Podsumowanie I rundy play off: Washington Wizards 4-0 Toronto Raptors

Przebieg serii:

Lordam: Kluczowe było pierwsze spotkanie wygrane przez Wizards. Gracze z Waszyngtonu roztrwonili kilkanaście punktów przewagi i Raptors doprowadzili do dogrywki. Wydawało się, że już byli w ogródku, że już witali się z gąską i niestety dla nich nie udało się. Wizards zdecydowanie wygrali dogrywkę i odnieśli ważne zwycięstwo. Kolejne spotkania dla podopiecznych Randy’ego Wittmana były łatwiejsze. Cały czar dawnej formy Raptors prysł i nie mieli odpowiedzi na szczelna defensywę Czarodziei. Świetne zawody rozgrywali Bradley Beal, Paul Pierce, John Wall, Otto Porter i nasz Marcin Gortat. Częste ustawienia z Porterem i Piercem na skrzydłach oraz Gortatem na środku zdawały egzamin, a na pewno funkcjonowały lepiej, niż z Nene na pozycji centra. W Raptors zawiedli Kyle Lowry (niewyleczone kontuzje + brak formy), DeMar DeRozan (nie grał jak prawdziwy All Star) oraz chyba trener Dwane Casey, który nie potrafił posadzić Lowry’ego w kluczowych momentach kosztem dobrej gry Vazqueza.

Woy: Wg mnie druga wygrana – kluczem do sukcesu, która kompletnie złamała Raptors. By wygrać serię potrzebowali dwóch wygranych i jeśli w pierwszym meczu mówiliśmy o jakimś niefarcie i słabej skuteczności Toronto , to już drugi mecz położył na deski team Casey’a. 117-106, kompletnie rozbita obrona (co?) Kanadyjczyków, 11 punktów zaliczki po 2 kwarcie oraz wielki szturm gości, w trzeciej odsłonie (z 37 pkt, po której mieli już przewagę 22 oczek!). Dalej , 17 asyst Johna Walla oraz powrót z dalekiej (jakiejś rocznej) podróży Bradley’a Beala. Z drugiej strony fatalny All Star, Kyle Lowry (3/10 i 6 pkt). Brak lidera Raps i świetny atak Wizards przyczyniły się do katastorfy w Toronto.

Kluczowy czynnik wygranej

Lordam: Gra w pomalowanym. Wizards kompletnie zmiażdżyli Raptors na desce, zarówno atakowanej jak i bronionej. Świetnie spisywali się w tym aspekcie Marcin Gortat i Otto Porter. Raptors nie potrafili znaleźć recepty na świetną grę Gortata, wspartą udziałem Nene czy Drew Goodena (dobrze, że gra). Dodatkowo w obronie Wizards wyglądali jak monolit, świetnie bronili akcje pick and roll, a jednocześnie nie zostawiali miejsca na obwodzie. Wydaje się, że prawdziwym kluczem było doświadczenie. Paul Pierce grał niczym prawdziwy The Truth, Marcin Gortat czy Nene rozegrali już trochę spotkań w play-off, a dochodzi jeszcze chociażby Drew Gooden. 

Woy: Oj Lordam, nie bójmy się tego powiedzieć, MARCIN GORTAT. Człowiek #1 ostatnich dwóch spotkań w serii. Jonas Valanciunas (uznawany za największy talent w Europie na swojej pozycji) może się uczyć od Marcina – stawiania zasłon, zaangażowania w grę i zastawiania rywala oraz pomocy w obronie. Oczywiście doświadczenie Marcina, Nene i Paula Pierce’a to również istotna sprawa, ale nas cieszy fakt, że Randy Wittman dostał receptę na kolejne wygrane. Generalnie tylko jedna drużyna wyglądała na prawdziwy zespół.

Zaskoczenie in plus

Lordam: Bradley Beal, który wyraźnie odżył w tych play off i przypominał gracza z ubiegłorocznych gier z Bulls czy Pacers. Przez cały sezon Beal zmagał się z kontuzjami i wahaniami formy, które były następstwem wcześniej występujących urazów. Teraz widać, że BB jest wyraźnie w gazie i w końcu ma pewną rękę, dobrze rozgrywa akcje i przyzwoicie broni. O formę Pierce’a byłem spokojny, ale sposób w jaki manewrował graczami Raptors swoimi pompkami był porażający.

Woy: Bradley Beal, nie ukrywam, mój ulubieniec w stolicy. Snajper z prawdziwego zdarzenia, który w końcu znalazł w magazynku prawdziwą amunicję zamiast „ślepaków”. Jego trafienia i regularność muszą znaleźć się w drugiej rundzie play off, jeśli Wizards marzą o finale konferencji.

Zaskoczenie in minus

Lordam: Obwód Raptors, który wydawał się być największą bronią trenera Casey’a. Niestety ani DeRozan, ani tym bardziej Lowry nie grali dobrze, ten drugi wręcz tragicznie. Tylko w jednym spotkaniu DeMar zagrał na 50% skuteczności, w całej rywalizacji trafił 32 z 80 rzutów. Wydaje się, że Casey nie miał pomysłu na tę rywalizację. W momencie kiedy przestał u działać obwód wszystko prysło. Niestety dla nich Wizards okazali się za mocni. Jestem zdania, że zwycięzców się nie sądzi i dlatego Wizards dla mnie zagrali świetną rundę. Fakt, że mieli kilka przestojów, ale wygranie serii 4-0 naprawdę robi wrażenie.

Woy: Brak iskry , polotu w akcjach Kyle’a Lowry, Terence’a Rossa i DeMara DeRozana. Dwie gwiazdy nie stawiły się w żadnej dobrej formie, jakiej potrzebował ich zespół. Nie wiem też, jakie założenia wdrożył w życie lub co z nich nie wyszło Casey’owi? Osobna sprawa , to kończące się kontrakty większości podkoszowych, którzy mogą / mogli się czuć dalej niepotrzebni w Toronto (spekulacje odnośnie Davida Westa i Taja Gibsona nie posłużyły drużynie). Mogę tylko gdybać, ale osobiście zabrakło mi „gryzienia parkietu” , słynnego zaangażowania w obronę, które wygrywa play offowe serie (czytaj BUCKS). Jeśli brakuje ci pomysłu lub talentu na atak, musisz rzucać się na każdą piłką i walczyć jak lew :-)

Co dalej?

Lordam: Na Wizards czeka ktoś z pary Atlanta Hawks-Brooklyn Nets. Czeka ich na pewno trudna rywalizacja lecz mają szansę zwłaszcza z Brooklyńczykami. Wydaje się, że w Raptors dojdzie do wielu zmian, a jakich? Pewnie dowiemy się tego w off-season.

Woy: Sam wątek Raptors; Masaji Ujiri już planuje przyszłość drużyny i zaczyna od zespołu w D-League. Raps będą mieć zaplecze by ogrywać młodszych zawodników czy próbować innych. Przebudowie ulegnie front court i to nie jest wielka tajemnica. Wydaje się, że Ujiri będzie polował na Davida Westa, Taja Gibsona, a może jeszcze innego silnego skrzydłowego. Warto też zastanowić się czy nie nadszedł czas na wymianę Terence’a Rossa, który nieco dubluje się DeMarem DeRozanem oraz transfer, którego otworzyłby większe minuty dla najlepszego rezerwowego – Lou Williamsa. Jak na razie nic się nie mówi o osobie trenera (zwolnieniu), ale głośno myśląc, jeśli Tom Thibodeau opuściłby Bulls to na miejscu Ujiriego pokusiłby się o ściągnięcie defensywnego Toma do Kanady. Oczywiście zostają takie opcje jak Mark Jackson czy Mike Malone. Raps bardzo obniżyli loty w obronie i defensywa była ich bolączką w drugiej części sezonu. Praktycznie bez niej nie istnieli w serii z Wizards.

lordam

Człowiek orkiestra, pasjonat sportu (sztuki walki, rugby, koszykówka, kulturystyka), hodowca-akwarysta-rugbysta. Absolwent ekonomi, finansista. W NBA nie ma ulubionego zespołu, najbardziej ceni sobie Bulls, Hornets i Bucks, raczej kibic zawodników, niż konkretnych drużyn. Wielki fan Kenyona Martina, Eltona Branda, Jermaine O'Neala, Z-Bo i wielu innych PF-ów starej daty. Redaktor naczelny i właściciel Enbiej.pl

3 komentarze

  1. Wygrany pisze:

    Panie ekspercie Woy,pamietam jak sie rozpaczynal sezon mowilem,ze Dallas pomimo wzmocnien nie zajdzie daleko, natomiast Pan stwierdzil,ze moga dojsc nawet do finalu.Jak widac zycie pokazalo,ze laik jak ja mial racje :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *