10 powodów dlaczego Heat zdobędą czwarty tytuł Mistrza

Gdyby nazwę Miami Heat zmienić na Chicago Bulls, a LeBronowi wręczyć koszulkę z numerem 23 oraz Dwyane’owi z # 33 to wydaje mi się ,że na zespole nie ciążyłoby tak wiele negatywnych komentarzy. Również kiedy przenieślibyśmy się w czasie o jakieś 20 lat i tę wielką trójkę wrzucilibyśmy na Wschód by rywalizowała z legendarnymi Bykami to większość z nas obdarzyłaby obecnych Heat większym szacunkiem. Zwłaszcza , kiedy poznalibyśmy ich ze strony twardo broniących i nie pękających przed Pistons lub Knicks. Można nie lubić Miami Heat, można nie sympatyzować z LeBronem Jamesem ani ideą kupowania wielkich gwiazd za ogromne pieniądze, ale trzech poprzednich awansów do finału oraz dwóch z rzędu mistrzowskich tytułów ci Heat nie dostali za darmo…

Przypomnę tylko lato 2010, kiedy niekoronowany Król podjął wyzwanie by stworzyć koszykarskie Galacticos – wraz z dwoma kumplami z kadry USA – na Florydzie. By poprowadzić zespół Dwayne’a Wade’a po drugi ich tytuł w historii. Mimo ,że miałem swoich kilka ‘ale’ (brakowało mi strzelca z dobrą trójką, zadaniowca do roli plastra, czy solidnego podkoszowego ; tych wszystkich – Allena, Battiera, Andersena – mają oni dziś) to i tak w swoim dziewiczym sezonie Wielkiej Trójki dotarli oni do NBA Finals. Prawdopodbnie , gdyby nie kapitalna forma Dirka Nowitzkiego i Jasona Terry’ego, wspartych Jasonem Kiddem i Tysonem Chandlerem, to Heat ograliby każdego innego rywala w NBA Finals 2011.

1/ LeBron James czyli najlepszy koszykarz na świecie

Jeśli spojrzymy na LeBrona , dwukrotnego MVP finałów, to musimy przyznać, iż nie ma po stronie Ostróg równie wszechstronnego gracza oraz zawodnika, który w pojedynkę byłby w stanie rozstrzygnąć losy całej serii. Nawet jeśli Kawhi Leonard będzie starał się ograniczać poczynania przeciwnika do minimum w ataku, to nie należy zapominać , iż James doskonale obługuje podaniami partnerów oraz mocno angażuje się w walkę o zbiórki , zmienia pozycje w grze – począwszy od jedynki i również z powodzeniem może zająć się kryciem Parkera… Ponadto może zejść bliżej kosza i próbować grać na pozycji numer 4, również umiejętnie rozciągając grę, podaniami do kolegów. Kiedy trzeba trafi również zza łuku lub zacznie nabierać rywali na kolejne faule. James to najlepszy gracz ligi od czasów Michaela Jordana, goniący wielką legendę Latającego Byka i zmierzający po trzeci z rzędu tytuł Mistrza NBA. Niestety ani Tony Parker, ani Tim Duncan nie są ani tak wszechstronnymi graczami, ani zawodnikami, którzy w jednej kwarcie byliby w stanie rzucić przeciwnikowi 20 pkt (nie mówiąc o Bucks…). Na starcie, trzeba przyznać ,że James jest faworytem do kolejnego MVP Finals oraz pewnym kandydatem do zdobycia upragnionego three-peat. Czy jest ktoś w stanie go zatrzymać i czy Spurs ustawią tak szczelną obronę by zatrzymać Kinga?

2/ Doświadczona i ograna wielka trójka (nie tylko)

Kiedy mówimy Spurs to mamy na uwadze wiek graczy Gregga Popovicha oraz doświadczenie jego kluczowych graczy. Gdy jednak patrzymy na Heat to zapominamy, że dla większości ich graczy obecność w finale staje się codziennością. James (4), Wade (4) , Bosh (3), Haslem (4), Allen (3), Chalmers (3), Battier (2) i Lewis (2) to regularni uczestnicy dotychczasowych NBA Finals, którzy tworzą nowy rodzaj dynastii w NBA (prywatnie nazywam to zlepkiem gwiazd). Oczywiście największa uwaga jest skupiona na tercecie James-Wade-Bosh, bo to w końcu od jego powstania rozpoczął się sen Miami o ligowej potędze, ale dziś można zaryzykować stwierdzenie, że każdy z tych pozostałych Mistrzów ma równie ważny wpływ na grę i wyniki całej organizacji. Tym razem to właśnie Heat występują czwarty raz z rzędu w finale i walczą większą grupą ludzi z doświadczeniem, aniżeli prezentują Spurs. Coś co wydawało nam się oczywiste przy Spurs, staje się zatem realne przy drużynie z Miami. Niestety Duncan, Ginobili i Parker zasłonili walor doświadczenia Heat. Niewykluczone , że dojrzałość Żaru poznamy bardziej w finałowych momentach kolejnego meczu.

3/ Pozycje 2 i 3

LeBron James i Dwyane Wade kontra Kawhi Leonard oraz Danny Green – te match upy wcale nie wyglądają dobrze dla Spurs (nawet mimo pomocy Manu Ginobiliego czy Borisa Diawa). Z jednej strony mamy zaprawionych w bojach Heat gwiazdorów (Wade ma trzy tytuły i cztery występy w finałach, a James dwa tytułu i trzy występy w finałach) podczas gdy dla Greena i Leonarda to ledwie powrót do NBA Finals i szansa na pierwszy wielki tryumf. Obaj Leonard i Green postrzegani są jako topowi defensorzy Popa podczas gdy Flash i Bron od lat plasują się w czołówce najlepiej broniących graczy na swoich pozycjach. Co jeszcze bardziej cechuje obie gwiazdy z starciu z młodymi wilkami to wyższa regularność w statystykach i powtarzalność występów na wysokim poziomie. Najlepszym dowodem na to jest zeszłoroczna rywalizacja , kiedy Green najpierw trafiał 7 trójek w finale, by ostatni mecz zakończyć w bezbarwny sposób. Jak będzie w tym roku?

Jest jednak najważniejsza cecha jaką nieprędko zyskają (a być może nigdy) młodzi gracze Popovicha to umiejętość przejmowania spotkania w ważnych momentach, krytycznych i przy wyniku na styku. Branie losów meczu na swoje barki. LeBron i Wade potrafią to robić i obaj świetnie się czują w takiej roli. Gdzieś zza ich pleców może wysokoczyć CB-1 a jeśli jego będzie mało to do gry włączy się inna dwójka, Ray Allen. Czy Spurs są w stanie zatrzymać ich wszystkich…

4/ Trener – wierny uczeń Pata Riley’a

Erik Spoelstra , mimo pierwszych nienajlepszych relacji z LeBronem Jamesem , już po pierwszej finałowej przygodzie przeciwko Dallas Mavericks zyskał większe uznanie swoich gwiazd. Spo dość długo pracował nad stylem tej ekipy i nie zamierzał zmierzać w stronę filozofii Mike’a Browna by dawać zawsze piłkę w ręce LeBrona Jamesa. Spoelstra od lat hołodował mocnej defensywie czy naciskowi na ofensywne zapędy rywali.
Przy próbach budowania nowych Heat, Erik szukał solidnego defensora i zarazem dystansowego shootera, który pomógłby poprawić przestrzeń w ataku Heat oraz otwierał więcej możliwości izolacji czy zdobywania punktów z dalekiego dystansu (Mario Chalmers). Dodatkowo wprowadził element rywalizacji między Chalmersem a młodszym Norrisem Colem i trzeba powiedzieć , że obu (a może trzem, bo i trenerowi) na dobre to wyszło. Wcześniej wydawało się, że takim sharp shooterem nękających rywali będzie Mike Miller, ale po pierwszej poważnej kontuzji białego skrzydłowego Heat poszli w kierunku dalszych poszukiwań specjalisty dystansowego. O ile Miller spłacił swój dług w NBA Finals, podczas rywalizacji z Thunder (m.in. gubiąc buta) o tyle najlepszym wyborem, za plecami Flasha, okazał się Ray Allen. Ray Ray od słynnego rzutu z G6 poprzednich finałów stał się jednym z głównych ulubionych graczy fanów Heat. Z kolei za plecy LeBrona Spolestra wdrożył niezastąpionego w obronie i przy skrzydłowych – Shane’a Battiera.
Warto powiedzieć, iż tego typu gracza brakowało Heat w meczach z Mavs, a po zakończeniu kariery przez absolwenta Duke władze Heat mają się starać o znanego na Florydzie z wcześniejszych występów – Shawna Mariona. Idąc dalej, to na czwórce, w końcu, odnalazł nam się cichy bohater serii z Pacers – Rashard Lewis. Koniec końców wyrwany z Denver Chris Andersen, który praktycznie wykonuje to co do niego należy (dirty job) i świetnie dowodzi obroną obok innego weterana – Udonisa Haslema.
Być może ktoś zaryzykuje stwierdzenie, że Pat Riley stworzył swojemu byłemu asystentowi idealne do pracy warunki i sprowadził mu materiał, którego nie można było zmarnować. Osobiście cenię Spoelstrę za wplatanie nowych graczy do gry u boku LeBrona i Flasha oraz dbanie o atmosferę w szatni, bowiem w takiej grupie indywidualności chyba trzeba bardziej się znać na psychologii niż koszykówce  Na szczęście dla całej organizacji Spo to potrafi i nie wchodzi gwiazdom w paradę!

5/ Doskonali zadaniowcy, znający swoje miejsce

Takich wojowników jak Chris Andersen oraz Udonis Haslem to Pat Riley zabrałby do Knicks z lat 90’tych. Na pewno znalazłby też w nich miejsce dla Shane’a Battiera . Praktycznie bez trzech ważnych ogniw w systemie gry Erika Spoelstry nie mielibyśmy płynnie funkcjonującej obrony z tzw. ochroną własnej obręczy. Każdy z nich nie tylko realizuje swoje zadania, ale również nie potrzebuje do funkjonowania w zespole tak wielu minut jak Wade, James i Bosh. Granie w cieniu wielkich nazwisk jest im znane od dawna (Haslem pamięta czasy mistrzowskie z 2006 oraz ekipę z Shaquiem i Zo Mourningiem, Andersen miał podobną rolę w Denver a Battier w Houston). Jeśli trzeba komuś z rywali mocno uprzykrzyć życie, poprzez intensywną obronę i przepychanki to z pewnością każdy fan Heat może liczyć na trzy wyżej wymienione nazwiska. Poza Birdmanem to Haslem i Battier potrafią się odnaleźć w ataku i np. Udonis udanie realizuje swoje rzuty z 4/5 metra a Battier nie omieszka ukąsić rywala celną trójką. Prawdziwi role-players z wysokiej półki przy czym dwóch z nich potrafi jeszcze operować w obronie czy ataku przeciwko niższym i wyższym graczom. (Ach, znów ta uniwersalność Heat!).

6/ Strzelcy wyborowi

Ray Allen, znów Shane Battier, a ponadto Rashard Lewis i Chris Bosh. Do nich spokojnie możemy dołożyć Mario Chalmersa i nagle widzimy ,że coach Spo ma swoich szeregach wielu, zdolnych położyć rywala na rywala, strzelców.. . Szerokie granie w ataku, szybkie krążenie piłki z rąk do rąk oraz znajdowanie pozycji w narożnikach boiska to również efekt ich obecności na parkiecie. Kiedy Dwyane Wade lub LeBron James nie mają dnia lub miejsca do gry (poprzez podwajanie rywala) to bez problemów znajdują któregoś z prezentowanych kolegów, którzy nie omieszkają popisać się celną trójką (najlepszy przykład to 18-punktowy występ Lewisa przeciwko Pacers czyli coś co o mały włos nie przewróciło do końca losów serii z Indianą). Oczywiście największe zagrożenie stanowi Ray Ray, dla którego będą to już 4 finały. Allen walczy o trzeci tytuł mistrzowski i postara się znowu nie zawieść. Teraz spróbujcie znaleźć tylu świetnych strzelców u finałowego przeciwnika Miami…

7/ Koszykówka z błyskawicznymi kontrami i maksymalnym wykorzystaniem indywidualnych możliwości graczy

Najprostsza taktyka w dziejach gry? Tak to wygląda. Szybki powrót do obrony, bez większego ataku na deskę rywala (dlatego są oni ostatni w zbiórkach w lidze). Wysoki pressing w obronie, z naciskiem na głównych kreatorów gry przeciwnika. Momentami pułapki zastawiane na połowie boiska. Pomoc w obronie na najwyższym poziomie, mocna komunikacja od wysokich, świetna obrona akcji pick’n’roll lub pick’n’pop oraz mimo wszystko – bez posiadania wybitnego wysokiego gracza – umiejętne zastawienie kosza, w drodze po zbiórkę przy bronionej tablicy. Następnie przejście z obrony do ataku (najszybszym możliwym sposobem -> piłka do LeBrona lub Flasha) i w razie faulu rywala konstruowanie kolejnej (ponowienia) akcji poprzez szukanie izolacji, pick’n’rolla lub pick’n’drive’a. Jeśli coś z tego nie zafunkcjonuje to szukanie wolnego strzelca na dystansie lub bliżej kosza (w zależności który gracz jest przy piłce) by zdążyć przed czasem. Oczywiście wszystko oparte na sporej liczbie podań.

W grze Heat nie ma wielkiej filozofii (aczkolwiek bez pewnych wykonawców ciężko by było wprowadzić podobną taktykę w życie), a cechują ją – indywidualne możliwości gry liderów oraz znakomicie wykorzystany atletyzm. System 5-0 , czyli piątka grająca na obwodzie i praktycznie żaden zawodnik w polu trzech sekund to koszmar dla niektórych zespołów NBA. W taktyce grania niskim składem zawodnicy wykorzystują swoje walory techniczne i predyspozycje naturalne (jak szybkość i siła) a praktycznie po minięciu pierwszego rywala otwiera się możliwość dalszego grania , przy potencjalnych akcjach dwójkowych (jak pick’n’roll) lub ucieczkach za plecy obrońcy (akcje Wade do Jamesa lub James do Wade’a są znakami firmowymi klubu z Florydy) albo szukanie wolnego strzelca.

8/ Brak presji i sporo czasu na przygotowania

Kiedy patrzymy na Heat to widzimy już mocno doświadczony zespół oraz graczy z gamą występów w NBA Finals. Dziś to zespół jeszcze bardziej doświadczony od Spurs oraz nie mający w kościach takich trudów play offs (serie z Mavs czy Thunder w nogach) jakie spotykali ich finałowi rywale. Spurs to monolit z mocnymi indywidualnościami, ale mniejszymi wirtuozami gry , natomiast Heat to zespół z wybitnymi jednostkami (z których niektórzy przyszli do gry tylko i wyłącznie o tytuł) uwielbiającymi publiczność, emocje oraz imponowanie fanom (niektórzy powiedzą popisywanie się).

Autostrada do finału; to coś co spotkało graczy Spoelstry , bowiem Heat przegrali tylko trzy mecze w całej drodze do finałów przy czym Spurs mieli tych przegranych aż 7. Cztery mecze więcej w kościach Spurs, przy kontuzjowanym Tonym Parkerze, to jakby seria mniej na plecy Heat. Na dziś zespół z Florydy nie ma w składzie gracza borykającego się z kontuzją, a szybko kończone serie z Bobcats oraz Nets pozwalały im na długą regenerację. Na dobrą sprawę po czterech meczach z Pacers też już czuliśmy zbliżające się – wielkimi krokami – na Florydę – NBA Finals 2014. Wydaje się, że ani na Jamesie, ani Wadzie, a tym bardziej nie na Boshu nie ciąży jakieś wielkie słowo – zwane presją – przy obronie Mistrzowskiego tytułu. To raczej przeciwnik musi się martwić jak zatrzymać ofensywną, żarową maszynę i co wymyśleć by wyjechać z Texasu ze stanem 2-0. W każdym innym przypadku i jednej wygranej Heat ta seria może się szybko skończyć.

9/ Trzy mecze pod rząd na własnym parkiecie (była przewaga czy klątwa?)

Coś czego nie wykorzystali Spurs przed rokiem i coś czego nie zrobili Heat w NBA Finals 2011 , nie będziemy oglądać w tych finałach. Wygrać trzech spotkań na swoich śmieciach nie potrafili nawet Chicago Bulls w serii z Utah, czyli wówczas kiedy mieliśmy ostatni podobny przypadek – powtórki finałów poprzedniego roku. Tym razem NBA wprowadziło zmiany i będziemy świadkami drabinki 2-2-1-1-1 (dzięki za uwagę). Po dwóch pierwszych spotkaniach Heat zagrają na własnym parkiecie i będą mogli wyrównać losy serii. Kluczowy może się zatem wydawać mecz numer 5 , grany na wyjeździe w San Antonio…Zatem ważne staje się zwycięstwo w pierwszych dwóch meczach.

10/ Three-peat czyli przejście do historii

Pierwsi od czasów Bulls i Lakers? Bardzo , bardzo możliwe, jeśli tylko nie wydarzy się coś nieprzewidzianego jak kontuzja Wade’a. Heat mają ogromną i niepowtarzalną szansę, która może pozwolić na zatrzymanie całej wielkiej trójki na następne lata we florydzkim klimacie. Tak naprawdę potrójne z rzędu mistrzostwo może otworzyć nowe i historyczne szanse i potencjalne przedłużenie dynastii (4-peat?!). Motywacja wydaje się być pod tym względem spora, bowiem i Wade i James zmagali się we wcześniejszych latach z porównaniami do Jordana oraz samych Bulls. Przed nimi wielka szansa.

Zapraszam do komentarzy (dziękuję za poprzednią dyskusję o Spurs, która dodała nieco punktów do dzisiejszego wpisu).
MIŁEGO OGLĄDANIA od czwartkowej nocy:-)

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

34 komentarze

  1. lolo pisze:

    Woy, nie pierwsi od czasow Bulls, bo Lakers tez mieli 3 pierscienie w latach 2000-2002.
    Szkoda, ze tak dali ciala (przepraszam – LeBron dal ciala) w finalach z Dallas, bo teraz rozmawialibysmy juz o 4-peacie (jak sie na to mowi w ogole? :) )

  2. Archinho91 pisze:

    Punkt 9 do wykreślenia. W tym sezonie formuła finałów została zmieniona z 2-3-2 na 2-2-1-1-1, więc trzech meczy pod rząd u siebie nie zagrają :P

  3. pawelpi pisze:

    „Pierwsi od czasów Bulls?” – Lakersi ’00-’02??

  4. xxx1 pisze:

    D Wade w tym sezonie jest jednym z najlepszych obrońców na swojej pozycji? Nie no proszę…

    • lolo pisze:

      Absolutnie. Jezeli patrzymy na 1-1 defense. Zawsze byl solidny moim zdaniem.

    • wojno pisze:

      kolejny hejter który widząc nazwisko Wade myśli tylko o kolanach. Pooglądaj jak Wade kryje 1:1. Szczególnie on ball defense i nie pierdziel mi tu głupot

  5. xxx1 pisze:

    Zawsze tak, jednak w tym sezonie często po prostu odpuszcza, moze mieć to związek z jego kolanami. Od razu mówię, że nie patrzyłem w statystyki, polegam na eye tescie + pary opinii publicystów, więc mogę się mylić. Jak będę miał więcej czasu, to sprawdzę i ewentualnie zwrócę honor

    • lolo pisze:

      Moj honor nie jest zagrozony, wiec bez obaw, nie trzeba nic zwracac :)
      Porownywanie obrony na podstawie statystyk jest bezcelowe moim zdaniem i wprowadzajace w blad. Jezeli ogladales mecze i masz przeciwne wrazenia – to sie nazywa po prostu inny punkt widzenia. Wade dla mnie, szczegolnie w PO (bo o tym traktuje artykul) broni bardzo solidnie, jest szybki, nie gubi sie przy zmianach, rzadko zostaje za zawodnikiem, a nawet wtedy moze zagrozic blokiem ze wzgledu na swoj, przepraszam za wyrazenie, wyskok jak u malpiszona.

    • Qukel pisze:

      Po twoim poście zajrzałem do statystyk i wśród ogółu obrońców/guardów (zaliczyło m. in. PG i Iggy’ego) grających min. 30 minut sklasyfikowało go na bodajże 18 miejscu wg DefRtg. Jak dla mnie ta statystyka nie oddaje poziomu jego obrony, bo choć nie stoi ona na takie samym poziomie, jak dawniej to jednak lolo ma rację twierdząc, że Wade pozostaje dobrym obrońcą.

    • lolo pisze:

      Dodajmy jeszcze, ze artykul jest o Finalach, a tam Wade bedzie jednym z najlepszych obroncow na swojej pozycji. Sezon regularny zostawmy za nami, bo gra DW3 byla mocno okrojona. Przy jego zdrowiu DW3 wie, ze nie ma co sie spinac w sezonie, skoro dla Heat gra zaczyna sie dopiero w II rundzie PO.

  6. Robak pisze:

    W punkcie „3/ Pozycje 2 i 3” wkradł się błąd… „Z jednej strony mamy zaprawionych w bojach gwiazdorów (Wade ma trzy tytuły i cztery występy w finałach, a James dwa tytułu i trzy występy w finałach)…” James ma CZTERY występy w Finałach… Pamiętajmy o tym z Cavs. I na razie tylko 50% skuteczności w Finals…

    • Woy pisze:

      Nie ma błędu,jeśli porównasz punkt wyżej to zobaczysz,że najpierw piszę o wszystkich czyli ex Cavsach,Celtach i Magikach a potem tylko o Heat.

  7. tomek pisze:

    Ostatni three-peat byl dzielem Lakers w 00-02.

  8. GoSaS pisze:

    Miami musi wygrać, a „staruszkowie” tylko muszą i bardzo chcą, a to duża różnica.

  9. twkarol pisze:

    Skuteczność na dystansie będzie moim zdaniem kluczem do wygrania tego pojedynku. Cały czas uważam jednak, że w porównaniu z zeszłym rokiem Miami straciło pod tym względem na jakości. Brak Millera oraz nie tak skuteczny już Battier to może być spory problem dla Heat. Kolejna kwestia to obniżka formy Chalmersa i brak błysku w poszczególnych spotkaniach (ten gość potrafił w ważnych meczach rzucać powyżej 20 punktów i robić różnice na boisku, dziś tego nie ma). Nie wiemy też na naprawdę w jakiej formie są Heat. Przypuszczam, że jedynym poważnym przeciwnikiem była dla nich Nets i z tego pojedynku wyszli w naprawdę znakomitym stylu Jeżeli chodzi natomiast o przewagi Żarów to skupię się na najwazniejszych. Przede wszystkim zaczęło się „play-off mode” w defensywie. Pamiętam liczne narzekania z mojej strony jaki i redaktorów oraz pozostałych komentujących dotyczące gry obronnej Heat podczas sezonu regularnego. Teraz widzimy inny poziom w tym elemencie. Jest agresja jest typowa twardość w grze i znakomite wyczucie gry przeciwnika. James, Wade, Cole i Chalmers są w stanie pokryć w odpowiedni sposób Spurs na dystansie – co zrekompensuje braki w obronie pod koszem. Poruszę również temat Lebrona. Czy ktoś zauważył, że lider ekipy z Miami rzucał przeciwko Pacers na skuteczności 56%, będąc pilnowanym przez drugiego najlepszego defensora ligii!! Kawhi będzie miał trudne zadanie, a sam nie poszaleje w ataku bo Lebron to nie Durant i w przypadku przejęcia krycia przez lidera Heat zostaną ograniczone dogodne możliwość rzutowe Leonarda. Ciężko wytypować końcowy rezultat tego finału tutaj może być 4:2 dla Heat jak i 4:2 dla Spurs. Zaważy forma i zdrowie Parkera.

  10. GPRbyNBA pisze:

    Była sonda „komu kibicujesz” i po tych 2 artykułach powinna być „kto wygra”.

  11. Thegodnr12 pisze:

    (…)Z jednej strony mamy zaprawionych w bojach Heat gwiazdorów (Wade ma trzy tytuły i cztery występy w finałach, a James dwa tytułu i trzy występy w finałach)(…)
    LBJ był 4 razy 3x heat raz cavs

  12. Thegodnr12 pisze:

    aaa widze koment wyzej sorki… miale pisac priv ale nie ma guzika :>

  13. cynik pisze:

    Myślę, że największą motywacją dla Miami będzie zdobycie właśnie 3 mistrzostwa z rzędu (pkt 10).Myślę, że LBJ jakoś głośno tego nie mówi, ale chciałby być jak MJ. Tylko, że drogi jakimi osiągneli swoje cele są różne. Gdyby Lebron kisił się dalej w Cleveland, to prawdopodobnie wciąż marzyłby o swoim pierwszym mistrzostwie. Ja właśnie dlatego bardziej cenię MJ, bo swoje mistrzostwa zdobył grająć od początku w jednym klubie. Po prostu cenię lojalność

    • wojno pisze:

      Dam Ci ciekawą statystykę może tylko troche oddającą sytuacje, ALE

      Jordan bez Pippena miał w PO bilans 1-9.

      Dla mnie gadanie James-Cleveland jest już nudne, bo co to niby ma znaczyć? Organizacji zmienić nie można? Wade by doszedł do Jamesa do Ohio i też by było gadanie. :]

    • erwin3m pisze:

      A Mo Williams to raczej nie Scottie Pippen, nie ma co porównywać.

  14. Woy pisze:

    Zgadza się Cynik,ale zastanawiam się czy młody Jordan dziś nie zrobiłby tak samo w tej erze NBA? Tak naprawdę miał szczęście trafiając na Jacksona.

  15. Alejanddro pisze:

    Lojalność? Gracze są najemnikami w wojnie o mistrzostwo. Gdyby tego nie zrobił do dzisiaj oglądałby Finals w telewizji.

    • Sasoo pisze:

      Dokładnie. Osobiście lubię i szanuje graczy, ktorzy całą karierę spędzają w jednym klubie, ale nie przesadzałbym z tą lojalnością. Zaden zawodnik nie ma wpływu na to jaka drużyna go wybierze. Ba, zdarzało się, że gracze odmawiali gry dla danej organizacji ( choćby steve francis jakiś czas temu ). Dlatego nie uważam, że gracz musi grac dla klubu całe życie. Ma umowę na iks lat i potem sam decyduje dla kogo chce grać. Proste prawda?

  16. DarekZKA pisze:

    Trzeba przyznać ,ze Miami weszło do tego finału na wielkiem luzie, praktycznie bez wielkich spotkań i emocji. Grali swoje , a rywale wyglądali jak zbity pies. Z cały szacunkiem do Nets i Indiany, ale to nie był godny rywal na ten etap gry. Poza tym Miami zagrało zupełnie inaczej w PO , co nie można bylo powiedzieć o ekipach wyżej. San Antonio miało takie spotkania z Dallas i OKC, być może to będzie kluczowe w tym finale, co by nie pisać zadecydują jak zwykle detale.

  17. bulls2006 pisze:

    wschód jest denny, niech w końcu władze nba zniosą ten podział, który od wielu lat jest przeżytkiem, wpływa na teoretycznie dobre wyniki drużyn, które zwyczajnie na to nie zasługują oraz niską atrakcyjność play offs na wschodzie

  18. Orgil pisze:

    Punkt 2, James też ma 4 występy w finałach NBA. 2007 przeciwko spurs potem 3razy z Miami.

    • Woy pisze:

      jak już odpisywałem jednemu koledze wcześniej, punkt „pozycje 2 i 3” odnosi się tylko do gry w Miami Heat (co zaznaczyłem) w punkcie wyżej, mówiącym o doświadczeniu z finałów odnoszę się do całej kariery wszystkich graczy i występów dla Celtics, Cavs czy Magic poszczególnych graczy.

  19. Tomek R. pisze:

    Cześć, fajny artykuł. Mam kilka odmiennych wniosków niż autor i chciałbym się nimi podzielić. Oto moje spostrzeżenia, mam nadzieję cenne w dyskusji.
    Ad. 1. Le Bron najlepszy na świecie. Ale jednak wygrywa drużyna (rażącym wręcz przykładem była gra Allena Iversona). Niestety w wielu meczach Heat można było zaobserwować rażącą dysproporcję punktową pomiędzy Jamesem i resztą drużyny. Taka dysproporcja nie wróży wygranej przeciwko dobrej drużynie.
    Ad. 3. Osobiście spróbowałbym odwrócić krycie. Wiadomo, że Jamesa nie zatrzyma nawet tak świetny obrońca jak Leonard, więc Leonarda rzuciłbym na Wade’a, który już nie jest taki Flash jak kiedyś, a do Jamesa przykleiłbym Greena, wychodząc z założenia, że Le Bron i tak rzuci ponad 30 punktów, ale Leonard mocno ograniczy skuteczność Wade’a. Tak kiedyś grały słabe drużyny przeciwko Bulls: odpuszczały Jordana, a skupiały się na reszcie, taktyka wydaje się sensowna, ale wszystko w rękach Popa.
    Ad. 6. Strzelcy wyborowi. W Heat dodałbym jeszcze Jamesa Jonesa. Nawet w „garbage time” ostatniego meczu z Indianą pokazał, że można na niego liczyć. Potrafił wygrać konkurs trójek z Allenem i Piercem w czasach ich największej świetności. Natomiast do grona superstrzelców nie zaliczyłbym Chalmersa. Po drugiej stronie równie dobrzy: Green,Mills, Manu, Belinelli.
    Ad. 7. Kontry wynikają ze strat, głównie w pierwszej linii. Trzeba by naprawdę przycisnąć Parkera, żeby je wyprowadzać. Nie sądzę że będzie ich dużo. A jeśli nie ma kontr, to śmiem twierdzić, że Spurs grają w szybszym tempie niż Heat.
    Ad. 8. Heat faktycznie mogą być bardziej wypoczęci, ale naprawdę mieli słabych rywali na drodze do Finałów, wliczając w to Indianę, rozsypaną pod koniec sezonu i w całych play-offs. Trudni rywale Spurs, zmusili ekipę Popa do wejścia na bardzo wysoki poziom już od pierwszej rundy play-offs. Uważam, że dzięki temu to Spurs są w lepszej sytuacji, bo Heat w tych play-offs jeszcze nie mieli okazji mierzyć się z tak silnym zespołem i nie jest do końca wiadome jak zareagują poszczególni gracze w tak ważnych meczach. Wydaje mi się, że presja jest na takim samym poziomie w obu zespołach. Punkt ósmy nie powinien być jednym z powodów do zwycięstwa Miami.
    Pozdrawiam
    Tomek

    • Qukel pisze:

      Odniosę się do tylko do pierwszego punktu. Jak wiele było to meczów? Osobiście kojarzę w tym momencie jedynie kilka:
      z RS – 2 mecze z Dallas, z Cavs (25 pkt w pierwszej kwarcie) oraz 61 pkt z Bobcats;
      z PO – 49 pkt z Brooklynem
      Zakładam, że pewnie zdarzyło się jeszcze kilka, których nie pamiętam w momencie.
      Ale czy z drugiej strony nie jest to rola lidera, by przejąć mecz i zdominować boxscore swojej drużyny? Opuściłem mniej meczów Heat, niż Wade ( ;) ) i nie zauważyłem nigdy tak rażącej dysproporcji, by mogło to rzutować w znaczący sposób na grę zespołu, który moim zdaniem bardzo dobrze dzieli się i piłką, wykorzystując do tego większość, jeśli nie wszystkich zawodników na boisku.

      ————–

      QUEKEL – ZMIENIMY CI NICK NA FLASH;-) REDKACJA!

  20. mario pisze:

    mnie niezmienne dziwi czemu wszyscy mowia o slabosci przeciwnikow heat jednoczesnie piszac o wymagajacych teamach spursow na drodze do finalow

    1 runda – swietnie broniacy, twardzi Bobcats (fakt ze praktycznie bez Jeffersona co znacznie obnizylo ich wartosc) vs dziadki z mavs , z jednej strony sweep z drugie zmuszenie do 7 meczowej serii

    2 runda – niewygodni nets,jeden z lepszych teamow na wiosne vs mlodziaki z portland dla ktorych przejscie 1 rundy bylo spelnieniem

    3 runda – indiana mimo klopotow wewnatrz zespolu i formy hibberta pozostala swietnym teamem, a oklahoma? 2 wymiarowa ekipa bez trenera i bez lawki

    • Tomek R. pisze:

      Niestety nie mogę się zgodzić z postem Mario. W temacie Bobcats mogę napisać to samo co Mario o Portland. Spełnieniem było dla niech wejście do play-off. Nie pamiętam kiedy ostatni raz w nich grali. Nets to mają niezły skład na papierze. Faktycznie Garnett i Pierce są u schyłku kariery, a jedyny perspektywiczny zawodnik odniósł kontuzję jeszcze zanim się zaczęły play-offs. Nie będę się tu rozwijał porównując Dallas (niedawni mistrzowie NBA) do Charlotte oraz Portland do Nets, ponieważ najlepszym porównaniem jest liczba zwycięstw osiągnięta przez te zespoły w Sezonie Zasadniczym. Indiana ma potencjał, ale czemu trener w ogóle nie wykorzystał np. Turnera, Copelanda. Rok wcześniej wyglądali lepiej w starciu z Miami. Oklahoma ma zawodnika wybitnego, zakładam, że gdyby musiała się zmierzyć z Indianą, to nie dałaby jej większych szans w serii o czterech zwycięstw (w obecnej formie obu ekip).
      Oczywiście nie da się tego sprawdzić, ale plusów po stronie zespołów Wschodu jest zdecydowanie mniej niż po stronie ekip Zachodu.
      Szanuję zdanie odmienne i pozdrawiam
      Tomek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *