Zapowiedź sezonu 2014/15 – Memphis Grizzlies

Jubileuszowy, dwudziesty sezon Grizzlies w NBA nie będzie niczym różnił się od tych poprzednich w historii klubu. Przez wiele lat dołowali w Vancouver, a gdy zaczynali grać lepiej ich największą siłą zawsze była defensywa. Miśki nigdy nie były fun-to-watch i to absolutnie nie zmieni się w przyszłym sezonie. To już nie te czasy, kiedy samo przyjście Vince’a Cartera czyniło drużynę ekscytującą. Przyjście Cartera nie czyni z ciebie też automatycznego kandydata do tytułu. Ale jak ktoś ma napsuć krwi faworytom w konferencji zachodniej to będą to niedostrzegani, schowani na polach kukurydzy stanu Tennessee, Grizzlies, którzy będą doprowadzać rywali do szewskiej pasji swoją defensywą. Grindhouse tylko na to czeka.

Jednak Grit&Grind nie ogranicza się tylko do obrony. Mimo tego, że nie grają najpiękniej dla oka, to jest w tej ekipie coś co do niej przyciąga. Być może to pies Quincy’ego Pondextera posiadający konto na Twitterze. Być może to Tony „The Grindfather” Allen. Być może to pocieszny Z-Bo. Jest w tej drużynie coś takiego, że ciężko jej źle życzyć i posiada ona strasznie sympatyczną otoczkę wokół siebie. Z dwóch obojętnych ci drużyn niemal zawsze wybierzesz Grizzlies. To właśnie ich cały urok.

Poprzedni sezon zakończył się lekkim zawodem i porażką 3-4 w pierwszej rundzie z Thunder. Rywale byli wyłożeni na tacy przy stanie 3-2 dla Miśków, ale imprezę popsuł im Kevin Durant. Tamta seria przypomniała, że Grizzlies są groźnym match-upem dla każdego rywala na Zachodzie w play-offach i nawet po słabszym sezonie regularnym, z kontuzją Marca Gasola w tle, byli w stanie pomęczyć o wiele silniejszych na papierze rywali.

W tym roku powinni być jeszcze groźniejsi i podgryzać swoich rywali jeszcze mocniej. Skład zmienił się w niewielkim stopniu, trzech najważniejszych graczy jest gotowych na lepszy sezon niż przed rokiem, a drużyna jest świetnie zgrana, co ma ogromne znaczenie przy defensywnej sile Grizzlies. Żelazna konsekwencja będzie ich największą siłą w przyszłym sezonie i każdy musi patrzeć na nich z respektem.

OFF-SEASON

Przyszli: Vince Carter (z Dallas Mavericks), Jordan Adams (wybrany w drafcie z #22), Jarnell Stokes (wybrany w drafcie z #35 przez Utah Jazz, później wymieniony za wybór w drugiej rundzie draftu 2016)

Odeszli: Mike Miller (Cleveland Cavaliers), Ed Davis (Los Angeles Lakers), James Johnson (Toronto Raptors)

SKŁAD

Nr Imię i nazwisko Poz. Wiek Wzrost Waga Uczelnia Zarobki
3 Jordan Adams SG 20 196 100 UCLA $1,344,210
9 Tony Allen SG 32 193 97 Oklahoma State $5,000,000
6 Michael Beasley F 25 208 107 Kansas State $915,243
12 Nick Calathes PG 25 198 97 Florida $816,482
15 Vince Carter SG/SF 37 198 100 North Carolina $3,911,981
2 Earl Clark F 26 208 106 Louisville $915,243
11 Mike Conley PG 27 185 84 Ohio State $8,760,000
33 Marc Gasol C 29 216 120 FC Barcelona (Hiszpania) $15,829,688
14 Luke Hancock F 24 198 91 Louisville $507,336
41 Kosta Koufos C 25 213 120 Ohio State $3,000,000
5 Courtney Lee SG 29 196 91 Western Kentucky $5,450,000
30 Jon Leuer PF 25 208 103 Wisconsin $967,500
20 Quincy Pondexter SF 26 198 102 Washington $3,146,068
21 Tayshaun Prince SF 34 206 98 Kentucky $7,707,865
50 Zach Randolph PF 33 206 118 Michigan State $16,500,000
1 Jarnell Stokes F 20 203 118 Tennessee
19 Beno Udrih PG 32 191 95 Marshall

ROTACJA

PG – Mike Conley, Nick Calathes, Beno Udrih

W lidze w której rządzą pick’n’rolle dobry point guard to rzecz od której zaczyna się budowę drużyny. Na Zachodzie mamy prawdziwy gwiazdozbiór rozgrywających – Paul, Curry, Westbrook, Parker, Lillard, Dragic. Od każdego z nich w ofensywie zależy niemal wszystko,a zatrzymanie ich i ich ukochanego pick’n’rolla jest często kluczem do zwycięstwa. Tak się składa, że Grizzlies mają na to drugą najlepszą odpowiedź w lidze i to jest pierwsza rzecz, która czyni ich tak trudnym match-upem dla każdego rywala.

Mike Conley będzie rozgrywał swój ósmy sezon na parkietach NBA i jest gotowy na ponowne bycie najbardziej uciążliwym rywalem dla najlepszych rozgrywających tej ligi. Conley posiada świetny instynkt do przechwytywania piłek i przerywania podań. W poprzednim sezonie Mike notował 1.5 przechwytu na mecz, ale jeszcze rok i dwa lata temu rozgrywający Miśków kradł średnio 2.2 piłek na mecz. Mimo świetnego czytania gry i nieustępliwości Conleya, jego głównym problemem w obronie pozostanie brak atletyzmu i słabsze warunki fizyczne. Rozgrywający są coraz bardziej atletyczni i to wykorzystywał w poprzednich playoffach Russell Westbrook przeciwko Mike’owi. Coraz częściej do krycia takich rozgrywających oddelegowuje się graczy z pozycji 2-3, którzy mają nad nimi przewagę fizyczną (np. Klay Thompson). Dave Joerger raczej stroni od takich rozwiązań i woli zostawia czarną robotę swojemu rozgrywającemu, a ten wywiązuje się ze swoich zadań bardzo dobrze.

Jednak na Conleya powinniśmy baczniej spoglądać po drugiej stronie parkietu. Mike’a czeka kolejny sezon, w którym powinna się zwiększać jego rola w ataku. Conley w poprzednim sezonie notował średnio 87.9 kontaktów z piłką na mecz, dzięki czemu plasował się na 8 miejscu w lidze w tej kategorii. Atak Grizzlies przechodzi coraz bardziej przez niego, a coraz mniej przez Gasola i Randolpha. Rośnie też ilość oddawanych przez rozgrywającego rzutów, a jego Usage Rate wzrósł z 21% w 2012/13 do 24.6% w 2013/14. Jego atutem jest też ogólne usprawnianie ataku m.in. przez coraz skuteczniejszy pick’n’roll. Grizzlies w poprzednim sezonie regularnym byli średnio o 5 punktów lepsi w ofensywie z nim na parkiecie niż gdy siedział na ławce. Może też imponować jego spokój w ataku (tylko 2.1 straty na mecz w poprzednim sezonie) i niemalże brak złych decyzji. Mike to niezwykle pewny punkt, ale na pewno nie go-to-guy i gracz, który pociagnie ofensywę samemu. Dalszy rozwój po atakowanej stronie parkietu Conleya to jeden z powodów dla których warto oglądać Grizzlies.

Za jego plecami mamy dwóch graczy, którzy będą walczyć o pozycję rezerwowego rozgrywającego. Beno Udrih dostaje ją z miejsca na pierwsze 13 spotkań przez trwające zawieszenie Nicka Calathesa. Obaj to przeciętni zawodnicy, grający nierówno, ale Joerger będzie musiał na któregoś z nich postawić i liczyć, że nie powrócą problemy Mike’a Conleya z kostką.

Osobiście postawiłbym na Słoweńca, który z bardzo dobrej strony pokazał się w play-offach i zdobywał 17.2 punktu w przeliczeniu na 36 minut w 7 meczach serii z Thunder. Beno to też lepszy shooter od Calathesa, a tacy gracze będą bardzo potrzebni Grizzlies. Na przestrzeni całego poprzedniego regular season miał skuteczność 45.2% zza łuku, ale nie jest to do końca miarodajna liczba, ponieważ Udrih oddał tych rzutów tylko 42. W poprzednich latach skuteczność Udriha wynosiła 33.3% w 2012/13, 28.8% w 2011/12 i 35.7% w 2010/11. Na korzyść Słoweńca w starciu z Calathesem działa też jego mistrzowskie doświadczenie z czasów San Antonio Spurs (2004-07).

SG – Courtney Lee, Tony Allen, Jordan Adams

Starterem na pozycji rzucającego obrońcy będzie Courtney Lee, dawna nadzieja Orlando Magic wymieniona za Vince’a Cartera, obecnie ważny role-player i gracz do bólu solidny. Po przyjściu do Memphis wyraźnie odżył. Posiada wszystko to co cenią w Tennessee – wysokie Basketball IQ, dobrą obronę, solidny rzut za trzy. Tą ostatnią rzecz będzie musiał odnaleźć spowrotem, po tym jak trafiał zaledwie 34.5% w poprzednim sezonie jako Grizzly.  W trzech sezonach swojej kariery był w stanie rzucać zza łuku ze skutecznością na poziomie 40% i to jest rzecz, której będą od niego wymagać w Memphis. Lee to też solidny obrońca, który dzięki swojemu atletyzmowi może kryć też graczy większych od niego z pozycji nr 3, a także pewnie poradzi sobie biegając po zasłonach za graczami pokroju J.J.’a Redicka.

Kolejny sezon z ławki czeka Tony’ego Allena. Dave Joerger zapewnie chętnie widziałby go w pierwszej piątce, ale sparowanie Allena i Prince’a na pozycjach 2/3 nie jest najlepszym pomysłem. Żaden z tej dwójki nie posiada dobrego rzutu zza łuku i zabijają oni spacing drużyny. Tony w ataku operuje głównie po ścięciach, a za trzy trafiał ze skutecznością zaledwie 23.4% ze średnią 0.9 rzutu na mecz. Więcej Allena powinniśmy oglądać z ławki w duecie z Vincem Carterem na pozycjach 2/3. Joerger będzie też trzymał Tony’ego na ważniejsze mecze, w których do podjęcia będą największe tuzy tej ligi. Kevin Durant nie może się doczekać.

google.com, pub-2915109786295953, DIRECT, f08c47fec0942fa0

Ciekawą postacią będzie też Jordan Adams, rookie z uczelni UCLA. NBADraft.net słusznie porównuje tego gracza do Anthony’ego Morrowa, bowiem też jest solidnym obrońcą i posiada dobry rzut z wyskoku. Do gry w NBA wciąż będzie mu brakować atletyzmu i dlatego w pierwszym sezonie będzie głównie siedział na ławce i uczył się od starszych graczy (w roli mentora mogą wystąpić Carter czy Prince), ewentualnie podzieli los Jamaala Franklina i wyląduje w D-League. To nie będzie jego sezon, ale za kilka lat Adams może stać się wartościowym graczem w tej lidze.

SF – Tayshaun Prince, Vince Carter, Quincy Pondexter

Rotacja na pozycji nr 3 to jedna z największych zagadek w szeregach tegorocznych Grizzlies. Minuty może tam dostawać Tony Allen, ale nie jest to dobre rozwiązanie na dłuższą metę. Vince Carter to gracz, który ma być liderem ławki, a Quincy Pondexter wraca po kontuzji i nie jest pewną opcją do pierwszej piątki. Z braku laku czeka nas zatem oglądanie zaczynającego mecze Tayshauna Prince’a. Pogardliwie nazywany przez polskich fanów Grizzlies „Tejszonem” Prince jest po najgorszym sezonie w karierze (nie licząc debiutanckiego), w którym zdobywał tylko 6 punktów na mecz i trafiał słabe 40.7% z gry i 29% zza łuku, a wskaźnik jego Offensive Win Shares wyniósł -0.2. Tak, minus. To spowodowało zmarginalizowanie jego roli w play-offach oraz ograniczenie minut Tayshauna do średnio 16.1 w post-season na rzecz Mike’a Millera. Prince wciąż pozostaje solidnym obrońcą i jego doświadczenie też się przydaje, ale nikt nie przewiduje jego powrotu do formy w przyszłym sezonie. Przy poszerzeniu się rotacji na pozycjach 2/3 możemy spodziewać się Taya zaczynającego w pierwszej piątce, ale z ilością minut ograniczoną do 15-20, w niektórych match-upach może być eksploatowany bardziej i na to będzie głównie liczył Dave Joerger.

Zmiennikiem Prince’a będzie Vince Carter, który ma stać się liderem ławki rezerwowych i dobrą opcją strzelecką na 25 minut w meczu. Carter przychodzi do drużyny jako naturalne zastępstwo za Mike’a Millera i moim zdaniem jest to upgrade dla zespołu z Memphis. Vince jest bardziej wszechstronny od Millera, gra więcej na koźle podczas gdy Mike był typowym spot-up shooterem. W obronie też Grizzlies niczego nie tracą, a zyskują gracza, który znacznie usprawni ich atak i poprowadzi słabą w poprzednim sezonie ławkę rezerwowych. To już nie te lata kiedy był w stanie zachwycał swoimi wsadami, ale za jego średnią 11.9 punktów na mecz fani Grizzlies daliby sobie w ostatnich rozgrywkach rękę uciąć. 39.4% skuteczności zza łuku to też świetna liczba i pod tym względem Miśki nic nie tracą.

Rotację uzupełni Quincy Pondexter. Przez złamanie stopy opuścił lwią część poprzedniego sezonu, teraz będzie musiał pokazać czym zapracował sobie na 4-letni kontrakt podpisany w 2013 roku. A zapracował sobie byciem dobrą opcją 3&D i ważnym ogniwem w finałach konferencji ze Spurs. Pondexter to spora niewiadoma, bo równie dobrze może nawiązać do tamtej serii z Ostrogami, jak i nie wrócić do siebie po kontuzji. Póki co, dobra opcja na 15 minut w meczu, z czasem może powalczyć o większe minuty i być może zastąpić Prince’a w pierwszej piątce. W pierwszym meczu pre-season Dave Joerger skorzystał z takiego rozwiązania i to właśnie Pondexter zaczynał mecz z Bucks w pierwszej piątce.

PF – Zach Randolph, Jon Leuer, Jarnell Stokes

Z-Bo jest graczem, którego nikomu nie trzeba przedstawiać. Mimo 33 lat na karku to wciąż bardzo wartościowy gracz i persona szalenie ważna dla ofensywy Grizzlies. W poprzednim sezonie Grizzlies zdobywali o 5.3 punktu więcej na 100 posiadań z Randolphem na parkiecie niż bez niego. Znowu czeka nas sporo gry w izolacjach Z-Bo na jego ulubionym prawym bloku. Randolph pozostając jedną z trzech podstawowych opcji ataku, pozostaje też bardzo dobrym obrońcą i świetnym zbierającym. Randolph jednak starzeje się i już nie jest tak świetnym zbierającym jak choćby rok temu, przez co coraz częściej przegrywa walkę o kontestowane zbiórki i rzadziej oglądamy go dobijającego piłkę pod samą dziurą. Z-Bo staje się coraz bardziej zależny od Marca Gasola i to przy jego obecności jest o wiele bardziej efektywny. Z Hiszpanem na parkiecie skuteczność z gry Randolpha wynosiła w poprzednim sezonie 49.4%, bez Gasola spadała do 43.8%. Co ciekawe, zdecydowanie bardziej odbija się to na Marcu, który ze swoim kolegą na parkiecie trafiał 50.3% swoich rzutów, a bez niego zaledwie 38.7%! Ofensywa Grizzlies z tymi dwoma graczami funkcjonowała lepiej o 6.7 punktów na 100 posiadań niż bez nich. Masakryczne numerki.

Jon Leuer po odejściu Eda Davisa siłą rzeczy musiał wskoczyć na pozycję rezerwowego silnego skrzydłowego. I dobrze, w Memphis aż prosi się o dobrą stretch-four. Leuer wnosi bardzo dobre 46.9% za trzy przy 49 oddanych rzutach w poprzednim sezonie. Jest też pewną opcją na tablicach, zbierał średnio 8.9 piłek w przeliczeniu na 36 minut. Dave Joerger lubi z niego też korzystać na pozycji centra, a i w tej roli Leuer się dobrze sprawdza. Ciekawa opcja na 10-15 minut co mecz.

W tle Randolpha i Leuera o minuty będzie walczył Jarnell Stokes, drugi pierwszoroczniak w składzie Grizzlies. Stokes ma tylko 203cm wzrostu, jest bardzo masywny (118kg), ale jego wielkim atutem jest siła fizyczna i umiejętności gry na tablicach. Jego charakterystyka jest bliźniaczo podobna do charakterystyki Randolpha i w Z-Bo Stokes powinien odnaleźć swojego mentora. W przyszłym sezonie za dużo go nie pooglądamy.

C – Marc Gasol, Kosta Koufos

Marc Gasol wchodzi w swój contract-year i będzie musiał udowodnić, że zasługuje na maksymalną umowę w przyszłe lato. Tak wszechstronny gracz jak Hiszpan nie powinien mieć z tym problemów, a jego celem będą średnie na poziomie 15 punktów, 8 zbiórek i 4 asyst na mecz. W poprzednim sezonie miał nieco problemów ze zdrowiem na czym straciła defensywa, która z drugiej najlepszej w 2013 i tylko 100.3 traconych punktów na 100 posiadań spadła na 7 miejsce z Defensive Ratingiem 104.6. Trzymanie obrony wciąż będzie podstawowym zadaniem Gasola, w ataku jego rola też nie powinna się zmienić. Wciąż będzie miał dużo kontaktów z piłką i będzie ją rozprowadzał grając w post up czy wychodząc na elbow. Jego wszechstronność znacznie odciąża pozostałych kolegów w ofensywie, bo rywale nigdy nie wiedzą czego mogą się spodziewać, a Gasol jest trudnym match-upem dla każdego wysokiego w tej lidze.

Za plecami Hiszpana będzie grał inny Europejczyk, gracz moim zdaniem bardzo niedoceniany, a przy tym bardzo wartościowy. Kosta Koufos zastąpił rok temu wiecznie kontuzjowanego Darrella Arthura, zagrał 80 meczów w sezonie i zrobił linijkę na poziomie 13.7 punktu, 11.2 zbiórki i 1.9 bloku w przeliczeniu na 36 minut. Przy obręczy bronił na poziomie 47.4% (dla porównania Gasol 51.2%). Koufosowi brakuje jednak mobilności, przez co jest co najwyżej średnim obrońcą pick’n’rolla, a także w ataku nie stanowi większego zagrożenia poza polem 3 sekund. Umie walczyć pod dziurą i zbierał 4.3 piłek w ataku PER-36 w poprzednim sezonie. Stawia dobre, twarde zasłony, a i gra w pick’n’rollu nie jest mu obca. Bardzo fajny gracz na 15-20 minut w meczu, będzie dostawał regularne szanse.

TRENER – DAVID JOERGER

Zaledwie czterdziestolatek, wchodzi w drugi sezon w roli głównego szkoleniowca i powinien to być sezon lepszy od poprzedniego. Kontynuuje myśl Lionela Hollinsa i wcale nie wychodzi mu to gorzej od swojego mentora. W debiutanckich rozgrywkach ugrał 50 zwycięstw i był drugim trenerem, któremu udało się to w barwach Grizzlies już w pierwszym pełnym sezonie. Obok Joergera zrobiła to nietuzinkowa i bardzo charakterystyczna postać, trener roku w 1978 i 2004 – Hubie Brown. Przed sezonem podpisał 3-letnie przedłużenie kontraktu. Zachowuje dobrą atmosferę w szatni, umiejętnie rotuje składem, podejmuje dobre decyzje – no i do tego wciąż ma tylko 40 lat. Przyszłość w trenerce i potencjał na jednego z najlepszych coachów na przestrzeni najbliższych lat.

NAJLEPSZY SCENARIUSZ

Grizzlies w pełni korzystają ze swojej fanatycznej hali i wygrywają w niej 30-35 spotkań. Dave Joerger w drugim sezonie wchodzi na wyższy poziom i prowadzi najlepszą defensywę w lidze. Atak opiera się na granicy pierwszej i drugiej dziesiątki, a prowadzący go Mike Conley rozwija się do poziomu All-Star Game. Prowadząca przez Cartera ławka jest w pełni wartościowym uzupełnieniem ataku i nie traci wiele w obronie. Grizzlies zaskakują wszystkich, robią 55-60 zwycięstw w sezonie i kończą go w pierwszej trójce konferencji.

NAJGORSZY SCENARIUSZ

Grizzlies jako drużyna przystosowana typowo do gry w play-offach nawet się do nich nie dostaje. Wszystko przez wyrównany poziom Zachodu i problemy ze zdrowiem któregoś z liderów. Tayshaun Prince robi coś niemożliwego i gra jeszcze gorzej niż rok wcześniej. Defensywa nie wraca do formy z sezonu 2012/13. Robi to jednak ławka, wówczas najgorsza w lidze. Dalsze tarcia w managemencie powodują konflikty w drużynie, a Robert Pera pozbywa się Dave’a Joergera w połowie sezonu. Grizzlies kończą sezon z bilansem około 50% wygranych i nie grają w play-offach.

PATRZĄC REALISTYCZNIE

Zdecydowanie bliżej mi do optymistycznej wersji wydarzeń. Najważniejszą rzeczą jest to, że ten skład praktycznie nie ma dziur (może rezerwowy rozgrywający, ale Beno może szybko usunąć moje wątpliwości). Grizzlies są konsekwentni w budowaniu składu, ich ekipa jest zgrana, a defensywa na luzie powinna wrócić do najlepszej piątki ligi, a może nawet powalczyć o miano numeru „jeden”. Kontuzje będą, nie łudźmy się, ale najważniejsze jest to, że Grizzlies są na to gotowi i w połowie regular season nie muszą przegrywać 60% spotkań gdy Gasol czy Conley będzie kontuzjowany. Będąc bardzo trudnym match-upem dla każdego i drużyną lepiej przygotowaną na regular season niż rok temu powinni poprawić swój wynik i przekroczyć 50 zwycięstw w sezonie. Tercetu Spurs – Thunder – Clippers nie dogonią, ale przy ogromnym ścisku wśród dobrych drużyn na Zachodzie są moim faworytem do skończenia sezonu na 4 miejscu w konferencji. A już w samych play-offach mogą ograć na prawdę każdego.

6 komentarzy

  1. PP pisze:

    O ile dobrze pamiętam to przed rokiem dopiero w ostatnich sekundach meczu z Mavericks zapewnili sobie PO.

  2. lordam pisze:

    Siemanko
    Moim zdaniem Grizzlies załapią się gdzieś na miejscach 6-8. Na 99% do play-off awansują. Pamiętajmy, że poprzednie sezony upłynęły nam pod znakiem kontuzji Allena, Gasola i Z-bo. Dopiero w drugiej części sezonu Miśki goniły całą czołówkę. Obok Dallas jest to zespół, który swoją prawdziwą wartość pokazuje w PO. Szkoda przegranej z Thunder w ostatnim sezonie zwłaszcza, że prowadzili 3:2 i mieli szósty mecz na wyciągnięcie ręki.

  3. Ysight pisze:

    Bardzo dobra zapowiedź!

  4. Maro#32 pisze:

    Coś trochę się komuś pomyliło z tym Vincem Carterem. Vince grał w Kanadzie ale w Toronto.

  5. Adrian89 pisze:

    No bardzo optymistyczny, mi bliżej do scenariusza że znów będą balansować na krawędzi awansu.
    Warriors , Dallas, Portland moim zdaniem będą wyżej. A Pelicans i Rockets no i Memphis to będzie trójka bijąca się o Po.

  6. ab pisze:

    ciekawa analiza, widzę Memphis przed PO na 3-5 pozycji, nie niżej, to przełomowy rok dla Gasola, szeroki, ograny skład, zdolny rookie Jordan Adams a w korytarzach FedEx Forum słychac o ewentualnym handlowaniu Courtney’em Lee a nawet Tony’m Allenem..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *