Telegram: Szalony mecz w San Antonio, 57-13-11 Westbrooka, eksperyment Pelicans zaczyna działać

Atlanta Hawks 99 – 92 Philadelphia 76ers

Mecz bez większej historii. Hawks od początku byli drużyną lepszą i szybko uzyskanej przewagi nie oddali. Była to dla nich drugą wygrana, po serii siedmiu porażek z rzędu. Ozdobą spotkania był pojedynek centrów – Dwighta Howarda oraz Richauna Holmesa. Pierwszy rzucił 22 punkty oraz zebrał 20 piłek, drugi zanotował 25/8.

Oklahoma City Thunder 112 – 106 OT Orlando Magic

Russell Westbrook show. Orlando rozkręciło się w drugiej kwarcie, a ich momentum przeniosło się również na trzecią i w nich Magic odskoczyli. Czwartą kwartę rozpoczęli z dziesięciopunktową przewagą, którą jednak minuta po minucie Thunder zaczęli wymazywać. Wszystko sprowadziło się do ostatnich 15 sekund. Nikola Vucević przy 102-99 dla Orlando chybił rzut wolny, piłkę zebrał Westbrook, który parę sekund później trafił rzut na remis. W dogrywce lepsi byli Thunder. Westbrook zanotował linijkę 57/13/11.

Milwaukee Bucks 103 – 100 Boston Celtics

Tak szybko jak Celtics przejęli jedynkę, tak szybko ją stracili. Było to bardzo zacięte spotkanie, pełne niezwykle ciężkich rzutów. To właśnie takim Malcolm Brogdon ustalił wynik, a trójka Isaiah Thomasa nie dosięgła nawet obręczy. 32 punkty zanotował Isaiah Thomas, a kluczową postacią Bucks był Greg Monroe, rzucający 16 punktów z ławki.

Charlotte Hornets 110 – 106 Toronto Raptors

Koniec serii Kanadyjczyków. Wszystko szło po myśli Raptors, którzy w trzeciej kwarcie zatrzymali gości i wchodzili w Q4 z solidną przewagą. W decydującej odsłonie Hornets jednak rzucili im 44 punkty, a gospodarze nie nadążali za ich atakiem. 11 punktów w ostatnich 5 minutach rzucił Kemba Walker, w tym trójkę na 104-101 dla gości. Tym samym odkupił swój słaby dzień i 7/25 z gry.

Miami Heat 105 – 88 New York Knicks

Od początku do końca to Heat przeważali, mniej lub bardziej. Sumiennie budowali swoją przewagę, dzięki czemu są już tylko jedno spotkanie od 0.500. 48 punktów rzuciła ławka Heat, dominująca swoich vis a vis cały wieczór.

Dallas Mavericks 118 – 121 New Orleans Pelicans

Kolejne spotkanie udowadniające, iż plan Pelicans może się udać. Pels od początku wyglądali lepiej, a po trafieniu Jrue Holidaya prowadzili już 57-43. W drugiej połowie to jednak Dallas wzięło się do roboty, odrabiając straty i strasząc Pelicans. W ostateczności Ice&Fire obronili wygraną zespołu. Obaj rzucili wspólnie 59 punktów, zebrali 29 piłek oraz rozdawali 8 asyst.

Indiana Pacers 97 – 110 Memphis Grizzlies

Memphis zagrało, jak nie Memphis. Rzucili 72 punkty w pierwszej połowie, przy okazji mając 19 punktów przewagi w tym samym momencie. W drugiej połowie zwolnili tempo, ale nie pozwolili tym samym Pacers na zryw. Gwiazdą spotkania był Mike Conley z 36 punktami na koncie.

Golden State Warriors 110 – 98 San Antonio Spurs

No Durant, no problem? Było wręcz przeciwnie w pierwszej kwarcie. Tracili piłki, pudłowali. W konsekwencji Spurs urwali się na prowadzenie 26-5 na 5 minut przed końcem. Warriors jednak już w drugiej połowie odrobili straty, w następnych kwartach dominując spotkanie i odjeżdżając SAS. 52 punkty rzucił duet Curry/Thompson, a zaskakująco słabo zagrał Kawhi Leonard – 19 punktów.

Washington Wizards 124 – 133 Los Angeles Clippers

John Wall był niesamowity. Pierwsza piątka Clippers była niesamowita. Spotkanie to było niesamowite. Przez trzy kwarty oba zespoły nie schodziły poniżej trzydziestek, ale to Clippers stale zwiększali swoją przewagę, spokojnie jej broniąc w decydującej odsłonie. John Wall zanotował linijkę 41/7/8. Całe Big 3 Clippers zanotowało double-double z +20 punktami. Z kolei JJ Redick trafił 7 trójek i rzucił swoje season high – 31 punktów.

Utah Jazz 112 – 82 Sacramento Kings

Pierwsza kwarta? 34-14 dla Utah.
Wydawało się, iż jest po meczu, ale Kings się zerwali i narobili 13 z tych 20 punktów. Jazz wrócili do swojej gry w drugiej połowie, w ostatniej fundując Kings deja vu z Q1, wygrywając 35-14. 20 punktów rzucił Gordon Hayward. Bardzo cichy był Buddy Hield, autor zaledwie dwóch punktów..

 

Dominik Kędzierawski

Człowiek od draftu i ligi akademickiej. Na dobre i na złe z New Orleans Pelicans i New Orleans Saints.

16 komentarzy

  1. Bart pisze:

    SAS świetnie zaczęli a fatalnie skończyli. Leonard ostatnio słabiej za 3 natomiast Curry i Klay trafiali kontestowane rzuty przy naprawdę dobrej obronie SAS. Chociaż głównymi autorami sukcesu byli raczej West i Iggy. Słabo natomiast Parker, raz czy dwa ni trafił i przestał atakować, a bez jego aktywnej gry ciężko będzie SAS w PO. Na plus Danny Green, Gasol i Anderson. Szkoda że Pop nie korzystał z Bertansa czy Simmonsa.

    • pop pisze:

      Nie da się wygrywać z Parkerem. On powinien mieć ksywę Tony Pi (bo 3,14 to ilość minut jaką powinien grać w meczu jak i jego wkład punktowy do drużyny ostatnimi czasy), Dedmon nie nadaje się na pierwszy skład, ofensywnie Spurs grają dosyć przeciętnie a Pop bardzo często ignoruje sytuację albo w ramach protestu wobec swoich zawodników celowo odpuszcza mecze. Bertans aż się prosił żeby go wystawić na taki mecz, ale nie oczywiście nie, bo po co… Mecz z Warriors nie specjalnie jest tutaj wyznacznikiem aczkolwiek jestem bardzo zainteresowany co pokażą w najbliższych 3 meczach (trudnych), bo reszta (ostatnie 4) pewnie będzie odwalona na lajcie byle dociągnąć sezon do końca najmniejszym kosztem

    • Marek pisze:

      Po tylu świetnych latach w SAS, wyglądają teraz, jak by mieli się znaleźć niedługo, może już od tych PO, w czarnej d….. I takie GSW nie ma prawa nie zagrać w tym roku w finale, bo rywale są średni. HOUSTON niby maja wielką siłę ofensywną, noni tyle.

    • pop pisze:

      jest to możliwe, chociaż w to nie wierze (że będą w takim dołku), inne składy się troszkę pozmieniają, nie liczmy że Utah utrzyma Haywarda, Clippers wkroczą na nową ścieżkę, Grizz też będą musieli się troszkę odświeżyć, zmiany dotyczą wszystkich więc nie wierzę że w takiej sytuacji Spurs będą spadać na łeb na szyję

    • Woy pisze:

      Spurs potrzebują świeżego PG. Z Parkerem daleko nie dojadą. Dodatkowo ta pozycja centra po odejściu Duncana jest słabo zalepiana i przy dzisiejszych kanonach gry poszukałbym nowego typu gracza. Pop szuka dziś alternatywy na D.Jordana – Dedmon czy Rockets – Gasola lub granie small ball z Aldridgem na C. Jednak wg mnie potrzeba mu kogoś takiego jak Mirotić np. za Lee.

    • karaluch pisze:

      coś czuję że od przyszłego sezonu grę SAS będzie prowadził Chris Paul

    • Bart pisze:

      SAS raczej będą rozwijać PG niż kupować gwiazdę, być może Murray albo koś nowy z draftu bo Mills niestety najlepszy jest jako rezerwowy. Inna sprawa że TP moim zdaniem gra tak trochę z winy Popa, trener powinien mu nakazać agresywna grę i wjazdy pod kosz bo pokazywał już w tym sezonie że rezerwy jeszcze ma. Wszystko wyjdzie i tak w PO, Parkera bym nie skreślał ale czas leci więc SAS w końcu będa musieli go kimś zastąpić. Co do centra to Dedmon w tym systemie bardzo fajnie się rozwinął, ale niestety pewnie dostanie dość tłusty kontrakt od rywali po sezonie i odejdzie. Inna sprawa że Gasol tez jeszcze na poziomie pogra pewnie nie więcej niż rok, więc zmiany będą konieczne. Z Bertansa mógłby być fajny gracz tylko za mało gra i obawiam się czy zostanie w SAS.

  2. Marek pisze:

    Plus jest taki, że zarówno GSW jak i SAS mogą zacząć się oszczędzać przed PO.

  3. warmiak pisze:

    SAS już w następnym sezonie przechwycą jakiegoś rozgrywającego (dlaczego nie CP3?) – jest to drużyna, której dołek (za jakiś czas) będzie wyglądał w najgorszym wypadku tak: 44:38 (o czym marzy połowa drużyn)…więc nie ma co gadać !
    Co do CLIPPERS to uważam, ze mieli swoje 5min i to już koniec… coś tam nie trybi jak należy – czas zmian ? może Blake na wymianę ??? może Andre ???
    GSW – potęga… i tylko zamieć kontuzji może to zburzyć lub rządza pieniądza :)

    Liczę, że w następnym sezonie(sezonach) odpalą : MIN, LAL, PELS, PHILA (jak ktoś to w końcu poukłada) – ile można dostawać top5 draftu i nic nie zrobić??? a draft 2018 jest przeowocny !!!

    • pop pisze:

      wolałbym jednak żeby to nie był CP3, nie wiem Jeff Teague może… ktoś kto może rzucić te 20 punktów jak innym nie idzie, albo po prostu niech Mills gra 38 minut w meczu i koniec

    • Marek pisze:

      Elfrid Payton

  4. karaluch pisze:

    tym meczem Westbrook zaklepał sobie mvp

  5. hetman3 pisze:

    W San Antonio jest potrzebne sporo świeżej krwi ale nigdy nie będzie takiej sytuacji że będą musieli od nowa wszystko budować. Zbyt mądrze tam zarządzają. Wystarczy wymienić Parkera np właśnie na Paytona i trochę mięska pod kosz Noel by padowal idealnie plus np Ilyasova do rozciągania gry.

    • Marek pisze:

      Dokładnie. Otoczyć Leonarda zwierzakami i mogą startować do Warriors

  6. Autor pisze:

    SAS – Warriors to było starcie tytanów. Obrona praktycznie momentami na poziomie Play-off. Jednak SAS ma jeden problem, który zauważyłem z Cavs. Mają potężne przestoje w ofensywie, jakby nagle nie wiedzieli co robić. Z Cavs to była 3 kwarta, ale wiele nie mogło się zmienić, wynik był za wysoki. SAS dobrze broniło nadal a Cavs nadal pudłowali tak samo jak SAS.
    Jednak z GSW nie można mieć przestojów w ofensywie, bo jak powiedział D’Antoni. Jeśli z nimi nie trafiasz z czystych pozycji, masz przestój kilku minut bez punktów to oni cię rozjadą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *