CRUNCH TIME: Młodzi Lakers potrafią twardo bronić! Przekonał się o tym sam John Wall.

Styl Los Angeles Lakers od początku lat 80-tych minionego stulecie, a więc od ery Magica Johnsona i Pata Rileya, kojarzony był przede wszystkim z bajeczną ofensywą. W ostatnim starciu z Washington Wizards młoda ekipa Luke’a Waltona zaimponowała jednak nie tylko pod atakowaną, ale przede wszystkim pod bronioną tablicą. Zaskoczyli tym nie tylko rywali, ale i wielu obserwatorów ligi.

Po całym zamieszaniu wywołanym przez Marcina Gortata w mediach społecznościowych, można było patrzeć na ten mecz przez pryzmat pojedynku Wall – Ball. Większość mediów poszło za ciosem i po meczu głównie odnosiło się do match-upu dwóch rozgrywających. To dość spory błąd, a nawet cytując Janka Tomaszewskiego „Wielbłąd „, bowiem kluczowa w całej rywalizacji okazała się defensywa ekipy z Staples Center.

Na brawa zasłużyła cała obrona Lakers, bowiem cała drużyna włożyła wiele wysiłku we wspólne bronienie. John Wall być może wjeżdżał pod kosz, ale tam już nie miał tak łatwo i spotkało go kilka nieprzyjemnych niespodzianek w postaci bloków ze strony Randle’a, Ingrama czy też wspomnianego Lonzo Balla. (a więc jednak młodziak pokazał pazur)

Lider Wizards nie miał też łatwej przeprawy z Jordanem Clarksonem, który krył go bardzo wysoko i nie pozwalał rozpędzać się Wallowi, aby ten nie mógł wykorzystać swej szybkości we wjazdach pod kosz. Brawo! Młoda ekipa Lakers odrobiła lekcję, bo powszechnie wiadomo, że Wall jest obok Westbrooka, zawodnikiem, który najczęściej w lidze penetruje strefę podkoszową.

Oczywiście gwiazdor teamu ze stolicy często mijał kryjącego go gracza (zwłaszcza Balla), przebijając się przez pierwsza linię defensywy, ale tam pod koszem doskonale uzupełniali się w obronie podkoszowi Jeziorowców. Ogromne brawa należą się Juliusowi Randle’owi, który wykonał kawał świetnej roboty. Na zasłonach przejmował bądź to Walla, bądź Bradleya Beala. Obrona Lakers bazowała także na miszmaszach, gdzie Randle celowo przejmował któregoś z wyżej wymienionej dwójki. Świetna praca nóg, upór i cierpliwość, a także agresja w defensywie ze strony Randle’a, pozwoliły wybronić bardzo dużo akcji duetu z Waszyngtonu.

W pewnym momencie kolejna zasłona postawiona przez Marcina Gortata i uwolnienie się Walla od kryjącej go jedynki rywali, było jednoznaczne ze sprowadzeniem na siebie wielkiej skały w postaci Juliusa, który przyklejony niczym plaster, zabijał kolejne ofensywne poczynania gracza z numerem 2 na czerwono – białej koszulce.

Najważniejszy fakt dla Lakers jest taki, że Randle najważniejsze akcje w defensywie miał w kluczowym czasie gry, kiedy decydowały się losy meczu. Wytrzymał ciśnienie i pokazał, że jest w stanie decydować o wynikach spotkań. Może brać na siebie odpowiedzialność w obronie w finałowych fragmentach meczu, ale co dla mnie ważne – potrafi równo bronić w pełnym wymiarze czasowym.

John Wall zakończył mecz z 18 punktami (7/22 z gry). To pokazuje jak skuteczna była defensywa drużyny z Kalifornii tego dnia (lub jak nieskuteczny był sam Wall – jak kto woli). Zatem zapowiedzi Marcina Gortata można, że Wall miał torturować Lonzo Balla, można sobie włożyć między bajki. Można by wręcz rzec, że to obrona gospodarzy bardzo mocno dała się we znaki gwieździe ekipy Czarodziejów. O tym jednak już po meczu nasz środkowy nie twittował.

 

Los Angeles Lakers mają młodą grupę zawodników, uzupełnioną o kilku weteranów. Młodzież w NBA ma to do siebie, że musi okrzepnąć i nabrać doświadczenia. Rywalizacja z zespołem Scotta Brooksa pokazała jednak, że kibice z Miasta Aniołów mogą z lekką nutką optymizmu patrzeć w przyszłość. Mecz z Wizards udowodnił, że stać ich na poważną koszykówkę. Ciekawe tylko z jaką powtarzalnością są w stanie się tak dobrze prezentować. Widać jednak, że są w stanie zagrozić wielu mocniejszym ekipom w lidze. Jeziorowcy ewidentnie dojrzewają jako zespół i ogromna w tym zasługa Luke’a Waltona.

(hmm czyli da się napisać o Lakersach nie wspominając Lavarra :) )

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

2 komentarze

  1. saturn pisze:

    Rzeczywiście LA Lakers mają teraz sporo zdolnej młodzieży: Ingram, Nance Junior, Kuzma, Clarkson, Ball i Randle to potencjał który wystarczy szkolić i dać im czas.
    Najważniejsze jest to, że Luke i Magic nie idą na skróty szukając od razu doświadczonego lidera, tylko budują zespół tak jak należy. Jest nadzieja w LA i może jeszcze nie ten rok, ale niebawem nadejdą tłuste lata.

  2. Wrt pisze:

    Mi z kolei podobał się Ingram w 4 kwarcie, no i te punkty na dogrywke – niby spudłował ale walka do samego końca i poprawił sam po sobie. Powoli się dosyć rozwija, ale jeszcze będzie z niego niezły kot.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *