EB: Podsumowanie szóstego dnia – Grupa D

Ostatni dzień rywalizacji w grupie D, był praktycznie tylko dokonaniem formalności, bo już wczoraj Finlandia, Włochy i Grecja zapewniły sobie awans do drugiej rundy. Ważny mecz miał miejsce o 14:30, w którym to Finowie pokonali Greków i to zwycięstwo będzie liczyło się już w 2 fazie turnieju. Niesamowicie zagrał Koponen, który 5 krotnie trafił za trzy i zdobył łącznie 29 oczek. W drugim spotkaniu dzisiejszego dnia Włochy bez swoich liderów, po zaciętej końcówce ograły reprezentację Szwecji. Skandynawom nie pomógł dobry występ ich lideró – Jonasa Jerebki i Jeffery’iego Taylora. W wieczornym spotkaniu dramatycznie grający Turcy znowu dali się ograć, tym razem Rosjanom. Zwycięstwo Sbornej sprawiło, że żadna drużyna na tych mistrzostwach nie kończy rozgrywek bez żadnej wygranej na koncie.

Grecja – Finlandia  86-77  (23-22, 12-14, 12-21, 30-29)

Do gry wrócił już Spanoulis, który w ostatnich dwóch spotkaniach (z Turcją i Włochami) pauzował ze względu na kontuzjowaną kostkę. Od poczatku spotkania obie drużyny postawiły twarde warunki w obronie, a Finowie już po kilku minutach zdecydowali się na krycie strefowe. Kontuzji doznał Hanno Mottola, który trzymając się za kolano opuścił parkiet już po 4 minutach gry. W ataku Finowie mogli liczyć na Kottiego, który nie bał się grać 1 na 1. Grecy tradycyjnie imponowali mądrościa, spokojem i dzieleniem się piłką, a kolejne celne i efektowne akcje na punkty zamieniali Zisis i Spanoulis. Końcówka zdecydowanie należała jednak do Koponena, który trafił 8 punktów z rzędu i wciąż utrzymywał swój zespół w grze. Po 10 minutach Mistrzowie Europy z 2005 prowadzili 23-22 i mecz zapowiadał się niesamowicie wyrównanie.

Drugą kwartę od celnej trójki rozpoczął Bramos, wykorzystując fakt, że trener Dettmann wciąż stawiał na obrone strefową. Kolejne 3 minuty to lekki przestój w grze i popis gry obronej zarówno z jednej jak i drugiej strony. Grecy grali bardzo kontrolowaną koszykówkę, nie forsując szybkiego ataku, ale to gra w której czują się najlepiej. 10 punktów do przerwy zdobył Zisis, ale Finowie mogli liczyć na duet Kotti-Koponen, którzy do przerwy rzadko się mylili. Skandynawowie nie dali odjechać rywalom, ale nie mogli przełamać magicznej granicy jednego punktu różnicy i wciąż musieli gonić wynik. Na półtorej minuty przed końcem pierwszej połowy zza łuku trafił jednak Koponen i mieliśmy drugi remis w tym spotkaniu. Chwilę później po kolejnej celnej trójce, tym razem Koivisto, Finowie wyszli na prowadzenie i to oni do przerwy prowadzili 37-35.

hellasss

Finowie grają prostą koszykówkę na tym Eurobaskecie, korzystając najczęściej z małych gier (2×2, 3×3), czyli tak jak można się było tego spodziewać. Szukają rzutów zza łuku i kiedy tylko mają cień pozycji, to nie zastanawiają się, tylko rzucają. Problemy mieli nieco w obronie, bo Grecy tradycyjnie grali niesamowicie rozsądnie i przestrzennie, wykorzystując każdy błąd rywali. Nie mogli jednak zatrzymać Koponen, który grał kapitalnie i dlatego do szatni schodzili w słabych nastrojach.

Po powrocie na parkiet dalej świetnie grali Finowie, którzy nie pozwalali Grekom złapać ich rytmu gry, stosując podwojenia w okolicy low-postu. W ataku wciąż niezawodny był Koponen(7 pkt w 3 minuty), a żywiołowa i skuteczna ofensywna Finów robiła ogromne wrażenie. Grecy postawili na obronę strefową, ale Koivisto świetnie kreował grę, wyszukał na obwodzie Koponena, który trafił za trzy i przewaga Finów wzrosła do 9 oczek. Wzrosło nieco tempo gry, ale Grecy grali chaotycznie, nie mogli sforsować defensywy rywali. Równo z syreną, piąty raz zza łuku trafił Koponen i po trzech kwartach Finowie prowadzili 57-47.

W czwartej kwarcie wciąż dobrze prezentowali się Finowie, którzy swoją świetną obroną zmuszali Greków do słabiutkiej i rwanej gry. Trener Trinchieri wział czas i nie omieszkał uświadomić swoich zawodników co sądzi o ich grze. Po powrocie na parkiet Grecy zaczęli grać skuteczniej, trafiali Spanoulis, Zisis i Mavrokefalidis, ale Finowie na każdą udaną akcję rywali mieli skuteczną odpowiedź i wciąż utrzymywali bezpieczną przewagę. Finowie kiedy już się mylili, to najczęściej zbierali piłkę w ataku i ponawiali swoje akcje. Z rogu trafił Huff i Skandynawowie powiększyli przewagę do 12 punktów. Grecy nie trafiali swoich rzutów i mieli ogromne problemy z zatrzymaniem ofensywy rywali. W końcówce jednak wyszło doświadczenie Greków. Szybkie faule i pressing na całym oraz akcja 3+1 Zisisa, sprawiła, że różnica między obiema ekipami wynosiła tylko 7 punktów, na minutę przed końcem. Finowie opanowli nerwy, trafiali rzuty wolne i ograli Greków 86-77.

Grecja: Zisis 19, Spanoulis 17, Mavrokefalidis 10, Bourousis i Kaimakoglou po 6, Printezis 5, Bramos, Perperoglou i Sloukas po 4, Papanikolaou 2.

Finlandia: Koponen 29, Muurinen 15, Kotti 14, Huff 13, Koivisto 7, Lee 4, Ahonen 2, Salin 1.

 

Włochy – Szwecja (27-20, 16-28, 20-15, 19-16)

italia

Bez porażki wyjadą koszykarze reprezentacji Włoch z Kopra. Dzisiejsza wygrana nad Szwedami sprawia, że Włosi to jedyna drużyna Eurobasketu, która wciąż ma miano niepokonanej i do drugiej rundy przystępują z kompletem zwycięstw. Trener Pianigiani postanowił, że z wysokości ławki rerezrwowych mecz obejrzeli Belinelli, Diener i Magro, a nie za mocno eksploatowany był także Gigi Datome i Nicolo Melli.

Włosi grali świetnie przez pierwsze 15 minut, zamieniając praktycznie każdy rzut na kosz, grając na ponad 70 % skuteczności. Potem wszystko wróciło do normy i Szwedzi złapali oddech, dogonili rywali i wyszli nawet na prowadzenie. W końcówce jednak znowu do swojej skutecznej gry nawiązali Włosi i udało im się pokonać Skandynawów.

Pod nieobecność lidera, Marco Belinelliego, 19 punktów i 5 asyst zaliczył Alessandro Gentile – największa gwiazda młodego pokolenia we Włoszech. Gentile do spółki z Aradorim stworzyli duet liderów, który doprowadził swoją drużynę do zwycięstwa. Przez pierwsze półtorej kwarty zapowiadało się na spokojne zwycięstwo Włochów, ale potem Szwedzi zaliczyli run 13-0 i po dwóch trójkach Massamby to Skandynawowie prowadzili do przerwy 48-43.

W drugiej połowie ciągle utrzymywała się przewaga Szwedów i dopiero końcówka trzeciej wkarty to zryw i powrót do swojej gry Włochów i po serialu punktowym 7-0, na tablicy wyników mieliśmy remis. Decydująca kwarta zaczęła się takim samym run’em podopiecznych trenera Pianigieniego i był to kluczowy moment tego spotkania. Włosi wyszli na prowadzenie i nie oddali go już do końca, mimo tego, ze znowu dobry mecz rozgrywał duet Jerebko-Taylor. Za dużo niecelnych rzutów, szczególnie tego pierwszego, spowodowało, że Szwedzi nie byli wyrwać rywalom zwycięstwa.

Zacięta była końcówka, bo po jednym celnym rzucie Arradoriego z linii rzutów wolnych, na 7 sekund przed końcem, Włosi mieli tylko 3 punkty przewagi. Swojej szansy nie wykorzytali jednak Szwedzi, bo najpierw zza łuku nie trafił Jerebko, potem za 2 Grant, a ostatnią dobitkę przestrzelił Kjellbom. Dla Włochów było to ważne zwycięstwo, ponieważ już na starcie drugiej fazy turnieju mają 2 zwycięstwa i teoretycznie muszą pokonać tylko jednego rywala z trójki Chorwacja, Słowenia, Hiszpania, aby zająć miejsce premiowane grą w ćwierćfinałach.

Włochy: Gentile 19, Aradori 16, Cinciarini 12, Melli 11,Datome, Cusin i Vitali po7, Rosselli 3.

Szwecja: Taylor 28, Jerebko 21, Massmba i Gaddefors po 6, Grant 3, Skjoeldebrand 2.

 

Turcja-Rosja 77-89 (17-16, 23-23, 17-19, 20-31)

 

russia

 

W pierwszej kwarcie obie drużyny grały nieco asekuracyjnie, czekając na błędy rywali i starając się je wykorzystać. Gra toczyła się punkt za punkt i na tablicy wyników prawie ciągle widniał remis. Dobrze funkcjonował młody duet reprezentacji Rosji Dimitry Kulagin i Sergey Karasev, który dzielnie stawiał czoła znacznie bardziej doświadczonemu Ilyasovie i Arslanowi. Dzięki trójce tego drugiego, to Turcja po pierwszych 10 minutach tego spotkania prowadziła 17-16.

Obraz gry na początku drugiej karty nie uległ zmiany i żadna z drużyn nie umiała zagrać na tyle skutecznie w defensywie, żeby odjechać rywalowi na choćby kilka punktów. Wynik był remisowy, ale pod koniec kwarty nieco złapali waitr w żagle Turcy i po 5 punktach Preldzicia i trójce Arslana, Rosjanie tracili do rywali już 6 punktów. Sborna jednak nie dała uciec Turkom i jeszcze do przerwy, po zespołowej grze, udało im się zmniejszyć straty do jednego oczka. Do przerwy zatem Turcy wygrywali z Rosją 40-39.

Drugą połowę otworzył Savas, który radził sobie bardzo dobrze z rywalami i był zdecydowanie najjaśniejszą postacią swojego zespołu. Potem jednak do głosu doszli Rosjanie i zza łuku trafił Antonov, potem dwa celne rzuty także z dystansu zaliczył Karasev, a akcją 2+1 dobił rywali Shved. Sborna zaliczyła run 12-2 i wydawało się, że pójdzie za ciosem i nie da podnieść się leżącym Turkom. Stało się jednak inaczej, bo Ilyasova i reszta nie poddali się, zaliczyli run 11-2 i na minutę przed końcem trzeciej kwarty wyszli nawet na prowadzenie. Pod koniec kwarty trafił zza łuku Antonov i po 30 minutach Rosjanie prowadzili 58-57.

Decydująca kwarta lepiej zaczęła się dla Rosjan, bo po trójce Khvostova i punktach z trumny Ponkrashova, przewaga Sbornej wzrosła do 5 punktów. Turcy wrócili do gry za sprawą niesamowicie walecznego Savasa, który zdobył 6 punktów z rzędu i znowu wyprowadził swoją reprezentację na prowadzenie. Końcówka jednak to popis gry naszych wschodnich sąsiadów. Run 19-5 w ostatnich minutach spotkania był ciosem, po którym Turcy nie byli już w stanie wrócić do gry. Ich katem okazał się młody Karasev, który w 4 kwarcie zdobył aż 11 punktów i to on poprowadził Rosję do pierwszego zwycięstwa na tym turnieju.

Turcja: Savas 18, Gonlum 17, Ilyasova 13, Preldzic 8, Batuk 5, Erden i Asik po 2.

Rosja: Karasev 25, Antonov 14, Ponkrashov 13, Savrasenko 12, Kulagin, Shved i Khvostov po 8.

 

Krzysiek Czyż

Wierny fan Ersana Ilyasovy. Wychowany na Euro Stepie D-Wade'a i akcjach Paula Pierce'a. Kiedyś zaproszę na grilla Z-Bo. W dzień zamienia się w psychofana Premier League.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *