Rivers lub Mark Jackson. Przy kolejnej drużynie wymienię też Lionella Hollinsa…

    • lordam pisze:

      Chi chcieli stworzyć z butlera nowego denga, a tymczasem to gracz kompletnie inny. Przypomina raczej tonego Allena z lat młodzieńczych niż Denga.
      Ktoś pamięta czym charakteryzuje się Deng? ( w Cle nie było tego widać przez chorą organizację)
      Jest to umiejętność krycia gracz od 6,4 do 6,10 zarówno grających przodem jak i tyłem do kosza, nie blokuje on ani nie przechwytuje jak najlepsi w lidze, on jest od neutralizacji poczynań przeciwnika i to mu wychodzi świetnie, kapitalny etos pracy, zawsze przygotowany, dobrze zbierający( 7 zb na mecz!), dobrze asystujący, z świetnym zasięgiem ramion, dobrej motoryce i IQ boiskowym na najwyższym poziomie oraz dobrym rzutem z dystansu, liczmy się z tym że miał +/-35% za 3 pkt w Chicago, które nie potrafi kreować gry oraz gdzie rzucający mają cholernie mało miejsca, to co by było w takim Wiz gdzie po penetracjach mógłby stać tak jak Ariza i walić 3 na zawołanie?
      Z butlera będzie raczej gracz pokroju Allena niż denga, nic nie ujmując Allenowi ani Butllerowi ale Bulls zabili samych siebie od środka.
      Jakby zostawili Denga mogliby dokonać delikatnych korekt (ściągnięcie rzucającego SG, wymiana Booza, dodanie stretch4 oraz solidnego Centra) i mieli by gotową paczkę. Ale nie oni wolą tkwić w marazmie ligowym.
      Pamiętacie co było bodajże 5 lat temu? Nie podpisali Bena Gordona, ta współpraca była jak symbioza, Bulls potrzebowali Gordona i Gordon potrzebował Bulls. Idealnie wkomponowywał się w taktykę bulls, liczmy się z tym że w tamtych czasach był jeszcze wtedy lepiej grający w ofensywie Kirk, Deng, Rose czyli strzelcy lepsi niż posiadają obecnie. Rozeszło się wtedy bodajże o 8mln/usd na przestrzeni 5 lat z tego co pamiętam ( niech mnie ktoś poprawi ew.) Przez 5 lat Bulls nie potrafili zakontraktować solidnego strzelca na 2. Nie rozumiem Jak załóżmy muszę oddać swojego podstawowego Centra, który daje mi od groma zbiórek to jeśli chcę się liczyć to muszę podpisać innego który mi tą lukę zapewni.

    • Woy pisze:

      Dokładnie, nie wiem dlaczego też niektórzy widzieli w Butlerze przyszłego Pippena…inni z kolei stawiali go jako DPOY (sic!). Jest ważna rzecz, której nie poruszyliśmy a o której mówił Noah (i to w Chicago jest nagminne zjawisko od lat) nie patrzy się na wkład w drużynę gracza i zasługi dla niej. Deng, co podkreślił Francuz, był symbolem organizacji i znał system na wylot. Doświadczenie na play offs Luola było i jest nie do zastąpienia. Tymczasem rezygnując z All Stara, nieco jak Pacers z Grangerem i dobrego ducha drużyny, poszukano oszczędności. Dwóm klubom odbija to się głośną czkawką.

    • lordam pisze:

      Z lat najnowszych to z tego co pamiętam T.Thomas, Ben Gordon, Deng, Nacioni.
      Chicago i tak ma więcej szczęścia niż rozumu, że udało im się Gibsona za grosze podpisać oraz że jest strasznie lojalny wobec klubu bo w innym mógłby liczyć na 10zielonych na rok.

  10. P23 pisze:

    Ja też nie wiem po co oni ściągnęli Fredette i Brewera. Denerwuje mnie Thib tą swoją wizją grania 7 zawodnikami i kilka minut dla Snella. A ten cały Agustin to mnie irytuje na maksa.

    • Woy pisze:

      BTW. Występ Mike’a Dunleavy stoi pod znakiem zapytania w G5. Powód to kontuzja kciuka.

  11. Elwood pisze:

    Gortat faktycznie robi różnicę. Szczególnie pod nieobecność Nene, ale muszę przyznać że patrząc na niektóre jego siermiężne akcje w ataku aż oczy bolą. W sezonie pokazał w kilku meczów że potrafi grać płynnie po obu stronach parkeitu, a w PO męczy się pod atakowaną tablicą co odbija się na skuteczności. Paradoksalnie we wczorajszym meczu najlepszą akcję Marcina (jego firmowy zwód piwotem przez prawie ramię) przerwali mu sędziowie odgwizdując błąd 3 sekund obrony w momencie gdy MG4 już minął Noah. Dużym problemem Gortata jest zbyt płaska trajektoria lotu piłki po rzucie co kończy się niedolotami lub odbiciem celnie rzuconej piłki od wewnętrznej części obręczy kosza. To takie moje luźne obserwacje ale ekspertem nie jestem i zdaję też sobie sprawę że na modyifkację sposobu rzucania raczej jest za późnio dla koszykarza w wieku Marcina.

  12. majsial91 pisze:

    Thibodeau stał się ofiarą własnego ”mamy najlepszą defensywę w nba” i w ten sposób nazbierał armię wyrobników i rzemieślników w taki sposób Chi są w stanie wygrywać mecze zatrzymując rywali w granicy 90 pkt. lecz gdy rywale rzucają około lub ponad 100 pkt. to zazwyczaj nie istnieją bo sami nie są w stanie tyle rzucić.Pozdrowienia dla fanów zmiany trenera po przegranych play-off czy można cały sezon oglądać ”Memphis”

  13. Cosmo111 pisze:

    Męczący mecz do oglądania, zresztą jak większość Byków. Chicago ewidentnie brakuje lidera, kogoś kto potrafiłby się sam kreować w ataku, Hinrich nigdy w tym elemencie na kolana nie rzucał, Augustin też średnio, no a liczenie, że Noah będzie co mecz zaliczał staty bliskie triple double jest niepoważne. Poza tym Thibbs, trochę jak Vogel wydaje się za bardzo przywiązany do stałej rotacji, taki Dunleavy to wczoraj momentami wyglądał jakby za karę musiał grać, ani w ataku mu nie szło, ani w obronie.
    Nie mam nic do Bulls, ale to ekipa Gortat wygląda lepiej i zasługuje na ten awans (choć w końcówce grali jak juniorzy, rzuty odpalane na pałę, szukali daggera na siłę, zamiast wykorzystywać czas w pełni).

  14. Kal pisze:

    Bulls potwornie słabi, a jeszcze niedawno eksperci uważali ich za zdecydowanych faworytów. Wizards bez Nene, Gortat szybko złapał 2 faule, a oni kompletnie nie potrafili tego wykorzystać. Jedynie Gibson zaprezentował się pozytywnie, reszta chyba pogodziła się z tym, że są zdecydowanie słabsi. Po stronie ekipy Wittmana widać było więcej zaangażowania i serca włożonego w grę. Seria miała zależeć od Walla, a jak na razie gra na jakieś 80% swoich możliwości. Fanów Wizards może również martwić słaba postawa ławki. Gooden jeszcze niedawno prezentował się całkiem dobrze, ale ostatnio strasznie obniżył loty. Na Bulls wystarczy, ale z Indianą będzie ciężko.

  15. saturn pisze:

    Myślę, że za chwile (niestety) będzie 4:1 i chłopaki pojadą suszyć wędki.
    Miejmy nadzieje, że to przyczyni się do jakiś solidnych zmian w Chicago, bo jest tragedia. Pierwszy raz to piszę, bo zawsze stałem za nim murem, ale może czas na zmianę trenera. Załoga z Chicago tak dostaje w d…e fizycznie, że co chwile mają jakieś kontuzje. Czekanie na Różyczkę już mnie trochę znudziło, bo nie wiemy co z niego zostało. Nawet jeśli wróci i będzie grał na poziomie niewiele niższym niż przed kontuzją to wciąż za mało. Mam nadzieję, że:
    1. Zaczną mieć przynajmniej 12-cio osobową ławkę, z możliwością rotacji. Bo obecnie to oprócz S5 to tylko jeszcze Gibson i Augustin coś grają. Choć Hinrich jak na S5 to mało wnosi.
    2. Zostanie Augustin, żeby wchodzić z ławki, bo 20 min to jest akurat jako zmiennik
    2. Wreeeeeszcie pozbędą się Boozera i odzyskają część Salary
    4. Zakontraktują kilku przyzwoitych ofensywnych graczy: przykładowo Nick Young zarabia 1,2 mln S w LA, a taki ofensywny gracz bardzo by się przydał na 2-kę. Tam jest luka straszna.
    5. Wyciągną jakiegoś kogoś wartościowego z Draftu. Jeśli na 2-kę nie jakiegoś sprawdzonego gracza, to może kogoś takiego z Draftu: http://nbadraft.net/players/zach-lavine Można by wtedy zrezygnować z usług Hinricha, który prezentuje się coraz słabiej.

    • Finley pisze:

      Nick Young i Jordan Crawford. Dwa kukułcze jaja, ciekawe kto je przygarnie.

    • GPRbyNBA pisze:

      W sumie możemy sie tylko domyślać i ewentualnie jeździć po Tibsie. nie wiemy w jakiej formie sa niedawno zakontraktowani gracze i czemu ich nie wystawia. Jednak wg mnie tak po prostu sie nie da i Tibs w jakiej formie by nie byli po prostu musi dać im szansę. Zmęczenie i zakwasy robią swoje a o kontuzje wtedy coraz łatwiej.
      Tibs jest dobry w defensywie ale powinien miec kogoś (asystenta) od zagrań ofensywnych. Byki są tak słabo skuteczni między innymi dlatego bo ciężko im stworzyć klarowną pozycję do rzutu. Nie maja zagrań i przez to podejmują słabsze decyzje. Gdyby zagrania były to mogli by podnieść swoją skuteczność za 2pkt o te kilka procent.

  16. knyppo pisze:

    Tymbardziej że Bulls ma 2 wybory w pierwszej rundzie. Może Tyler Ennis albo Elfrid Payton?

  17. Fagor pisze:

    Gibson jest świetny. Pokazał klasę w ostatnim meczu. Jest dwa razy lepszy niz Boozz, który gra jakby był na emeryturze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *