Spurs brutalnie skończyli marzenia Mavericks o drugiej rundzie

Kibic Spurs oglądający wczorajszy mecz mógł w końcu odetchnąć z ulgą. Dopiero po sześciu spotkaniach drużyna Popovicha zaczęła prezentować się tak jak można tego było oczekiwać od najlepszej drużyny sezonu zasadniczego. Świetnie dysponowany tercet Parker – Duncan – Ginobili nie pozostawił złudzeń Mavericks, którzy mogą już planować wyprawę na ryby.

DrużynaStanI kw.II kw.III kw.IV kw.Wynik
Dallas Mavericks (8)32323222896
San Antonio Spurs (1)435332625119

Wnioski ze spotkania

  • Gospodarze już od pierwszych minut wyszli na to spotkanie z bojowym nastawieniem. Szczególnie widoczne było to u Tony’ego Parkera, który raz za razem maltretował obronę Mavericks. Mimo licznych prób trenera Carlisle nic i nikt nie był w stanie go zatrzymać, a co gorsza po chwili włączyli się jeszcze jego koledzy. W pierwszej połowie w Spurs trafiali praktycznie wszyscy (mieli prawie 70% skuteczności z gry). Dobrze z półdystansu, po jednym zwodzie i w post-up (gdy pilnował go Ellis) grał Kawhi Leonard. W końcu na poziomie jakiego oczekiwałem na starcie serii grał Danny Green (skuteczny w ataku, dobry w obronie). Na osobne słowa pochwały zasłużył Popovich, który nie posadził na ławkę Ginobiliego po tym jak Argentyńczyk szybko złapał dwa faule. Trener pozwolił dalej grać swojemu doświadczonemu zawodnikowi widząc, że zaczyna łapać wiatr w żagle i ostatecznie to Manu był drugą siłą SAS w tym meczu. Po zmianie stron obraz gry się bardziej wyrównał. Zdesperowany szkoleniowiec Mavs obniżył skład (Nowitzki – Carter – Ellis – Harris – Calderon) i jego drużyna zerwała się na zryw, po którym Spurs pozostało już tylko 14 punktów przewagi. Pop jednak tego nie przespał. Wziął czas i dał drużynie reprymendę, a po niej różnica znów powędrowała w okolice 30 oczek. Tego dla zespołu z Big D było już zbyt wiele i przez większość czwartej kwarty kibice mogli wiwatować zagrania rezerwowych.
Ekstaza Gregga Popovicha przy prowadzeniu +27
„Ekstaza” Gregga Popovicha przy prowadzeniu +27
  • Bohaterem meczu był wspomniany Parker. Francuz wreszcie grał tak jak od początku serii kazał mu Popovich. Rzucał za każdym razem, gdy rywale zostawiali mu choćby pół metra przestrzeni (w sumie 11/19 z gry i 10/13 z linii rzutów wolnych by uzbierać 32 punkty, 4 zbiórki i 4 asysty). Zaczął jak to zwykle miał w zwyczaju od trafień z półdystansu po zasłonie. Po chwili jednak wrócił do swoich firmowych wejść pod kosz kończonych albo layupem, albo faulem. Można śmiało powiedzieć, że gdyby mecz był bardziej wyrównany to spokojnie przełamałby barierę 40 oczek.
  • Z drugiej strony na słowa pochwały zasłużył duet NowitzkiHarris. Niemiec wyszedł na mecz niezwykle zmotywowany i nawet komentatorzy (Breen i Van Gundy) wspominali, że nie widzieli go jeszcze tak rozjuszonego. Dirk trafiał jumper za jumperem i solidnie pracował w obronie (przez długie okresy był centrem swojej drużyny). Z biegiem gry dostosował się jednak do postawy Mavs i stracił skuteczność (szczególne problemy miał przy linii końcowej, z której zwykle był zabójczy). Harris tymczasem zakończył PO z przytupem i z pewnością podbił swoją cenę na rynku wolnych agentów. 31-letni rozgrywający zdobył 17 punktów (6/10 z gry, 3/3 z dystansu) będąc główną iskrą dla zrywu z początku drugiej połowy.
  • Najbardziej zawiedli Ellis i Calderon. Gdy drużyna z Dallas podpisywała z nimi kontrakty to od razu było wiadomo, że mogą mieć problemy w obronie. Pomysł był jednak taki, że zrównoważą to w ataku. Wczoraj tego nie robili. Pierwszy trafił tylko 3/11 z gry, a drugi dołożył 2/8 zdobywając łącznie tyle punktów co sam Danny Green (16) i dokładnie połowę tego co Parker. W meczu decydującym o awansie od obu kibice Mavericks mogli oczekiwać więcej.
  • Podobał mi się korespondencyjny pojedynek krągłych Diawa i Blaira. Boris znów robił na boisku praktycznie wszystko. Trafił 3/5 z gry, zebrał 7 piłek i rozdał 5 asyst (najwięcej spośród wszystkich graczy meczu – ex-equo z Ginobilim). Były gracz Spurs zaś jak zwykle miał magnes w dłoniach zbierając każdą piłkę lecącą w jego kierunku (5) i dodatkowo dorzucił 4/5 z gry (8 punktów), ukradł 2 piłki i dostał jedno przewinienie techniczne (za uderzenie Ginobiliego).
  • Statystyką meczu dla mnie są punkty po stratach. Oba zespoły traciły piłkę prawie tyle samo razy (11 – 13 na niekorzyść Mavs), ale Spurs potrafili przekuć to aż na 26 oczek (przy tylko 13 gości). Jeżeli złożymy to jeszcze z 56.8% z gry, 41.7% z dystansu (10 trójek) i 33 próbami z linii rzutów wolnych to mamy dobry obraz zniszczeń jaki lokalnym rywalom zafundowali ubiegłoroczni finaliści.
  • Niech zakończenie sezonu Mavericks Was nie zmyli. Klub z Dallas zagrał świetne Playoff wykorzystując swój potencjał praktycznie do maksimum. Wielka w tym zasługa trenera Carlisle, który potrafił odkryć luki nawet w taktyce Gregga Popovicha. Wielki szacunek również dla Nowitzkiego i Cartera, którzy okresami grali tak jakby znów mieli po 25 lat. Nikt nie stawiał na Mavs w tej serii. Większość (w tym także ja) liczyło nawet na sweep. Chapeau bas Mavericks.
  • Dla Spurs tymczasem gra trwa dalej. Na ich drodze teraz staną Trail Blazers, którzy od 2008 roku są ich prawdziwą zmorą. Tak jak SAS świetnie radzili sobie z Mavs w sezonie zasadniczym, tak z PTB w ostatnich 6 latach mają bilans 7-14. To najlepszy wynik w lidze w tym okresie przeciwko drużynie Popovicha. W tej serii też będziemy mieli mnóstwo smaczków. Parker vs Lillard. Duncan vs Aldridge (w obronie najczęściej będzie go pilnował Splitter) czy Leonard vs Batum. Będzie bardzo, bardzo ciekawie.

Filmowe podsumowanie

Boxscore

Mavericks: Nowitzki 22 (9zb), Marion 5, Dalembert 2 (6zb), Calderon 4, Ellis 12, a także Wright 6, Crowder 2, Blair 8 (5zb), James 0, Harris 17, Larkin 0, Carter 10, Ellington 8

Spurs: Duncan 15 (8zb), Leonard 15 (6zb), Splitter 1, Parker 32, Green 16, a także Baynes 0, Bonner 0, Diaw 8 (7zb, 5ast), Ayres 0, Mills 7, Joseph 0, Ginobili 20 (5ast, 6prz), Belinelli 5

Komentarze do wpisu: “Spurs brutalnie skończyli marzenia Mavericks o drugiej rundzie

  1. :-)
    Świetny mecz w wykonaniu Spurs, kluczem była od początku agresywna gra w obronie i świetna skuteczność. Co najbardziej cieszy to drugi z rzędu dobry mecz Greena, może wróci w końcu do formy z zeszłych PO bo jego trójki są niezwykle ważne dla San Antonio.
    W końcu tez można było spokojniej obejrzeć mecz, bez stresu i rwania włosów z głowy :) Szkoda Mavs bo zasługują na więcej niż pierwsza runda PO, szczególnie Carter i Dirk (chociaż u niego denerwujące jest wykłócanie się z sędziami o faul po każdym rzucie).

  2. Portland – San Antonio – przedwczesny finał Konferencji. Jestem ciekaw, jak zagra Parker, gdy będzie go krył Lillard zamiast Calderona. A Dallas powinni zagrać jakiś finał pocieszenia z Atlantą, bo obydwa kluby zagrały naprawdę świetnie i chyba ich najbardziej szkoda po tej rundzie

    1. Lillard nie będzie go pilnował tylko Matthews/Batum. Damian jest słabym obrońcą i Tony miałby na nim używanie. Ze wspomnianą dwójką nie będzie tak łatwo. Inna sprawa gdy na parkiecie będzie razem z Manu i Leonardem bo wtedy PTB będą musieli z kimś zaryzykować.

  3. Zadowolić trenera POPA to niezwykle trudna sztuka. Cóż, w pewnym wieku trzeba się po prostu bardziej starać ;-)

    MImo wszystko troszkę powiało buractwem z jego strony, bo mógł niezbyt wylewnym gestem podziękować za zostawione na parkiecie serce, pasję i zaangażowanie.

    1. Oj, taki komentarz od osoby o takim nicku? :) Zero buractwa, to jest pokazanie, że dokładnie takiej gry od nich wymagał. To nie jest zespół młokosów. Dla nich taka reakcja Popovicha byłaby czymś dziwnym, wręcz sugerowałaby że awans do drugiej rundy był czymś niezwykłym.

      Inna sprawa, że Pop w czasie meczu i Pop po nim to zupełnie inne osoby. Nie ma co szukać na siłę sensacji tam gdzie jej nie ma :)

  4. Ten small ball całkiem nieźle wyglądał, zważywszy, że w jego skład wchodzili głównie przeciętni albo słabi obrońcy. Ale to tylko potwierdza, że wysocy gracze stają się coraz bardziej niepotrzebni….
    Czekamy na serie na Zachodzie, bo zapowiadają się bardzo ładnie i ofensywnie. No ale oczywiście czekamy przy streamach, bo w tv to tylko Wizzards będą lecieć zapewne….

    1. I tak, i nie. Wszystkie drużyny, które awansowały do czwórki na Zachodzie grają wysokimi piątkami.

    2. Odważna teza, bo tak naprawdę to podkoszowi, a zwłaszcza centrzy są największą siłą NBA.

  5. nie zapomnę jak rok czy dwa lata temu wyśmiewano pomysł Popa i granie „drewnianym” Splitterem. Tymczasem Tiago po świetnych występach w Hiszpanii, następnie kadrze Brazylii, w końcu odnalazł się na dobre w NBA.

    1. W jego przypadku kluczem jest zdrowie. Dopiero drugi sezon jest w formie i od razu widać to o czym piszesz. Inna sprawa, jeśli Spurs płacą 10 mln $ / sezon to zwykle wiedzą co robią :)

  6. Dobrze, że Spursiaki dali radę. Bez nich play-offy nie byłyby takie same. Mam tylko nadzieję, że Parkery, Duncany & Ginobile nie zmęczyły się zbytnio tą siedmiomeczową rywalizacją z Mavs i sił na Portland im nie zabraknie.

  7. Panowie, brawa dla Mavs!! Skazywani na pożarcie w pierwszej rundzie potwierdzili, że są godni występu w play-offach. Nawet najwięksi fani Dallas nie spodziewali się tak dramatycznego przebiegu tej serii. Na Spurs jest jedna dobra taktyka – trzeba ich zabiegać. Nie radzą sobie oni z dynamicznym obwodem i atletycznymi rozgrywającymi. Z tego też powodu nie mają raczej wielkich szans w rywalizacji z Thunder i mogą napotkać spore problemy w konfrontacji z Blazers.

  8. Brawo, koniec stresu.
    Na razie.
    Martwi mnie Belinelli, znacznie lepiej grał w RS, jego trójek brakuje

Comments are closed.