Telegram z Enbiej – 31/12/2014 – niesamowita końcówka Spurs, James Harden MVP

Niektórzy wybrali Sylwestra z Dwójką, inni Sylwestra z Polsatem. Ja wybrałem Sylwestra z League Passem. I nie żałuję, bo emocji było tyle, że można by nimi obdarować wszystkie domówki odbywające się w twoim mieście, a i tak nie działo by się na nich więcej. Uciszcie na chwilę po-sylwestrowego kaca i zobaczcie co przygotowała dla nas NBA w swoim sylwestrowym maratonie, na czele ze spotkaniami Suns – Thunder (mecz osobno opisany tutaj) i Pelicans – Spurs.

[13-19] Sacramento Kings 84 – 106 Boston Celtics [11-18]

Kings nawiązali formą do swojego iście królewskiego sezonu 2013/14. 36.8% z gry, 2/15 za trzy, 16 strat, tylko 84 punkty. Rudy Gay był 4/19 z gry i pudłował wszystko, nie mogąc przebić się przez twardą obronę Jeffa Greena i pozostałych Celtów. Sacramento zagrało najgorszy mecz w tym sezonie, strasznie ciężko się ich oglądało. Kings w ogóle nie grali zespołowo, mieli tylko 12 asyst i za dużo gry opierali na swoich liderach, którym w tym meczu zdecydowanie nie szło. Ich ofensywa przypominała atak Pistons z początku sezonu. To był pierwszy popis umiejętności trenerskich Tyrone’a Corbina, który pozostanie trenerem Kings do końca sezonu.

DeMarcus Cousins grał fatalnie, miał tylko 11 punktów i 11 zbiórek, był 5/17 z gry i 4-krotnie tracił piłkę. Nie dostawał się na linię tak jak zwykle, udało mu się to tylko raz (1/2 za 1 punkt). Zmęczyła go twarda obrona podkoszowych Celtics, ale w paru sytuacjach Cousins wciąż potrafił być imponujący, dwukrotnie kończył akcje power dunkami. To jedyne za co go możemy pochwalić, w obronie też był leniwy i nie grał najlepszego meczu po tej stronie parkietu. Jakby tego było mało – został wyrzucony z boiska, pierwszy raz w tym sezonie . Swój pierwszy faul techniczny zgarnął w drugiej kwarcie, a dzieła dopełniło rzucenie Marcusa Smarta na parkiet na nieco ponad 7 minut przed końcem. Nie chciałbym tego gościa spotkać w ciemnej uliczce, nawet jakbym miał jego warunki fizyczne.

Koniecznie musimy też pochwalić kilku Celtów. Evan Turner pokazał co potrafi, wyszedł w pierwszej piątce jako rozgrywający i miał 10 punktów, 6 zbiórek, 11 asyst i 3 przechwyty w 22 minuty gry. Turner grał sporo pick’n’rolli i pick’n’popów z Zellerem i Sullingerem, na co Kings nie mieli odpowiedzi. Sully był w tym spotkaniu świetny z 20 punktami, 11 zbiórkami i 3 blokami. Warto pochwalić też Kelly’ego Olynyka (15 punktów, 4 zbiórki, 3 asysty) i Marcusa Smarta (11 punktów, 6 zbiórek, 2 przechwyty, 3/6 za trzy). Po stronie Kings na pochwały zasłużyli zawsze solidny Darren Collison (14 punktów, 5 asyst), Carl Landry (14 punktów, 5 zbiórek) i Ben McLemore (12 punktów, 5 zbiórek).

[14-19] Miami Heat 95 – 106 Indiana Pacers [12-21]

Rok temu byłby to megahicior, dzisiaj było to starcie dwóch średniaków konferencji wschodniej, czytaj nic ciekawego. Nie było jednak aż tak źle i mieliśmy w tym meczu kilka ciekawych historii. Zajadłości z poprzednich lat nie było, ale było to całkiem wyrównane i przyjemne spotkanie. Danny Granger zagrał przeciwko Pacers po raz pierwszy w karierze – zdobył 14 punktów, zebrał 3 piłki i trafił 2/4 zza łuku w 25 minut.

Heat byli stroną przeważającą w pierwszej połowie spotkania, prowadzili po niej 51-42. Trzecia kwarta już nie poszła po ich myśli. Pacers wygrali ją 36-19, w ostatnich 5 minutach tej ćwiartki ograniczyli rywali do zdobycia 3 punktów. W czwartej kwarcie odjechali rywalom nawet na 14 punktów. Zupełnie zmienili obraz meczu w drugiej połowie i pokazali, że wciąż mają te same atuty co rok temu i ich obrona dalej jest mocna. Z Paulem Georgem byliby na co najmniej szóstym miejscu wschodu.

Ofensywę gospodarzy poprowadzili George Hill (20 punktów) i C.J. Miles (25 punktów, 7 zbiórek, 4 asysty, 5/10 za trzy). Miles biegał jak głupi po zasłonach i znajdował dobre pozycje na obwodzie, tak jak ma to w zwyczaju, a Hill zagrał najlepsze zawody w sezonie, był agresywny i nie bał się atakować kosza, na początku spotkania bardzo efektownie zadunkował. Pomogli solidny Roy Hibbert (10 punktów, 10 zbiórek, 3 asysty), David West (10 punktów, 6 zbiórek, 4 asysty) i C.J. Watson (11 punktów, 4 asysty).

Dobry występ zanotował Chris Bosh, który zdobył 18 punktów i zebrał 8 piłek, był pewny na półdystansie i dystansie. Korzystny dla siebie match up z Rodneyem Stuckeyem wygrał Dwyane Wade, miał 20 punktów i rozdał 7 asyst. Luol Deng miał 15 „oczek”, 11 dołożył Chris Andersen, a 14 Granger. Ciekawie zaprezentował się też Hassan Whiteside, gracz bliżej nieznany, ale na chwilę obecną jedyny nominalny środkowy w składzie Heat – zdobył 6 punktów, zebrał 7 piłek, miał 3 bloki i przechwyt.

[5-29] New York Knicks 78 – 99 Los Angeles Clippers [22-11]

Clippers wygrali, czym przyćmili główne wydarzenie dnia. Andrea Bargnani zagrał po raz pierwszy w tym sezonie, a J.R. Smith powrócił po pauzie trwającej od 9 grudnia! Włoch miał 9 punktów i 4 zbiórki w 19 minut, trafił 4/11 z gry. Smith zdobył 7 „oczek” na skuteczności 3/10 z gry. Czyli było typowo. Zabrakło jednak zagrań nadających się do Shaqtin’ a Fool. Spokojnie, takowe jeszcze się w tym Telegramie pojawią.

Do Shaqtin’ a Fool nadawała się za to cała ofensywa Knicks. Gdyby nie to że mają w składzie Carmelo to pewnie nie przekroczyliby w tym meczu 70 punktów. Melo był dzisiaj przeciętny, trafił 7/18 z gry i zdobył 19 punktów, klasycznie grając swoje izolacje i próbując nimi ciągnąć atak Nowojorczyków. Na mały „plus” był też Cole Aldrich, ze swoimi 8 punktami, 5 zbiórkami i 5 asystami, zdecydowanie pasuje mu gra w trójkątach.

Clippers nawet się specjalnie nie musieli tutaj wysilać, nawet bardzo słaby występ Chrisa Paula nie sprawił żeby w jakimkolwiek momencie meczu czuli zagrożenie. CP3 miał tylko 5 punktów i 8 asyst. W rozgrywaniu świetnie wspomógł go Blake Griffin, który rozrzucał piłki na skrzydła bądź pod kosz z high post i zanotował 11 asyst. Pomagali mu w tym bardzo aktywny w grze po zasłonach J.J. Redick (20 punktów, 4/8 za trzy) oraz odbierający kolejne alley-oopy i dogrania kolegi DeAndre Jordan (14 punktów, 12 zbiórek, 6/6 z gry).

[10-23] Charlotte Hornets 83 – 102 Houston Rockets [22-9]

Hornets już byli w czarnej dziurze przed tym meczem, teraz na miesiąc z gry wypadł ich lider Al Jefferson. Kemba Walker w tym spotkaniu nie był w stanie pociągnąć swojej ekipy, świetnie „męczył” go Pat Beverley. Walker miał tylko 12 punktów i 5 asyst. Kidd-Gilchrist i Henderson dołożyli po 16 „oczek”, ale Hornets rzucali w tym meczu z fatalną skutecznością 38.2% z gry i 3/18 za trzy.

James Harden miał kolejny występ na poziomie MVP. 36 punktów, 7 zbiórek, 6 asyst, 2 przechwyty, blok, 8/11 za trzy. Oddał tylko 4 osobiste! Zwyczajnie ich nie potrzebował. Pociągnął drużynę gdy jej nie szło, jego koledzy rzucali ze skutecznością zaledwie 37.6%. Dwight Howard miał gorszy dzień z 11 punktami i 8 zbiórkami, a pozostali gracze rzucali cegły jak Josh Smith (2/7 z gry i 5 punktów, 4 zbiórki, ale też 3 asysty, 3 bloki i 3 przechwyty w 27 minut).

[17-16] Milwaukee Bucks 96 – 80 Cleveland Cavaliers [18-14]

Cavs wyszli na ten mecz bez LeBrona Jamesa, Kevina Love’a i Shawna Mariona, zaczęli mecz piątką Irving – Dellavedova – Miller – Thompson – Haywood. Kyrie próbował pociągnąć ten wózek, ale tak właściwie to tylko on grał w ofensywie. Cavs rzucali ze skutecznością 34.1% z gry i 8/31 za trzy. Irving zdobył 25 punktów i nie do końca radził sobie z jak zwykle dobrą defensywą Bucks.

Kozły były prowadzone przez Brandona Knighta i jego 26 punktów, 15 dołożył O.J. Mayo, a 14, 8 zbiórek, 5 asyst i 3 bloki Giannis Antetokounmpo. Bucks trafili 11/25 zza łuku i to właśnie dzięki trójkom odjeżdżali rywalom. Obrona Cavs zostawiała im mnóstwo dobrych pozycji do rzutów, a Knight (4/9 za trzy), Mayo (3/6) i Middleton (2/5) z wielką chęcią to wykorzystali.

[16-16] New Orleans Pelicans 93 [OT] 95 San Antonio Spurs [20-14]

Na 13 sekund przed końcem piłkę był remis po 82 i piłkę mieli Pelicans. Tyreke Evans najpierw wymusił zmianę krycia, potem zaatakował kosz, czym ściągnął pomoc Manu Ginobiliego. Rzutu nie trafił, ale niekryty pod koszem pozostał Anthony Davis, który zebrał i wsadził piłkę na 0.7 sekundy przed końcem. Spurs przegrywali dwoma punktami i wzięli czas.

Z boku wznawiał Boris Diaw. Pelicans dobrze kryli i Bobo nie miał do kogo zagrać. Rzucił więc piłkę na wysokość kosza, mając nadzieję że Tim Duncan ją odbije i zdobędzie punkty. Duncan jej nie odbił. Zrobił to Omer Asik. Piłka zatańczyła na obręczy i wpadła do kosza równo z końcową syreną.

W dogrywce też nie zabrakło emocji. Spurs przegrywali 5 punktami na 2:34 przed końcem, ale od tego momentu Manu Ginobili zdobył 7 punktów, fenomenalnie przedostając się pod kosz. Danny Green miał kluczową czapę, Anthony Davis nie dał rady dobić piłki równo z końcową syreną, a Ryan Anderson w ostatniej chwili wygrał nagrodę za najgorsze podanie w 2014 roku.

Anthony Davis znowu zagrał dobre zawody przeciwko Spurs, miał 21 punktów i 12 zbiórek. 15 „oczek” dołożył Evans, tyle samo miał Holiday, ale obaj rzucali ze skutecznością zaledwie 5/18 z gry. Ryan Anderson miał 18 punktów. Przypomniał o sobie Jimmer Fredette, autor 14 „oczek”, grał aż 24 minuty.

Spurs byli prowadzeni przez świetnie penetrującego Manu (26 punktów, 7 zbiórek). Tim Duncan dołożył solidne 16 punktów, 10 zbiórek, 5 asyst i 3 bloki, a pozostali zapewnili dobrą produkcję z ławki. Mimo tego zwycięstwa Spurs wciąż nie wyglądali najlepiej, ich gra zwłaszcza nie kleiła się w pierwszej kwarcie, zdobyli w niej tylko 17 punktów. W całym meczu Ostrogi trafiały ze skutecznością 43.8% z gry. Nadrobili defensywą, ograniczając Pels do 28 punktów w pierwszej połowie i skuteczności 38.2% w meczu.

6 komentarzy

  1. BigAl pisze:

    Gdyby nie ta pechowa dobitka Asika, miałbym maxa…

  2. forfighter pisze:

    „Zabrakło jednak zagrań nadających się do Shaqtin’ a Fool. Spokojnie, takowe jeszcze się w tym Telegramie pojawią.”

    „Zbiórka” Bargnani’ego ;)

  3. viaroos pisze:

    Dzieki tej dobitce Asika mam maxa…

  4. BigAl pisze:

    O farciarzu!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *