Przebudzenie Lillarda, Blazers wciąż walczą

Portland Trail Blazers pokonali na własnym parkiecie drużynę Memphis Grizzlies 99:92. Tym samym przedłużyli rywalizację w tej serii i w meczu numer 5 powalczą o swoje drugie zwycięstwo.

Blazers uniknęli kompromitacji i przegranej 0:4, ale i tak ich sytuacja nie wygląda zbyt optymistycznie. Nadzieją może być kontuzja z jaką zmaga się Mike Conley. Jego nieobecność sprawiła, że Damian Lillard wreszcie poczuł się swobodnie i pokazał, że jest liderem swojej drużyny.

– Myślę, że po ostatniej porażce i wyniku w serii 0:3, ważną rzeczą było nasze spotkanie i rozmowa na temat zostawiania serca na parkiecie i grania z dumą. Wszystko po to, by nie doszło do kompromitacji i przegranej bez żadnego zwycięstwa – mówił po spotkaniu Damian Lillard. – Wiemy, że nikomu jeszcze nie udało się wyjść zwycięsko z wyniku 0:3, ale staramy się na tym nie skupiać. Ważne jest to, co dzieje się tu i teraz – dodał.

Rozgrywający z Portland zagrał bardzo dobre spotkanie zdobywając 32 punkty i 7 asyst. Świetnie wspomagał go rezerwowy C.J. McCollum, który zakończył mecz z 18 oczkami na swoim koncie. Dodając do tego również 18 punktów LaMarcusa Aldrige’a, Blazers wreszcie pokazali „pazur” i wyrwali zwycięstwo w ostatnich minutach meczu.

Jeszcze w połowie czwartej kwarty to Memphis Grizzlies prowadzili przewagą 10 punktów. Dobrze spisywał się Marc Gasol, który rzucił w całym meczu 21 punktów. 19 oczek miał na swoim koncie Curtney Lee, natomiast 12 Zach Randolph.

– Kiedy wygrywasz dziesięcioma punktami na sześć minut przed końcem spotkania to musisz dowieźć to do końca. Szczególnie, kiedy jesteś w takiej sytuacji jak my. To bardzo frustrujące – mówił po meczu Zach Randolph. Z-Bo może też mieć pretensję do samego siebie, gdyż w przekroju całego spotkania jego skuteczność nie prezentowała się zbyt dobrze. Trafił tylko 6 ze swoich 12 rzutów.

X-Factor: Meyers Leonard. Spędził na parkiecie 35 minut, zdobywając 13 punktów. Trafił 5 ze swoich 6 rzutów, w tym był bezbłędny zza łuku (3×3).

***

Portland Trail Blazers – Memphis Grizzlies 99:92 (27:22, 28:26, 13:27, 31:17)

Portland Trail Blazers: D. Lillard 21 (pkt.), L. Aldridge 18, C. McCollum 18, M. Leonard 13, N. Batum 12, R. Lopez 6, A. Afflalo 0, S. Blake 0

Memphis Grizzlies: M. Gasol 21 (pkt.), C. Lee 19, B. Udrich 13, N. Calathes 12, Z. Randolph 12, J. Green 7, T. Allen 4, K. Koufos 2, V. Carter 2, J. Leuer 0

Stan rywalizacji: 3:1 dla Grizzlies

Damian Suchan

Od dziecka chciał być jak Allen Iverson, ale zabrakło mu mentora w typie Larry'ego Browna. Od Iversona różni go jednak zamiłowanie do rozdawania asyst. Wychodzi z założenia, że efektowna asysta jest lepsza od każdej ilości punktów. Wielki fan Philadelphi 76ers i koszykówki totalnej w wykonaniu Miami Heat. Czasem coś napisze i ma nadzieję, że ktoś to przeczyta.

3 komentarze

  1. amon pisze:

    Nie oglądałem. Można coś szerzej, np. o Leonardzie w 2. kwarcie? Generalnie nic się nie dowiedziałem, czego bym z box-score’a i second screena nie wywnioskował. Sorry Damian, ale krótka coś ta relacja. Pozdrawiam:)

  2. serafin pisze:

    LEonard ggral super, w obronie to jeszcze nie to, ale w ataku trafial z pod kosza i trojeczki sypal az milo. Cos moze z niego byc. Lillard zagral na swoim poziomie jaki prezentowal sprzed ASG- aczkolwiek rewelacji nie bylo. W moim odczuciu graczem meczu – Cj McCollum. Rewelacyjny mecz, caly czas do przodu na 2-3 rywali pod kosz. Serce chce serie do game 7 ale rozum podpowiada ze sie to skonczy w najblizszym meczu ;(

  3. RIPCITIZEN pisze:

    Jest jeszcze Batoooom i…
    RIPCITIZEN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *