Telegram: Triple-double Westbrooka wystarczyło na zmęczonych Cavs, zwycięstwo Mavs po comebacku, game-winner McConnella

Charlotte Hornets 95-107 Houston Rockets

James Harden miał 30 punktów, 11 zbiórek i 8 asyst (oraz 9 strat) i poprowadził Houston Rockets do wyjazdowego zwycięstwa nad Charlotte Hornets. Szerszenie prowadziły do przerwy czteroma punktami, ale później obudził się Harden (był 3/12 z gry w pierwszych dwóch kwartach) i Rakiety wygrały trzecią kwartę 36-22, przejmując prowadzenie i kontrolę nad meczem. W tej odsłonie meczu Hornets popełnili aż 12 strat, które były zresztą ich bolączką przez całe spotkanie – mieli ich łącznie 22, po których Houston zdobyło 27 punktów. W czwartej kwarcie gospodarze już ani na chwilę nie zagrozili przyjezdnym.

W składzie Rakiet zabrakło Erica Gordona i Nene, natomiast do rotacji Steve’a Clifforda po siedmiomeczowej absencji powrócił Cody Zeller.

Orlando Magic 111-112 Philadelphia 76ers

T.J. McConnell trafił zwycięskiego floatera na 5.8 sekundy przed końcem, a zaraz później przejął podanie Evana Fourniera, a jego Philadelphii 76ers udało się przerwać pięcio-meczową serię porażek, pokonując Orlando Magic. Gospodarze prowadzili przez prawie cały mecz, jednak w końcówce popełniali sporo błędów (także w defensywie), co dało szansę Sixers na powrót do meczu.

Sixers ponownie grali bez Joela Embiida, ale tym razem dostali spore wsparcie od ławki rezerwowych, która zdobyła w tym spotkaniu 65 punktów. Orlando było pozbawione Aarona Gordona i zmieniło przed meczem swoje wyjściowe ustawienie (zamiast Elfrida Paytona w pierwszej piątce wyszedł C.J. Watson), co nie uchroniło ich jednak od trzeciej kolejnej porażki. Magic trafiali dobre 48.8% z gry, w tym 10/21 za trzy punkty, wygrali walkę na tablicach 59-50, lecz popełnili także 21 strat, po których goście zdobyli 25 punktów.

Oklahoma City Thunder 118-109 Cleveland Cavaliers

Swoje 26. triple-double w sezonie (63. w karierze) zaliczył Russell Westbrook, a Oklahoma City Thunder uporali się z Cleveland Cavaliers. Mistrzowie NBA wrócili z 12-punktowej straty w drugiej kwarcie i przed przerwą jeszcze objęli prowadzenie, lecz były to jedyne momenty, kiedy mogli się z niego cieszyć. W połowie czwartej kwarty goście zdołali jeszcze wyrównać stan rywalizacji, natomiast Westbrook do spółki z Victorem Oladipo szybko powiększyli różnicę do 10 oczek i nie dali sobie wyrwać wygranej.

Tyronn Lue zastanawiał się przed meczem nad daniem odpoczynku swojej „wielkiej trójce”, natomiast ostatecznie całe trio James-Irving-Love zagrało w tym spotkaniu. Cavs przeszli przez serię wyjazdową z bilansem 3-1. Swój debiut w barwach klubu z Ohio zaliczył zatrudniony na 10-dniową umowę Derrick Williams (12 punktów w 22 minuty). Thunder wygrali walkę na tablicach 61-46, w tym 17-5 na atakowanej tablicy. Cavaliers mieli tylko 14 asyst na 38 trafionych rzutach.

Dallas Mavericks 112-105 Utah Jazz /OT

Dallas Mavericks przegrywali już 21 punktami w trzeciej kwarcie, jednak prowadzeni przez Harrisona Barnesa (31 punktów) odrobili straty, doprowadzili do dogrywki i ostatecznie pokonali u siebie Utah Jazz. Do pięciu dodatkowych minut gry doprowadził nie kto inny, a Dirk Nowitzki, który zebrał piłkę po niecelnym rzucie Barnesa i trafił jumpera na 3 sekundy przed końcową syreną. Dogrywkę Mavs rozpoczęli od runu 7-0 i nie oddali już potem prowadzenia. 8 z 12 punktów gospodarzy w overtime zdobył Barnes.

Jazzmanom nie wystarczyło najlepsze w sezonie 36 punktów od Gordona Haywarda, który nie trafił trójki z rogu na wygraną w czwartej kwarcie. W składzie Jazz z powodu kontuzji palca u stopy zabrakło George’a Hilla (w jego miejsce w pierwszej piątce wyszedł Dante Exum). Mavericks legitymowali się 51-procentową skutecznością z gry, jednak trafili tylko 5 z 20 rzutów za trzy punkty. Goście mieli 13 celnych prób zza łuku, za to popełnili 21 strat prowadzących do 27 oczek rywali.

Portland Trail Blazers 111-120 Boston Celtics

Boston Celtics podnieśli się po niespodziewanej porażce poprzedniej nocy w Sacramento, dostali duże wsparcie od Isaiah Thomasa, który 15 ze swoich 34 punktów zdobył w czwartej kwarcie i pokonali na wyjeździe Portland Trail Blazers. Gospodarze prowadzili 15 punktami w pierwszej połowie, jednak dali Celtics zbliżyć się runem 15-4 i na przerwę schodzili tylko z 6 punktami przewagi. Potem goście objęli prowadzenie, które w ostatniej – głównie dzięki punktom Thomasa – udało im się obronić.

Thomas już po raz 37. z rzędu miał mecz na powyżej 20 punktów. Celtics grali bez Jae Crowdera (powody rodzinne). Dla Blazers 28 punktów i 7 asyst miał Damian Lillard, a season-high z 26 oczkami (10 w czwartej kwarcie) zaliczył Al-Farouq Aminu. Zarówno Celtics (48.4% z gry), jak i Trail Blazers (50.6%) nie mieli większych problemów z umieszczaniem piłki w koszu, jednak to gospodarze popełnili 16 strat, prowadzących do 22 oczek Bostonu. Goście wygrali także w punktach w pomalowanym 56-40.

 

Paweł Mocek

Redaktor naczelny Enbiej.pl. Kiedy miał 12 lat obejrzał swój pierwszy mecz NBA, po czym wpadł w nałóg, z którego do dziś nie może się wyleczyć. Sympatyzuje z Miami Heat. Twórca Enbiej Insidera. Prywatnie wielki fan piłki nożnej.

28 komentarzy

  1. Elo pisze:

    W składzie RAKIET zabrakło, poprawcie.

  2. Islandor pisze:

    „W składzie Szerszeni zabrakło Erica Gordona i Nene, natomiast do rotacji Steve’a Clifforda po siedmiomeczowej absencji powrócił Cody Zeller”. To chyba jakis trade byl wczoraj :P pozdrawiam

  3. Wałek pisze:

    Bardzo mnie cieszy tyranie Bronką po 40 minut. Nawet taki mutant może tego nie wytrzymać :)

  4. pop pisze:

    Cavs są tak słabi że aż miło się robi i łezka się w oku kręci, po kolei dostają baty od każdej w miarę liczącej się ekipy z zachodu, i trochę szkoda że co roku trzeba na nich patrzeć aż do finałów

    • Jenzor pisze:

      @pop wiec uważasz że taka Oklahoma miała by szanse w serii z cavs? No proszę cię…

    • pop pisze:

      Oczywiście, a dlaczego by nie? mieliby duże szanse, skład jest dobry, Adams zjada Tristana na śniadanie, może niektórym brakuje doświadczenia ale uważam że seria mogłaby być wyrównana.

  5. cynik pisze:

    Ci, którzy zmienili w typerze na zwycięstwo OKC mieli farta. Pewnie by tego nie zrobili, gdy TL nie zastanawiał sie nad daniem odpoczynku swoim gwiazdom. Tym razem wam się udało cwaniaczki ;-)

    • mrph pisze:

      Wypraszam sobie, nic nie zmieniałem. Od początku typowałem OKC :)

    • pop pisze:

      przecież to nie była tajemnica, Cavs dzień po dniu, można było stawiać na Thunder śmiało, ja na twoim miejscu Cynik nie uznawałbym zmian w wynikach, po prostu kto stawia to obstaje przy swoim od początku do końca, jesteś bardzo tolerancyjny w tej kwestii

    • Lolkoski pisze:

      tak dlatego zmieniłem a i tak grali :)

      zresztą pierwszy albo drugi raz mi się zdarzyło zmianę zrobić

  6. nosferatu pisze:

    Cavs będą gotowi w maju i czerwcu….Miło się parzyło jak zbili w finałach cwaniaczków z GSW…
    Dla takich zawodników jak LeBron nie liczą się rekordy w RS tylko Pierścienie na palcach a jeszcze parę wolnych ma!
    Let’s go Cavs

  7. Michał pisze:

    Na przykładzie cavs-okc widać jaka jest różnica między ekipami z zachodu a wschodu
    Mistrzowie w 24 h rozbijają pacers a później dostają od thunder ( 7 miejsca w swoich konferencjach)

    • Lolkoski pisze:

      Nie zapominajmy o meczu z Wizards który był też nie dawno i kosztował sporo energii i jednego z rotacji Cavs

    • pop pisze:

      ostatnie 8 przegranych z drużynami z zachodu… James król ligi… ja tam wiem swoje na temat tego pana, nigdy nie był i nie będzie na poziomie Jordana, Duncana czy Kobe, za cienki w uszach ten król

    • Lolkoski pisze:

      8 ? na pewno a z OKC to nie wygrali czasem 29 stycznia

      Ja fanem LJ nigdy nie byłem ale ostatnie finały zapamiętam długo i ma mój duży szacunek

  8. nosferatu pisze:

    @pop
    Tyle że każdy trener drużyn z zachodu za każde pieniądze gdyby tylko Król chciał przyjął by go do drużyny.
    Jordan nie gra od prawie dwóch dekad liga się zmieniła….a wielu Kolegów na tym forum a gdyby a gdyby…
    Poczekajmy jak zakończy karierę wtedy będziemy rozliczać… a wielu jeszcze za tęskni za tym boiskowym IQ jakie ma LeBron James i nie wynika to z mojego szczególnego uwielbienia tylko z chłodnej obserwacji…a że niektóre mecze nie wychodzą bo coś….życie ludzie…seria z GSW wyszła i przyjemnie się grę Cavs i serce do gry oglądało. koniec kropka.pozdrawiam Pace…

  9. Michał Wróblewski pisze:

    Nie jestem kibicem LeBrona ale patrząc na jego karierę, to jest on najlepszym graczem od czasów Jordana, @pop Kobe Bryant to przereklamowany gość(sam mu kibicowalem) , czasów hero ball, a nawet wtedy lepsi byli Shaq, Duncan, Garnett

    • Woy pisze:

      Kobe w prime, to i dobry defensor i atakujący nie do zatrzymania
      Jedyny, który wygrałby z Jordanem 1:1. Zresztą sam to mówił MJowi w twarz. Kobe IMO to swego rodzaju legenda, której długo nie obejrzymy. 3 z 5 tytułów Lakers to duża jego zasługa. Ile jest wart, pokazał gdy zabrakło Shaqa. Natomiast wg mnie został w NBA dwa lata za długo, rozmieniając swoją legendę. Z drugiej strony, świetnie się bawił i miał do tego pełne prawo. Sportowo Kobego, jego podejście do gry oceniam wyżej niż Shaqa i na podobnym poziomie do KG i TD. Po prostu Mistrz.

    • Michał Wróblewski pisze:

      @Woy

      2008 – 2010 i 2 mistrzostwa Gasol grał statystycznie na zbliżonym poziomie co Kobe, ale to wszyscy pamiętają o Kobe’m i w play-offach i w sezonie zasadniczym:)

    • Dawid pisze:

      Dobra, obronię tego egoistę. Nawet jak statystycznie był zbliżony do Gasola, to jednak Kobas był Jordanem, a Hiszpan Pippenem. Obydwoje byli gwiazdami. Tez bym bral Shaqa czy Duncana ponad Kobasa, ale w całokształcie na pewno nie zasłużył na to by mówić, że LeBufon jest od niego lepszy. Lbj nie instynktu killera, który mieli Kobas i MJ, a to cechuje najlepszych. Żeby nie było, ze dyskredytuję Lbj, to była era Jordana i era Kobasa i era Lbja.

    • Dawid pisze:

      Jeszcze tylko dopiszę, żeby nie było. Kobasa nie trawiłem nigdy, ale doceniam za całokształt, podobnie jest z Lbj.

    • Woy pisze:

      @Michał , statystyki? sorry ale obejrzyj, zobacz i finał z Magic i Celtics. Gdzie Lakers mieli największą przewagę, kiedy np. Bynum przegrywał rywalizację . Kto ciągnął drużynę , kto liderował (z prawdziwego zdarzenia), kto brał na siebie ciężar gry i wyniku na swoje barki. Tak Kobe młody wygrywał rywalizację z Reggiem Millerem w NBA Finals. No tak, ale mało kto pamięta (mało kto oglądał) pamiętamy tylko ostatnie „wpadki” Kobego. Sorry, ale wpływu na grę, kolegów czy liderowania i charakteru nie odda żadna cyferka.

    • Michał Wróblewski pisze:

      @Woy
      Oglądałem i kibicowalem LA, teraz z perspektywy czasu bardziej doceniam Gasola, a Ty mówisz o Bynumie, Kobe wygrał pomimo tylko 27ast/27 strat, 66/163 z gry a Gasol miał np 35 zbiórek w ataku w serii i 18 bloków.

      Tak brał na siebie grę w ataku, ale jak zwykle rzucał przez ręce i z bardzo trudnych pozycji zamiast podać.

      Tak był jednym z najlepszych zawodników tamtych czasów ale nie był aż tak dobry jak MJ czy teraz LeBron.

    • Woy pisze:

      O tym rzucaniu przez ręce mówili i Jordanowi,Millerowi i Drexlerowi i dzisiaj Westbrookowi czy Jamesowi. Taka pozycja.

      Bynum był starterem na 5. Gasol grał 4. Gasol nie krył Howarda ku przypomnieniu.

      Technicznie Bryant bije LeBrona. Indywidualne wyszkolenie i repertuar zwodów nieporównywalnie największy obok Jordana.

      W ciągu ostatnich 30 lat nie było większych wirtuzów na pierwszych trzech pozycjach. Miałem szczęście, że to oglądałem od finałów 1989, choć najpierw był Magic Johnson:-)

    • Michał Wróblewski pisze:

      @Woy

      Właśnie oglądałeś, nie analizowałeś ich gry i w tym tkwi różnica. Nikt nie jest w stanie obejrzeć po nad 80 spotkań każdego gracza w sezonie, od tego są statystyki i analizy.

    • Woy pisze:

      Michale, sorry, ale wcześniej poświęciłem dużo więcej czasu na analizy niż teraz. Min.pisząc pracę trenerską. Dziś dużo rzeczy jest gotowych m.in.dzięki zaawansowanym statystykom. Wcześniej takie rzeczy jak porównania czy szczegółowe statystyki robiło się samemu, a mecze kroiło na części. Kaset czy płyt z meczami w domu moich rodziców nie zliczę (część odpoczywa na strychu w VHS). Finały, półfinały czy ogólnie play off oglądałem po kilka razy i chętnie zawsze wracam dp tych wątków, doskonale pamiętając tamte relacje. Jeszcze inaczej, ostatnie dokonania finałowe czy play offowe mamy praktycznie w formie gotowej statystycznie po kilku godzinach.
      P.S. Na dłuższą dyskusję zapraszam na maila.

  10. Marcin23MJ pisze:

    Wiele dobrego można powiedzieć o Lebronie, ale z tym boiskowym IQ to lekka przesada ;)

    • pop pisze:

      menadżerskie IQ też słabe, wymusił większą kasę dla kolegów a teraz zdziwiony że nie idzie poszerzyć składu poza ewentualnymi zdesperowanymi weteranami za symboliczne stawki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *