Świetny występ McColluma nie pomógł, Grizzlies w drugiej rundzie

32, 24, 21, 18, 14. To zdobycze punktowe LaMarcusa Aldridge’a w kolejnych meczach w tej serii. Nie chce tu obwiniać lidera Blazers za porażkę z Grizzlies, ale ciężko mi było nie odnieść wrażenia, że w dzisiejszym pojedynku podkoszowy Portland przeszedł obok tego meczu, jakby myślami był już gdzieś indziej.

Nie tego oczekuje się od lidera drużyny, która jest tylko o jeden mecz od zakończenia swojego udziału w play offach. W takim spotkaniu liczysz, że to właśnie on pociągnie zespół, poprowadzi do zwycięstwa, przedłuży nadzieję na awans, nawet pomimo tego, że nikt w historii nie wyszedł jeszcze z 0-3.

Dziś tym, który prowadził Blazers był nawet nie Damian Lillard, a jego „młodszy brat” – C.J. McCollum, dla którego był to najlepszy występ w karierze i to on trzymał Portland w tym meczu. Szczególnie w trzeciej kwarcie, gdzie dzięki jego czterem celnym trójkom Blazers zanotowali run 22-6 i wrócili do tego spotkania, tracąc na jej początku już 13 punktów.

McCollum był hot, nic ani nikt nie było wstanie go zatrzymać, a ja plułem sobie w brodę, że w D2F postawiłem na Nicolasa Batuma, a nie właśnie na niego, choć do końca wahałem się pomiędzy tymi dwoma graczami.

Blazers nie wykorzystali okazji, jaką był brak Mike’a Conley’a, który musiał poddać się operacji i nie sprostali obronie Grizzlies. Zresztą gdyby Conley był zdrowy to ta seria skończyłaby się pewnie na sweepie. Memphis było po prostu lepsze.

Już początek spotkania, który zaczęli od serii 15-3 na to wskazywał. Gospodarze wyszli na ten mecz z taką energią, jakby to oni przegrywali 1-3 w serii, a nie ich przeciwnicy. Fakt, że później nie byli już tak gorący i Blazers wrócili, a na koniec pierwszej kwarty był remis po 20, ale trzeba im przyznać, że w przekroju całej serii byli zwyczajnie lepszym zespołem.

Można pisać, że gdyby wszyscy zawodnicy byli zdrowi, to ten pojedynek mógłby wyglądać inaczej, ale nie uciekajmy w takie usprawiedliwienia. Większość zawodników o tej porze sezonu ma jakieś problemy ze zdrowiem. Większe czy też mniejsze.

Ten mecz mógłby też wyglądać inaczej, gdyby Blazers nie oddali tylu ofensywnych zbiórek. Grizzlies zupełnie zdominowali tablice wygrywając je 56-38, z czego aż 15 zbiórek zanotowali w ataku i momentami można było odnieść wrażenie, że mecz toczy się tylko pod koszem gości, którzy nie potrafili znaleźć na to żadnego sposobu.

Jeszcze w połowie ostatniej kwarty po akcji dwa plus jeden Aldridge’a Portland przegrywało tylko jednym punktem i wszystko było jeszcze możliwe. Następnie jednak gospodarze zrobili run 13-3 i kiedy zastępujący Conley’a w pierwszej piątce Nick Calathes trafił z prawego rogu po step backu nad Aldridgem na 1.43 do końca i zrobiło się plus 11 dla Grizzlies było już po meczu.

Po tym zagraniu McCollum odpowiedział jeszcze szybką trójką, ale sam, bez wsparcia, nie był wstanie wygrać tego spotkania. Co prawda w trakcie meczu miał pomoc od swojego „starszego brata” – Lillarda, który rzucił dziś 22 punkty z 19 rzutów, ale był też tylko 1/8 zza łuku, z czego część tych rzutów była bardzo nieprzygotowana, niemniej to było za mało.

Dla Memphis najwięcej rzucił Marc Gasol – 26 oczek, 9/15 z gry, 14 zbiórek i dobra praca w obronie na Aldridge’u. 16 punktów z 19 rzutów dodał Zach Randolph, a 20, 8/12 z gry, świetny w tej serii Courtney Lee. 10 oczek, z czego 8 w czwartej kwarcie dołożył Jeff Green.

Rozgrywający najlepszy mecz w karierze McCollum skończył mecz z 33 punktami, trafiając 12 z 20 rzutów, w tym 7/11 zza łuku. Aldridge dodał 14 oczek, ale był tylko 5/18 z gry, a 6 punktów, 10 zbiórek i 7 asyst zanotował Batum.

Grizzlies czeka teraz pojedynek z Warriros w drugiej rundzie. Nie wiadomo jeszcze jednak, czy zaczną go z Conley’em czy też bez niego. Rozgrywający Memphis siedział wczoraj na trybunach w czapce „Vancouver Grizzlies” i jego podpuchnięte oko raczej nie wskazywało, by miał być gotowy na mecz nr 1, który już w tę niedzielę. Bez niego nie mają większych szans z Golden State.

mike conley

Blazers skończyli z kolei sezon i teraz ich największym pytaniem na te lato jest przyszłość Aldrdge’a. O tym przyjdzie nam jeszcze dyskutować.

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

6 komentarzy

  1. Mateusz pisze:

    LMA grał dobrze w pierwszych dwóch spotkaniach tej serii. Potem jakby uszło z niego powietrze. Może poziom prezentowany przez kolegów go zniechęcił ;)

  2. PTBlazers pisze:

    Akurat dzisiaj zabrakło właśnie dobrej gry LMA, w całej serii niestety ceglił niemiłosiernie, swoje pewnie zrobiła kontuzja ręki. Lillard w dwóch ostatnich meczach grał dobrze, ale też co się chłopak oduczył rzucać za trzy to nie mam pytań… (4/31 w serii) Przyszłość niestety maluje się średnio, dobrze przynajmniej że McCollum się rozwija. Tak czy siak jak LMA odejdzie to będziemy w ciemnej dupie. Afflalo abstrachując od kontuzji imo nie pasuje do zespołu. Batum jest mocno przepłacony, jeśli tylko pojawili by się chętni wymieniałbym go od razu. Blake się nie nadaje do niczego. Lopez został zmielony przez podkoszowych Memphis – on jest fajny jak rywale mają szrot pod koszem, bronić to on niestety nie potrafi.
    Porażki w tej serii nie zwalałbym tylko i wyłącznie na kontuzje, ten roster wymaga odważnych zmian jak mamy się utrzymać w czołówce zachodu, a obawiam się że skończy się na gadaniu że jak wszyscy będą zdrowi to będzie super.

    • lordam pisze:

      Zaraz więcej będziecie mogli przeczytać w naszym podsumowaniu całej rywalizacji.:)

    • Adrian89 pisze:

      Mnie z kolei Lillard zawodził totalnie w tej serii, przy -10 punktach wychodzi z założenia że tylko jego trójkami da się wrócić do meczu. I żeby miał dzień chociaż, CJ lub Leonard powinni część z tych rzytów oddać. Swoją drogą Leonard tak dobrze rzuca w tym sezonie za trzy a i tak oddaje 3/4 próby tylko. Strasznie dziwne dla mnie

  3. PTBlazers pisze:

    Lillard zawiódł bez dwóch zdań jeżeli mówimy o całej serii, ot tylko wspomniałem że dwa ostatnie mecze się delikatnie ogarnął, ale wtedy z kolei LMA siadł zupełnie. Przy okrojonym składzie nie da się wygrać jak gwiazdy zespołu grają w kratkę. LMA można tłumaczyć kontuzją, ale dwa pierwsze mecze lillarda to był kryminał – katastrofa zarówno w obronie jak i ataku. Nie mam pojęcia co się stało z jego rzutem, ale te rójki wyglądały po prostu katastrofalnie, pod koniec serii zaczął więcej wchodzić pod kosz co wyszło mu na lepsze, ale rzutu nie odnalazł niestety do samego końca sezonu….

    Czekam na podsumowanie lordam ;)

  4. Adrian89 pisze:

    Aldridge dziś to pudłował takie rzuty która ja sam bym trafił 9/10 razy. Cień zawodnika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *