NBA Finals 2015 G1: Cavaliers pokazali to, co mieli najlepsze, ale to nie wystarczyło na Warriors

LeBron James jest na misji. W Cleveland tytułu mistrzowskiego w czterech największych ligach sportowych nie widzieli od 1964 i futbolistów Cleveland Browns. James obiecał, że po 51 latach przywiezie puchar do Cleveland. W Game 1 rzucił 44 punkty, miał 8 zbiórek i 6 asyst, trafił 18 z 38 rzutów z gry, co było jego career-high w meczu Finałów, w pierwszym od 3 lat występie bez Kawhi’a Leonarda na plecach.

Dzisiaj jego Kawhi’em Leonardem był Andre Iguodala.

To jest głupie, że mówimy o zatrzymaniu kogoś na 44 punktach, ale Iguodala dokładnie to zrobił. Steve Kerr wystawił na Jamesa wielu obrońców, ale tylko Andre był w stanie zatrzymać go na 11 punktach i skuteczności 4/14 z gry, w tym 2/7 w czwartej kwarcie i dogrywce. Przeciwko pozostałym obrońcom LeBron zdobył 27 punktów i był 12/22 z gry.

Cavaliers swój atak oparli o izolacje i grę w post up Jamesa (38 rzutów z gry to jego career-high). Od drugiej kwarty goście spowolnili tempo meczu i każda ich akcja przechodziła przez izolacje Jamesa i Irvinga. Mogliśmy się spodziewać, że Kerr będzie wysyłał do postującego LeBrona podwojenia, ale Warriors zrobili to tylko kilka razy, pamiętając o tym, jak James potrafi znajdować swoich partnerów na czystych pozycjach. Kerr odszedł od pomysłu podwojeń w drugiej kwarcie, po tym jak Cavs trafili w pierwszej 4 z 9 rzutów za trzy (przez pozostałe 3 ćwiartki i dogrywkę – 5/22) i prowadzili 29-18, przy okazji dominując w tym czasie tablice i zdobywając punkty z ponowień.

Warriors wyszli na to spotkanie wystraszeni i bojaźliwi, zaczęli od 3/15 z gry, Steph Curry miał tylko 4 punkty w pierwszych 12 minutach, ale usprawnienia stosowane przez Steve’a Kerra zrobiły swoje. Cavaliers trapowali Curry’ego w pick’n’rollu, więc trener dał mu więcej pograć bez piłki. Draymond Green nie zapewniał odpowiedniego spacingu drużynie i spudłował wszystkie 3 rzuty zza łuku w tym spotkaniu, ale za to świetnie pokazywał się jako rolujący, po tym jak Cavs rzucali dwóch obrońców na Stepha. I najważniejsze – Warriors przegrali tablice w pierwszej kwarcie 14-8, ale w całym meczu dopuścili do tylko 13 zbiórek ofensywnych i ostatecznie wygrali na deskach 48-45.

Kerr wygrał ten mecz również dzięki świetnej rotacji i dobrym zmianom Marreesse’a Speightsa (8 punktów, 3 zbiórki w 8 minut), Festusa Ezeliego (5 punktów, 5 zbiórek w 12 minut), Shauna Livingstona (4 punkty, 5 zbiórek, 3 asysty w 15 minut) i oczywiście Andre Iguodali (15 punktów i świetne 31 minut w obronie). Cavaliers grali w tym meczu w sześciu, J.R. Smith z ławki miał 9 punktów i był 3/13 z gry i 3/10 za trzy, a James Jones (17 minut) i Matthew Dellavedova (9) nie zdobyli żadnego punktu i nie zrobili niczego, gdy byli na parkiecie.

44 punkty LeBrona mogły nie mieć żadnego znaczenia, gdyby nie świetna postawa Kyrie’ego Irvinga, który wracał po kontuzji. Irving miał 23 punkty, 7 zbiórek, 6 asyst, 4 przechwyty i 2 bloki, w tym kluczowy na Stephie Currym na 26 sekundy przed końcem. Irving robił co mógł w obronie, nie dawał się przejść Curry’emu i był aktywny na liniach podań. Po drugiej stronie parkietu fantastycznie przedostawał się pod kosz i kreował sobie pozycje kozłem po pick’n’rollu i w izolacjach.

43 minuty Irvinga od razu po kontuzji to było jednak za dużo, chociaż Cavs potrzebowali ich jak powietrza żeby ten mecz wyrwać. Na 2:22 przed końcem dogrywki Kyrie upadł na parkiet i kontuzjował kolano, to samo przez które nie zagrał w dwóch meczach finałów konferencji. Irving zszedł do szatni utykając, z ogromnym grymasem bólu na twarzy. Halę opuścił o kulach. Na razie nie wiemy nic o tym jak poważna jest to kontuzja, ale Kyrie po meczu mówił, że odczuwa to inaczej niż wcześniej, co może oznaczać pogorszenie się stanu kolana.

Być może jest to moment, który przesądzi serię i zabierze nam tak świetnie rozpoczynające się Finały. Cavaliers potrzebowali świetnych minut Irvinga żeby w ogóle nawiązać walkę z Warriors, bez niego nawet 50 punktów LeBrona Jamesa w każdym meczu to może być za mało. Kyrie miał w tym meczu najwyższy +/- wśród graczy Cavs, wynoszący +5. Po jego zejściu Cavs nie nawiązali już walki z Warriors i przegrali dogrywkę 10-2, a także zdobyli tylko 4 punkty przez ostatnie 8 minut i 37 sekund tego spotkania.

Stephen Curry rozpoczął dodatkowe 5 minut od wymuszenia 2 fauli przy jumperach i 4 trafionych osobistych, co ustawiło dogrywkę pod dyktando gospodarzy. W całym meczu miał 26 punktów i 8 asyst, nie miał jednak otwartych pozycji zza łuku i trafił tylko 2 z 6 rzutów za trzy, ale w tym swoją 13 z 14 oddanych w tych play-offach z lewego rogu.

Klay Thompson miał 21 „oczek”, Harrison Barnes 11, a Draymond Green dołożył 12. Warriors wciąż mają zapas w postaci lepszego meczu Andrew Boguta, który tym razem miał tylko 4 punkty, 7 zbiórek i 2 bloki w 28 minut gry. Dla Cavs bardzo dobre spotkanie zagrał Timofiej Mozgow, na 16 punktów i 7 zbiórek, a Tristan Thompson zebrał aż 15 piłek, z czego 6 na atakowanej tablicy.

Warriors w tym meczu włączyli najwyższy bieg dopiero w samej końcówce, a Cavaliers jechali na „piątce” od początku spotkania. Gościom zabrakło paliwa i porażka w tym spotkaniu oraz kontuzja Irvinga prawdopodobnie ustawia serię. David Blatt świetnie przygotował się do tego meczu, ale Steve Kerr kontrował jego pomysły od drugiej kwarty i nie wiem, czy Cavs stać na coś więcej niż pokazali przez pierwsze 45 minut tego spotkania. A to wciąż nie byli ci najlepsi Warriors. Game 2 w niedzielę o 2:00.

31 komentarzy

  1. cynik pisze:

    Miałem nadzieję., że Mozgov z Thompsonem nie będą tak hasali na atakowanej tablicy. Za dużo mieli tych zbiórek. Jak LBJ trafiał i mimo, tego dalej nie był podwajany to zacząłem się martiwić. Jakby Smith i miał większą skuteczność i Dellavedova się wstrzelił to byłoby nie ciekawie.
    A jakby byli jeszcze Love i Varejao to wynik mógłby by inny i większe szanse na mistrza mieliby Cavs.
    Cieszy powrót Speightsa. Bardzo wartościowy zmiennik. No i dzisiaj Iggy był świetny. Chociaż jak się zabiera za rzucanie 3 to mi serce staje.

  2. palnias94 pisze:

    Dobry mecz z obydwu stron. Cavs świetnie radzą sobie bez Love’a i mam wrażenie, że gdyby zamiast Kochasia ściągnęli w offseason Ryana Andersona to wyszłoby na to samo a Wiggins by został. Gorzej z brakiem Kyriego. Jego brak może zakończyć marzenia Cavs o miśku. Cóż niby świetny mecz LBJ ale w dogrywce zawiódł i to zadecydowało o przegranej Cavs. Niestety ale jeśli Smith, Shump i Thompson się nie dostaną więcej gry(i będą trafiać) to LBJowi może zabraknąć sił w najważniejszych momentach serii. Dobrze, że seria zapowiada się na wyrównaną.

  3. tombo pisze:

    az żal patrzec na to co sie bedzie działo w kolejnych meczach.Zal Jamesa.Praktycznie sam przeciw całej bandzie zmienników którzy moga sie zmieniać na nim. Zapowiada sie na bezwzgledną egzekucję.Prawdopodobny koniec Irvinga po swietnym jak na niego meczu.James brak słów.Zaskakująco dobrze Mozgov,solidny TT.Z kim ma grac LBJ?Jakies pomysły?MOze wkoncu zaskoczy Smith?czy nawet Deli?Jedyna szansa chyba to uspienie GS słabszą grą i jakis hero mode end game LBrona.Ten facet nie zasługuje na takie przegranie finałów

  4. Jastrząbr pisze:

    Cavs w meczach z Hawks grali lepiej bez Kyriego niż z nim, ale wczoraj Irving był sobą i zdecydowanie wygrał matchup ze Stefanem Karym. Curry był 1/5 przy Irvingu i dostał 2 solidne czapy. Nie na darmo mówi się o Kyriem, że czym wyższa stawka tym lepiej gra. Mimo tego myslę,że kontuzjowany lepiej niech siadzie na trybunach. Musi być minimum w 90% sprawny, żeby robić różnice, inaczej będzie osłąbieniem. Wciąż wierzę w Cavs

  5. majecha pisze:

    A ja uważam, że James nie zagrał dobrze.Ok, w całości mecz na plus, skuteczność wyrażona w % dobra ale za dużo gra sam, ciska piłkę przy wjazdach na perymetr tak,że trzeba rzucać hero balle za trzy, większość akcji to izolacje, drużyna stoi i się gapi.Moim zdaniem grając bardziej zespołowo Cavs mogli odskoczyć kilkukrotnie na kilkanaście ptk.Przepraszam ale ja nie widziałem koncepcji i wirtuozerii Blatta przy większości akcji tego meczu.LBJ miał parę ładnych zagrań, asyst ale zawsze jak rzuca za trzy lub sprzed nosa i fade awaye to mam wrażenie, że modli się o fuksa by wpadło.Do takiej gry to był Kobe, Barkley, Iverson i Jordan. James powinien walić triple double przy max 30 ptk, dyktować tempo gry i sprawiać by Dellavedowa czy Mike Miller mieli po 15 ptk z łatwych rzutów.Sam tego i innego finału nie wygra.Gra Cavs to w skrócie iso Jamesa i Irvinga, szalone trójki Smitha i 5 ataków Mozgova na obręcz.GSW ich zniszczą…obawiam się.

    • sow pisze:

      GSW zastosowali taktykę POPa i zrobili z LBJ strzelca. Brak podwojeń – brak dużej ilości podań na „czystą”. Oczywiście Bronek kręci staty, ale reszta jest „gorąca” jak dupa niedźwiedzia polarnego.
      GSW zagrali słabo, poza AI, który mocno „napoczął” Bronka. Jeżeli taka gra LBJ, KI, TT i TM nie wystarczyła na śpiących GSW, to jaka wystarczy? W GSW wszyscy wręcz muszą grać lepiej, wyżej wymienieni Cavs dobrze jak to utrzymają.
      Pewnie, że James miał fajne staty, ale dał się nabrać na stary numer.
      Jako zawodnik ok, jako lider – przeciętnie. Dla Steve’a Kerra, na 47%, to Bronek może walić po 45 rzutów i tak ich rozklepią. Ciekawe czy LBJ w końcu (po paru latach) ogarnie ten koncept.

    • Woy pisze:

      Dokładnie o tym pisałem z kolegą @Mike40 przy okazji zapowiedzi. Stety,wwyszło na moje, LBJ sam serii nie wygra, choć na pierwszy mecz mogło wystarczyć.

    • sow pisze:

      Nie wiem na czyje wyszło i w opozycji do kogo, ale ponieważ nie dysponuję czasem do 3 w nocy – więc niech będzie :).

      Ps. LBJ, KI, TT i TM zagrali dobre zawody, tylko mało zespołowe.

    • darek pisze:

      @sow napisał (o James’ie)
      „Jako zawodnik ok, jako lider – przeciętnie. Dla Steve’a Kerra, na 47%, to Bronek może walić po 45 rzutów i tak ich rozklepią. Ciekawe czy LBJ w końcu (po paru latach) ogarnie ten koncept.”
      Pisanie, że James jest przeciętnym liderem jest lekko rzecz ujmując nietaktowne. Zobacz z kim facet gra. Z bandą zawodników, która wygrała średnio w poprzednim sezonie 35% spotkań. Zobacz gdzie byli Cavs rok temu, gdzie byli Knicks (Smith, Shumpert), gdzie był Mozgov.
      James dostał grupę nic nie znaczących w poprzednim sezonie zawodników. stał się ich LIDEREM i doprowadził do FINAŁÓW.
      No to według Ciebie dość przeciętnie….

    • jacobsman13 pisze:

      Swiete slowa Majecha! W zapowiedziach mowiono o silnej lawce Cavs. Jaka ona silna sie okazalo w dzisiejszym meczu.

    • Woy pisze:

      Nie wiem gdzie TY CZYTAŁEŚ zapowiedź? Na pewno nie u NAS bo straszne bzdury nam zarzucasz http://www.enbiej.pl/2015/06/03/zapowiedz-nba-finals-2015-cleveland-cavaliers-golden-state-warriors/

  6. hades pisze:

    Przykro mówić bo Lebron to mój ulubiony zawodnik ale on bez wsparcia w Cavs tytułu nie zdobędzie sam nie da rady wobec świetnie drużyny GSW

  7. bulls2006 pisze:

    mecz bardzo dobry
    GSW zagrało dość przeciętnie jak na siebie, Cavs dobrze.
    Razem z kontuzją Irvinga bardzo źle to rokuje dla Cavaliers. Należy się bowiem spodziewać lepszych GSW, a w Cavs nie ma kto już zrobić różnice poza Jamesem.

  8. lunacy pisze:

    Zabrakło trzeciego strzelca dzisiaj w CAVS. Gdyby JR lub Shumpert wypalili, byłoby pewnie 1-0 dla CAVS.

    • darek pisze:

      No właśnie. Zabrakło wsparcia w ataku dla dwójki liderów. Teraz przydałby się Love.
      Pytanie, kto będzie drugim i trzecim strzelcem w następnym meczu. Bo Irving raczej nie da wsparcia.

  9. darek pisze:

    A może niekoniecznie Cavs pokazali wszystko co najlepsze.
    29% za trzy to bardzo słaby wynik, stać ich na zdecydowanie lepszy wskaźnik.
    68% za jeden, gdyby trafili jeden rzut osobisty więcej….
    Można też poprawić obronę, bo była moim zdaniem za miękka. Nie cierpię gry Chicago (brutal and ugly), ale myślę, że trzeba wprowadzić trochę twardszej obrony, na pograniczu faulu. Tak, by Curry wiedział, że nie ma łatwych rzutów.
    Właściwie przy stracie Irvinga (czy ktoś wierzy w jego powrót) tylko twarda obrona może pomóc Cavs. Nie wiem ile minut da radę ciągnąć James, MUSI dostać większe wsparcie w ofensywie.
    Moim zdaniem Warriors mieli łatwą drogę do tych finałów. Pelicans jeszcze nie teraz, Grizzlies po kontuzjach nie mieli czym grać. Rockets, przypadkowa drużyna w finałach zachodu. Szkoda, że Clippers się wyeliminowali, może by powalczyli z Wariorrs. A tak ta drużyna awansowała z minimalnym wysiłkiem. Już Cavs mieli trudniejszą przeprawę z Chicago Brutals.
    Mam nadzieję, że Cavs jeszcze dadzą radę i powalczą o wyrównaną serię. Choć faworytem nie są.
    PS. Chyba trzeba bardzo nie lubić Jamesa, jeśli ktoś po tym meczu na niego narzeka. Szkoda, że nie trafił ostatniego rzutu w meczu, ale gość gra po prostu świetnie. Przy takiej eksploatacji jego gra jest niesamowita. Gdyby tylko wrócił mu rzut za „3”.

    • sow pisze:

      I gdyby jeszcze się nie potknął i gdyby jeszcze trafił, jak nie trafił i gdyby jeszcze podał, jak nie podał – to by wygrał !!! Kilka postów i w każdym inne meritum.
      Walcz dalej.

    • bulls2006 pisze:

      kontuzje po „akcjach” Cavs łapali zawodnicy Atlanty

  10. flappjack pisze:

    To nie był zły mecz Cavs, mogło się to skończyć innym wynikiem. GSW jest faworytem i na razie niespodzianki nie ma – ale nie przekreślał bym CAVS – widać, że tu każdy wynik jest możliwy. LBJ robi co może, sam nie wygra ale może koś mu jednak pomoże. Jedyna rzecz która mnie martwi to zdrowie i zmęczenie – bo ta dogrywka nie wyglądała dobrze. Jakbym miał szukać pozytywów na następne mecze to JR Smitha, Shumperta i Tristana stać na więcej – 0 punktów Dellavedowy i Jonesa to chyba też nie jest standard.
    I przestańcie narzekać na LBJ – rzuca 44pkt źle bo się nie dzieli piłką i ogranicza innych, rzuci 20pkt, źle bo nie bierze odpowiedzialności. Co by nie zrobił i tak będzie źle.

    Będzie co ma być :-)
    GO CAVS !

    • darek pisze:

      Swięte słowa flappjack
      Albo źle, że nie podaje, albo źle że rzuca.
      Facet walczy przez cały mecz i aż się dziwię, że jeszcze daje rady.
      Oby rezerwowi dodali coś do drużyny, tak w ataku jak i w obronie.

  11. jatoja pisze:

    Hmm tak czytam te komentarze i się zastanawiam dlaczego wszyscy sa za CLE…Ja mam nadzieje że GSW wygrają z CLE i to szybko…do poprzedniego sezonu lubiłem LBJ-a ale w tym sezonie po tym co zrobił „lekko” się zawiodłem – zbudował sobie kolejny DREAM TEAM…miałem nadzieję że przejdzie do CLE żeby grać z młodzikami i coś osiągnąć, czegoś ich nauczyć ale on wolał pozbyć się Wiginsa i zbudować nowy dream team. Nie gadajcie że JR czy Shumpert byli słabymi zawodnikami bo też swoje w drużynie robili. Wszyscy jedziecie po Kobe ale moim zdaniem on za najlepszych lat potrafił wygrać z dużo gorszym składem niż miał LBJ do dyspozycji choćby w Miami…
    P.S.
    Dla mnie Curry jest teraz tak jak kiedyś Iverson na którego koszykówce się wychowałem…

    • darek pisze:

      No ma dream team w Cleveland, rzeczywiście.
      Ci zawodnicy z dream teamu w ogóle do PO nie potrafili wejść. Takie gwiazdy. Po 30 meczy w sezonie wygrywali. No ae według ciebie to dream team.

    • bulls2006 pisze:

      masz racje. Jakby nie patrzeć James przychodził do Miami gdy ci dawali mu szansę gry z będącymi w top 10 wtedy Wadem i Boshem, Pożegnał się z nimi gdy obaj, a zwłaszcza DW, byli już sporo słabsi. Przyszedł do Cavs, gdzie zastał młodą gwiazdę Irvinga (top 10-200, szybko doszedł też Love, który przy lepszym wpasowaniu się w zespół to top 10-15 ligi.

  12. jatoja pisze:

    Apropo GSW= dla mnie to teraz najlepiej grająca drużyna w NBA.. grają super basket a do tego większość zawodników którzy stanowią trzon drużyna gra u nich od zawsze…a ja akurat należę do tych ludzi którzy lubią drużyny budowane przez lata i przez DRAFT a nie przez sprowadzanie gwiazd.

    • eM pisze:

      Mówisz może o Iggim, który nie był przez nich wydraftowanym? Bogucie, który nie był przez nich wydraftowanym? Lee, który nie był przez nich wydraftowanym? Livingstonie, Speightsie, Barbosie? Zespół jest budowany tak samo, jak każdy inny – po prostu grają dla trenera, który potrafił poukładać ich wszystkich, dopasować grę zawodników do swojego pomysłu i przede wszystkim przekonać ich do swoich koncepcji. Przez dratf to się buduje Philly. I jeszcze 20 lat będzie się budowała.

  13. jatoja pisze:

    Kolejna sprawa…Jak ktoś może powiedzieć że GSW miało łatwo dochodząc do finałów a CLE miało trudniejszych przeciwników…Nie no proszę Was…Jak można ATL (tą z play-off) równać z HOU albo z Memphis. CLE miało tylko jednego dobrego przeciwnika =CHI…biorąc pod uwagę z kim grało GSW to moim zdaniem miało zdecydowanie trudniej dostać się do finałów

    • darek pisze:

      Houston to PRZYPADEK. Oni nie dotarli do finałów, tylko Clippers podarowali im tam miejsce.
      Jedna panienka, co ją niby każdy fauluje.

    • Triple eX pisze:

      Że niby Houston przeszli dzięki Hardenowi i jego wymuszaniu fauli? Oglądałeś serie czy tak tylko gadasz bzdury? Ja widzę po twoich komentarzach, że nie masz zbyt wielkiego pojęcia o tej lidze, ale chociaż postaraj się być poważny… To że Clipps dali dupy jest faktem, ale to że Rockets nie złożyli broni przy wyniku serii 1-3, również jest faktem… Ale że sędziowie pomogli odgwizdując faule na Hardenie i to było kluczowe? Proponuje jednak poszukać powtórek i obejrzeć mecze, o których piszesz, albo o nich nie pisać… tylko w taki sposób unikniesz kompromitacji.

  14. Triple eX pisze:

    Fatalnie dla widowiska z tą kontuzją Irvinga… chciałem, żeby GSW to wygrali, ale szkoda że Cavs zostali tak osłabieni. Wydaje się, że to zbyt poważna strata, aby jeszcze mogli coś więcej wyciągnąć na samym geniuszu LBJ. Niestety mam wrażenie od momentu jak KI schodził do szatni, że Blatt (i sztab medyczny) pomógł mu w odniesieniu tej kontuzji. Gość miał zapalenie ścięgien dopiero, a może wciąż więc wiadomym było, że mięśnie i ścięgna są mocno osłabione, a w takiej sytuacji obciążenia idą na staw… no i kości nie wytrzymały prawie 44 minut na parkiecie… niestety KI został zajechany… przynajmniej takie są moje pierwsze przemyślenia.

    Co do samego meczu to wiele już zostało powiedziane więc odpuszczę sobie szersze wywody. Myślę jednak od samego początku, że faktycznie LBJ trzeba przeszkadzać dając mu plaster, ale bez przesady… bez podwojeń i odpuszczania innych… Bo LeBron chociaż genialny sam tej serii nie wygra, i dlatego należy utrudnić mu życie ‚sadzając’ kogoś na nim, ale jednocześnie pozbawiając wsparcia kolegów.

    BTW. Fani Cavs… za dużo tych gdyby.

  15. darek pisze:

    @Triple eX
    Kompromitacją był występ MVB ( beard). Nie mylić z MVP.
    2 (słownie: dwa) celne rzuty w meczu, który decyduje czy zostajesz w grze czy odpadasz.
    3 (słownie: trzy) celne rzuty w meczu nr 3 (kiedy mogli jeszcze powalczyć).
    Houston w finale to podarunek od Riversa i spółki.
    Wariorrs mieli drogę do finałów NBA bez żadnej rywalizacji. Dopóki jeszcze Allen był w pełni sił, to Grizzlies stawiali opór.
    I nie chodzi mi o to, że GSW są słabi. To fantastyczny zespół, z zasłużenie wybranym MVP Curry’m. Zespół zbudowany prawie idealnie, ze świetną ławką.
    Chodzi mi o to, że mieli łatwą drogę do finałów.
    Bo Rockets i ich MVB (najbardziej wartościowa broda) z Howardem to żaden przeciwnik.
    Taka jeszcze mała sugestia. O wiele łatwiej na zachodzie kręcić statystyki, kiedy większość drużyn gra koszykówkę polegającą głównie na ofensywie. Ile mniej sił się traci w sezonie grając przeciw drużynom, które nie koniecznie chcą bronić.
    Na wschodzie obrona (twarda, często brutalna, gdzie ostre faule są na początku dziennym) powoduje, że na każdą akcję trzeba mocniej pracować, łatwiej o urazy.
    Więc Triple poczytaj komentarze innych ze zrozumieniem.

    • bulls2006 pisze:

      Cavaliers to dopiero mieli łatwą drogę do finału. Żenująco słaby Boston jak na poziom play offs. Rozbite kontuzjami i bez formy Hawks. I tylko Chicago coś grało, ale do rewelacji było daleko.
      Takie Houston z Howardem pod koszem, Hardenem na obwodzie i sporą ilością dobrych graczy, poradziłoby sobie z Cavs. Memphis to samo. NOP raczej trzeba zakładać, że by przegrało, ale po ciężkiej walce. NOP zresztą i tak byli w play offs przede wszystkim dlatego, że Durant był kontuzjowany.
      GSW mieli szczęście, że ich główni przeciwnicy powalczyli ze sobą już w I rundzie. Także dlatego, że wygrało LAC. SAS patrząc m.in. po tym jak rok temu męczyli się z Dallas w I rundzie, a jak grali później, pewnie by się rozkręcili….
      GSW odpadła także konfrontacja z OKT
      Można nazwać więc ich drogę praktycznie najłatwiejszą z możliwych. Niemniej teraz Cavs z Jamesem, a wczesniej Miami z Jamesem, mają co roku jeszcze łatwiejszą drogę niż ten wariant soft na zachodzie dla GSW

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *