Arka Gdynia Kosz – jednostronny projekt [Trójmiejska Ekstraklasa]

Tak, wiem. Miało być regularnie. A wyszło… Cóż, ponieważ kazałem Wam długo czekać na kolejny tekst, to nie będę już przedłużał.
Krajowa Grupa Spożywcza Arka Gdynia to drużyna, która, jak to jej władze i sztab określają, buduje pewien projekt czy też bardziej jest projektem. Projektem rozwijania młodych zawodników. Powiedziano już, że jest on porażką, niewypałem, błędem (i wiele wskazuje, że tego typu określenia będą padały coraz częściej). Nie zaprzeczam tym ocenom, jednak chciałbym zwrócić również uwagę, że projekt ten jest także (a może przede wszystkim) na wielu poziomach jednostronny.

Radość po wygranej z GTK. fot. Mateusz Słodkowski

Tekst ten piszę po meczu, w którym zespół z Gdyni przegrał w Stargardzie aż trzydziestoma siedmioma punktami (54-91). Jednak w ostatnich dniach miało miejsce jeszcze jedno ważne wydarzenie dla tego projektu, od którego chciałbym zacząć. Była to konferencja prasowa, podsumowująca pierwszą rundę sezonu zasadniczego oraz prezentująca plany na kolejne miesiące – czyli generalnie na drugą połowę rozgrywek. Dla zainteresowanych umieszczam całość poniżej:

Cóż, tego typu spotkania, organizowane przez drużyny z dołu tabeli, rzadko budzą większe zainteresowanie wśród ogółu kibiców naszej Ligi – zwłaszcza, jeśli nie dotyczą jakichś przełomowych zmian np. transferowych. Jednak, zarówno ze względu na pewne cechy tego projektu, jak i zwłaszcza przez konkretne wydarzenie podczas tej konferencji, temat trochę przebił się poza „gdyńską bańkę”. Oba te powody łączą się w osobie trenera Wojciecha Bychawskiego. Jego wypowiedzi przy różnych okazjach nie budzą zaufania kibiców, a także w pewien sposób uderzają w pozostałe zespoły. Tak też było na omawianej konferencji, kiedy, niby tylko stwierdzając fakt, że kluby grające w pucharach nie mają czasu na rozwijanie zawodników, jakby moralnie stawiał zespół Arki wyżej. Bo w Gdyni dba się o wszystkie potrzeby zawodników, umożliwiając im skupienie się na koszykówkę, do tego pracuje się nad tym aspektem, dając im szanse, wspierając, patrząc długofalowo itd. Tego typu lekka, ale jednak wyższość, raczej rzadko (jeśli w ogóle) występuje w przypadku innych zespołów – a mówimy tu o drużynie, która zamyka tabelę.

Trener Wojciech Bychawski fot. Mariusz Mazurczak

Cały ten wywód, chwalący projekt Arki i jakby krytykujący strategię działania innych zespołów, został poprzedzony tym, co sprawiło, że tematem zainteresowała się szersza publika. Mianowicie, trener Bychawski miał przygotowany zestaw danych, pokazujący punktowanie i minuty Polaków w poszczególnych zespołach. Oczywiście, z racji na niemal w całości polski skład (na początku rozgrywek jeden obcokrajowiec w składzie; obecnie trzech, z czego jeden kontuzjowany), to Arka przoduje w tych zestawieniach. Wydźwięk tej wypowiedzi oraz zdania innych osób z zarządu/sztabu, które padały na tej konferencji, jasno pokazują, że są oni zadowoleni z dotychczasowych rezultatów. Trener Bychawski zaznaczał, że nie należy rozliczać tylko za wyniki, gdyż założenia i cele projektu są inne.

Ale jednak jest to nadal drużyna, grająca w Ekstraklasie. Drużyna klubu, który, z obecnie występujących w Lidze, jest na drugim miejscu w zdobytych Mistrzostwach Polski (9, więcej ma tylko Śląsk Wrocław: 18). Klub ten jeszcze kilkanaście lat temu dominował na polskich parkietach, dochodząc nawet do najlepszej ósemki Euroligi. I wielu kibiców zespołu Arki dalej pamięta te chwile. Wiem, bo przez szereg lat byłem członkiem Klubu Kibica (wtedy jeszcze) Asseco Gdynia. Ten głód sukcesów i chęć wygrywania jest tam nadal żywy. A zadowalanie się szkoleniem młodzieży kompletnie nie spełnia tych oczekiwań. Około 10 lat temu, po zatrzymaniu serii dziewięciu Mistrzostw z rzędu, również zespół został złożony w dużej części (chociaż nie tylko) z młodych graczy. Jednak wówczas nie trąbiono tak nachalnie o tym, że to projekt rozwojowy, że nie należy rozliczać wyników. Wręcz przeciwnie: podczas pięciu sezonach „przebudowy” ekipy z Gdyni trzy razy była w Playoffs. Chociaż było to w pierwszych trzech sezonach, a gdy z drużyny odchodzili weterani, a pojawiało się coraz więcej młodych, to i wyniki spadły i w ostatnich dwóch latach z tego okresu była to już bardziej walka o utrzymanie, to jednak kibice nie wydawali się aż tak zawiedzeni, jak to ma miejsce obecnie. Nie tylko ze względu na to, że wyniki wówczas były lepsze. Wydaje mi się, że usilne usprawiedliwianie słabych rezultatów i chwalenie się, jaki to projekt nie jest skuteczny, nie wpływa pozytywnie na fanów. Te kilka lat temu wszyscy wiedzieli, jaka jest sytuacja. Też była krytyka pewnych działań, ale jednak było czuć większą chemię między zespołem i sztabem trenerskim a kibicami. Świadomość własnych ograniczeń była po obu stronach i nie było zakłamywania rzeczywistości. Obecnie, oczekiwania, przedstawiane przez „górę”, nie znajdują poparcia wśród fanów. Mówiąc inaczej: oczekiwania te są jednostronne.

Zakończenie sezonu 2011/2012 – ostatnie (na ten moment) mistrzostwo. fot. Adam Warżawa/PAP

A czy w czasie tych „słabszych”, ale jednak lepszych niż obecnie sezonów szkolono młodzież? A jakże. Jakub Garbacz, Przemysław Żołnierewicz, Marcel Ponitka, Filip Matczak, Filip Put, Roman Szymański, Mikołaj Witliński, Sebastian Kowalczyk – to wszystko zawodnicy, którzy w Gdyni grali w co najmniej dwóch sezonach, będąc przed 25 rokiem życia. Garbacz podczas świetnych sezonów w Gdyni trafił do reprezentacji. Żołnierz, Put i Matczak tak naprawdę zaczęli poważne granie w Asseco (pierwsza dwójka debiutowała wówczas w Ekstraklasie). Ponitka w Gdyni zagrał ponad dwa razy więcej spotkań niż w jakimkolwiek innym zespole i także wówczas trafił (choć, jak wiemy, na krótko) do Kadry. Jak widać, wtedy również szkolono młodzież. I tak, wyniki nie były zachwycające, mając w pamięci Mistrzostwa kilka lat wcześniej, natomiast jednak była mowa o wynikach, była walka o Playoffs. Wtedy patrzono zarówno na szkolenie młodzieży, jak i na wyniki. Teraz ma znaczenie tylko jedna strona.

Przemysław Żołnierewicz, Filip Matczak i Sebastian Kowalczyk
Pamiętne trio – Żołnierz, Fifi i Seba. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl

Do tego drużyna wówczas „gryzła parkiet” i wiele spotkań wygrywała świetnym przygotowaniem fizycznym, trochę na przekór niedoborom w talencie czy doświadczeniu. To zaś momentalnie wprowadzało więź między trybunami a zespołem. Oczywiście, obecnie również zwłaszcza młodzi zawodnicy (a jest ich przecież większość) są wspierani, kibice liczą na ich rozwój, dobrze im życzą. Natomiast, patrząc na pojawiające się komentarze, przeważają jednak krytyczne opinie – nie w stosunku do graczy, ale do projektu. Oczywiście, po przegranych meczach zawsze się one pojawiają. Tyle że nawet przy okazji wygranej z GTK, pojawiły się głosy, że trzeba było od razu ściągnąć zagranicznych graczy albo, że projekt a granie w Ekstraklasie się wykluczają (chodzi o post, który wrzucam poniżej). I mam wrażenie, że obecnie ta nić porozumienia trybun i ławki jest słabsza. Dla wielu męczące jest rzucanie się od ściany do ściany (rozwijanie młodzieży do 2018, potem pojawiają się większe pieniądze i dwa sezony są z walką o najwyższe cele, a od 2020 znowu szkolenie).

A do tego: poprzednie trzy sezony, podczas których znów stawiano przede wszystkim na polski skład, wykazywały jednak pewien progres. W 2021 piętnaste (ostatnie bezpieczne) miejsce, w 2022 trzynaste, w 2023 dziesiąte. Nie były to powalające skoki (w wygranych meczach: 8, 11 i 11), a rok temu trzynaste miejsce miało tyle samo oczek, co dziesiąte (41 pkt), a do tego punktowo Arce bliżej było do ostatniej pozycji (38 pkt) niż do dziewiątej lokaty (46 pkt). Ale jednak albo był rozwój, albo stabilizacja. Zaś obecnie po pierwszej rundzie Arka ma tylko cztery wygrane (rok temu na tym etapie sześć, dwa lata temu pięć). Zatem nastąpił tu regres i zapowiada się, że zespół z Gdyni wygra mniej niż te 11 razy z dwóch poprzednich sezonów (chyba mało kto obstawia rezultat 7-9 w rundzie wiosennej). Tak jakby wyrzucono to, co budowano przez kilka poprzednich lat, do kosza (hehe, bo wiecie, koszykówka i do ko… dobra, nieważne) i po raz kolejny rozpoczęto wszystko od nowa. Chyba każdy chciałby widzieć jak jego zespół staje się coraz lepszy, rozwija się. Proces też ma znaczenie, jasne. Ale nie można ciągle zaczynać drogi od nowa. A do tego – ważny jest zarówno proces, jak i efekt. Droga i cel. Obecnie skupienie jest tylko na jednej stronie: na procesie, do tego w jednak dosyć chaotyczny sposób. Mówi się co prawda, że wyniki też są ważne – ale, przynajmniej dla mnie, brzmi to bardziej jak konieczne słowa niż realne myślenie. Tutaj kluczowa jest strona procesu. Jedna strona.

Zakończenie sezonu 2022/2023 fot. Mariusz Mazurczak

I na koniec: same założenia projektu, o których również była mowa na konferencji. Arka ma szkolić zawodników, aby przygotować ich do grania w Ekstraklasie czy nawet w Kadrze. Tyle, że już w trakcie konferencji zasugerowano, że gracze mają się przygotowywać w Gdyni, aby potem móc ruszyć do innych, lepszych klubów. Oczywiście zapytany o to trener próbował się tłumaczyć, że przecież to będą gracze na lata, którzy, rozwijając się, będą stanowili o sile Arki, więc to nie tak, że „robimy” graczy dla innych ekip. Tyle, że nie da się nie odnieść wrażenia, że w pewien sposób tak to wygląda. Oczywiście, nie ma co oczekiwać, że zawodnicy będą grali w Gdyni przez całą karierę. Ale wiele nazwisk, które zaczynały poważne granie w Arce, swoje najlepsze lata osiągały już po jej opuszczeniu: Ponitka (w zasadzie obaj bracia, ale Mateusz był w Asseco jeszcze za „złotych czasów”, więc go tu nie liczyłem), Żołnierewicz, Witliński, Wyka, Garbacz… Z jednej strony – nie da się ukryć, że szkolenie nad morzem naprawdę przynosi efekty i o wielu polskich zawodnikach liczących się dziś w Ekstraklasie można powiedzieć, że są (mniej lub bardziej) z „gdyńskiej szkoły”. Ale z drugiej – co to daje klubowi w dłuższej perspektywie? Jedną rzecz na pewno: renomę, która przyciąga kolejnych młodych zdolnych (np. Andrzej Pluta Jr). Ale poza tym? Nie kojarzę, żeby sprzedaż zawodników wyszkolonych przez Arkę była na tyle spektakularna, żeby można się tym chwalić. Jasne, to nie te realia, żeby zarabiać na tym krocie, ale jednak jak dla mnie zbyt często było to dobre granie póki ktoś jest, a potem odejście za darmo po zakończeniu kontraktu. W obecnym sezonie Żołnierz i Pluta Jr mieli możliwość odejścia w trakcie sezonu, z czego ten pierwszy skorzystał. To oczywiście nieco przejaskrawiony i inny od pozostałych przykład, ale pokazujący, że niby ma to być projekt na lata, ale jednak pewne nazwiska są ściągane, aby zaspokoić doraźne potrzeby. Wiadomo, Żołnierz to nie młodzieżowiec do szkolenia, ale tutaj mamy jak na dłoni „dobre granie póki jest, a potem odejście za nic”. Czyli korzyść jest tylko z jednej strony – aktualnej gry zawodnika.

Marcel Ponitka fot. Mariusz Mazurczak

Oczywiście, ta powyższa krytyka odnosi się do samego projektu i jego założeń, ale bardziej ogólnie. Nie można nie docenić pracy, którą wykonują młodzi zawodnicy Arki, szturmem wdzierający się np. na zestawienia TOP 10 kolejki. Takie nazwiska jak Szumert czy Gordon mogą naprawdę namieszać w naszej rodzimej koszykówce – czego szczerze tym chłopakom życzę. Warunki do własnego rozwoju mają naprawdę dobre – tyle że to tylko jedna strona. Druga strona, jaką są oczekiwania kibiców, nie jest w tym projekcie zbyt dobrze realizowana. Bo tak jak kibice z Gdyni chcą mieć dobrą reprezentację i dobrych polskich koszykarzy, tak samo chcą mieć własną drużynę w Ekstraklasie. Tu zawsze są dwie strony medalu i na obie trzeba patrzeć.

A wy – jak oceniacie ten projekt? Jaka będzie jego przyszłość? I oczywiście pytanie, które będzie do kwietnia odmieniane przez wszystkie przypadki: czy Arka utrzyma się w PLK?