CRUNCH TIME: Postrach faworytów, czyli co kryje fenomen Grizzllies

Mamy za sobą pierwszy tydzień nowego sezonu. Tak sobie ostatnio patrzyłem na na bilanse poszczególnych ekip i moją uwagę zwrócił wynik jakim legitymują się obecnie gracze z Memphis. Trzy wygrane w trzech meczach, w tym wiktorie nad faworyzowanymi Rockets i Warriors. Moja ciekawość nie pozwoliła mi przejść obojętnie wokół tego tematu.

Dobra, więc pytanie podstawowe jest takie? Czemu Miśki wyglądają tak dobrze? Nie jest to raczej przypadek, bo przypadkowo 3 wygrane z rzędu to sygnał tendencji wzrostowej w formie ekipa Fizdale’a.

Moja teoria jest prosta. Otóż Memphis od pewnego czasu jest drużyną tak nieprzewidywalną, a jednocześnie złośliwą, że chyba zdziwiony być nie powinienem.

Przed sezonem patrze na ruchy kadrowe i widzę: odszedł Randolph, odszedł Allen, nie widzę ciekawych nowych twarzy prócz rekonwalescenta Evansa i chimerycznego MacLemore’a. Mówię więc sobie, że na napakowanym all starami jak kabanos zachodzie, drużyna Grizzlies raczej do PO nie wejdzie.

Memphis przypomina mi trochę takiego karalucha. Nieraz depczecie go nogą, walicie kapciem, gazetą, a to bydle się podnosi i idzie dalej. Wzywacie gościa od robali, ten pryska go swoimi specyfikami, a karaluch się dalej otrząsa i lezie w swoim kierunku. Tak jest właśnie z tą ekipą.

Pamięta ktoś, że kiedyś pierwsze skrzypce grał tu O.J Mayo czy Rudy Gay? Teraz to zespół Mike Conleya, którego z perspektywy całej NBA ciężko wielu ekspertom nazwać gwiazdą. Czas mija, uznane nazwiska odchodzą, a oni nadal są w top 8 zachodu.

Widziałem mecz z GSW, dziś oglądałem skrót z Houston i bardzo pozytywnie zaskoczyli mnie dwaj gracze: Jarell Martin oraz James Ennis. Bardzo dynamiczni gracze, którzy doskonale odnajdują się w tym Grit N Grind. Waleczni, bezkompromisowi, z wolą walki. Tacy typowi role players gotowi zostawiać zdrowie na boisku.

Ogólnie Memphis to zbiór większej ilości takich anonimowych ananasów, które mają ciekawe perspektyw przed sobą. Nawet oglądając mecz z GSW przyszło mi do głowy skojarzenie z Jonathonem Simmonsem, który nagle wyskoczył jak Filip z konopi w Spurs. (chociaż konopie bardziej pasują ostatnio do ex gracza Grizz – Z-Bo). Grizzlies na obecnym etapie to wylęgarnia takich Simmonsów, którzy są siłą tego zespołu. Dwójka Gasol – Conley (obaj po 30tce), do tego MacLemore, Evans, Parson i reszta tych zadaniowców. Fajna kombinacja, która akurat do mnie przemawia. Z naciskiem na słowo „zadaniowcy”

Można powiedzieć, że w Memphis mają swój styl, mają wizję i na przekór wszystkim robią swoje i to z sukcesami. Nie ma tu takiego bałaganu jak w Sixers, Cavs, Knicks czy obecnie w Phoenix. Jest jasno obrana droga od paru lat, która krzyżuje plany innym ekipom.

Na koniec mały kamyczek do tego ogródka, a mianowicie wspomniany Chandler Parsons. Chłopak ze sporym potencjałem, po poważnej kontuzji i chyba z nie do końca z osobowością pasującą do stylu Niedźwiadków. O ile rozumiem, że chcieli pozyskać dynamicznego gracza z dobrym rzutem za trzy, to kompletnie nie rozumiem, czemu zdecydowano się akurat na niego. Nie mam na myśli jego charakterystyki sportowej, ale to co siedzi mu w głowie.

Otóż z Houston odchodził skłócony z kibicami, w Mavs też zostawił po sobie niesmak (sam Mark Cuban zarzucał mu niesportowy tryb życia). W pierwszym meczu sezonu z Pelicans został on wygwizdany przez własnych kibiców. Dlaczego? No cóż… zerknijcie sobie na jego zarobki i statystyki ( dla leniwych są TUTAJ )

 

Ostatnio spotkałem się ze stwierdzeniem, że Parsons powinien być tam gdzie jego serce, a ono definitywnie nie znajduje się w Memphis. Z jednej strony szkoda mi tego gracza, bo potencjał ma (lub miał) ogromny. Dziś powinien być w zupełnie innym miejscu niż jest obecnie. Mógłbym napisać, że ma pecha, bo kontuzja kolana i tak dalej. Prawda jest jednak taka, że od pewnego czasu sam Chandler chyba lekko zatracił kontakt z rzeczywistością…Memphis to jednak dobre miejsce do schłodzenia głowy i odpokutowania starych win. Zapytajcie Zacha Randolpha :)

 

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

12 komentarzy

  1. Woy pisze:

    Fizdale COTY pierwszego tygodnia.
    Zobaczymy jak pójdzie dalej, ale cieszy mnie taki zwrot w zespole i duża niespodzianka.

  2. M pisze:

    O czym właściwie jest ten artykuł? Jest tu jakieś wniosek, odpowiedź na zadane w tytule pytanie?
    Inna sprawa: 3-0 to nie jest fenomen ani w przypadku miśków ani nie byłby w przypadku wielu innych drużyn. Oceniajmy drużyny po przynajmniej 10 meczach.
    I poza tym skąd to zaskoczenie w przypadku Grizzllies? Przecież to od dawna jest twardy zespół, który sprawia problemy nawet najlepszym drużynom.

    • Paweł Kołakowski pisze:

      Nigdzie nie napisałem, że wynik 3-0 jest fenomenalny :) napisałem, że ” 3 wygrane z rzędu to sygnał tendencji wzrostowej w formie ekipa Fizdale’a”
      Napisałem, że Memphis stoi zadaniowcami :)
      Zaskoczenie w tym, że 2 z 3 spotkań grali z wyżej notowanymi i faworyzowanymi ekipami :)

    • pop pisze:

      @M – jednak małe zaskoczenie to jest… oddali 2 kluczowych graczy, a poza Gasolem, Conleyem (i „trio doświadczonych połamańców” z ławki) radzą sobie z „nąnejmami” w składzie, warto odnotować ich solidną postawę

  3. Emigrant pisze:

    Take that for data :)

    Dobry „długopis” – ja przed sezonem byłem w stanie rękę sobie uciąć, że Gasol i Conley to za mało na play-offs na Westcoast… Póki co jestem w czarnej dupie…bez ręki

  4. wesley pisze:

    Ten kontrakt Parsonsa to chyba obecnie jeden z najgorszych kontraktów w lidze. I co więcej, będzie jeszcze gorzej bo zawodnik jest w tragicznej formie a za 2 lata będzie kasował 25 mln dolców.

  5. GPRbyNBA pisze:

    Słaby art o niczym

    Z Niedźwiadkami:
    Warriors 101 pkt
    Pels 91 pkt
    Rockets 90 pkt

    pozostałe mecze tej trójki:
    121, 128, 133
    120, 119,
    105, 107, 122,

    Serio tak ciężko sie domyślić o co chodzi?

  6. arcktick pisze:

    Moim skromnym zdaniem artykul calkiem fajny. Nie rozumiem tylko tego hejtu na zawodnikow po ciezkich kontuzjach vide Parsons. Obserwuje to od dawna u dziennikarzy , komentatorow i kibicow. Wiesz jak to jest wrocic do gry po operacji kolana ? Ja np wiem i nikomu nie zycze. Pozdrawiam :)

  7. Gniewkosynrybaka pisze:

    Zdaje sie ze Parsons jakis czas temu, chyba jeszcze w Rockets, wspominal cos o byciu najlepszym SF w lidze, All Star i maxymalnych kontraktach.

  8. T.D. pisze:

    Ciężko mi przypomnieć sobie, że Parsons odchodził skłócony z kibicami. Ktoś może mi przypomnieć?

    • pop pisze:

      W Houston grał bardzo dobrze więc tam nie było problemu, ale w Dallas kibice mieli mu za złe że bardziej celebryta niż koszykarz, że Justin Timberlake że przepłacony coś tam było…

      W Memphis nie ma się co dziwić kibicom, okazał się nietrafioną inwestycją ale myślę że po słowach Gasola dają mu spokój (Gasol powiedział że to tak jakby wybuczeli/wygwizdali wszystkich, całą drużynę), Gasol chyba jest tam postacią nietykalną o największym respekcie u fanów

  9. Trzmielasty pisze:

    Wg mnie artykuł miał potencjał – ale niczym Parsons – gdzieś po drodze zwichnął kolano.
    Paweł – jeżeli stawiasz na początku artykułu pytanie – to pomimo wszystkiego co piszesz wewnątrz – zrób na końcu małe podsumowanie i na to pytanie odpowiedz. Druga sprawa – wystrzegaj się błędów ort. („krzyżuje plany innym ekipą” – powinno być: „krzyżuje plany innym ekipom”)
    Trzymam kciuki za następny tekst! Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *