Zapowiedź Finału NBA – Warriors vs Cavs, odsłona nr 4

Miało być inaczej, a wyszło jak zawsze! A dokładniej tak, jak 3 poprzednie razy. Cóż… Na LeBrona na Wschodzie nadal nie ma mocnych, zaś Warriors, mimo trudności, przebrnęli przez Zachód. Czas na NBA Finals!

W serii zapowiedzi przybliżymy Wam wszystkie pary, które pozostały na placu boju. Skupimy się na ich mocnych i słabych stronach, elementach kluczowych dla danej rywalizacji oraz spróbujemy wytypować, jakim wynikiem zakończą się zmagania tych ekip. Zapraszamy!

 

Golden State Warriors (2 na Zachodzie) – Cleveland Cavaliers (4 na Wschodzie)

Warriors: 58-24, 1 miejsce w Pacific Division

Cavaliers: 50-32, 1 miejsce w Central Division

Bilans w Regular Season: 2-0 dla Warriors

 

MOCNE STRONY

Kubala: Co do Warriors, to chyba powtórzę to, co już pisałem w poprzednich zapowiedziach – czterech All-Starów. Ale warto ten temat rozwinąć. W ostatnich spotkaniach przeciwko Rockets wreszcie rozegrał się Stephen Curry. To ogromny boost dla Dubs, których ciągnął ostatnio głównie Kevin Durant. KD nadal gra porządnie, natomiast dzięki formie Chefa ekipa Warriors nie tylko stała się jeszcze większym zagrożeniem w ataku, ale również ich tempo gry stoi na zadowalającym poziomie. Gdy Curry gra dobrze, to w kontrze (i nie tylko) otwierają się pozycje dla innych. Ponadto ogromnym plusem jest ilość elitarnych obrońców. Andre Iguodala (gdy już wróci) i Durant będą starali się ograniczać LeBrona, do tego pewnie czasem dołączy się również Draymond Green, który jednak powinien być przede wszystkim odpowiedzialny ze Love’a. A jest jeszcze Klay Thompson. Ponownie – to nie tylko atak, ale właśnie obrona sprawia, że Dubs są tak trudni do zatrzymania. A tak naprawdę obie te rzeczy.

Jeżeli chodzi o Cavs, to, bez zaskoczenia: ich najmocniejszą stroną jest LeBron James. Tak, wiem, to już było, to już się pisało. Ale prawda jest taka, że LBJ ma za sobą jeden z najlepszych sezonów regularnych oraz rewelacyjne Playoffy. Robi tam wszystko, bije rekordy i ciągnie Kawalerzystów przez kolejne rundy. Jednoosobowa armia, która dominuje w ataku. Która również nadaje ton w obronie (nie tak jak Draymond u przeciwników, ale zawsze) – potrafi wrócić i zaliczyć blok z pomocy, który podnosi morale drużyny. Jednakże to nie jest tak, że gra tam tylko King James. Jasne, do niego należy większość obowiązków. Ale jednak ma też wsparcie od innych. Co prawda brakuje drugiej dużej gwiazdy pokroju Kyrie’ego Irvinga (Kevin Love gra solidnie, ale to jednak nie ten poziom). Jednak w Cavs bardzo dobrą robotę robi ich ławka. Docenić należy zwłaszcza Kyle’a Korvera Jeffa Greena. Być może nie będą przegrywali rywalizacji drugich składu – a, jak to mówią, „ziarnko do ziarnko, a zbierze się miarka”. Każda przewaga może się przydać.

Adrian: Kolejne finały z rzędu gdzie zagrają ze sobą Cavaliers oraz Warriors. To tylko potwierdza, że w ostatnich latach to dwie najlepsze drużyny w lidze i choć o Cavs można mówić, że gdyby nie LeBron to pewnie mieliby problem by w ogóle wywalczyć awans do playoffs a jeśli nawet by się udało to max 1 runda tak Warriors jako drużyna są krok przed całą ligą, nadal. Udowodnili to kolejny raz. W tym roku jednak nie był to taki spacerek jak w zeszłym chociażby, zachód stał się mocniejszy i gdyby niektóre sprawy inaczej się potoczyły to być może w finale oglądalibyśmy Rockets. Tak jednak nie jest bo GSW w najważniejszym momencie skorzystali ze swoich najlepszych atutów i tym samym dali sobie szansę na kolejny tytuł. Mocną stroną jest na pewno dobra forma kluczowych zawodników Steve’a Kerra. Klay Thompson z Draymondem Greenem wykonują świetną robotę w defensywie, do tego ten pierwszy dorzuca jeszcze cenne zdobycze punktowe. Kevin Durant mimo, że miewał słabsze momenty to nie przeszkodziło mu to w ogóle by serię z Rockets zakończyć robiąc średnio ponad 30 punktów na mecz (30.4). Najważniejszą jednak informacją jest chyba fakt, że obudził się Stephen Curry, co prawda skuteczność w rzutach za trzy punkty i tak jest słaba jak na niego ale w finałach konferencji trafiał ważne rzuty i aż w czterech meczach notował minimum 25 punktów.

Cleveland mają u siebie obecnie najlepszego zawodnika na świecie a przez niektórych uważanego za również najlepszego w historii. LeBron James ciągnie ten wózek o nazwie Cleveland Cavaliers przez całe playoffs. Od 7 meczowej serii z Pacers, przez spacerek z Raptors oraz ponownie 7 meczową batalię z rewelacyjnymi Celtics prosto do finału, ósmy raz z rzędu, dziewiąty w karierze. Statystyki „LBJ” są imponujące. Nawrzucał już w tych playoffs ponad 600 punktów (34ppg) a to wszystko na świetnej 54% skuteczności. Zanotował już siedem(!) gier z minimum 40 punktami w tym postseason. Przypomnę tylko, że to jego piętnasty sezon. Czasem mam wrażenie, że to robot a nie człowiek. Mimo, że osobiście nie jestem jego fanem delikatnie mówiąc to szczerze jest to zaszczyt móc oglądać go na żywo. Cavs poprawili w ostatnich spotkaniach grę w obronie co było przecież ich piętą achillesową w RS. Jak się zepną to potrafią zagrać twardą i szczelną defensywę, w serii z Celtics to pokazali szczególnie i było to jednym z głównych powodów i końcowego sukcesu. Aż cztery razy zatrzymali zawodników z Bostonu poniżej setki (punkty). Atak Celtics a Warriors to jednak dwa inne światy, tak więc czy obrona Cavaliers zda sprawdzian z prawdziwą maszyną do zdobywania punktów?

SŁABE STRONY

Kubala: Nie będzie Iguodali w pierwszym spotkaniu, to raz. Ławka Warriors gra w tych Playoffach przeciętnie, to dwa. Co prawda Young potrafi dać trochę punktów, ale potrzeba czegoś więcej. Powinni się wreszcie pokazać JaVale McGee David West, którzy przeciwko Rockets w ogóle nie pograli. Pytanie, czy nie będzie dla nich problemem ponowne wejście w rytm. A dużo czasu nie będą mieli.

Kawalerzyści – są starszą ekipą (George Hill i JR Smith po 32, LeBron 33, Korver 37), zatem może dać im się we znaki zmęczenie. Ponadto mają mało środków obronnych, żeby zatrzymać tercet super strzelców Warriors. A poza tym sami nie zachwycają w ataku (JR ma jedne z gorszych Playoffów w karierze). Czy będą w stanie się zmobilizować i trafiać, mimo dobrej obrony Dubs? Stracili też przecież możliwość postawienia Curry’ego naprzeciwko Kyrie’ego. Jasne, mogą switchować na niego Jamesa. Ale czy to się aż tak opłaci?

Adrian: Już wiemy, że w pierwszym meczu nie zagra Andre Iguodala, który nadal zmaga się z kontuzją kolana. W pierwszej piątce znów najprawdopodobniej wyjdzie Kevon Looney, który potrafi dać dobre minuty od siebie, szczególnie w obronie, ale potrafi też zagrać słabo. Iggy jest bardzo ważnym zawodnikiem dla Warriors i jego absencja na pewno nie ułatwi zadania mistrzom w game 1.

Jeżeli Kevin Love nie zagra to może być nieciekawie dla Cavaliers. Były zawodnik Minnesoty Timberwolves jest jedynym graczem (oprócz Jamesa naturalnie), który w playoffs notuje średnio ponad 10 punktów na mecz co jest wręcz tragiczną statystyką jeśli chodzi o Cavaliers. Jest James (34ppg) potem ogromna przepaść, następnie właśnie wspomniany Love (TYLKO 13.9ppg) a później reszta ferajny (m.in. Korver 9.8ppg, Hill 9.7ppg czy Smith 8.5ppg). Zbyt dużo spoczywa na barkach jednego zawodnika w tej drużynie.

KLUCZE DO SERII

Kubala: Dubs – obrona, obrona, obrona. W ataku będzie śmigało, jeśli nie pozwolą LeBronowi przejąć meczu oraz złapać ekipie Cavs celności zza łuku. Trójki będą im wpadać lub nie, ale w kontrach i po blokach/przechwytach mogą po prostu notować łatwe punkty. A, i oczywiście wykorzystywać geniusz Duranta, przeciwko któremu mało kto z Kawalerzystów może bronić (LeBron tak, Green albo Korver? już gorzej).

Cavs – muszą zatrzymać Warriors. Spowolnić Curry’ego. Nie dać się Durantowi. A przede wszystkim nie marnować ŻADNYCH okazji. Żadnych. Nie dostaną ich wiele, więc będą musieli wykorzystać to, co mają. Za wszelką cenę wygrać Game 1, gdy nie będzie jeszcze w składzie obrońców tytułu Iggy’ego. Uwierzyć w LeBrona i w swoje umiejętności.

Adrian: Warriors muszą grać swoją koszykówkę. Są wyraźnymi faworytami i praktycznie wszystko przemawia za nimi. Szybkie tempo, wykorzystywać słabe powroty do obrony rywala oraz lenistwo Jamesa. Stephen Curry oraz Kevin Durant szukać mismatchów w postaci Thompsona czy Love’a a Klay Thompson szukać przede wszystkim wolnych pozycji na trójce w kontrze, powiem nawet, że z racji słabej ofensywy Cavaliers powinien nawet lekko odpuszczać obronę na rzecz ataku bo może być z tego więcej korzyści (LeBrona i tak on nie będzie krył). Ryzykowna koszykówka, która często się wiąże ze sporą ilością strat ale koniec końców przynosi sukcesy.

Jeśli chodzi o Cavs to dobra dyspozycja strzelców. Kyle Korver, JR. Smith czy Kevin Love muszą być skuteczni zza łuku. George Hill także może dołożyć swoje ale raczej się tego nie spodziewam bo będzie musiał wykonać elitarną pracę w defensywie pilnując Stefana. Dobre minuty Jeffa Greena, chociażby takie jak w game 7 meczu z Celtics gdzie po LeBronie był najlepszym zawodnikiem w swojej drużynie. Nie pozwalanie Warriors na ofensywne zbiórki i punkty z ponowionych akcji. Przy słabszym dniu jeśli chodzi o skuteczność GSW może to okazać się niezwykle kluczowe.

KTO WYGRA I DLACZEGO?

Kubala: Mimo, że LeBron jest geniuszem (może naprawdę jest najlepszy w historii, tylko tego jeszcze nie widzimy, bo nie patrzymy z perspektywy czasu?)., to będzie to dosyć jednostronna seria. Wydaje mi się, że Cavs urwą co najwyżej jedno spotkanie. Oczywiście będzie wysoka temperatura, będą niezłe zagrania, będą pewnie bite rekordy. Ale koniec końców Warriors pewnie obronią tytuł. Liczę, że w końcu Curry zagra na poziomie Finals MVP (i że zgarnie nagrodę) – ale równie dobrze może to być ponownie KD, a może nawet Draymond. Pożyjemy, zobaczymy. Emocje na pewno będą, natomiast wynik raczej tego nie odzwierciedli.

Adrian: Zaskoczenia nie będzie. Sensacji ani niespodzianki także. Dość łatwe, spokojne i pewne zwycięstwo Warriors. Nie widzę po prostu żadnych argumentów na to by Cavaliers mieli szansę urwać w tej serii więcej niż jedno spotkanie. Sam LeBron James do tej pory może i wystarczył ale teraz potrzebują czegoś jeszcze a w zasadzie kogoś a tego kogoś nie ma. Drugi rok Duranta w GSW i drugi mistrz. Kolejny tryumf Steve’a Kerra oraz braci Splash, kolejny pierścień dla Draymonda Greena. Hegemonia Golden State Warriors trwa. Pytanie jak długo jeszcze? Zapewne sytuacja rozjaśni nam się nieco w przeciągu nadchodzących paru miesięcy. Tymczasem, miłych wrażeń. Mimo wszystko finały to finały. Enjoy!

TYP

Kubala: 4-1 dla Warriors

Adrian: 4-1 dla Warriors

 

A wy – jakie macie odczucia? Czy Warriors obronią tytuł – a może to LeBron dopełni dzieła i zakończy ten rewelacyjny run tytułem? Jedno jest pewne – emocje (nawet w przypadku jednostronnej serii) gwarantowane. W końcu to Finały! Do następnego! Miłego oglądania!

 

Kubala & Adrian

Kubala

Pasjonat gier planszowych, karcianych, fabularnych, książek, podróżowania, Snookera, Wiedźmina, piłki nożnej oraz, oczywiście, koszykówki. Z NBA od Finałów w 2013 roku. Ulubione drużyny: Warriors i Spurs. Na co dzień student w rodzinnym Trójmieście. Kibic (aktywny) Asseco Gdynia.

54 komentarze

  1. Szuwarek pisze:

    @Ogiy102 – ja tak na serio. Jakoś większość środowiska uważa, że decyzja sędziów była błędna. Błędy podane przez flappjack powyżej to niestety kropla w morzu. Mógłbym podać jeszcze przynajmniej trzy inne gwizdki z ostatnich 5-6 minut. Jak dla mnie sędziowanie w końcówce było bardzo jednostronne i odebrało wygraną Cavs.

    btw. Ciekaw jestem za co wyleciał Thompson. Ktoś z was wie? Dlaczego ta decyzja nie została cofnięta – w końcu robili powtórki, a na nich nie widać absolutnie żadnego faulu umyślnego. Późniejsza kłótnia między TT a Greenem powinna skutkować wywalenie obu, bo Green jawnie sprowokował całe zamieszanie.

  2. August pisze:

    Thompson wyleciał właśnie za to, że dał się sprowokować. nie on pierwszy i nie ostatni.
    A gwizdanie było tak samo „sprawiedliwe” w obydwie strony – LeBronowi też powinni odgwizdać kilka fauli. Jak „nasza” drużyna przegrywa, to zawsze musi się znaleźć ktoś winny – a w sporcie najłatwiej o to obwinić sędziów. Warriors mieli wygraną prawie w kieszenie i nagle zachciało się im bawić w Boston/Houston i pozwolili Cavs się dogonić. szczególnie w zbiórkach dali się zdominować – doprowadzając do możliwości dobitek i ponawiania akcji.
    A potem ciała dali Cavs. To że nie trafili wolnego to nic nowego – przypomnijcie sobie finał Orlando – Houston, pierwszy mecz i to co zrobił Nick Andersson. A potem „popis” JR – też się zdarza, stres był ogromny. Mógł rzucić i wygrać ten mecz, mógł też od razu oddać piłkę LeBronowi, który zapewne by trafił ostatni mecz bo wchodziło mu tego dnia prawie wszystko. Nie zrobił tego i (z mojego punktu widzenia dzięki Bogu) Warriors wygrali. Zobaczymy jak się będzie zachowywał w kolejnych meczach – bo w finale o którym pisałem Andersson już nie wrócił do wcześniejszej dyspozycji.
    Tym więcej znowu spadnie na LeBrona..

    • and pisze:

      TT wyleciał za lekkie uderzenie barkiem chyba Livingstone’a przy próbie rzutu, akcje z Drayem była później.
      Sytuacja była tak sporna, że odgwizdanie faulu KD lub uznanie faulu LBJ, jest spokojnie do uzasadnienia. Problem jest taki, że „na żywo” wyglądało to ja 100% faul Duranta. Czegoś takiego się nie robi.
      Faule na Hardenie w conf finals, czy najbardziej absurdalne przepisanie technicznego faulu z Greena na Kerra w zeszłorocznym finale, te mecze czasem aż źle sie ogląda przez to.

  3. Grent pisze:

    James dobrze stał w obronie ale obrońca którego mijał KD ( Jeff Grenn o ile dobrze pamiętam ) położył w pewnym momencie 2 ręce na Durancie a to z samo siebie zawsze był faul tak, że i tak prawidłowa decyzja tylko faul nie tego zawodnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *