Telegram: Niespodzianka w Bostonie, świetny występ duetu McCollum-Lillard nie wystarczył Portland, Harden lepszy od Westbrooka

Drugi dzień playoffowych zmagań przyniósł nam kolejne wyjazdowe zwycięstwo – tym razem w wykonaniu drużyny, która do play-offów weszła dopiero po ostatnim dniu rundy zasadniczej. Grający z ciężkim sercem Isaiah Thomas nie zawiódł, ale Chicago Bulls udało się ukraść mecz w Bostonie, rozpędzony pociąg McCollum-Lillard postraszył nieco wicemistrzów NBA, a James Harden zdecydowanie wygrał pierwsze starcie kandydatów do nagrody MVP z Russellem Westbrookiem. Gramy!


Washington Wizards 114-107 Atlanta Hawks
w serii 1-0 dla Waszyngtonu

Zdobywające najlepsze w swojej karierze w playoffach 32 punkty i dodając do tego 14 asyst John Wall poprowadził Wizards do pierwszego domowego zwycięstwa w Game 1 od 1979 roku. Czarodzieje już pierwszej kwarcie prowadzili dwucyfrową różnicą punktów, jednak dzięki runowi 17-2 rezerwowych Hawks, podopieczni Mike’a Budenzholzera wrócili do meczu i do przerwy prowadzili 48-45. Początek trzeciej kwarty należał do Markieffa Morrisa, który zdobył osiem kolejnych punktów, a jej dalsza część do Walla – lider Wizards punktował lub asystował aż przy 24 z 38 punktów Czarodziei w tej odsłonie meczu i pomógł drużynie ponownie przejąć prowadzenie, które na dwie minuty przed końcem spotkania ponownie wynosiło już ponad 10 i Wizards (przy wsparciu Bradleya Beala) nie oddali już tego meczu.

Dla Wizards 22 punkty zdobył Beal, a Morris w swoim pierwszym playoffowym występie dodał 21. Jastrzębie aż 39 razy dostały się na linię rzutów wolnych (22 razy w pierwszej połowie – najwięcej w czasie dwóch kwart od 2009 roku) i trafili 32 z tych prób. Ich najlepszym strzelcem był z 25 punktami (i 9 asystami) Dennis Schroeder, Paul Millsap miał 19 oczek, a Dwight Howard 7 punktów i 14 zbiórek.

Wizards: Wall 32 (12/24 FG, 14 ast, 4 zb), Beal 22 (2/11 3PT, 3 stl), Morris 21 (7 zb, 4 blk), Gortat 14 (10 zb), Oubre 11, Porter 10 (9 zb)
Hawks: Schroeder 25 (9 ast), Millsap 19, Prince 14 (6 zb), Bazemore 12, Ilyasova 9 (9 zb), Howard 7 (14 zb)


Golden State Warriors 121-109 Portland Trail Blazers
w serii 1-0 dla Golden State

Kevin Durant nie zawiódł w swoim playoffowym debiucie w koszulce Warriors, zdobył 32 punkty i 10 zbiórek, a gospodarze wytrzymali niesamowity napór backcourtowego duetu rywali i wygrali Game 1. C.J. McCollum i Damian Lillard byli on-fire od samego początku spotkania i zdobyli w pierwszej połowie 48 z 56 punktów całej drużyny (playoffowy rekord organizacji w liczbie punktów w jednej połowie wyrównał McCollum z 27 oczkami) i dzięki nim po dwóch kwartach na tablicy wyników widniał remis po 56. Durant i Stephen Curry odpowiedzieli im w trzeciej kwarcie, dokładając do 29 wspólnych punktów w pierwszej połowie kolejne 22 oczka (14 punktów Curry’ego) i dostając wsparcie od szalejącego po obu stronach parkietu JaVale’a McGee. Mimo tego, Blazers tym razem dzięki punktom role-playerów – Harklessa i Turnera – cały czas byli w grze i utrzymali remis aż do końca trzeciej odsłony meczu. W ostatniej ćwiartce bohaterem był Draymond Green, który sterował defensywą Warriors tak, że ograniczyli oni w tej części meczu atak Blazers do 29% z gry i zdobył dodatkowo 10 punktów, a Wojownicy nie oddali prowadzenia w samej końcówce.

McCollum zdobył najlepsze w karierze w playoffach 41 punktów, a Lillard miał 34 w meczu, w którym Blazers wciąż nie mogli liczyć na kontuzjowanego Jusufa Nurkicia. Green miał 19 punktów, 12 zbiórek, 9 asyst, 5 bloków oraz 3 przechwyty i właśnie 2 steali zabrakło mu do pierwszego w historii fazy posezonowej 5×5. Stephen Curry dodał 29 punktów, a Ian Clark – prowadząc run 15-2 Warriors na początku czwartej kwarty – rzucił 12 oczek.

Warriors: Durant 32 (12/20 FG, 10 zb), Curry 29 (5 zb, 4 ast, 5 TO), Green 19 (12 zb, 9 ast, 5 blk, 3 stl), Thompson 15, Clark 12 (4/5 FG)
Trail Blazers: McCollum 41 (16/28 FG, 8 zb, 4 TO), Lillard 34 (5 zb), Turner 12 (10 zb, 4 ast), Harkless 11

google.com, pub-2915109786295953, DIRECT, f08c47fec0942fa0

Boston Celtics 102-106 Chicago Bulls
w serii 1-0 dla Chicago

Chicago Bulls musieli aż do ostatniego meczu sezonu regularnego czekać na zapewnienie sobie miejsca w playoffach, ale dzięki Jimmy’emu Butlerowi i jego 30 punktom (23 w drugiej połowie) nie musieli długo czekać na swoje pierwsze zwycięstwo w fazie posezonowej. Celtics prowadzili 5 punktami po pierwszej kwarcie, jednak rezerwowi Bostonu stracili przewagę w drugiej, pozwalając Bykom na run 10-0 i przejęcie prowadzenia. W pierwszej połowie Chicago miało aż 32 zbiórki (16 w ataku) przy zaledwie 16 gospodarzy. Po słabym starcie spotkania (2/9 z gry) Butler obudził się w końcówce trzeciej kwarty, zdobywając w niej 8 szybkich punktów i wyrównał stan rywalizacji na 74-74 wchodząc w ostatnią odsłonę. W niej zdobywając 15 punktów (w pewnym momencie 10 z rzędu) obrócił prowadzenie Celtics 88-87 runem 16-6, dzięki czemu Byki miały aż 7 punktów przewagi na 19 sekund przed końcem. Boston nie poddał się i po trójce i lay-upie Isaiaha Thomasa zmniejszył różnicę do dwóch na 7.5 sekundy przed końcową syreną, ale Butler z linii rzutów wolnych zakończył ich marzenia o zwycięstwie.

Grający zaledwie kilkadziesiąt godzin po tragicznej śmierci swojej młodszej siostry Thomas był najlepszym strzelcem meczu, zdobywając 33 punkty, 6 asyst i 5 zbiórek. Al Horford miał 19 punktów, 8 asyst i 9 zbiórek dla Bostonu, który zdecydowanie przegrał walkę na tablicach 36-53. Dobre spotkanie zaliczyła ławka Bulls (prowadzona przez Bobby’ego Portisa – 19 punktów), która wypunktowała swoich vis a vis 35-22. Dwyane Wade zaliczył linijkę 11-6-5-2-2, a Robin Lopez dodał 14 punktów i 11 zbiórek (8 na atakowanej tablicy). Chicago przegrało 5 z ostatnich 7 playoffowych serii, w których wygrywało Game 1.

Celtics: Thomas 33 (10/18 FG, 6 ast, 6 TO), Horford 19 (8 ast, 7 zb), Bradley 14 (3 stl), Crowder 9 (8 zb), Smart 9 (6 ast)
Bulls: Butler 30 (9 zb, 5 TO), Portis 19 (8/10 FG, 9 zb), Lopez 14 (11 zb), Rondo 12 (7 zb, 6 ast), Wade 11 (6 ast, 5 zb)


Houston Rockets 118-87 Oklahoma City Thunder
w serii 1-0 dla Houston

Choć to Russell Westbrook najprawdopodobniej zostanie laureatem nagrody MVP, to James Harden zagrał w pierwszym meczu ich bezpośredniego starcia jak na najbardziej wartościowego gracza przystało i z 37 punktami poprowadził blow-out Houston na Oklahomie City Thunder. Rockets prowadzili pięcioma punktami po pierwszej połowie i choć na początku trzeciej szybko powiększyli różnicę do 8 oczek, to Thunder szybko odpowiedzieli ośmioma kolejnymi punktami i nie dali im odjechać. Druga próba Houston na przejęcie kontroli nad meczem była już bardziej udana. Gospodarze zdobyli 9 kolejnych punktów, a po przerwaniu strzeleckiej niemocy gości przez Westbrooka dołożyli kolejny run 8-2 i po trzeciej kwarcie mieli prowadzili 89-74. W czasie odpoczynku Hardena Rakiety nie zwolniły tempa, powiększyły prowadzenie do 22 oczek, a po powrocie na parkiet lider trzeciej drużyny Zachodu dokończył dzieła zniszczenia trafiając dwie trójki w trakcie runu 10-0 i przy 30-punktowym prowadzeniu Rockets na 4 i pół minuty przed końcem obaj trenerzy niedługo potem opróżnili swoje ławki rezerwowych.

Westbrook odpowiedział Hardenowi 22 punktami, 11 zbiórkami oraz 7 asystami, ale trafił tylko 6 z 23 rzutów z gry i miał 9 strat. Jego główny obrońca Patrick Beverley dał spore wsparcie Hardenowi, zdobywając najlepsze w playoffowej karierze 21 oczek i dodając do tego 10 zbiórek. Dla trenera Rockets, Mike’a D’Antoniego było to pierwsze zwycięstwo w postseason od 2008 roku, kiedy to był trenerem Phoenix Suns. Rockets zdobyli aż 31 punktów drugiej szansy.

Rockets: Harden 37 (9 ast, 7 zb, 3 stl), Beverley 21 (8/13 FG, 10 zb), Nene 15 (7/8 FG, 5 zb), Capela 14 (7/9 FG, 7 zb), Williams 11 (4 zb), Anderson 4 (12 zb)
Thunder: Westbrook 22 (6/23 FG, 11 zb, 7 ast, 9 TO), Roberson 18 (7 zb, 3 blk), Grant 10 (5 zb)

 

Paweł Mocek

Redaktor naczelny Enbiej.pl. Kiedy miał 12 lat obejrzał swój pierwszy mecz NBA, po czym wpadł w nałóg, z którego do dziś nie może się wyleczyć. Sympatyzuje z Miami Heat. Twórca Enbiej Insidera. Prywatnie wielki fan piłki nożnej.

28 komentarzy

  1. Chucky pisze:

    Hahahahahah niespodzianka w Bostonie ale tytul,ja tam niespodzianki nie widzialem . Chicago pieknie i gramy dalej

  2. Followme pisze:

    Oczywiście, że niespodzianka. Bulls przecież nie byli i nadal nie są faworytem w tej serii.

    Blazers ładnie się postawili, ale w 4Q Warriors jednak przypilnowali interesu.

    Harden i spółka wybili z głowy koszykówkę Thunder. Jeśli Wes nie dostanie tu lepszego wsparcia od reszty zespołu, to może być szybka seria.

  3. RobiBulls pisze:

    Zamiast pisać, że ostatnich 5z 7 serii Bulls przegrali po zwycięstwie w game1, to warto by zastanowić się co zrobi Boston. Bo wyglądało to kiepsko. „Ławka” która miała być lepsza- była dużo słabsza niż BULLS, zbiórki Bostonu szkoda pisać, oprócz THOMASA nie ma komu tam ciągnąć zespołu-może trochę HORFORD i tyle… aa.. i trener niby dużo lepszy – a czym zaskoczył Hoiberga?

    • GPRbyNBA pisze:

      Akurat Hiberg to nie wiem czemu tak długo trzymał na parkiecie Mirotica.
      Ma zapewniać spacing a guffno zapwewniał jeśli nie potrafił wstrzelić sie zza lini a w obronie jednak luka.

  4. Chucky pisze:

    O wlasnie po co ktos pisze ze Boston ma lepsza lawke ja bym sie nad tym mocno zastanowil, dla mnie niespodzianka to jest porazka np Toronto i to jak Marcin wygral z Howardem dzisiaj

  5. RobiBulls pisze:

    a co ważniejsze- rezerwy w grze to widać jeszcze w BULLS a nie w Bostonie. Mirotic już tylko może lepiej zagrać, WADE z meczu na mecz też będzie lepszy i pewniejszy, Ławka – proszę bardzo, byli lepsi niż Bostonu – a jak będzie trzeba to jeszcze MCW, Valentine, Morrow, mogą wejść i coś namieszać w razie problemów!! A Boston, że niby kogo ma by odwrócić losy rywalizacji?

    • GPRbyNBA pisze:

      MCW z taka formą rzutową to lepiej niech na ławce siedzi.

  6. Chucky pisze:

    RobiBulls podpisuje sie pod twoim zdaniem i przybijam piateczke

  7. Puziu pisze:

    Nie ma żadnej niespodzianki!!! Tak miało być i go Bulls!

  8. Jesse pisze:

    GSW przydałby się piąty all-star, żeby mieć łatwiej.

  9. damwal pisze:

    Fani byków :) Co roku czytam ferowanie wyroków po pierwszym/drugim meczu którejś z serii. Jedym słowem: spokojnie

  10. Marek pisze:

    No wygrali pierwszy mecz. Mieli dzień konia. Nie wiem po co tak skakać z radości. Ktoś kto liczy, że mizerni Bulls objada Boston, polecam wiadro wody na głowę, szczególnie dziś.

    • Mike40 pisze:

      To samo bylo rok temu jak Spurs zdemolowali OKC w pierwszym meczu. Kazdy widzial lekkie 4-0 dla Ostrog a jak sie skonczylo kazdy pamieta. Fakt ze Thomas musi dostac wsparcie w zdobywaniu punktow i niestety bolaczka C’s byly i sa zbiorki a raczej ich brak.

    • GPRbyNBA pisze:

      dzień konia z 43% za 2 i 32 za 3 plus z sześcioma stratami bo „ręce nie potrafią złapać piłki”?

  11. we pisze:

    (Z góry zaznaczam, że jestem fanem Bulls ;) )
    Wiem, że gdy 8 drużyna wygrywa z 1 na wyjeździe, to zawsze jest niespodzianka, ale warto zauważyć, że gdyby Chicago w końcówce sezonu przegrywało z Knicks’ami, Brooklynem i Philadelphią – 2 zwycięstwa w tych trzech meczach i graliby z 6, a nie 8 miejsca. No i ogólnie bilans z drużynami z górnej połówki tabeli ma całkiem dobry.

    Ofensywa Celtics wyraźnie kulała gdy na boisku nie było Thompsona. Ławka Bulls owszem, zagrała lepiej od przeciwników, ale to wcale nie znaczy, że dobrze (poza Portisem). Momentami, gdy patrzyło się na to, co wyprawia Zipser czy Felicio, to głowa bolała. Żałuję, że MCW nie dostał szansy, może dałby radę trochę bardziej uprzykrzyć życie Thomasowi.

    Co do mówienia o tym, ze Bulls mają większe rezerwy w grze – ok, wiem, ze Mirotic może (musi!) zagrać lepiej, ale z drugiej strony, nie wiem, czy Portis jest w stanie powtórzyć taki mecz. Cieszy mnie za to, że Butler w play-offach też zagrał jak na lidera przystało i był w stanie pozbierać się po słabej pierwszej połowie i w najważniejszych momentach trafiał istotne rzuty.

    Nie można przewidywać wyniku serii po pierwszym meczu, ale myślę, że ten mecz pokazał, że prognozy szybkiego 4-0 czy 4-1 dla Bostonu były przesadzone. Zwłaszcza, że gdyby nie frajerskie zachowania Byków w końcówce (jak straty przy wyrzucaniu piłki spod kosza) mogło skończyć się spokojnie wynikiem +10 dla Chicago

  12. RobiBulls pisze:

    Oczywiście, że jedna wygrana Bulls to nie zwycięstwo w całej serii, ale jak czytam artykuły, gdzie pisane są bajki o atutach Bostonu, to tylko po takim meczu widać, że Boston nie jest taki mocny, a Bulls tacy słabi jak się pisze. Nie można kierować się tym co działo się w całym regularnym sezonie. Co najwyżej można kierować się tym, co działo się po ALL STAR GAME ( to już byłoby bardziej trafne ).

    • Marek pisze:

      Bulls w mojej opini, nie są monolitem. Patrząc na akcje jakie potrafili sobie robić Rondo, Wade, Buttler nie wróżę im nic poza zakwalifikowanie się do PO. Dziś fakt, wyglądali inaczej, ale na tym jednym meczu bym nie opierał ich dalszej, dłuższej przygody z PO.

  13. pop pisze:

    Nikt jeszcze nie napisał o Wizards? Musieli się srogo napocić żeby pokonać fatalnie dysponowanych Hawks. Nie wiem co to było, Bud chyba kazał co chwila się szczypać żeby się upewnić czy to nie jest sen. No i nasz „polski młotek” (który ma już chyba nawet wytatuowany młotek na ramieniu), wyszedł na hardego wojaka ;-) Wizards grają idiotycznie, oczywiście w tym wypadku wystarczył dobry dzień Morrisa i Gortata którzy wspomogli Walla. Wizards nie będą zagrożeniem dla nikogo widzę to wyraźnie.

  14. Turtles86 pisze:

    zastanawia mnie czemu Javale Mcgee tak malo czasu spedza na boisku.Wiem ze gosciu nie imponuje IQ boiskowym , ale chlop wykonuje swoja robote, jest przede wszystkim rim protectorem , dobrze wykancza akcje, broni , zbiera, walczy .Rozumiem ze Steve Kerr preferuje small ball , spacing itd ale mogliby dac mu wuecej pograc

    • mrph pisze:

      Bo nie musi spędzać więcej czasu. Wchodzi, zalicza ważne zbiórki, bloki, kilka punktów z alley-oopów i schodzi, bo GSW gra smallball, a jednak McGee do bardzo szybkiej gry nie pasuje.
      Nie zmienia to jednak faktu, że odrodził się w tym zespole, Warriors bardzo potrzebowali kogoś takiego i cholernie się cieszę, że jest mu tam dobrze.
      Znamienne jest też to, że Warriors to PIERWSZA drużyna, która zareagowała na ciągłe wjazdy Shaqa na JaVale’a i stanęła w jego obronie. To tylko pokazuje, jak niesamowita chemia jest w tym zespole. A JaVale sam wygląda na takiego, który by teraz za drużyną skoczył w ogień.

  15. Autor pisze:

    Naprawdę ciekawe PO się szykują szczególnie na Wschodzie.
    Wall pokazał w Wizz, że jest już liderem z prawdziwego zdarzenia. Problemem Wizz jest to, że łapią zadyszki w ofensywie, ale w defensywie potrafią momentami wyłączyć przeciwników z gry.
    Celtów Bulls zaskoczyli. Widać, że doświadczenie w PO się bardzo przydaje. Rondo darł ryja z ławki na młodych z Bulls cały mecz. Butler wytrzymał presję w 2 połowie. Celci oprócz IT poniżej oczekiwań. Seria może być bardzo ciekawa, bo Wade może zagrać lepiej.
    Rakiety natomiast pokazały dlaczego mentalność Russa nie nadaje się do PO. Nie dziwię się czemu Durant odszedł. Jeśli facetowi włącza się tryb 6/23 w meczu PO, gdzie każda akcja ma znaczenie, bo tak bardzo sam chce wygrać mecz to niestety, ale „Oklahoma mamy problem”.
    Blazers niestety bez Nurkicia i grając jedynie McCollum-Lilliard nie mają żadnych szans. Dodatkowo dwa przemyślenia. Green to jest prawdziwa bestia defensywna. Natomiast Durant to jest „przyczajona bestia”. Coś czuję, że KD pokaże coś niesamowitego w tym PO, gdy będzie trzeba. Jeszcze z taką grą ofensywną Warriors KD może robić prawdziwą demolkę.

    • mrph pisze:

      Bull w całym sezonie byli dla Celtics rywalem bardzo niewygodnym, więc wynik nie jest sensacją. Sądziłem, że w związku z ostatnimi wydarzeniami Thomas nie będzie mógł się skupić na grze, a okazało się, że ostatecznie to jego partnerzy zawiedli, a nie on.

      W serii Rockets – OKC oglądamy dokładnie to, o czym pisałem wielokrotnie w kontekście walki o MVP między Hardenem i Westbrookiem. Harden sprawia, że jego koledzy grają lepiej, a Russowi pozostają statystyki indywidualne. Ale to dopiero jeden mecz, jest jeszcze za wcześnie, by napisać: „a nie mówiłem?” :)

      PS. Nie jestem w stanie pojąć, dlaczego kibice, którzy wychowywali się na NBA przełomu lat 80 i 90 i przy każdej możliwej dyskusji gloryfikują ten okres, tak bardzo nie znoszą Greena, chociaż to gracz wręcz wyjęty z tamtych czasów. Waleczny, pyskaty, charyzmatyczny i nakręcający emocjami całą drużynę. Do tego absolutny lider w defensywie.

  16. Mike40 pisze:

    Boston wychodzac na parkiet nie mial latwego zadania. Tragedia Thomasa chcac nie chcac udzielila sie reszcie druzyny. Zobaczcie wywiady przed i po meczowe np. Geralda Greena lub ujecia pocieszajacego I.T. – Averego Bradleya. Do konca nie bylo wiadomo czy Thomas zagra. To byly mecz w innych niz zazwyczaj warunkach i nastrojach.

  17. Chucky pisze:

    Mrph chyba nie kazdy jedzie Greena dla mnie to kozak super defensor i tak naprawde to dopiero on musial przyjsc i Klay do Golden zeby to gralo. Jestem ciekaw ilu jest fanow Golden od chociaz lat 90.wole Greena niz placzka Brona

    • mrph pisze:

      Nigdzie nie napisałem, że każdy :)
      Ale faktem jest, że wrogów po ubiegłorocznych PO ma wielu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *