Historyczny tryumf Trójkolorowych, Parker z nagrodą MVP

Po litewskim Eurobaskecie występ w finale, przy braku kilku kluczowych zawodników, podopieczni Vincenta Colletta przyjęliby w ciemno. Przed 17. laty największym sukcesem francuskiej koszykówki był występ w finale Igrzysk w Atlancie, kiedy zmuszeni byli uznać wyższość Stanów Zjednoczonych i kolejnego ‚Dream Teamu’. Przed dwoma laty trener Francuzów dysponował największym potencjałem swoich graczy, od lat, mając nieobecnego w Słowenii Joakima Noaha. Mimo tego Les Blues nie byli w stanie powalczyć , na równi , z wyżej notowaną i faworyzowaną Hiszpanią. Dziś mimo faktu, że zaczęli cały turniej na Słowenii w wakacyjnej formie i przy sporych ubytkach w składzie, osiągnęli swój największy sukces wygrywając Eurobasket 2013.

Mistrzostwa Europy to impreza specyficzna, na starcie której zawsze zastanawiamy się, którzy zawodnicy z NBA stawią się na niej, a następnie przystępujemy do szacunków na temat miejsc medalowych. Przyznajmy szczerze, że Trójkolorowi w tych szacunkach wypadli średnio, a pierwsza porażka grupowa przeciwko Niemcom rzuciła duży cień na jakiekolwiek szanse medalowe tego kraju.

Jeszcze przed kilkoma dniami, po meczu z największym przeciwnikiem – Litwą – wydawało się, że mało zmotywowani do gry w obronie Francuzi, liczący mocno w ataku na swojego lidera, Tony’ego Parkera, przejdą bez sukcesu i nieco obok Mistrzostw Europy. Wszystko jednak , na szczęście dla nich i dla nas, zmieniło się od ćwierćfinałowej potyczki z gospodarzami, Słowenią. 29pkt Tony’ego Parkera wprowadziło zespół Colletta do półfinału. Chwilę później byliśmy już świadkami niemałej sensacji, z dogrywką, kiedy jeszcze lepszy Tony Parker (32pkt) z wielką radością ogrywał byłych, dwukrotnych z rzędu Mistrzów Europy, Hiszpanów. Eurobasket i inne imprezy rangi mistrzowskiej to miejsce, kiedy trzeba trafić z formą czy wstrzelić się z nią w najbardziej odpowiednim momencie turnieju.

Podczas całych Mistrzostw oglądaliśmy wiele emocjonujących spotkań, wyrównanych potencjałem ekip, ale żadne z nich nie miało takiego 20-minutowego i niespodziewanego dominatora jak mecz finałowy w Słowenii. Francuzi przystąpili do tego meczu absolutnie skoncentrowani na defensywę oraz z jasnym planem taktycznym w ofensywie (walka na desce i szybkie dzielenie się piłką). Z drugiej strony, już po meczu można stwierdzić, iż litewska ławka przespała pierwsze 20 minut i nie specjalnie zareagowała na wydarzenia na boisku w przerwie meczu. Być może drugorundowa wygrana to spowodowała?

Litwini mocno nastwienieni na indywidualne popisy Parkera, zapomnieli nieco o innych kolegach Francuza i pozostawili więcej swobody Nicolasowi Batum oraz Johanowi Petro. Mimo fantastycznej postawy Linasa Kleizy, autora 16pkt w pierwszych 14min, Les Blues okazali się jeszcze dokładniejsi, bardziej precyzyjni, a Parker dał sobie odebrać większe zdobycze punktowe, kosztem osiągnięcia mocno założonego celu (obok nosa przeszedł mu w końcu tytuł Mistrza NBA 2013). Trafienia zza łuku Batuma (17pkt po II kw), celne rzuty na wprost kosza Petro (6pkt) oraz wejście z ławki Floranta Pietrusa (4pkt) mocno rozmontowały litewską defensywę. Na dodatek, przy kapitalnej postawie Trójkolorowych w obronie, Antoine Diot (bohater meczu z Hiszpanią) celnie przymierzył z 9. metra na koniec drugiej odsłony (50:34). Litwini leżeli na deskach..Co ciekawe, akcja prezentowana poniżej była naszkicowana przez opiekuna Les Blues, podczas time outu na 0.9 sek do końca kwarty..

W przerwie nasunęły mi się do głowy pewne myśli; dlaczego trener Litwinów, Jonas Kazlauskas dopiero jako trzeciego centra, wypuścił Jonasa Valanciunasa (kiedy Darius Lawrinowicz i jeszcze słabiej grający Robertas Javtokas dostawali przysłowiowe lanie pod tablicami). Ponadto czemu tak mocno i na siłę forsowano taktykę podwajania i wybijania z rytmu Tony’ego Parkera, kiedy w pojedynkę mógli sobie z nim radzić Mantas Kalnietis lub Jonas Maciulis. Efekt; któryś z kolegów Parkera często zostawał wolny i korzystał z tego (Batum, Petro i Pietrus). W końcu chyba Litwini zachłysnęli się świetną dyspozycją dnia z pierwszych minut spotkania – Linasa Kleizy – i być może za bardzo polegali na jego rzucie, myśląc, że festiwal skrzydłowego jeszcze potrwa ?

Jonas Kazlauskas zamiast przyspieszyć grę poszedł polskie ślady Eurobasketu 2013, stawiając zaraz po przerwie na Twin Towers, Lawrinowicza oraz nieszczęsnego Javtokasa. Wg mnie nieco sam położył się na deski..Francuzi wykorzystali ten moment, mimo nawet faktu, iż nie szła im gra w ataku na starcie trzeciej odsłony (być może Parker próbował za mocno włączyć się do gry, a rzut mu nie siedział do 4 kw). Niezawodny w finale Boris Diaw przypomniał sobie lata gry na niższej pozycji, penetrując z powodzeniem w strefę podkoszową i zdobywając 13 punktów podczas drugich 20 minut lub kończąc skutecznie półhakiem.

Cichymi bohaterami spotkania okazali się jednak podkoszowi Francji. 10 zebranych piłek Alexia Ajincy, wszechstronne granie Borisa Diawa (15pkt-6zb-4as) i walczący o każdą piłkę Pietrus z Petro (kolejno 6 i 8pkt) stworzyli nowym Mistrzom Europy solidne podstawy do wygrania najważniejszego meczu z karierze. Przed meczem również ważny, w moim przekonaniu, był aspekt włączenia się do gry zawodników rezerwowych. 25 oczek po stronie ławki francuskiej i tylko trzy oczka ławki litewskiej mówią same za siebie. Druga dominacja to wygrana deska; 42-25.

Francja zdemolowała Litwę, już podczas pierwszej połowy słoweńskiego finału, a nagroda najbardziej wartościowego gracza turnieju, zasłużenie powędrowała w ręce Tony’ego Parkera (19pkt-3.3as-2.1zb na mecz). Kolejne Mistrzostwa już za 2 lata na obiektach jeszcze bliżej położonych od Polski, na Ukrainie. W tym kraju nadszedł czas ‚koszykarskiego boomu’ po sensacyjnym wejściu do topowej ósemki turnieju i historycznym awansie na Mistrzostwa świata (które za rok odbędą się w Hiszpanii). Wszystko pod ręką znanego nam doskonale z NBA, Mike’a Fratello.

Wynik: Francja – Litwa 80:66 (19:22, 31:12, 18:16, 12:16)

Francja: Batum 17, Diaw 15, Parker 12, Petro 8, Gelabale 7, Pietrus 6, Diot 5, Ajinca 4, De Colo 4, Lauvergne 2, Heurtel 0, Kahudi 0

Litwa: Kleiza 20, Kalnietis 19, Seibutis 10, Lavrinović 7, Maciulis 7, Pocius 3, Javtokas 0, Kuzminskas 0, Motiejunas 0, Valanciunas 0.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

4 komentarze

  1. twkarol pisze:

    Litwini rozczarowali. To co stanowiło do tej pory o ich sile, czyli gra zespołowa oparta o zbilansowany sklad – zawiodło. Dodatkowo silni i dobrze wyszkoleni technicznie gracze podkoszowi naszych sąsiadów zostali zmarginalizowani do roli statystów. Trener nie mial widać przygotowanego planu B na taka ewentualność bo jego decyzje byly delikatnie mówiąc nietrafione. Co do Francuzów to trzeba uczciwie przyznać, ze im wyjątkowo „siedzialo”. Rzuty, które statystycznie wpadać nie powinny a wpadały (Diot) podłamany dodatkowo Litwinów. Jeżeli dodamy do tego punkty zawodnikow drugiego planu – Petro, Pietrus to znajdziemy przyczynę tak wyraźnego zwyciestwa Francuzów.

  2. Woy pisze:

    @twkarol, myślę, że motywacja, nastawienie Francuzów i tzw. zwarcie szyków, wiara we własne siły po wygranej nad Hiszpanią oraz doświadczenie z wielu imprez liderów Les Blues – Parkera, Batuma, Diawa, DeColo zrobiły najwięcej. Z całym szacunkiem dla Litwinów, o ławce Trójkolorowych pisałem przed meczem i Jonas Kazlauskas nie zrobił nic wielkiego , nie dając szansy Valanciunasowi na podkoszową dominację czy jego ulubione pick’n’roll. Granie parą Lawrynowicz-Javtokas to był gwóźdź do trumny. Kleiza miał grać więcej jako stretch four, a Jonas miał grać dwójkowe akcje z rzucającym – niestety – na siłę Kalnietisem. Litwini jak dla mnie wyglądali na nieco spanikowanych po I połowie i chyba w szatni nie wiele się zadziało, by przerwać napór Francji ; a szansa była, kiedy Parker nie trafił kilku rzutów na starcie III kw.

  3. blazers.pun.pl pisze:

    @twkarol – od początku było widać, że w kosza gra Francja, a Litwa utrzymuje wynik tylko dzięki „hero ball” Kliezy. W końcu i to musiało się skończyć. To właśnie Francuzi wypracowywali sobie pozycje do rzutów, a nie Litwini, więc mówienie o tym, że im „siedziało” nie ma większego sensu.

  4. twkarol pisze:

    Nie chce aby moje slowa byly źle odebrane. Francuzi nie wygrali przypadkowo, poziom ich skuteczności uzależniony byl w dużej mierze od nieudolności litewskiej obrony. Zaskoczylo mnie po prostu kilku zawodnikow, którzy do tej pory niczym szczególnym sie nie wyroznialo. Petro bez skrupułów trafiał z półdystansu, Batum, Diaw przypomnieli pozostałym kto gra w najlepszej lidze swiata. Mamy poza tym w pamięci mecz grupowy miedzy tymi ekipami gdzie wynik byl z gola odmienny. Brawa na Francji, ze wyciągnęli wnioski z tamtego spotkania pokazując, ze w meczach o stawke są zupełnie inna druzyna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *