Wielki Monta Ellis, Mavs są w playoffach!

Przed sezonem niewielu z nas miało Mavs w czołowej ósemce na Zachodzie. Na huczne zapowiedzi „Monta Basketball” reagowaliśmy z przymrużeniem oka. Sprowadzeni Ellis, Calderon i Dalembert to nie miały być wzmocnienia mogące dać awans do play-offów. Ale Dirk to zrobił. A wczoraj Monta Ellis to zrobił. Jego wielki występ pozwolił Mavs na comeback i zwycięstwo 101-98, dające upragniony awans do play-offów.

Obie ekipy wybiegły na ten mecz z przekonaniem, że to już jest post-season. W końcu zaczęliśmy mini-turniej o miejsca 7-8 na Zachodzie i każde zwycięstwo jest w nim na wagę złota. I ten mecz był mocnym przedsmakiem play-offów, miał tempo typowe dla fazy posezonowej i emocjami mógłby obdarować wiele innych spotkań. Dla obu drużyn to był must-win game i to było zdecydowanie widać na boisku.

Bohaterem spotkania był Monta Ellis – autor 37 punktów, 5 asyst i 2 przechwytów (miał też 5 strat, ale już przymknijmy na to oko). Ellis grał jakby przypomniał sobie sezony, kiedy potrafił mieć średnio 25 punktów w meczu. Monta wielokrotnie korzystał ze swojego przyspieszenia, uciekał Bledsoe korzystając z zasłony, biegał w kontrach, był też pewny na półdystansie. Suns nie mieli nikogo, kto mógłby zatrzymać Ellisa. Eric Bledsoe nie zagrał źle w defensywie, na Ellisa po prostu nie było wczoraj sposobu.

Montę wsparł Dirk Nowitzki. Dirk nie miał dobrej pierwszej połowy, zdobył w niej tylko 2 punkty i był twardo kryty przez Markieffa Morrisa i Channinga Frye’a. Przy podwojeniach szybko musiał pozbywać się piłki i nie zawsze kończyło to się dobrym skutkiem, bo Niemiec popełnił 4 straty. Jednak w 2 połowie zagrał tak jak miał w zwyczaju i od razu przełożyło to się na lepszą grę Mavs. Dirk zdobył łącznie 23 punkty, zebrał 8 piłek, rozdał 3 asysty i w drugiej połowie miał kilka świetnych posiadań w defensywie.

X-faktorem tego spotkania był Brandan Wright. 12 punktów, 11 zbiórek i 3 bloki, w tym jeden kluczowy. Brandan zaprezentował się dobrze w defensywie, stawiał też twarde zasłony dzięki którym Monta Ellis wielokrotnie mógł penetrować i kończyć lay upami. Rick Carlisle widząc dobrą postawę swojego centra mocno zwiększył mu czas gry i zamiast dwudziestu-kilku minut Brandan zagrał 32 minuty. 32 bardzo dobre minuty.

Wcześniej wspomniany Carlisle też wykonał swoją robotę. Dobrze rotował składem i poza zwiększeniem minut Wrighta, zwiększył też czas gry Devina Harrisa (Mavs z nim na parkiecie byli +13). Jose Calderon rozegrał słabe spotkanie (0 punktów, 0/3 z gry, 2 asysty w 17 minut gry + częste gubienie się w defensywie) i Carlisle bardzo dobrze zareagował. Myślę, że nie doceniamy trenera Mavs, a jest to jeden z najlepszych szkoleniowców w lidze.

W barwach Suns najlepiej zagrał Eric Bledsoe (29 punktów, 4 zbiórki, 6 asyst, 4 przechwyty, 11/15 z gry, ale też 7 strat). Bledsoe szalał zwłaszcza w końcówce 2 kwarty, kiedy w 5 minut zdobył 13 punktów. Eric grał podobnie jak Ellis, wielokrotnie korzystając ze swojej szybkości czy też biegając w kontrach. Nie dostał jednak wsparcia od Gorana Dragica, który skończył mecz z zaledwie 13 punktami, 4 asystami i 6/18 z gry.

Channing Frye rozpoczął ten mecz od trafienia 5 trójek bez pudła, ale potem już otwartych pozycji nie miał. Frye skończył mecz z 21 punktami i 6 zbiórkami, dzięki czemu zasłużył na wyróżnienie.

Swego rodzaju czynnikiem, który mocno wpłynął na ten mecz była postawa rezerwowych. Co prawda Mavs nie wypunktowali wysoko swoich rywali (28-25), ale:

  • z Wrightem na parkiecie Mavs byli +6
  • z Harrisem +13
  • z Carterem +10

Dla porównania Suns:

  • z Markieffem Morrisem na parkiecie byli -11, a Morris trafił tylko 2/8 z gry
  • z Greenem -11, Gerald trafił tylko 2/9 z gry
  • z Marcusem Morrisem -13

Przebieg spotkania

Po pierwszej połowie Suns prowadzili 57-46 i byli lepszą drużyną. Dirk Nowitzki został ograniczony do dwóch punktów, przez co Mavs stracili dużą część swojej siły ognia, nie grali też najlepiej w defensywie, a gdyby nie straty Suns, to goście prowadziliby jeszcze wyżej.

Mavs ruszyli w drugiej połowie trzeciej kwarty. Przewaga Suns wróciła do najwyższych w meczu 13 punktów, kiedy gospodarze zanotowali serię 17-5, dwie trójki miał w niej Nowitzki, a trzy razy zza łuku trafił Monta Ellis. Wtedy też intensywność tego spotkania zaczęła się coraz bardziej zwiększać i dlatego obejrzeliśmy świetny mecz.

Suns uciekli na 6 punktów przy 10 minutach do końca 4 kwarty, ale typowy dla siebie rzut trafił Dirk Nowitzki, a po chwili akcję 2+1 w kontrze zanotował Monta. Green wykorzystał oba osobiste, ale potem Wright skończył akcję wsadem, a Nowitzki w kolejnej akcji zrobił to czego zwykle nie robi i zagrał jako rolujący w pick’n’rollu z Ellisem. Dało to Mavs pierwsze prowadzenie od 11 minuty spotkania.

Obie ekipy grały nerwowo, często popełniały straty (łącznie 37 na przestrzeni całego meczu, 19 Mavs, 18 Suns). W crunch-time wyszła przewaga doświadczenia Mavericks. Po tym jak Goran Dragic wyrównał stan meczu na 89-89 na 5:13 do końca, Mavs zanotowali serię 8-0 i wyszli na najwyższe w tym meczu prowadzenie.

Tak samo wysokie prowadzenie Dallas miało na 2:25 przed końcem. Jednak wtedy znowu zrobiło sie nerwowo i Suns szybko zmniejszyli różnicę do 2 punktów. W kolejnej akcji bez piłki faulował Monta Ellis i Eric Bledsoe dostał swoją szansę na wyrównanie spotkania z linii. Trafił tylko 1/2. Mavs spudłowali w kolejnej akcji i Suns błyskawicznie przeszli po tym do ataku. Tam pochopną decyzją i trudnym rzutem popisał się Gerald Green i było 99-98 dla gospodarzy na 25.4 przed końcem.

W końcówce zabrakło zimnej krwi Ellisowi, który trafił 2/4 z linii i nie zamknął tego spotkania. Pomiędzy tymi wizytami na linii nastąpił jeszcze wcześniej wspomniany kluczowy blok Wrighta. W ostatnich dwóch akcjach Carlisle przeprowadził kolejne bardzo dobre zmiany i ukierunkował line-up na defensywę z piątką Harris – Ellis – Crowder – Marion – Wright. To była kolejna dobra decyzja, bo ta piątka elegancko poradziła sobie w dwóch ostatnich posiadaniach i zapewniła wygraną oraz awans do play-offów po roku przerwy Mavs! Suns 98 – 101 Mavericks.

Ta porażka stawia Suns w bardzo złej sytuacji. Porażka z Grizzlies w poniedziałek wyklucza ich z gry o play-offy, a nawet zwycięstwo (zakładając, że Grizzlies wygrają dzisiaj z Lakers) nie da im wyprzedzenia Miśków, bo Memphis ma tie-breaker (Grizzlies wygrali 3 spotkania w tym sezonie z Suns). Także jedyną nadzieją Phoenix na awans do post-season jest zwycięstwo z Miśkami, zwycięstwo z Kings i potknięcie się Grizzlies w meczu z Mavs lub Lakers. Mecz Grizzlies @ Suns już w poniedziałek o 4.00, nie możecie tego przegapić!

3 komentarze

  1. twkarol pisze:

    Carlisle to jest jak dla mnie w piątce najlepszych trenerów w lidze. Potrafił z Mavs, na które mało kto stawiał w perspektywie walki o play-off wyciągnąć maksa. Zeszły sezon też przecież nie był tragiczny. Uniknięto ujemnego bilansu mimo poważnej kontuzji Dirka.

  2. Finley pisze:

    Oglądałem mecz. W pewnym momencie wydawałem się pewny, że Mavs to przegrają. Suns mieli 56% z gry, Bledsoe kończył każdą akcje i utwierdzam się w przekonaniu, że jesteśmy Jastrzębską wersją Zachodu. Niby są mocne nazwiska, ale defensywę mamy najgorszą z wszystkich 16 drużyn, które znajdą się w postseason i dlatego mimo bardzo fajnej ofensywnej koszykówki mam wrażenie, że nikt się Mavs nie boi. Każdy chcę Nas dostać w pierwszej rundzie.

    Szkoda Suns, mam nadzieję, że mimo braku awansu Hornacek i Green zostaną odpowiednio nagrodzeni.

  3. Barzay pisze:

    z dwójki Ellis, Jennings to po pierwszym można było się spodziewać że będzie w tym sezonie lepszy, ale moje oczekiwania nawet przekroczył, gdy zdołał do końca sezonu utrzymać dobrą grę (początek w nowym systemie bez scoutingu był łatwiejszy, ale że to w miarę utrzymał gdy zobaczyli jak gra w nowym systemie to dużo mówi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *