John Wall i Bradley Beal muszą naprawić swoje relacje

john wall bradley beal

Bradley Beal podpisał tego lata pięcioletni maksymalny kontrakt z Washington Wizards i będzie chciał pomóc drużynie powrócić do play-offów. Organizacja na pewno ma nadzieję na coś więcej, jednak zanim zaczną starać się walczyć o wyższe cele, atmosfera pomiędzy dwoma liderami drużyny musi zostać oczyszczona, o czym mówił powiedział John Wall.

Myślę, że zbyt wiele razy mieliśmy tendencję do nielubienia siebie nawzajem na parkiecie. Musimy postarać się to zatrzymać. Jeśli nie dostrzeżesz kogoś w którejś akcji albo coś zrobisz źle – dobrze jest to po prostu sobie wyjaśnić.

Teraz, kiedy dostałeś już swoje pieniądze, musisz poprawić swoją grę. Chcę, żebyś był All-Starem, tak samo jak ja nim jestem. Jeśli gralibyśmy tak dobrze w back-courtowym duecie, jednej nocy to byłby jego mecz, innej nocy mój mecz, a jeszcze kolejnej mecz nas obu. W tym trzecim przypadku, bylibyśmy trudni do zatrzymania.

Podobnie myśli sam Bradley Beal.

To ciężkie, bo obaj jesteśmy samcami alfa. To zawsze dość trudne, kiedy masz dwóch gości, którzy są pewni siebie, którzy stawiają przede wszystkim na siebie, którzy chcą grać główną rolę. Obaj chcemy być tym gościem.

Myślę, że czasami tracimy z oczu fakt, że potrzebujemy siebie nawzajem. Nie byłbym w tej sytuacji bez Johna. Tak samo John nie byłby w tej sytuacji beze mnie i reszty drużyny. Musimy odłożyć na półkę nasze dumy, określić jasno swoje indywidualne cele, a także cele drużyn i pomóc sobie je osiągać.

Niektórzy bardzo mylnie mieli przed sobą obraz przyjaźni Beala i Walla zarówno na jak i poza parkietem. Przez ostatnie lata ich relacja nie były zbyt ciepłe, co można też było zobaczyć w ostatnich rozgrywkach. Po jednej z najgorszych porażek Wizards z Indianą Pacers, po meczu Wall głośno wyraził swoje niezadowolenie z tego, że oddał zaledwie 9 rzutów. Nie powiedział, że Beal oddał ich aż 22, ale można było wyczuć, przeciwko komu skierowany był jego komentarz.

W innej sytuacji, w meczu przeciwko Atlancie Hawks Beal upadł na parkiet walcząc o piłkę i kontuzjował swój bark, co zresztą wykluczyło go z gry. Podczas gdy reszta kolegów podbiegła do niego, by mu pomóc, Wall poszedł w zupełnie inną stronę, do swojej ławki rezerwowych. Atmosfera była napięta przez cały rok.

Można założyć, że Wall jest teraz także nieco zazdrosny o to, że jego maksymalne przedłużenie umowy, warte 80 milionów dolarów w cztery lata gry (podpisane w 2013 roku), tak bardzo różni się od 128-milionowej umowy Beala. Wall ma na swoim koncie już trzy występy w All-Star Game oraz wybór do drugiej piątki All-Defensive Teams, podczas gdy Beal w ostatnim sezonie zagrał 55 spotkań, co było najgorszym wynikiem w jego karierze.

Sytuacja zrobiła sie o tyle trudniejsza, bowiem w ostatnich latach konflikty między Wallem a Bealem najczęściej starali się łagodzić Alan Anderson i Garrett Temple. Dzisiaj obaj panowie nie są już w Waszyngtonie, a odpowiedzialność za oczyszczenie atmosfery spadła na… samych skonfliktowanych. Ciekawą kwestią jest również to, czy zadziała tutaj także nowy trener Czarodziejów, Scott Brooks. Randy Wittman wydawał się być bowiem mało zainteresowany tym, co się dzieje wewnątrz drużyny, szczególnie w trakcie ostatnich miesięcy swojej pracy.

Pytaniem podstawowym jest to, czy któryś z panów jest gotowy na zrobienie kroku wstecz, by pomóc drużynie. W dość naturalny sposób powinien zrobić to Beal, który był do tej pory rzadziej dysponowany, a także jest mniej doświadczony od Walla. Z drugiej strony, Wall oczekuje od Beala lepszej gry, by udowodnił, że danie mu maksymalnej umowy było dobrym ruchem drużyny. Obaj panowie muszą zrozumieć, że szanse na rywalizacje z najlepszymi drużynami Wschodu mogą mieć tylko wtedy, gdy będą dobrze ze sobą współpracować. Bez Temple’a, Andersona, Nene Hilario czy Drew Goodena to oni muszą być gotowi na stanie się liderami drużyny – nie tylko na parkiecie, ale także w szatni.

Paweł Mocek

Redaktor naczelny Enbiej.pl. Kiedy miał 12 lat obejrzał swój pierwszy mecz NBA, po czym wpadł w nałóg, z którego do dziś nie może się wyleczyć. Sympatyzuje z Miami Heat. Twórca Enbiej Insidera. Prywatnie wielki fan piłki nożnej.

6 komentarzy

  1. inVad3rrr pisze:

    Na miejscu Wiz bez żalu pozbyłbym się szklanego Beala, który już do końca kariery musi grać z ograniczeniami minutowymi a ma dopiero 23 lata (sic!). Teraz jeszcze jak się okazuje rodzi konflikty z prawdziwym liderem zespołu czyli Wallem. Co do kasy którą otrzymuje Beal i pretensji Janka,trudno winić samego zawodnika, że akurat jego kontrakt kończy się w momencie wystrzelenia cap space w górę.

  2. pop pisze:

    Beal to jednak niższa półka niż Wall, nie powinien się mądrzyć, ale generalnie wypowiedzi obydwóch panów są nieco niedojrzałe: „chcę, żebyś był All-Starem, tak samo jak ja nim jestem” naprawdę Wall musiał to powiedzieć? Nie wróżę nic dobrego Wizards dopóki Beal jest w tej drużynie

    • M pisze:

      Zgadzam się z Tobą, ta wypowiedź Walla to jak cios obuchem, podkreślenie „Ty maluczki musisz jeszcze dorosnąć do roli, którą ja już pełnię!” Jeżeli tak mają rozwiązać konflikt to słabo to widzę, lepiej niech Marcin ucieka z tego okrętu, bo dryfuje on na mieliznę.

  3. Xerox pisze:

    A może niech Marcin ich chwyci za mordy i da do zrozumienia, że drużyna jest najważniejsza

  4. doc89 pisze:

    I właśnie dlatego tej drużynie potrzebny był ktoś taki jak Paul Pierce. Weteran którego szanowali za osiągnięcia, podejście do pracy, formę sportową i który nie powaliłby na takie głupoty.

  5. DreadRock pisze:

    Skończą, jak niegdyś również obiecujący młody duet – Brandon Jennings i Monta Ellis :) bucks dobrze wyszli na pozbyciu się obydwu, obstawiam że Wizards również byliby do przodu na dłuższą metę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *