Walka o dziki Zachód, czyli dobry, zły i brzydki

Wczoraj przeanalizowaliśmy rywalizację Knicks i Hawks o czołową ósemkę na Wschodzie NBA, ale nie tylko tam jest ciekawie. Rzekłbym nawet, że ciekawiej jest na Zachodzie, gdzie mamy wprawdzie dwa wolne miejsca, ale chętnych mamy trzech. Ktoś zatem będzie musiał obejść się smakiem, gorzkim smakiem porażki…

W konferencji Zachodniej o miejsca 7-8 walczą zespoły: Dallas Mavericks, Phoenix Suns oraz Memphis Grizzlies.

Zapewne każdy z Was był kiedyś na weselu. Pewnie niektórzy przezywali nawet swoje wesela. Na oczepinach czasami jest taki konkurs / zabawa. Mamy kilku uczestników, ale jest ich zawsze o jednego więcej niż krzeseł, na których w wyznaczonym czasie mają nagle usiąść. Dla kogoś zabraknie miejsca i jest eliminowany z zabawy (zawsze mnie zastanawiało jak to do cholery jest, że zazwyczaj wygrywają Ci najbardziej pijani…). W podobnej sytuacji są właśnie trzy powyższe drużyny. Mamy trzech zalotników, ale krzesełka tylko dwa. Komuś trzeba będzie powiedzieć pa pa…

Gdybym pisał wczoraj ten artykuł to mógłbym zbudować jeszcze większe napięcie, gdyż nasza trójka miała wówczas identyczne bilanse. Dziś już wiemy, że Stephen Curry pogrążył Mavs i teraz oni są o jedną porażkę za oponentami. „Sorry, taki mamy klimat…”

Sytuacja zatem przedstawia się następująco: Phoenix i Memphis legitymują się stosunkiem wygranych do porażek 44-30, Teksańczycy rzecz jasna muszą mieć bilans 44-31.

Oznacza to, że ostatni miesiąc rozgrywek to będzie prawdziwa bitwa w Western Conference. Zupełnie jak niegdyś na dzikim zachodzie, kiedy to faceci załatwiali swe sprawy w samo południe w centrum miasta. Klimat rodem z filmów Sergio Leone, niczym w westernach, ale jak już wspomniałem to Western Conference… Nie ma tu przypadku…

TERMINARZ:

Memphis Grizzlies: Wolves (W), Nuggets (D), Spurs (W), Heat (D), Sixers (D), LAL (W), Suns (W), Mavs (D)

Dallas Mavericks: LAC (W), LAL (W), Kings (W), Jazz (W), Spurs (D), Suns (D), Grizzlies (W)

Phoenix Suns: LAC (D), Blazers (W), Thunder (D), Pelicans (W), Spurs (W), Mavs (W), Grizzlies (D), Kings (W)

Patrząc na powyższe zestawienie przyszłych gier całej trójki można powiedzieć jedno – nikt nie będzie miał łatwo. Mavs, którzy dziś przegrali z Wojownikami wybierają się teraz na serię czterech meczów wyjazdowych, a na rozkładzie delegacji mają Clippersów. Jest szansa, że wrócą z trzema wygranymi, ponieważ w Kalifornii zagrają też z Lakers i Kings, a nim zawitają do domu odwiedzą jeszcze Miasto Słonych Jezior.

Ciekawie wygląda terminarz Słońc, które też zaliczą serię trzech wyjazdów do Luizjany i Teksasu. Dodatkowo zagrają też wcześniej w Moda Center. Domowe spotkania z LA Clippers, Spurs czy Oklahoma City też do najłatwiejszych nie będą należały. Czeka ich zatem duże wyzwanie.

Niby najłatwiejsze zadanie czeka Niedźwiadki, które grają „tylko” cztery mecze na obcych terenach. Jednak ich rywalami będą Spurs, Heat i teraz jeszcze najciekawsze…

Otóż nie bez przyczyny odwołałem się do finałowej sceny z filmu „Dobry zły i brzydki„. Istną wisienką na torcie całej rywalizacji będzie fakt, że wszystkie trzy ekipy grają ze sobą na samym finiszu rozgrywek. To będzie piękne uwieńczenie tej rywalizacji (kalkulując oczywiście, że ktoś nie odpadnie zbyt wcześnie). Kocham tą grę!!!

Memphis zagrają u siebie z Mavs w ostatnim meczu sezonu. Mavericks prócz wyjazdu do Fedex Forum czeka też spotkanie u siebie z przeciwnikiem z Arizony. Były klub Marcina Gortata będą gościć u siebie klub z miasta Elvisa. Jedno jest pewne moi mili – będzie się działo, a rywalizacja zapowiada się pasjonująco.

Shawn Marion

Najlepszy bilans u siebie mają gracze z Phoenix. Wygrywali 25 takich spotkań i 13 razu schodzili pokonani z własnego terenu. Rumaki w American Airlines Center wygrały także 25 konfrontacji, ale za sprawą porażki z Golden State są gorsi w tym aspekcie od Suns o jedną przegraną. Memphis zagrali mniej spotkań w u siebie stąd ich aktualny bilans to 23-14.

BEZPOŚREDNIE STARCIA:

Dallas Mavericks:

vs Suns 1:1

vs Grizzlies 3:0

Memphis Grizzlies:

vs Mavs 0:3

vs Suns 3:0

Phoenix Suns

vs Mavs 1:1

vs Grizzlies 0:3

DALLAS MAVERICKS

Co by nie mówić, ale doświadczenie na pewno jest po stronie Mavs. Dirk Nowitzki nie odczuwa upływu lat i prezentuje cały czas wyśmienitą formę. Swoją drogą przypomina starego, dobrego Mercedesa, który swój przebieg ma, ale i tak jest nie do zajechania (Kobe pewnie się wścieka patrząc na wyczyny Niemca). Dirk jest absolutnym liderem i jeśli na kimś będzie spoczywał ciężar odpowiedzialności za awans to z góry wiadomo, że on jest tą osobą.

Skład Teksańczyków przypomina może trochę stetryczały oddział (nie pisze o Spurs), ale wbrew pozorom to może okazać się silną stroną. Goście pokroju Cartera, Mariona, Dalamberta czy wspomnianego Nowitzkiego wiele w swym koszykarskim żywocie przeżyli i wiedzą jak osiągnąć zamierzony cel. Jednego jestem pewien – oni nie odpuszczą, dla niektórych to może być ostatni łabędzi śpiew, więc walczą o swoje. W play offach może zdarzyć się wszystko, a zatem gra jest warta świeczki.

Trener Rick Carlisle zdobywał z tym zespołem mistrzostwo, ale też przeżywał rozczarowania, jak choćby to w postaci braku awansu do poprzednich rozgrywek posezonowych. Jest w tej organizacji na dobre i na złe i myślę, że wie co ma robić, aby wyznaczony cel osiągnąć.  W porównaniu z trenerami debiutantami pozostałych dwóch rywali to olbrzymi atut.

MEMPHIS GRIZZLIES

Atakiem wygrywa się pojedyncze mecze, a obroną wygrywa się mistrzostwo. Być może Niedźwiadki mistrzostwa w tym sezonie nie zdobędą, ale bronić potrafią. Może nie jest to tak dobra defensywa jak za czasów Hollinsa, ale mimo wszystko patrząc przez pryzmat radosnej koszykówki rodem z Zachodu NBA jest to w moim mniemaniu ważna cecha, która wyróżnia ich zespół. Dodatkowo w ataku też wyglądają równie ciekawie, a nawet powiedziałbym, że o wiele bardziej różnorodnie pod wodzą Joergera.

Mają też bardzo dobrych podkoszowych graczy, co w perspektywie bezpośrednich pojedynków z Mavericks i Suns daje możliwość przeniesienia ciężaru gry blisko kosza. Stąd łatwiej o punkty, a Gasol i Randoph punktować potrafią. Atut zatem ogromny.

W trakcie sezonu wiele osób zadawało sobie pytanie czy Mike Conley jest graczem pokroju All-star. Cóż, teraz właśnie nadszedł czas, żeby sam sobie odpowiedział na to pytanie. Piłka jest w twoich rękach Mike…

Wspominałem o doświadczeniu Mavericks, ale Grizzlies też posiadają grupę koszykarzy, którzy coś tam w NBA osiągnęli i trochę już na najwyższym poziomie pograli. Tayshun Prince, Mike Miller, Tony Allen zdobywali mistrzostwo ligi, a więc nie są to przypadkowe osoby z pierwszej łapanki, ale bardzo ważne ogniwa tego zespołu. Samo podejście trenera, bardzo pro-zawodnicze też powoduje, że symbioza w drużynie pozwala mieć dobre przeczucia co do gry w dalszej fazie rozgrywek.

Zach Randolph

PHOENIX SUNS

Jakbyście mnie zapytali w październiku zeszłego roku, gdzie będą Słońca o tej porze, to powiedziałbym, że będą szykowali się wyboru Wigginsa w drafcie (swoją drogą idealnie by pasował do tej drużyny). Klub z Arizony miał jednak inne plany i wielu obserwatorom NBA (w tym mnie też) zrobił niemałego psikusa. Stał się czołowym zespołem ligi i gdyby nie ten cholerny podział geograficzny… Gdyby Arizona była stanem graniczącym przykładowo z Nowym Jorkiem, albo Pensylwanią to już dawno włodarze zacieraliby ręce na udział w play off. Niestety jesteśmy na Zachodzie i tu konkurencja jest o niebo większa, a co za tym idzie wymagania też są zgoła odmienne. Trzeba zatem walczyć o swoje!

Przyznam, że Słońca z całego tria wymienionych drużyn jest największą niewiadomą. Stać ich na wiele, ale czy nie przerośnie ich ciśnienie? Doświadczenie w porównaniu z rywalami nie jest zbyt duże. Jeśli porównamy kadry wszystkich trzech ekip to na papierze Phoenix też nie wygląda najlepiej. Goran Dragić, którego pamiętam jeszcze z Houston, gdzie pierwszy raz dostał szansę odgrywania ważnej roli w kluczowych momentach zazwyczaj zawodził. Bladsoe też nie ma doświadczenia w byciu liderem, gdyż ani w Wildcats, ani w Clippersach takowym nie był.

Wiecie, co jednak jest najlepsze. Wszystkie te wątpliwości, które tak mozolnie napisałem powyżej nie mają żadnego znaczenia. Otóż największą siłą tego teamu jest fakt, że oni nic nie muszą. Nikt na nich nie stawiał, a oni i tak już są wygranymi tego sezonu. Pokazali, że są ekipą, z którą każdy musi się liczyć i, że należy im się respekt. W swej grze mają tą radość, która jest ważniejsza niż wszystkie przywołane przeze mnie powyżej statystyki. Co tam bilans z Grizzlies, co tam mecze wyjazdowe, nie ma co patrzeć w przeszłość. Od tego awansu się nie zdobędzie.

Trener Jeff Hornacek tak samo jak niepozornie biegał po parkietach NBA w tych swoich krótkich spodenkach do połowy ud i „sypał” trójki za trójkami doprowadzając do rozpaczy kolejnych rywali, tak teraz niepozornie, wbrew wszystkim stworzył drużynę, która jest największą rewelacją ligi. Pokazał, że nie próżnował będąc asystentem w Utah i pobrał swoją naukę, a teraz w swym innym ex-klubie zbiera tego owoce.

PODSUMOWANIE

Nie mam pojęcia kto awansuje. Przyznam się, że bardzo życzyłbym awansu Słońcom. Z drugiej strony szkoda byłoby kolejnych play offs bez Dirka. Z-Bo i Gasol też na udział w walce o największe cele zasługują. Patrząc na całą powyższą analizę każdy ma równe szanse. Terminarz daje lekką przewagę zespołowi z Tennessee. Suns i Mavs mają trudniejsze spotkania. Kluczowe będą jednak bezpośrednie mecze. Na dziś daje każdemu po 30 % szans. 10 procent zostaje dla Minnesoty, która dziś gra z Memphis. Jeśli ekipa Ricka Adelmana przegra to nie ma co marzyć o włączeniu się do tego wyścigu (choć ich szansę i tak są już tylko iluzoryczne).

Jeśli obejrzeliście powyższy fragment filmu Leone to zauważyliście, że jeden z bohaterów na końcu martwy pada do grobu… Takie zasady na dzikim zachodzie, takie zasady w NBA. Wolne są tylko dwa miejsca, ktoś zatem musi odpaść…

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

12 komentarzy

  1. Hogofogo pisze:

    Łabędzi śpiew jest zazwyczaj ostatni:) a artykuł bardzo mi się podoba.

  2. manek pisze:

    sorry, ale miejsca są 2, więc suma procentów powinna wynosić 200. Wolves jeśli wygrają wszystko do końca będą mieli 45 zwycięstw, a wyżej opisane ekipy już mają po 44, więc szanse Love’a i spółki oceniam na mniej niż 0,01 %. niemniej bardzo fajny wpis

  3. Hawk pisze:

    Jeśli w bezpośrednim pojedynku między Mavs i Suns wygrają Mavs to koszykarze z Arizony będą musieli mieć o jedną wygraną więcej a o to patrząc na terminarz będzie ciężko.
    Szkoda że ktoś odpadnie bo każdej z tych 3 drużyn Play-offy się należą. Memphis bo dzięki nim będzie ciekawiej bo mogą pokonać każdego. Dallas to nie tylko jedna z najlepszych drużyn ostatnich lat ale dodatkowo mają skład że powinni się znaleźć w PO. Osobiście liczę na to że Mavs wejdą do PO. No i Suns którym bardzo się to należy za to co osiągają takim składem.

  4. amon pisze:

    Odpadną,niestety Słońca.. Tak mi wyszło ,gdy dodałem dwa do dwóch

  5. Guti pisze:

    A ja mam pytanie, co ma drużyna z tego ze awansuje do finalowej 8? Skoro wiadomo ze 1 runda to absolutny max i dostanie 4-0 lub 4-1 od Miami lub Ind?

    • iglo13 pisze:

      nie sądze zeby mogli zagrac z indianą czy miami.
      poza tym playoffs to playoffs, mało było przypadków ze #1 przegrywała z #8?

    • evol pisze:

      Indiana to niech lepiej teraz szuka dobrych psychoterapeutow , tak jak to Hibert powiedzial. Bo moze sie skonczyc na 1 rundzie . Miami też się może pomęczyć , jeżeli trafi na NYK .

  6. kosini pisze:

    iglo 13
    Pamietam tylko jeden Chicago Philadelfia, chyba tk duzo ich nie bylo

    • Paweł Kołakowski pisze:

      1994 Nuggets eliminują Sonics
      1998 Knicks eliminują Heat
      2007 GSW eliminują Mavs
      2011 Grizzlies eliminują Spurs

      trochę jednak tego było…

      @Guti Grizllies, Suns bądź ew. Mavs nie mogą zagrać z Heat czy Pacers w I rundzie… najszybciej w finale…

  7. Triple eX pisze:

    Wydaje mi się, że kalendarz zdecydowanie najtrudniejszy mają Suns i to niestety oni polegną, chociaż życzę im jak najlepiej bo podziwiam to co zrobili w tym roku. Prawda jednak jest taka, że o ile Memphis czy Dallas mają na rozkładzie jakichś „ogórów”, czy chociażby rywali, z którymi wygrają z dużą dozą prawdopodobieństwa, o tyle Słońca słabych rywali nie mają… może poza Kings… tylko, że to już będzie musztarda po obiedzie… można jeszcze liczyć na wygraną z Pels, ale nawet oni to znacznie większa siła w tym sezonie niż LAL, Utah czy 26ers…

  8. benolinho pisze:

    ja liczę przede wszystkim na Miśki jak już ktoś napisał są w stanie wygrać z każdym (suns czy mavs stać na max 1 rundę) poza tym cholernie imponuje mi ich defensywa 2gie miejsce (8 lokatę) dałbym mavs dlatego że wielu ich graczy zasługuje na to na koniec kariery(?) taki eric b ma jeszcze sporo przed sobą

  9. Mr. Cental pisze:

    No a Miśki sami sobie robią pod górkę – właśnie dostali od Minesoty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *