Zapowiedź Playoff: Los Angeles Clippers (3) – San Antonio Spurs (6)

Jedna porażka Spurs w ostatnich 12 spotkaniach (bilans 21-4 od końca lutego) sprawiła, że zamiast drugiego miejsca na Zachodzie i serii z nierównymi Mavericks przyjdzie im zmierzyć się z będącymi w gazie Clippers (14-1 od połowy marca) i to bez przewagi własnego parkietu.

lac-sas

Jeżeli zapomnimy na chwilę o Warriors, którzy są najlepszą drużyną tego sezonu zasadniczego, to w niedziele staną do walki zespoły przystępujące do playoffów w największym biegu. Oczywiście, możemy powiedzieć że porażka na zamknięcie z Pelicans jest swoistym wsadzeniem kija w szprychy, ale z drugiej strony Popovich potrafi takie rzeczy przekuć w motywację.

Kluczowy pojedynek: Chris Paul – Tony Parker

W drużynie Clippers wszystko kręci się wokół CP3. Zliczając jego średnie punktowe (19.1) i asyst (10.2) wychodzi, że w każdym z 82 spotkań miał udział w blisko połowie punktów swojej drużyny (powyżej 40 ppg przy średniej drużyny 106.7). Dlatego plan na grę przeciwko LAC jest prosty – zatrzymać Chrisa Paula.

Napisałem prosty? Niech nie zwiedzie Was „grzeczny” wygląd Chrisa. W NBA jest niewielu równie zaciętych, ostrych i walecznych graczy. Pod wieloma względami to taki Russell Westbrook z ludzką twarzą i chłodną głową. Wyrachowany i mający pełną kontrolę nad grą czym może przypominać choćby Stocktona. Dodatkowo z zabójczymi rzutami ze skrajów pomalowanego.

W wyrównanych spotkaniach całkowicie dominuje piłkę i uruchamia pick-and-rolle (DeAndre) i pick-and-popy (Blake) w trakcie których dostaje wystarczająco dużo miejsca by ze złośliwym uśmiechem trafić nad rękami cofającego się obrońcy.

Ograniczenie / zmęczenie / zatrzymanie Paula będzie podstawowym zadaniem przynajmniej trójki graczy. Spotkania z pewnością zacznie na nim Danny Green (odpowiednio „długi” i szybki, ale co często powoduje wściekłość Popovicha „zawieszający” się w obronie). Później – przejmował go będzie Kawhi Leonard – najlepszy obrońca 1 na 1, zwłaszcza na kozłującym graczu. Swoje minuty może otrzymać też Cory Joseph (do ostatniego spotkania RS udało mu się wdrapać w rotacji za plecy Parkera), który jest najszybszy z tego tercetu i w ograniczonych minutach będzie za Paulem biegał od linii do linii (presja na całym placu). Poza tym Pop może wykorzystać jeszcze doświadczenie Ginobiliego, który braki w dynamice nadrabia wymuszaniem fauli (nazwijmy to – flopami, ale CP3 też jest w tym świetny) i może wkurzyć każdego.

Rola Tony’ego Parkera w Spurs jest nieco inna. W San Antonio wykorzystywana jest bardziej płynna ofensywa, w której rola klasycznego rozgrywającego nie jest tak widoczna. Francuz wprowadza piłkę do ataku i wywołuje zagrywkę (często jest podana z ławki). Potem nie ma rozdzielenia na playmakera i resztę zespołu – każdy jest elementem, który ma doprowadzić do jak najlepszego rzutu drużyny.

Parker specjalizuje się w czymś innym. Nikt w SAS nie jest tak dobry we wchodzeniu pod kosz i rozrywaniu obrony. Zaczyna się to zwykle wysoko ustawioną zasłoną (przy linii za trzy punkty). Po niej mamy przekazanie i Tony może:

  1. rzucić zaraz po wyjściu zza zasłony (jest w tym świetny, z podobnej klasy mid-range jumperem jak Paul),
  2. minąć wysokiego i skończyć przy obręczy,
  3. wybrać rozwiązanie pośrednie i zagrać floatera,
  4. na dowolnym etapie zobaczyć skąd nadchodzi pomoc i uruchomić serię 2-3 podań, która zwykle kończy się czystym rzutem dla kolegi.

W Spurs ciężar zdobywania punktów jest rozłożony, ale prawdą jest że by móc pokonać rywala w PO, Parker będzie musiał zdobywać po około 20 punktów na mecz. Popovich to wie, dlatego jak zawsze pilnował minut swojego rozgrywającego w RS i dawał mu odpocząć gdy tylko słyszał o jakimś urazie.

Dlaczego tak jest? Tylko Tony i Kawhi są w stanie regularnie zdobywać kosze po zagraniach jeden na jednego.

Największe przewagi: Clippers – skoczność, Spurs – ławka.

Nie powiem nic nowego – DeAndre Jordan i Blake Griffin mogą przeskoczyć praktycznie każdego zawodnika w lidze. Na ich pozycjach Spurs nie mają dla nich konkurencji. Tim i Tiago są zdecydowanie bardziej „przyziemni”, Baynes woli rywalizację w poziomie niż pionie, a legendarnych hoopsach Bobo Diawa nie będę nawet pisał.

Pytanie jest tylko, jak obaj podkoszowi Clippers będą korzystać ze swoich atrybutów. Jordan ma w tej serii spełniać trzy role. Zbierać wszystko co jest w zasięgu wzroku (utrzymanie go z dala od atakowanej tablicy będzie prawdziwym wyzwaniem), straszyć blokami i robić wsady – o, na przykład takie:

Griffin tymczasem powinien wykorzystywać swoje atrybuty by częściej kończyć akcje przy obręczy (zamiast koncentrować się na rzutach z półdystansu – swoją drogą, nie macie wrażenia że coś jest z nim nie tak – kiedy ostatnio zrobił wsad a’la jeden z tych z pierwszych sezonów?).

Jasne, Jordan czasami jest zbyt nadgorliwy w obronie (skacze gdy nie trzeba i zbyt szybko przechodzi do pomocy), ale nie można umniejszać tego jak bardzo straszy graczy wchodzących w pomalowane. Nie jest to może Ibaka, ale Tony Parker i inni w Spurs nie lubią tego typu graczy.

Drużyna z San Antonio ma za to wielką przewagę jeżeli chodzi o jakość na ławce rezerwowych. Diaw, Belinelli czy Ginobili dają zdecydowanie więcej drużynie niż Dawis, Hawes, czy Turkoglu. W zasadzie jedynym regularnym i wartościowym zmiennikiem Riversa jest Jamal Crawford, który przecież dopiero powraca do formy po kontuzji łydki.

Dodatkowo w drużynie z Los Angeles ciężko jest znaleźć jakiegoś jokera, który może wcześniej umknąć analizom. Popovich takiego ma – Patty Mills, który w każdym meczu może w ciągu kilku minut wystrzelać rywali.

Smaczki

  1. Rzuty wolne DeAndre Jordana. Jeżeli spodziewacie się, że Pop może mu odpuścić to Was od razu zawiodę. Środkowy Clippers będzie rzucał jeżeli tylko Gregg uzna, że trzeba Clippers wybić z uderzenia i/lub odrobić jak najszybciej stratę
  2. Doc Rivers był zawodnikiem Spurs przez dwa ostatnie sezony swojej kariery. Co prawda Popovich nie prowadził wtedy drużyny (pierwszym trenerem był Bob Hill), ale Gregg oglądał go z pozycji GMa zespołu. Sam Rivers nie wypowiada się o Popie inaczej jak w samych superlatywach. Niedawno w wywiadzie powiedział tak: „He’s great. I think every coach in the league wants to be like Pop. Players want to be like Mike, we want to be like Pop.” Wzruszyłem się.
  3. Swoją drogą, to śmieszne że na przeciwko siebie staną Glenn i Gregg, czyli Doc i Pop. Brzmi jakbyśmy mieli mieć przed sobą bitwę w „8 Mili”.
  4. Golden State Warriors (z czym się zgadzam) uważają że ich największym rywalem w walce o wejście do wielkiego finału jest ktoś z duetu LAC – SAS. Dla nich to wymarzony scenariusz, by obie drużyny wymordowały się teraz w pierwszej rundzie. Jeżeli dojdzie więc do meczu nr 7 to jego największym wygranym będą GSW.
  5. Tim Duncan w trakcie swojej kariery rozegrał już 234 spotkań w Playoff. Cała pierwsza piątka Clippers (Jordan, Griffin, Barnes, Redick i Paul) ma ich łącznie 239.

Typ

Jestem kibicem Spurs, ale w tej serii może paść każde rozstrzygnięcie. Clippers z jakiegoś powodu są drużyną trochę niedocenianą. Są po prostu wkurzający – bardzo pewni siebie i nawet lekko aroganccy. Grają w Los Angeles, są młodzi, piękni i bogaci. Nic dziwnego, że nikt nie rozkłada przed nimi czerwonego dywanu.

Mimo wszystko:

  1. Mają przewagę własnego parkiet
  2. Ich podstawowa piątka jest rozpędzona i zmotywowana
  3. Na ławce siedzi facet który wie co to znaczy walczyć o pierścienie.

Tymczasem drużyna z San Antonio jest wciąż aktualnym mistrzem. Zespołem, który z nudnego i nielubianego przez media stał się prawdziwym pupilkiem ligi. Herezja? Nie, teraz by być hipsterem trzeba powiedzieć że się nie lubi basketu Spurs…

Jeżeli SAS „klikną” od pierwszego meczu to powinni wygrać w sześciu spotkaniach. Mimo wszystko ich sufit jest wyżej zawieszony niż LAC. Jeżeli jednak tak się nie stanie i do San Antonio wrócą z wynikiem 0-2 to nawet im może być ciężko to odrobić.

Wierzę, że to jeszcze nie jest koniec Spurs jakich znamy, a spuszczony ze smyczy Kawhi Leonard przypomni wszystkim dlaczego otrzymał tytuł MVP finałów.

Skończę więc tak. Clippers w kolejnej rundzie? Cool story Glenn.

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

8 komentarzy

  1. Adrian89 pisze:

    Mateusz !!!!!!!!

  2. saturn pisze:

    super analiza!
    ja także obstawiam Spurs. Żadna drużyna w NBA nie ma obecnie tyle doświadczenia i takiego szkoleniowca na ławce. No i takiej długiej ławki wartościowych graczy. To razem czyni ogromną różnicę. Pytanie tylko o fizyczna formę zespołu. Jeśli podołają „fizolom” z LA, to będzie dobrze. A ja liczę, że będzie dobrze.

  3. Wałek pisze:

    Clippers w 6 meczach. CP3 wyśle Parkera na emeryturę a Blake z Jordanem zniszczą Spurs pod koszem. Liczę też na wysoki procent trójek Reddicka i Crawforda. Go Clipps!

  4. BigAl pisze:

    Świetnie to napisałeś Mateusz!
    Już się chce oglądać!

  5. lunacy pisze:

    Niestety z deandre na centrze nie da się grać w play-offach na poważnie moim zdaniem. Koleś drewniany w ataku strasznie. Te jego wsady z sezonu regularnego w PO już nie przejdą, to trochę za mało. W zeszłorocznych PO już totalnie nie istniał, nie ten poziom zawodnika (głównie inteligencja) przy grze o wysoką stawkę.

  6. mati pisze:

    Dokładnie spurs zniszczą clippers. Słabością drużyny z la jest deandre będę go faulowac a to go będzie frustrowac i dezorganizowac gre drużyny. Mają mięśnie pod koszem do walki z deandre czyli duncan tiago diaw ayres bonner baynes… clippers to tylko chris paul a on sam serii ze spurs nie wygra…

  7. Beskid pisze:

    Spurs będą równie zmotywowani jak rok temu. W końcu to może być ostatni taniec Tima i Manu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *