Telegram: Grizzlies zniszczyli Warriors, 44 punkty LeBrona Jamesa, 20/20 Chrisa Paula

marc-gasol

Washington Wizards 110-105 Milwaukee Bucks

Small-ballowy line-up z Kellym Oubre na parkiecie zrobił pod koniec spotkania run 11-0, przy 5-punktowym prowadzeniu Bucks i wyprowadził Wizards na prowadzenie, którego nie oddali już do końca. Był to drugi mecz z rzędu, w którym Oubre dostał szansę gry w samej końcówce. Milwaukee przegrali trzy z czterech ostatnich spotkań. W tym popełnili aż 20 strat (7 należało do ich lidera, Giannisa Antetokounmpo), które doprowadziły do 24 punktów Czarodziejów.

Wizards (9-13): Wall 24 (11 ast, 4 zb, 4 TO), Beal 20 (6 ast) Oubre 19 (9 zb, 3 stl)
Bucks (11-11): Antetokounmpo 29 (13 zb, 7 ast, 7 TO), Teletović 25 (5/6 3PT), Henson 14 (4 zb)

Orlando Magic 113-121 Denver Nuggets

Magic grali już ósmy mecz w ciągu 12 dni i było wiadomo, że może nie starczyć im sił do samego końca. Spotkanie było bardzo wyrównane (12 zmian prowadzenia, 6 remisów), aż do samego końca, kiedy to sprawy w swoje ręce wziął Danilo Gallinari i trafił najważniejsze rzuty dla zwycięskich Nuggets. W składzie Orlando zabrakło Nikoli Vucevicia i Magicy przegrali walkę w pomalowanym aż 64-34, pozwolili także na 17 punktów drugiej szansy ze strony gości. Ławkowicze Denver zdobyli 58 punktów.

Magic (10-15): Fournier 24 (6 ast, 4 zb), Ibaka 22 (4 zb, 4 blk), Green 17 (4 zb), Biyombo 12 (6 zb, 4 ast)
Nuggets (9-15): Gallinari 21 (6 zb), Faried 19 (9/10 FG, 10 zb), Nurkić 17 (8/11 FG, 8 zb), Barton 16 (4 zb)

Indiana Pacers 118-111 Portland Trail Blazers

Goście wyskoczyli szybko z bloków startowych (44 punkty w pierwszej kwarcie) i wypracowali sobie 20-punktowe prowadzenie, jednak Indiana nie spoczęła na laurach i goniła konsekwentnie wynik. Paul George zdobył swój season-high w punktach (37), w tym 13 w samej czwartej kwarcie, trafił pięć trójek i poprowadził swój zespół do domowego zwycięstwa. Thaddeus Young (6) i C.J. McCollum (7) trafili najwięcej w karierze rzutów za trzy punkty. Indiana przerwała swoją serię pięciu kolejnych porażek z Portland. Blazers aż 16-krotnie trafiali zza łuku, ale popełnili 19 strat prowadzących do 24 oczek Pacers.

Pacers (12-12): George 37 (5 zb, 3 stl), Young 24 (9 zb), Turner 14 (8 zb)
Trail Blazers (12-13): McCollum 34 (4 ast, 4 zb), Lillard 33 (9 ast)

Cleveland Cavaliers 116-105 Charlotte Hornets

LeBron James miał 17 punktów w czwartej kwarcie, na drodze do swojego season-high 44 oczek i zaledwie jednej zbiórki zabrakło mu do triple-double. Gospodarze kontrolowali spotkanie od samego początku i choć Szerszenie zbliżyły się w trzeciej kwarcie na 3 punkty różnicy, to nie miały większych szans na zwycięstwo z tak dysponowanym LeBronem. Cavaliers wygrali czwarte spotkanie z rzędu i trafiali najlepsze w tym sezonie 58% z gry. James zaliczył w tym spotkaniu asystę numer 7000. w swojej karierze i jest jedynym graczem w historii NBA z 27000 punktami, 7000 asystami i 7000 zbiórkami. Dla Hornets był to pierwszy z pięciu meczów serii wyjazdowej.

Cavaliers (17-5): James 44 (17/24 FG, 10 ast, 9 zb, 5 TO), Love 22 (6 zb), Shumpert 16 (5 zb), Thompson 13 (12 zb)
Hornets (14-10): Walker 24 (5 ast), Zeller 17 (9 zb, 5 TO), Belinelli 15, Williams 11 (5 zb)

Chicago Bulls 105-100 Miami Heat

Prowadzeni przez Jimmy’ego Butlera i Dwyane’a Wade’a gospodarze zrobili decydujący run 18-2 w trzeciej kwarcie i po raz drugi w tym sezonie poradzili sobie z byłą drużyną tego drugiego. W czwartej kwarcie Miami zbliżyło się jeszcze na jeden punkt, natomiast 10 ostatnich punktów dla Byków zdobył Butler i to oni okazali się zwycięzcy. Zdziesiątkowani przez kontuzje (do składu wrócił Josh Richardson) Heat przegrali piąte spotkanie z rzędu. Bulls aż 31 razy dostali się na linię rzutów wolnych, trafiając stamtąd 28 razy.

Bulls (13-10): Butler 31 (7 zb, 5 ast), Wade 28, Gibson 13 (7 zb)
Heat (7-17): Dragić 21 (11 ast, 5 zb, 5 TO), Whiteside 20 (8 zb), Johnson 15 (4 ast)

Memphis Grizzlies 110-89 Golden State Warriors

GRIZZLIES BASKETBALL, BABY! Szóste z rzędu zwycięstwo Grizzlies przyszło im nadspodziewanie łatwo, patrząc na to, że grali z najlepszą drużyną w całej lidze. Podopieczni Davida Fizdale’a prowadzili od samego początku i powiększali prowadzenie w drugiej połowie, które w pewnym momencie wzrosło do 30 oczek. 7 graczy Memphis zapunktowało w double-figures. Obrona Grizzlies zatrzymała Splash Brothers na 3/14 za trzy punkty, a i Kevin Durant nie potrafił dać swojemu zespołowi szansy na powrót do spotkania. Dla Warriors 38 punktów w całej pierwszej połowie to najgorszy wynik sezonu i to koniec ich czteromeczowej serii wygranych.

Grizzlies (17-8): Gasol 19 (8 zb, 6 ast), Allen 19 (4 zb), Green 14 (10 zb), Randolph 14 (7 zb), Martin 13 (7 zb)
Warriors (20-4): Durant 21 (7 zb), Curry 17 (8 zb)

Houston Rockets 109-87 Dallas Mavericks

Przy dużym prowadzeniu w trzeciej kwarcie Rockets spuścili z tonu i pozwolili gościom na odrobienie części strat. Wtedy jednak Trevor Ariza trafił trzy kolejne trójki i praktycznie sam zakończył marzenia Mavs o powrót do meczu. Rockets trafili 19 z 37 swoich prób zza łuku (Mavericks tylko 11 z 34) i wygrali już szóste kolejne spotkanie. Gospodarze wygrali walkę na tablicach 48-32 i rozdali 31 asyst na 37 rzutach. 16 asyst Jamesa Hardena to najwięcej od czasu pierwszego spotkania sezonu.

Rockets (17-7): Gordon 18, Harden 18 (16 ast, 9 zb), Ariza 17 (7 zb), Beverley 15 (7 zb), Capela 13 (10 zb)
Mavericks (5-18): Matthews 26, Barnes 20 (4 zb), Finney-Smith 11 (4 zb)

San Antonio Spurs 130-101 Brooklyn Nets

Ostrogi zdobyły 41 punktów w pierwszej kwarcie i w dobrym stylu odpowiedziały na swoją pierwszą wyjazdową porażkę w tym sezonie. W pewnym momencie spotkania z Nets prowadzili już nawet 38 punktami i zgodnie z oczekiwaniami nie mieli żadnych problemów z wygraniem 14. kolejnego spotkania przeciwko Brooklynowi w AT&T Center. Spurs zaliczyli season-high w punktach, punktach w jednej kwarcie, punktach w jednej połowie, asystach oraz trafionych rzutach za trzy punkty.

Spurs (19-5): Leonard 30 (6 zb), Mills 16 (4 ast), Gasol 15 (6zb, 4 ast), Simmons 14 (4 ast), Aldridge 12 (9 zb), Parker 12 (7 ast)
Nets (6-16): Bogdanović 20 (4 zb), Scola 15 (11 zb), Lopez 14 (5 zb, 5 ast), Harris 10 (4 zb)

Utah Jazz 104-84 Sacramento Kings

Goście obejmowali prowadzenia zarówno na początku pierwszej, jak i trzeciej kwarty, natomiast za każdym razem Utah odpowiadało i ostatecznie o wyniku zadecydowała czwarta kwarta. W niej defensywa gospodarzy zatrzymała Króli na 3/22 z gry i 8 punktach, co pozwoliło im na spokojne kontrolowanie prowadzenia. Jazz przez całe spotkanie mieli problemy ze stratami, których popełnili aż 22, przez co Sacramento zdobyło najwięcej w sezonie 36 punktów po stratach rywali. Kings trafili tylko 9 z 26 rzutów za trzy punkty i rzucali ze skutecznością 37.8% z gry.

Jazz (15-10): Hayward 26 (7 zb), Gobert 17 (14 zb, 6 blk), Lyles 14 (5 zb), Ingles 11 (6 zb, 4 ast)
Kings (8-15): Gay 20 (5 zb), Collison 17, Cousins 16 (10 zb, 4 ast)

Los Angeles Clippers 133-105 New Orleans Pelicans

Pierwszy w karierze mecz 20-20 Chrisa Paula okazał się być zdecydowanie wystarczającym, aby Clippers zdobyli season-high w punktach i z łatwością pokonali gości z Nowego Orleanu, grających bez odpoczywającego Anthony’ego Davisa oraz kontuzjowanych Jrue Holidaya i E’Twauna Moore’a. Clippers (pozbawieni Blake’a Griffina) zrobili decydujący run 18-6 w trzeciej kwarcie, trafiali ze skutecznością 57.4% z gry i trafili 17 z 36 rzutów za trzy punkty, przerywając dwumeczową serię porażek. Dla Pelicans była to już trzecia kolejna porażka na wyjeździe i ósma kolejna w Staples Center przeciwko Clippers.

Clippers (17-7): Crawford 22 (10/13 FG), Paul 20 (20 ast, 5 zb), Jordan 19 (9 zb), Rivers 18 (4 ast), Speights 17 (12 zb, 4 ast) Redick 16
Pelicans (7-17): Frazier 20 (11 ast), Diallo 19 (10 zb), Jones 18 (5 zb), Hield 15 (5 ast), Hill 13 (4 ast)

Paweł Mocek

Redaktor naczelny Enbiej.pl. Kiedy miał 12 lat obejrzał swój pierwszy mecz NBA, po czym wpadł w nałóg, z którego do dziś nie może się wyleczyć. Sympatyzuje z Miami Heat. Twórca Enbiej Insidera. Prywatnie wielki fan piłki nożnej.

16 komentarzy

  1. lordam pisze:

    Ciekawostka.
    Występ Paula 20-20 i 0 strat to pierwszy taki występ w historii NBA. Prawdziwy generał.
    PS. Nie przypuszczałbym, że Paul nigdy nie miał 20-20. Jest tak regularny, że myślałem iż takich spotkań miał na pęczki, a tu niespodzianka.

    • pop pisze:

      Trza przyznać że jest najlepszym rozgrywającym od wielu lat, i to takim w starym dobrym stylu.

    • lordam pisze:

      Chyba każdy się zgodzi że cp3 to największy generał parkietu od czasów j.kidda w formie bądź nasha

  2. hetman3 pisze:

    Problem z GSW polega na tym że jak mają miekkiego przeciwnika to sobie szaleją ale jak juz trzeba ostro powalczyć to zaczyna sie robic kłopot i to moze ich zgubic. Jak trafia w PO na zdrowych Utah albo Memphis moga miec ciezko a ławka u nich jest króciutka

    • Marek pisze:

      Wychodzi brak mądrego środkowego. To co wyprawiał Dżawelllllll i Wareżajo, szopka :)

    • Utah nie mają odpowiedniego potencjału ludzkiego.
      Memphis żeby mieć jakiekolwiek szansę w ewentualnej serii muszą mieć pełen skład.

    • JanosikNH pisze:

      hetman3 dobrze prawi. Oni nie mają centra. Żeby ich pokonać wystarczy zagrać na 60% skuteczności z pomalowanego. Jazz w pełni sił mogą pójść z GSW na strzelaninę za 3. W chwili obecnej są chyba najskuteczniejsi za 3.

      Szerszeń-Pelikan
      Jak Jazz nie mają potencjału, to ty się nie znasz na koszykówce. To że wiecznie 50% składu jest kontuzjowane, to nie jest brak potencjału – to jest pech. Jak wszyscy wrócą to zobaczysz aż nadmiar potencjału.

  3. 2utakt pisze:

    Mam nadzieje, że Jazz powalczy trochę w PO :)

  4. Mike40 pisze:

    Chyba Aldridge w SAS gra ponizej oczekiwan i swoich mozliwosci.

    • pop pisze:

      Chyba ma kapkę nadwagę i ogólnie na razie średnio zmotywowany. Wydaje mi się że Pau na razie lepiej wypada w grze z zespołem.

  5. grassik1980 pisze:

    jeden gorszy mecz GSW i od razu ze za miękko grają…… a może mieli gorszy dzień, aż tak im się nie chciało, po prostu im nie szło. Przeciez z kims muszą przegrywać, 72-10 nie będzie , liczą się tylko PO. Aż tak was boli ten skład GSW ze jak tylko cos przegrają to od razu różne teorie dlaczego tak się stało :))) pozdrawiam

    • JanosikNH pisze:

      Już z przetrzebionymi Jazz mieli ciężkawo.

    • hetman3 pisze:

      Ogolnie to ja im kibicuję i nawet lubie ale tez dostrzegam problem jakim jest wąska rotacja chyba nie powiecie że Taki Clarl McCaw czy McAdoo beda cos znaczyc w PO? Poza tym w wiekszosci meczy kazdy z wielkiej 4 gra prawie 35 minut. A w PO juz nie beda tak rzuty siedzialy przyklady z ostatnich finałow

    • Woy pisze:

      serio … środek kuleje w porównaniu do zeszłych dwóch finałów , Zaza i Anderson to słabe ogniwa pierwszej piątki i pięty achillesowe obrony GSW. Ponadto widać brak weteranów i ich wpływu – Barbosa , Speights dawali wsparcie S5 i chemię drużynie. Dojście Duranta wcale nie uczyniło tego zespołu lepszym, a straty Boguta czy rezerwowych odsłoniło dziury i niedoskonałości.

  6. Wrobel pisze:

    Oglądałem Gsw z Misiami i był to mecz tego typu, że wszystko gospodarzom wychodziło, nawet Allen 3 rzucał. Gsw zmęczone chyba 5 mecz w tydzień. Tylko Durant trzymał formę i dla mnie jest kandydatem na MVP.
    Ale i tak gratulacje dla Memphis, nikt nie będzie chciał z nimi grać w Playoffs a jak wróci Conley i Parsons (chociaż z niego nie wiadomo czy coś będzie) mogą powalczyć nawet o finał konferencji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *