Byle do marca: zapowiedź Final Four

Koniec marcowego szaleństwa coraz bliżej. Już tylko trzy spotkania dzielą nas od poznania zwycięscy wielkiego tańca. Jakie są mocne i słabe strony finalistów? Przekonacie się tutaj.

South Carolina Gamecoks vs Gonzaga Bulldogs

South Carolina

Siła: obwód

Trzech z czterech zawodników SC rzucających +10 punktów na spotkanie, to właśnie obwodowi. To właśnie na obwodzie grają dwie największe gwiazdy zespołu – Sindarius Thornwell oraz PJ Dozier. Tutaj mają odpowiedź na lidera Zags – Nigela Williamsa-Gossa. I przede wszystkim to dzięki grze obwodowych Gamecocks mają tak dobrą obronę.

Słabość: gra podkoszowa

Gamecocks to zespół grający nisko. Oni nie mają nawet nominalnego centra w kadrze. A Gonzaga to zespół z bardzo silnym regimentem wysokich. Przemek Karnowski i Zach Collins oferują Zags ogromną przewagę pod koszem i na zbiórce. Do tego na ławce mają kolejnego zawodnika z siedmioma stopami – Ryana Edwardsa. A niżsi podkoszowi Bulldogs – Killan Tillie oraz Jonathan Williams są o kilka poziomów lepsi od wysokich Gamecocks. Nadzieja dla SC w tym, iż Baylor również miało ich zdominować w pomalowanym. Skończyło się łatwym awansem SC.

Gwiazda: Sindarius Thornwell

Zawodnik roku konferencji SEC. W tym turnieju tylko pokazuje, dlaczego ta nagroda trafiła do niego. 29, 24, 24, 26 – oto jego zdobycze punktowe w March Madness. Nie zawodzi w ofensywie, a jego obrona wciąż jest na poziomie. Do tego na zbiórce wciąż radzi sobie bardzo dobrze. Jeśli utrzyma swój poziom – Gamecocks mają szansę.

Gonzaga

Siła: głębia składu

Gonzaga nie polega aż tak na dwóch zawodnikach. Oczywistym liderem jest Nigel Williams-Goss, ale nawet kiedy on ma słabszy dzień, do gry wkraczają Karnowski, Collins, Williams, Jordan Matthews, Josh Perkins, czy Tillie. Właśnie dzięki temu Gonzaga nie ma jednego konkretnego bohatera w tym turnieju, jakim jest Thornwell dla SC.

Słabość: presja

To zdecydowanie jest sezon Bulldogs. Jednakże w meczu w SC większość wymaga od nich awansu, choć kilka drużyn się już przejechało na zepsole Franka Martina. Zags nie mogą złamać się presji, ale zlekceważenie Gamecocks skończy się równie źle. Są wielkim faworytem, ale bez odpowiedniego podejścia mogą polec z kretesem.

Gwiazda: Nigel Williams-Goss

Lider zespołu, rozgrywający fantastyczny sezon. Nadaje ton ofensywnie Zags, a kiedy trzeba, samodzielnie przejmuje spotkanie. Niekiedy staje się także czołowym obrońcą zespołu, zwłaszcza kiedy wymaga tego sytuacja (patrz: ostatnia akcja WVU).

Oregon Ducks vs North Carolina Tar Heels

Oregon

Siła: obwód

Tyler Dorsey, Dillon Brooks, Payton Pritchard, Dylan Ennis – bardzo mocna grupa. Wszyscy skutecznie rzucają zza łuku. Wszyscy bardzo dobrze dzielą się piłką (Ducks są w czubie kraju, jeśli chodzi o asysty). Dorsey i Brooks to gwiazdy zespołu, a ten drugi jeszcze nie wrzucił najwyższego biegu. Oraz należy oczywiście dodać, iż w swoim ostatnim spotkaniu przekonywująco pokonali inny czołowy obwód kraju – Kansas.

Słabość: zbiórka

Oregon to zespół bardzo dobry na zbiórce, ale Tar Heels to elitarny. Ducks nie pomoże do tego kontuzjowany Chris Boucher. Na dobrą sprawę mają tylko Jordana Bella oraz Kavella Bigby’ego jako odpowiedź na jeden z najlepszych zestawów podkoszowych kraju. To za mało.

Gwiazda: Tyler Dorsey

Nie Brooks, a Dorsey jest gwiazdą Ducks w tym kraju. Mr. March. 24, 27, 20, 27 – oto jego zdobycze jak dotąd. Do tego 17/26 zza łuku i rozstrzelanie Kansas w Elite 8. Jeśli ktoś ma poprowadzić Ducks do zwycięstwa, to będzie to Dorsey.

North Carolina

Siła: podkoszowi

Kennedy Meeks, Isaiah Hicks, Tony Bradley, Luke Maye – idealna odpowiedź na obwód Ducks. Mieszanka doświadczenia z młodością. Bardzo fizyczna grupa i elitarna na zbiórce. Oraz Meeks i Hicks, mający cos do udowodnienia za ubiegłoroczny finał.

Słabość: obrona trójek

Deja vu? Obrona Tar Heels ogółem jest przeciętna, ale jej najsłabsze ogniwo jest właśnie pod koszem. Demony z zeszłorocznego Final Four najpewniej powrócą przy tak gorącym zza łuku Dorseyu.

Gwiazda: Justin Jackson

Rozgrywa bardzo solidny turniej i jako najlepszemu strzelców Tar Heels, to jemu przypadnie obowiązek nadążania za atakiem Ducks. Zespół wciąż jest bardziej zależny od gry Joela Berry’ego, ale słaby mecz Jacksona może im nazbyt utrudnić zadanie.

Dominik Kędzierawski

Człowiek od draftu i ligi akademickiej. Na dobre i na złe z New Orleans Pelicans i New Orleans Saints.

7 komentarzy

  1. Marek pisze:

    Liczyłem na Duke, Zone, Kansas, szczególnie odpadniecie Kansas z lekkim smutkiem człowiek przeżył. Oregon, jeśli kogoś z tej 4ki ogląda mi się z przyjemnością to właśnie Kaczory i Dorseya

  2. Marcin23MJ pisze:

    A ponoć Karnowski nie ma prawie żadnych szans na wybór w drafcie. Ktoś może powiedzieć dlaczego?

    • Shaqilla pisze:

      bo to center co trójek nie rzuca ;)

    • pop pisze:

      Bo za dużo waży, jest mało zwrotny, powolny, przewidywalny, mało elastyczny jeżeli chodzi o grę, a skoro waży 135 kg to ryzyko kontuzji (zarazem straty pieniędzy przez klub) bardzo duże.

    • mrph pisze:

      Akurat żaden z argumentów wymienionych przez @popa nie jest przy drafcie brany pod uwagę tak, jak wiek Przemka (jest dość stary jak na draft) oraz fakt, że jest po ciężkiej kontuzji kręgosłupa, więc drużyny raczej nie będą skłonne ryzykować z takim centrem.
      Co do samych umiejętności, to rzeczywiście, jest mało uniwersalny, a NBA potrzebuje teraz „nowoczesnych” podkoszowych pokroju The Brow i KATa.
      Bo jeśli chodzi o wagę, to spokojnie jest ona do zrzucenia. Przewidywalność? Jest uważany za świetnego podającego, inteligentnego centra, więc chyba nie do końca.

  3. and-3 pisze:

    Jakby w drugiej rundzie trafił do SAS to mieliby z niego pożytek. Warunki ma, jak „Big Country” Reeves;-)

  4. Szuwarek pisze:

    W NBA w niektórych teamach grają takie ogórki na centrze, że Karnowski przy nich jest półbogiem. Umie całkiem niezle grać w post. Rzuca jako tako z półdystansu i pracując z dobrym trenerem rzutowym może spokojnie opanować rzuty z 18-22 stóp. W NBA gra taki Valanciunas, z którym Przemek w młodzieżówce toczył wyrównane boje, a Jonas nie potrafi rzucać z głębokiego półdystansu i w NBA gra jako starter. Karnowski w post gra moim zdaniem lepiej od Litwina. Oczywiście brakuje mu dynamiki, siły i szybkości, ale nad tym można popracować. Moim zdaniem decydująca jest ta kwestia kontuzji i operacji kręgosłupa. Aczkolwiek na 2 rundę ktoś może zaryzykować. Jeżeli dostanie się gdzieś na workouty, to jest spora szansa, że się komuś spodoba. W mockach draftowych nie widać go, ale gra w finale i ewentualna wygrana sporo daje. Jest materiałem na pewno nie na 1 rundę, ale na drugą ktoś jakiegoś picka może na niego przeznaczyć. Swoją drogą jak do NBA się nie dostanie to tragedii nie będzie, bo spokojnie zagra w Europie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *