Telegram: Dogrywka rozstrzygnęła losy rywalizacji w Miami, pierwsza porażka Spurs

Philadelphia 76ers 101-103 Orlando Magic

W Filadelfii obserwowaliśmy niezwykle interesującą rywalizację. W pierwszej połowie Szóstki wypracowały sobie nawet osiemnastopunktową przewagę po celnej próbie Geralda Hendersona z półdystansu na trzy minuty przed zakończeniem drugiej kwarty i schodzili na przerwę przy prowadzeniu 57-43. Trzecia odsłona spotkania to koncertowa gra Magic, którzy trafili 16 na 22 rzuty z gry, zdobywając dzięki temu aż 41 punktów, czyli tylko o dwa mniej niż w premierowych dwudziestu czterech minutach. W finałowej partii na minutę i trzydzieści osiem sekund przed syreną końcową dwa rzuty wolne wykorzystał Embiid, a wynik brzmiał 101-97 dla Sixers. Chwilę później ten sam zawodnik popełnił błąd kroków, po którym do remisu doprowadził Evan Fournier. Na niespełna sześć sekund przed końcem piłkę od Embiida przechwycił Elfrid Payton. Po czasie dla Magic niesportowego faulu na Sergu Ibace dopuścił się T.J. McConnell. Hiszpan nie pomylił się z charity stripe, ustalając wynik meczu i dając gościom pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Koszykarze z Florydy wymusili na gospodarzach 16 strat, co zaowocowało 18 oczkami po błędach rywali. Ponadto zdobyli zdecydowanie więcej punktów z pomalowanego 60-40.

76ers: Thompson 22 (8/10 FG, 4/4 3PT, 7zb), Sarić 21 (9/15 FG, 3/4 3PT) Embiid 18 (6/12 FG, 10zb, 4blk), Henderson 18 (7/13 FG), Rodriguez 12 (5/11 FG, 5zb, 11ast).

Magic: Vucević 24 (11/16 FG, 14zb), Ibaka 21 (8/12 FG), Payton 18 (8/17 FG, 10 ast), Fournier 17 (3/6 3PT, 5zb, 5ast).

 

Cleveland Cavaliers 128-120 Houston Rockets

Cleveland Cavaliers po zaciętym meczu pokonali Houston Rockets, odnosząc czwarte zwycięstwo w bieżących rozgrywkach. W pierwszej połowie błyszczała gwiazda Kyire Irvinga, autora 21 oczek w tej części spotkania. Głównie dzięki niemu oraz Kevinowi Love gospodarze wygrywali do przerwy 63-59. W trzeciej kwarcie Rakietom, za sprawą świetnie dysponowanego Jamesa Hardena, udało się nawet na chwilę objąć prowadzenie 71-70, by ostatecznie na finałową odsłonę wychodzić ze stratą zaledwie jednego punktu. W ostatniej ćwiartce Cavs zaliczyli run 13-3 i – choć Brodacz dwoił się i troił – utrzymali korzystny rezultat do końca spotkania. Mistrzowie NBA wygrali walkę na tablicach 46-32, częściej meldowali się na linii rzutów wolnych (25/31 FT), a przede wszystkim byli niesamowicie skuteczni w próbach dystansowych (16/32 3PT).

Cavaliers: Irving 32 (10/19 FG, 4/6 3PT) Love 24 (9/16 FG, 5zb), James 19 (6/12 FG, 13zb, 8ast), Smith 15 (5/11 3PT), Dunleavy 11 (3/4 FG, 2/3 3PT).

Rockets: Harden 41 (13/20 FG, 5/9 3PT, 7zb, 15ast), Gordon 16 (6/13 FG, 4/9 3PT), Hilario 13 (4/4 FG, 5zb), Anderson 12 (4/7 3PT), Ariza 11.

 

Indiana Pacers 115-108 Los Angeles Lakers

Paul George dał zwycięstwo ekipie z Indianapolis, rzucając 12 punktów w czwartej kwarcie i kończąc zawody z dorobkiem 30 oczek. Na przestrzeni całego meczu Jeziorowcy przegrywali różnicą nawet szesnastu punktów, jednak w finałowej odsłonie spotkania dogonili Pacers, obejmując prowadzenie 108-107 na niespełna dwie minuty przed końcem. Wtedy dwukrotnie z półdystansu trafił George, po czym wykorzystał wszystkie cztery próby z linii rzutów wolnych. Lakers starali się jeszcze zmienić oblicze tego spotkania, ale najpierw D’Angelo Russell został zablokowany przez Monta Ellisa przy rzucie zza łuku, a następnie pudło z dystansu zaliczył Lou Williams. Gospodarze wymusili na gościach aż 20 strat, po których udało im się zdobyć 27 oczek.

Pacers: George 30 (8/16 FG, 12/12 FT, 7zb, 4stl), Ellis 17, Miles 16 (6/9 FG, 2/3 3PT), Young 14 (6/8 FG, 2/4 3PT, 6zb).

Lakers: Williams 19 (7/14 FG, 5ast), Clarkson 15, Lance Jr. 11 (5zb, 6stl), Russell 11, Deng 10 (5/10 FG, 6zb).

 

Miami Heat 108-96 Sacramento Kings

Goran Dragić i Tyler Johnson poprowadzili Heat do pierwszego zwycięstwa na własnym parkiecie. Po wyrównanej grze w pierwszej połowie nieznaczną przewagę osiągnęli gospodarze, powiększając ją w trzeciej kwarcie do dziesięciu punktów po rzucie z półdystansu Diona Waitersa na niespełna sześć minut do zakończenia tej części meczu. Przed finałową odsłoną Heat prowadzili 73-67. W ostatniej partii koszykarze z Florydy roztrwonili swoją zdobycz. Duża w tym zasługa osobistego runu 7-0 Rudy’ego Gaya, dzięki któremu około dwie minuty przed upływem regulaminowego czasu gry Kings zbliżyli się do rywali na dwa punkty. Kiedy na trafienie Cousinsa odpowiedział Waiters, a później zarówno on jak i Gay spudłowali, wiadomo było, że potrzebna będzie dogrywka. W trakcie dodatkowych pięciu minut Heat zdystansowali gości, dając im rzucić zaledwie pięć punktów. Wygrana tego fragmentu 17-5 to w dużej mierze dobra postawa rezerwowego Tylera Johnsona, a także brak Cousinsa, który wyleciał z boiska po szóstym faulu jeszcze przed dogrywką. Gospodarze wymusili na Kings 15 strat, zdobywając po nich 21 punktów. Poza tym wypracowali 22 oczka po szybkich kontrach i byli skuteczniejsi w celnych próbach za trzy (13/29, przy 5/23 rywali).

Heat: Dragić (8/14 FG, 5/8 3PT, 8zb, 8ast), Johnson 22 (7/11 FG, 2/2 3PT), Waiters 20 (7/14 FG), Whiteside 14 (11zb), Babbit 10.

Kings: Cousins 30 (8/16 FG, 7zb) Gay 30 (11/24 FG, 2/4 3PT, 12zb), Afflalo 18.

 

Detroit Pistons 102-89 New York Knicks

To był pokrzepiający początek meczu dla Detroit, którzy musieli sobie radzić bez kontuzjowanego Reggiego Jacksona. W pierwszej połowie zawodnicy miejscowych rzucali na wyśmienitej skuteczności (55%), co sprawiło, że do przerwy wynik brzmiał 64-55. Ofensywa Tłoków w odsłonach numer trzy i cztery nieco osłabła, z czego skorzystali nowojorczycy, zbliżając się do nich na pięć punktów 94-89. Jednak po trójce Caldwella-Popa prowadzenie powiększyło się do dziesięciu punktów, zaś na nieco ponad minutę przed syreną obwieszczającą koniec spotkania akcją 2+1 popisał się Tobias Harris. Pistons nie wypuścili wygranej z rąk. Głównym czynnikiem zwycięstwa gospodarzy było 46 punktów zdobytych z pomalowanego, przy 24 oczkach gości.

Pistons: Harris 25 (8/12 FG, 2/3 3PT, 10zb), Morris 22 (9/14 FG, 2/3 3PT,  Caldwell-Pope Smith

Knicks: Anthony 24 (4stl), Rose 19 (5zb), Porzingis 18 (6zb), Jennings 12 (5/10 FG, 2/4 3PT).

 

New Orleans Pelicans 113-117 Milwaukee Bucks

Bez zwycięstwa w bieżących rozgrywkach pozostają koszykarze New Orleans Pelicans, którzy tym razem ulegli Milwaukee Bucks. W drugiej kwarcie, od stanu 51-49, goście zaliczyli run 12-3 i schodzili do szatni przy korzystnym dla siebie rezultacie 63-54. W trzeciej odsłonie Pelicans doścignęli Bucks, obejmując prowadzenie po celnych rzutach wolnych Salomona Hilla, ale gospodarze zdołali je odzyskać przed finałową partią. W ostatniej części meczu coraz bardziej widoczna była przewaga przyjezdnych, jednak na niecałe dwie minuty przed końcem spotkania po trafieniu Davisa wynik brzmiał 114-112 dla Bucks. Wtedy trójką popisał się The Greek Freak, a Bucks nie dali sobie już wydrzeć zwycięstwa. Goście wygrali w zbiórkach 50-42, zdobyli również zdecydowanie więcej punktów z pomalowanego 58-38 i mieli po swojej stronie Giannisa. Zarząd organizacji z Nowego Orleanu powinien się poważnie zastanowić, czy Alvin Gentry to odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu.

Pelicans: Davis 35 (17/18 FT, 15zb, 3stl, 3blk), Frazier 20 (7/12 FG, 9ast, 3stl), Hill 18 (5/9 FG, 3/4 3PT, 6zb), Moore 17 (7/13 FG, 3/6 3PT), Hield 10.

Bucks: Antetokounmpo 24 (10/19 FG, 10zb, 7ast), Parker 21 (7/14 FG), Brogdon 14 (6/10 FG, 4stl), Snell 13 (10zb).

 

Minnesota Timberwolves 116-80 Memphis Grizzlies

Trener David Fizdale postanowił dać dziś odpocząć Mike’owi Conley’owi oraz Markowi Gasolowi, czego efekty były widoczne jak na dłoni. W drugiej kwarcie gospodarze osiągnęli miażdżącą przewagę dwudziestu ośmiu oczek, by ostatecznie do przerwy prowadzić 62-36. W trzeciej odsłonie, po celnym rzucie za trzy Krisa Dunna na sześć minut przed zakończeniem tej części meczu, różnica powiększyła się do czterdziestu punktów! Takiego bonusu punktowego nie przerżnąłby chyba nikt. Blowout stał się faktem. Timberwolves byli lepsi od gości w niemal każdym elemencie koszykarskiego rzemiosła. Znakomicie dzielili się piłką (29 asyst), wygrali walkę o zbiórki 49-32, rzucili 25 punktów po szybkiej kontrze, wymusili na rywalach aż 22 straty piłki, po których zdobyli 26 oczek. Wolves popisali się również rewelacyjną skutecznością na poziomie 55.1%, a także świetną celnością z dystansu (13/20 3PT).

Timberwolves: LaVine 31 (11/18 FG, 5/9 3PT), Dieng 17 (8/9 FG, 6zb, 3stl), Wiggins 17 (6/11 FG, 2/2 3PT), Towns 11 (10zb) Dunn 10 (2/3 3PT, 6ast, 5stl).

Grizzlies: Davis 17 (7/8 FG, 6zb), Williams 14 (4/7 FG), Harrison 12 (5ast, 4stl).

 

San Antonio Spurs 91-106 Utah Jazz

Pierwszej porażki w tym sezonie doznali zawodnicy San Antonio Spurs. W premierowej odsłonie goście zbudowali dwunastopunktową przewagę, rzucając ze skutecznością 72% z gry i 88% za trzy. Jazz trafili w tej części meczu aż siedem trójek. Od stanu 47-31 w drugiej kwarcie Ostrogi zaliczyły run 15-0 i nawet doprowadziły do remisu po celnym rzucie z półdystansu LaMarcusa Aldridga na trzy minuty przed zakończeniem pierwszej połowy. Do przerwy wynik brzmiał 54-50 dla Utah. W trzeciej partii to podopieczni Quina Snydera zdobyli się na run 10-0, po którym prowadzili 70-63. Finałowy akt spotkania to popis George’a Hilla, który trafił cztery razy z rzędu na około sześć minut przed końcową syreną i sprawił, że goście wygrali pierwszy mecz na wyjeździe w tych rozgrywkach. Kluczem do zwycięstwa Jazz była skuteczność zza łuku (15/31 3PT).

Spurs: Leonard 30 (10/18 FG, 5/7 3PT, 7zb), Aldridge 21 (8/16 FG).

Jazz: Hill 22 (9/13 FG, 3/5 3PT, 7ast), Hood 19 (4/8 3PT, 5zb) Lyles 15 (7zb), Mack 14 (6/9 FG, 2/2 3PT).

 

Portland Trail Blazers 104-127 Golden State Warriors

Warriors odnieśli trzecie z rzędu zwycięstwo, a ich ofiarami padli tym razem koszykarze z Oregonu. Perfekcyjny mecz pod względem celności rozegrał Ian Clark, który trafił wszystkie swoje próby z gry, z dystansu oraz z charity stripe. Tym samym Clark osiągnął swój rekord kariery w liczbie zdobytych punktów. Do przerwy mecz był wyrównany i oscylował w granicach remisu. Od początku trzeciej kwarty znacznie lepiej prezentowali się goście, co dało im aż 41 punktów w tej odsłonie spotkania, a także dwadzieścia siedem oczek przewagi przed ostatnią kwartą 100-73. Blazers już się nie podnieśli i wyraźnie przegrali. Warriors zdominowali strefę podkoszową, wygrywając w zbiórkach 45-32. Zdobyli znacznie więcej punktów z pomalowanego 60-28 i byli piekielnie skuteczni (56.2%). Na dodatek znacznie lepiej dzielili się piłką (36 asyst).

Blazers: Lillard 31 (4/10 3PT), Layman 17 (6/8FG, 5/7 3PT), McCollum 16 (6/12 FG), Turner 14 (5/6 FG).

Warriors: Curry 28 (10/21 FG, 5/10 3PT), Clark 22 (8/8 FG, 3/3 3PT, 3/3 FT, 3stl), Durant 20 (9/15 FG, 5zb, 4stl), Thompson 14 (5zb), Iguodala 11 (4/7 FG, 5zb, 5ast).

 

Komentarze do wpisu: “Telegram: Dogrywka rozstrzygnęła losy rywalizacji w Miami, pierwsza porażka Spurs

  1. Kumulacja „głupich wyników” (dla mnie), Pomijam Jazz bo nawet się cieszę że coś zagrali i porażka z nimi mniej boli… ale… o ja głupi naiwniak myślałem sobie że Kings pokonają Heat a Knicks, Pistons, no bo jak można traktować drużyny które nawet tego nie potrafią… Tylko wilczki mi wyskoczyły zza krzaka i nie zawiodły. Blazers, no cóż byłem optymistą, bo ich stać.
    Gdyby ktoś się zastanawiał co to piszę za głupoty, po prostu dałem dupy w typerze ;-D
    Wracając do Jazz i jednego z moich ulubieńców G.Hilla, wiedziałem, po prostu wiedziałem że facet jest dobry, a w Indianie przeważnie to na nim psy wieszali.

    1. Ano Hill dobry jest. Exum bd mial sie od kogo uczyc. Oby wiecej wygranych Nutek z faworytami, oraz bez wtop z ogorkami.

  2. Głupi ja, chciałem postawić na Heat i Pistons, ostatecznie zmieniłem i wyszedłem na tym jak Zawłocki na mydle.

  3. Na Spurs każdy by wtopił, ale Panowie, stawiac na SAC ?? W dodatku na wyjeździe ?? Przeciez ta drużyna to totalny chaos z psycholem za kierownicą.

  4. „Szóstki wypracowały sobie nawet osiemnastopunktową przewagę po celnej trójce Geralda Hendersona na trzy minuty przed zakończeniem drugiej kwarty” – paczę na boxscore z meczu i widzę, że Henderson nie oddał ani jednego rzutu za „trzy”, może chodziło o Hiollisa Thompsona?

    1. Chodziło o Hendersona, tyle że nie o rzut za trzy, lecz za dwa. Dzięki że zwróciłeś na to uwagę. Pozdrawiam! :)

  5. Oprócz wtopy w typerze, ja zaliczyłe wtopę u buka. 50 zł poszło w …

    1. Bywa. Ja takie dwie zaliczyłem i daje sobie 2 tyg na ustabilizowanie się ligi, wtedy można coś realnie typować. Teraz to loteria.

  6. „Wpadkami Kings, Knicks oraz Spurs”. Mam rozumieć, że Knicks byli faworytami w starciu z Pistons grającymi w Palace? Wolne żarty :D

    1. Knicks po poprzednim spotkaniu wcale źle nie stali u booków.inna sprawa to kontuzja Jacksona a przewagi na PG Horny i jego drużyna nie wykorzystali. Potencjał ofensywy nadal jest nieznany

    2. A dlaczego by nie stawiać na Knicks? Mają Carmelo, Porzingisa, Rose’a nie widzę powodów dla których mieliby być skreślani z drużyną pokroju Pistons (bez Jacksona).

    3. @Sol też tego nie potrafię zrozumieć ;) Tak samo jak wielkie faworyzowanie Kings grających back-to-back i 3 mecz w 4 dni na wyjeździe w Miami :)

    4. Pawle, brałem pod uwagę że Hassan może nie będzie grał w tym meczu bo coś tam miał jakiś uraz, a Heat nic specjalnego nie pokazują.

    5. @pop Nie twierdzę, że grają coś specjalnego, ale w trzech pierwszych meczach utrzymywali się w grze do samego końca spotkania. Z Hornets przegrana na własne życzenie, ze Spurs świetna druga połowa, walka do ostatniej minuty i fantastyczny Kawhi. Kings, zważając na road trip nie byli (w mojej opinii) faworytem tego meczu.

    6. Widzę że dalej ślepo brniesz, nie łapiąc, że my piszemy o wpadkach w typerze!

    7. Myślałem, że było napisane „wpadki Kings, Knicks oraz Spurs”, a nie „moje wpadki w typerze”, ale widocznie rzeczywiście jestem ślepy.

    8. Pop: Kumulacja „głupich wyników” (dla mnie), Pomijam Jazz bo nawet się cieszę że coś zagrali i porażka z nimi mniej boli… ale… o ja głupi naiwniak myślałem sobie że Kings pokonają Heat a Knicks, Pistons, no bo jak można traktować drużyny które nawet tego nie potrafią… Tylko wilczki mi wyskoczyły zza krzaka i nie zawiodły. Blazers, no cóż byłem optymistą, bo ich stać.
      Gdyby ktoś się zastanawiał co to piszę za głupoty, po prostu dałem dupy w typerze ;-D

      Ja: Nie byłeś sam z wpadkami Kings, Knicks oraz Spurs:-)

      EOT

  7. Knicks po poprzednim spotkaniu wcale źle nie stali u booków.inna sprawa to kontuzja Jacksona a przewagi na PG Horny i jego drużyna nie wykorzystali. Potencjał ofensywy nadal jest nieznany

    1. Tu nie chodzi o to żeby na Knicks nie stawiać, ale o to że nazywanie porażki Knicks w Detroit – wpadką, brzmi jakby Knickerbockers byli jakimiś wielkimi faworytami i zaliczyli „wpadkę” z jakimiś tam Pistons.

  8. Kibicowałem Hou dopóki Harden 2 razy w końcówce nie wymusił faulu.
    Za takie coś powinna byc sroga kara finansowa.

  9. „charity stripe” – Mateusz. Zwróć uwagę że nie każdy czytelnik enbiej zna koszykarski slang. jakbys na przyszłość mógł dołączać do tekstu tłumaczenie. W nawiasie lub z gwiazdką na końcu tekstu.
    Tak ogólnie to dobra robota. Zamiast stat można by ewentualnie wkleić screeny stat z NBA.

    1. Dziękuję za radę. Na pewno wezmę to pod uwagę przy tworzeniu następnego Telegramu. :)

    2. To nie pierwszyzna na enbiej. Tylko to pewnie jest z tym ciut więcej roboty.

Comments are closed.