Spurs blisko drugiej rundy, po thrillerze w Staples Center

Zacznijmy od faktu, że aktualni Mistrzowie NBA wygrali 11 z 14 serii, kiedy stan ich wynosił 2-2. Minionej nocy Tim Duncan i spółka gościli znów w Staples Center, w której to zwyciężyli 2 mecz rywalizacji. Konfrontacja na linii San Antonio – Los Angeles nabrała większego smaczku , kiedy Clippers za sprawą Chrisa Paula wygrali drugi mecz wyjazdowy w Texasie. Tym razem kolejny mecz serii nazwano również potyczką sezonu, a Greg Popovich po nieudanym występie podczas G4 – Patty’ego Millsa – pokusił się o więcej minut dla Tony’ego Parkera. Zarówno Francuz jak i Australijczyk uprzykrzali życie CP-3 i absorbowali jego uwagę w obronie. Na miano bohatera numer 1 zapracował , mimo wszystko, Tim Duncan. 12 z jego 21 oczek wpadło do kosza Clippers po przerwie, a ponadto nieśmiertelny Tim trafił 8 z 13 rzutów i zapisał dublet z 11 zbiórkami. Na nic znów się zdał 30 punktowy występ Blake’a Griffina.

Spurs nie imponowali skutecznością, wstrzelić się w kalifornijskie kosze nie mogli Kawhi Leonard (5/16) , Tony Parker (5/15) i Danny Green (3/9), a 44% celność gości nie była czymś , czego oczekiwał Gregg Popovich. Ich rywale fantastycznie weszli w spotkanie i za sprawą Blake’a Griffina (13 oczek w Q1) prowadzili już nawet 14 oczkami, na niespełna 2 minuty przed końcem kwarty. W grze Spurs oglądaliśmy nieskuteczność oraz starty. Dalej , korzystali z nich efektywnie grający podkoszowi, Glen Davis (6 oczek w tej części) i DeAndre Jordan (4 pkt po dwóch alley oopach). Ostrogi, w tej kwarcie , jak i w całym meczu, ratowali rezerwowi. W końcowych 90 sekundach Q1 punktowali jeszcze Bellineli, Mills, Diaw i Ginobili (efekt ich gry to wynik tylko na poziomie 22-27 dla gospodarzy).

Wystarczyła kolejna minuta gry rezerwowych, w początkowej fazie drugiej kwarty i Spurs już objęli prowadzenie. Trójki Millsa i Ginobiliego uciszyły Staples Center i ostudziły zapały miejscowych graczy. Patty był w gazie, przy faulu Austina Riversa, zanotował akcję „3+1”. Za chwilę swój akces do gry w LOB City zgłosił Leonard, popisując się alley oopem. Clippers odpowiedzieli kolejnymi trafieniami JJ Redicka.

Spurs wrócili do faulowania DeAndre Jordana. Środkowy trzykrotnie był celowo faulowany w końcówce pierwszej połowy. Natomiast w całym meczu wykonał 16 osobistych, z których trafił 7. Kiedy DJ spudłował 4 z 6 Doc Rivers zdecydował się posadzić gracza na ławkę. Kiedy DeAndre walczył z osobistymi to druga strona pracowała nad przejmowaniem prowadzenia. I tak za sprawą trójki Matta Bonnera, wsadu Duncana oraz kolejnej trójki Ginobiliego udało się schodzić na przerwę z niskim prowadzeniem (54-53).

Rezerwowi San Antonio znów zrobili różnicę (25-7 do przerwy). Goście z Teksasu zanotowali aż 48 punktów od swoich zmienników, natomiast gospodarze mogli liczyć na tylko 17 oczek z ławki, w całym meczu…Mimo 21 pkt Blake’a Griffina w pierwszej połowie i mocnej końcówki drugiej odsłony w jego wykonaniu, reszta Clippersów zawodziła. Chris Paul miał do przerwy tylko 6 oczek.

Początek trzeciej ćwiartki znów był dla LAC. Podpieczni Doca Riversa znów mogli liczyć na JJ Redicka , ale wśród Spurs budził się Tony Parker. Tony trafił dwa rzuty z gry, dołożył osobistego i trzymał wynik dla gości. Ostrogi zacieśniły obronę na dystansie i jedyne punkty Clippers wpadały po faulach na podkoszowych – Griffinie i Jordanie. W ataku przypominali o sobie – Mills (znów trójka) oraz Duncan (który wyglądał jak za najlepszych dni, znów popisując się wsadem). Akcje Tima wyprowadziły gości na 6 oczek (76-70), ale jego starania zostały zniweczone przez dwie z rzędu straty Ginobiliego. Argentyńczyk nie popisał się , a błędy gości wykorzystywali Blake Griffin (znów latał nad koszami), Jamal Crawford i Austin Rivers (obaj trafili od tablicy doprowadzając do remisu). Po 36 minutach mieliśmy wynik po 82.

Zanim przejdziemy do czwartej kwarty, rzućcie okiem na statystyki:

Punkty spod kosza: LAC 56, SAS 34
Punkty drugiej szansy: LAC 16, SAS 8
Punkty z kontr: LAC 25, SAS 11

Wydawało się , że kwestią czasu będzie, kiedy Clippers dopadną rywala i przełamią opór Spurs. Rivers wypuścił na parkiet Paula i Crawforda, a ci trafiali w kolejnych akcjach. Niestety obrona gospodarzy to osobny temat, a Mistrzowie dalej karcili przeciwnika z dystansu, za sprawą trafień Bellineliego oraz Greena. Kiedy gospodarze wyżej wychodzili na obwód , by powstrzymać dalsze trafienia gości, Spurs szukali szans bliżej obręczy. Duncan i Diaw upychali się pod kosz , natomiast Leonard zbierał w ataku , dobijając niecelny rzut kolegi. Startę za stratą generował Griffin, a Paul oberwał przewinienie techniczne za dyskusje z arbitrem.

X-factorem okazał się Boris Diaw. Francuski specjalista od kluczowych momentów popisał się celnym rzutem z odchylenia, uciekając przed błędem 24 sek (wyglądało to komicznie i zakrawało na rzut rozpaczy, ale Bobo miał szczęście). Dalej trafił zza łuku i przewaga Spurs urosła do 7 oczek.

Od tego momentu miejscowi podręcili tempo, a DeAndre Jordan i Blake Griffin śmielej atakowali obręcz, w obawie przed trzecią porażką. Blake najpierw dograł na trzeciego alley’a do Jordana, po czym – przy próbie na remis – wpakował się blok Duncana. Akcję dalej, przy stanie 105-108, wchodził już z dużo większym respektem dla rywala, pod obręcz Spurs, przestrzeliwując rzut oraz dobitkę. Skończyło się na osobistych, z których nie trafił żadnego! Mimo tego LAC zebrali piłkę w ataku i wysłali ją na obwód do Crawforda, ale próba super strzelca (trafił 4 z 15 rzutów w meczu) ledwo dotknęła obręczy…Zostały dwa celne osobiste Matta Barnesa.

W odpowiedzi Spurs zagrali akcję 20-sekundową , ale rzut Greena przed upływem 24 sekundy okazał się niecelny. Clippers mieli 6.9 sek na ostatnią akcję. Na wejście pod kosz zdecydował się Griffin, piłka wytoczyła się z kosza, a dobitkę wykonał Jordan.

Jak wykazały powtórki, próba DeAndre była zbyt szybka, kiedy piłka nie opuściła jeszcze tzw. „komina”. To była największa pomyłka i nagorszy błąd w sezonie Jordana, kosztujący Clippers utratę trzeciego już meczu. Teraz rywalizacja wraca do San Antonio i ciężko przypuszczać by Clippers udało się wyrwać jeszcze jeden wyjazdowy mecz w hali Mistrzów.

Podsumowując: Spurs , mimo , że z błędami – stratami – przy słabej skuteczności większości starterów , wyrwali acrytrudny mecz w hali przeciwnika. Latający nad koszami, dominujący w strefie podkoszowej i porywający publiczność kolejnymi wielkimi zagraniami Clippers, znów znaleźli się na deskach. Czy się jeszcze podniosą? Doświadczenie, cwaniactwo boiskowe czy trenerskie, monolit i mimo wszystko przewaga psychologiczna z poprzednich potyczek znów górą. Nawet wydawało się, że Mistrzowie pękną, bo nie potrafili wykonać żadnej dobrej akcji w końcówce meczu, ale jak się później okazało najbardziej pękł Blake Griffin, od momentu otrzymania czapy od Tima Duncana. Natomiast DeAndre Jordan znów się pośpieszył bądź nie pomyślał.

San Antonio Spurs (3) – Los Angeles Clippers (2) 111-107

Punkty: Tim Duncan (21, 13 zb), Kawhi Leonard (18), Manu Ginobili (14), Tony Parker i Patty Mills (po 13), Boris Diaw (10) oraz Blake Griffin (30, 14 zb), DeAndre Jordan (21, 14 zb), Chris Paul (19, 10 as) i JJ Redick (13).

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

30 komentarzy

  1. mrph pisze:

    Nigdy nie kibicowałem Spurs ale zawsze doceniałem ten zespół. Poprzedni finał NBA był w mojej ocenie najlepszym pokazem zespołowej koszykówki w historii ligi i choć sama seria nie była zacięta, warto czasem przypomnieć sobie te mecze, szkolić na nich kolejne pokolenia koszykarzy.
    Dlatego też liczę po cichu, że w finale konferencji Spurs spotkają się z GSW i będziemy świadkami pięknej serii między dwoma różnymi pokoleniami koszykarzy i trenerów.

    Meczu z Clips nie widziałem, aczkolwiek powyższa relacja jak i highlights na nba.com przekonują mnie, że wystarczy, by w Spurs znów zaczęły siadać rzuty z dystansu. Brakowało tego bardzo w game 4, tak samo jak brakowało ławki.
    Clippers i tak mnie zaskakują. Uczą się na błędach, wyciągają wnioski, poprawiają swoją grę. Serię prawdopodobnie przegrają już w kolejnym meczu ale trafili na rywala, na którego brakuje im doświadczenia. No i cóż… Doc to nie Greg ;)

  2. monty pisze:

    Trudno w to uwierzyć… Masz piłkę meczową, dwóch „skoczków”, a na przeciw tylko Duncan. Ileż to razy grali w takiej sytuacji oopa do DJ’a?! 100% powodzenia. Ale nie, Griffin rzuca jakby zegar wskazywał 0.3 sek., a DJ dobija kiedy piłka wkręca się do kosza. IQ się kłania…

  3. Robak pisze:

    Clippers po prostu nie umieją rzucać wolnych. Koniec kropka. I nie tylko Jordan, Blake również. Miło popatrzeć jak młodzi się grzeją i popełniają błędy, a Duncanowi po 2 kluczowych blokach w jednej akcji w końcówce nawet nie drgnie powieka. Poezja.

  4. Mario pisze:

    Inteligencja vs miesnie

    Najlepiej oddaje to akcja Diawa gdy konczyl sie czas vs dobitka Jordana
    Obaj mieli ulamki na podjecie decyzji

  5. majecha pisze:

    DeAndre wkracza na niespotykany poziom żenady jeśli chodzi o rzuty wolne. Skuteczność 36.8% w serii przy 9.8 prób na mecz. Sympatyczny kolo i efektowny center ale jeśli NBA zmieni przepisy przez jego indolencję i lenistwo to szlag mnie trafi.

    • tombo pisze:

      dokładnie tak,i nie tylko dla niego.Bycie miesniakiem ma swoje koszty własnie w precyzji wykonywania FT.I nie moze byc tak ze robi z siebie Goliata,a liga bedzie mu błogosławić w rzucaniu wolnych na poziomie dziecka i chronic zespół w którym gra.To jest taktyka,i jesli stawia sie na jedno to kosztem drugiego.Chce zlikwidowac dziure w zespole,to zamiast na siłownie i sterydy,niech połowe czasu z siłki poswieci na trening w pocie czoła osobistych.I problem sam zniknie.

  6. Listonoszniedoręczawniedzielę pisze:

    Fajnie napisana relacja. Oglądałem mecz i trochę przeraża mnie brak konsekwencji Spurs. Potrafią w trudnym momencie odskoczyć na 6-7 punktów i w trzech prostych błędach pod rząd zrujnować swoją przewagę. Owszem, mają dużo zimnej krwi, co pokazali dzisiaj w kilku momentach, jednak znowu szczęście pozwoliło im wygrać mecz. Przypomnijmy, że w meczu nr 2 Griffin zgubił piłkę przy prowadzeniu Clippers na 13 sekund przed końcem meczu. Dzisiaj Clippers też pomogli Spurs wygrać mecz.

    • mrph pisze:

      Ja czasem wręcz odnoszę wrażenie, że Spurs specjalnie doprowadzają do zaciętych meczów, by nikt nie pomyślał, że za łatwo wygrywają kolejne rundy. Cholera, może im ktoś z ligi zagroził, że jak nie zaczną przegrywać, to im NBA klub rozwiąże? :)

    • Listonoszniedoręczawniedzielę pisze:

      Może rzeczywiście Spurs bawią się Clippers jak wynudzony kot bawi się pół-żywą myszą? ;)

  7. saturn pisze:

    36,8% osobistych to poziom poniżej podwórkowego w Polsce :) Dramat.
    Można się denerwować, że Shaq albo Howard rzucali 50-55% i to był wstyd, bo center to jest najczęściej faulowana osoba w zespole pod koniec meczu. Mówił o tym wiele razy Olajuwon. Dlatego Hakeem zawsze ponad 70%.
    Nie da się z chłopakami tego wytrenować?

    Duncan po raz kolejny pokazał klasę. Ma prawie 40 lat, w wciąż jest pierwszoplanową osobą w PO. Pamiętacie innego takiego zawodnika? Większość na tym etapie staje się zadaniowcami z malutkimi statystykami, a Timmi wciąż jest liderem. Ciekawe ile jeszcze pogra. Oby mu zdrowie dopisywało.
    Mam nadzieję, że niebawem zobaczymy ostatni mecz tej serii, bo wolałbym, żeby weterani choć trochę odpoczęli.

  8. bulls2006 pisze:

    absolutnie nie mozna sie czepiac Paula czy Griffina. Oni robia wszystko co w ich mocy. Sami ciagna zespol.
    Jordan jest super w obronie, ale w ataku…, i do tego te wolne….
    redick i crawford jeszcze cos w ataku zagraja, ale zwlaszcza ten drugi na bardzo slabej skutecznosci
    ale reszta jest do wymiany, to statysci, ktorzy patrza co zagraja liderzy, a sami nie wspomoga

  9. phud pisze:

    ktoś ma pojęcie dlaczego Doc gra tylko 3 rezerwowymi? Dlaczego np. nie gra Spencer Hawes?

    • mrph pisze:

      Mnie się ciśnie na usta jedno proste wytłumaczenie: bo to słaby trener jest.

    • realista pisze:

      Widziałem mecz nr 3 gdzie ostatnie minuty meczu to był garbage time i grał właśnie Hawes i powiem wam, że nie dziwię się czemu Rivers tak rzadko z niego korzysta. Spencer pokazał się ze słabej strony, był taki jakiś „zardzewiały” i grał kiepsko. Myślę, że tym występem tylko utwierdził w przekonaniu Riversa, aby nie dawać mu szans gry.

  10. Triple eX pisze:

    Moja pięć groszy. Po pierwsze Panowie to trochę ochłońcie bo piszecie o nim jako o debilu tylko dlatego, że jego reakcja była zbyt szybka o ułamek sekundy… sorry, ale każdy zawodnika instynktownie zachowa się podobnie i pójdzie w górę do takiej piłki… jego pech polegał na tym, że jest zbyt szybki albo piłka była zbyt wolna… zdarza się… No i jeszcze do tego wszystkiego warto powiedzieć, że jakby tego nie oglądać, to powtórki na serio nie były jednoznaczne i na ich podstawie, ani ja, ani komentatorzy, ani nawet sędziowie nie byli w stanie ocenić czy DJ dotknął piłkę na 100%. Arbitrzy podjęli moim zdaniem słuszną, bo bezpieczną decyzję, jednak żadnego organu nie oddam że nie popełnili błędu.

    • mrph pisze:

      Ja dodałbym do tego jeszcze brak doświadczenia. „Chłodna głowa” to również atrybut tylko tych najbardziej doświadczonych zawodników. Myślę, że sporo go to nauczy i więcej podobnego błędu nie popełni.

    • tombo pisze:

      gdy piłka była na obreczy to oczywiscie skacze sie instynktownie,i tak zrobił Jordan.Nie mozna powiedziec ze popełnił błąd,on nie miał czasu sie zastanowic gdy piłka goni po obreczy a tuz przy tobie masz przeciwnika.Nie widac zbyt dokładnie,ale bez jego dotkniecia piłka chyba by sie dramatycznie wyturlała z obreczy. Griffin tez sie wpakował na blok TD,ale trudno sie mu dziwić.Facet miał ponad 40 min ciezkiej i skutecznej gry,robił wczesniej niemal co chciał bez żadnych bloków,więc instynktownie czuł ze nikt go nie da rady zablokować.A tu nagle wyskakuje dziadek Duncan, który nawiasem mówiąc ma nieprawdopodobny timing nóg i wyczucie,a jak na wiek to juz wogóle kosmos. To samo było z Hardenem w ostatniej akcji z HOU.Jego sie po prostu nie docenia.

    • qumawan pisze:

      jak dla mnie piłka dotknięta
      https://vine.co/v/e7uvDut7gOE

  11. Banka123 pisze:

    Jeszcze uwaga do czapy Duncana na Gryffinie – zwrócie uwagę że jedną ręką czapował Gryffina a drugą cały czas trzymał Jordana. tak na wszelki wypadek żeby go sfaulować gdyby był allleyup. Pokrył dwóch kluczowych zawodników. I nawet mu „brewka nie pykła” :D

  12. Bart pisze:

    Przez SPURS można na zawał paść :/ Cieszy że wygrali ale za dużo tych błędów i szybkiej utraty prowadzenia. Co do samej końcówki sędziowie dobrze to ocenili i nie można mieć zastrzeżeń, DJ s pośpieszył ale z drugiej strony gdyby nie jego dobitka piłka niekoniecznie by wpadła.
    Blake zrobił co mógł, jest zawodnikiem kompletnym, a w końcówce zmęczenie dało znać o sobie, ten kto sam gra wie jak jest po 40 minutach fizycznej walki.
    Tym większy szacunek dla TD. Różnicę robi ławka szczególnie przy niedyspozycji TP i słabej skuteczności Greena.

    • mrph pisze:

      Mówienie o Griffinie jako o „zawodniku kompletnym” to akurat w mojej ocenie spore nadużycie :)
      Ma sporo braków i elementów do poprawy.

    • Marek pisze:

      Zawodnik kompletny, ma poukładaną psychike w końcówkach meczów. Osobiste też trafia.

    • Bart pisze:

      Każdy z zawodników ma coś do poprawy, ale patrząc na Griffina nie jest już tylko efektownie pakującym piłkę zawodnikiem. Ma rzut z półdystansu po pokazuje w tej serii, dobra zbiórkę, potrafi zagrać siłowo pod koszem, wolne też trafia na dobrym procencie (to że nie trafił 2 w końcówce to inna sprawa). Oczywiście nigdy nie będzie wybitnie kozłującym ale jest zdecydowanie w TOP5 PF w lidze.
      Jestem co prawda fanem SAS ale przeciwnika trzeba docenić.

  13. NiKlaus pisze:

    jakie wnioski po tych 5 spotkaniach? Griffin nie powinien kozłować piłki, a już na pewno nie w 4 kwartach, jego masa strat plus indolencja rzutowa sprawiły że zamiast prowadzić w tej serii to pewnie odpadną w następnym spotkaniu. Nie wiem co DJ-ej trenował jak był nastolatkiem ale na pewno nie koszykówkę bo tak fatalnych rzutów wolnych to można się po mnie spodziewać gdzie ćwiczę raz na miesiąc, raz air ball później rzut prawie o tablicę. A co do Doca to chyba jest to przeceniony trener, przed sezonem miał idealne warunki(po przybyciu Ballmera) mógł sam decydować kogo bierze do zespołu a w zasadzie ma 7-8 zawodników do gry a reszta rdzewieje na ławce

  14. BigAl pisze:

    Oglądałem kilkanaście razy powtórkę (HD), nadmienię że nie jestem wielkim fanem ani jednych ani drugich, Jordan dotknął piłkę.

    • Juzek pisze:

      Niepotrzebnie bo sama by się wturlała a tak klops i polecą po następnym meczu. :(

  15. Triple eX pisze:

    @q, @BigAl… też myślę, że jej dotknął jakimś palcem, chociaż oglądając na żywo nie było to dla mnie tak oczywiste ze względu na jakość obrazu i powtórek. Dalej jednak uważam, że określanie go mianem tępaka za to że wyskoczył i zaasekurował piłkę jest… zwyczajną głupotą… no niech się znajdzie ktoś, kto powie co zrobiłby w tej sytuacji… czekam na takich coby czekali itp. itd.

    I jeszcze jedno w nawiązaniu do meczu. Chciałbym przeprosić Big Baby Davisa, za określenie go powolnym i nieprzydatnym klocem. Fakt, że dynamiki nie ma, daru do zasłon też nie, no i od ziemi się nie odrywa, ale jednak w tej serii pokazuje, że potrafi dobrze bronić i nieźle przymierzyć z półdystansu.

  16. NiKlaus pisze:

    Big Baby Davis walczy z prawami fizyki, nie wiem czemu ale strasznie go polubiłem. Taki budyń ale ma zapał do walki o każdą piłkę, nie raz „wycierał” parkiet twarzą

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *