Pacers lepsi od Heat w pierwszym meczu finałów wschodu

Indiana Pacers wygrali wczoraj mecz koszykówi z obrońcami tytułu Miami Heat i nie wiem czemu, ale odnoszę wrażenie, że większość to dziwi. Że jak? Że Indiana? Że wygrali? Że z Miami? Przecież oni są słabi. Nic nie grają. Ledwo, ledwo pokonali Hawks. Mieli też słabe spotkania z Wizards, a przecież Heat wygrali łatwo 4-0 Z Bobcats i 4-1 z Nets i w ogóle jak Pacers uda się wygrać jeden mecz w tej serii to będzie dobrze.

Być może to jest właśnie ten jeden mecz, ale patrząc na wczorajszą grę Indiany wydaje mi się, że sprawią Miami jeszcze więcej kłopotów. Przede wszystkim dlatego, że granie przeciwko mistrzom NBA wyzwala w Pacers jakąś dodatkową energię i było to doskonale widać w dwóch ostatnich meczach pomiędzy tymi drużynami w sezonie regularnym. Nawet pomimo tego, że Indiana była w kryzysie to potrafili raz wygrać z Heat, a raz być dla nich przez większość spotkania równorzędnym rywalem.

Wczoraj też odniosłem wrażenie, że zawodnicy Indiany wyszli na boisko po prostu bardziej zmotywowani, jakby im bardziej zależało na tej wygranej. LeBron James miał co prawda swoją przemowę przed pojedynkiem, co pokazywały później kamery ESPN, ale chyba nie dotarła ona do wszystkich zawodników.

Nie słuchał pewnie ten trzeci z Big3 Miami – Chris Bosh, który został gdzieś w szatni i nie wyszedł na boisko, kończąc mecz z tylko 9 punktami z 12 rzutów, pudłując wszystkie 5 prób zza łuku, Heat byli z nim -16 na parkiecie, najgorszy wskaźnik w zespole, a do tego nie radził sobie z Roy’em Hibbertem.

Nie słuchał też Mario Chalmers – 6 oczek z 9 rzutów, -15 z nim na boisku i strasznie głupi faul na C.J. Watsonie w czwartej kwarcie, kiedy popchnął rozgrywającego Pacers w momencie, w którym ten był w powietrzu i wylądował pod stolikiem za linią końcową parkietu.

Z drugiej strony Pacers już od początku byli gorący, uruchamiając pod koszem Hibberta i odgrywając piłki na obwód, gdzie trafili 7 z 8 pierwszych rzutów za trzy. Zza łuku za to kompletnie nie umieli się wstrzelić goście, w całym meczu trafiając tylko 6 z 23 rzutów. Do tego słabo spisywali się w defensywie i pozwolili miejscowym dostać się na linię aż 37 razy, podczas gdy sami oddali tylko 15 rzutów wolnych.

Indiana praktycznie od początku do końca kontrolowała ten mecz, już w pierwszej kwarcie rzucając 30 punktów, co jest ich najlepszym wynikiem w tych play offach. Do tego 55 oczek straconych w pierwszej połowie, to najgorszy wynik Heat w tym post season.

Miejscowi prowadzili od początku do końca spotkania. Po 24 minutach prowadzili już 10 punktami, powiększając to przewagę do 19 oczek w trzeciej kwarcie. Miami próbowało wrócić do gry i obrócić losy tego meczu na przełomie trzeciej i czwartej ćwiartki, gdzie udało im się zdobyć kilka punktów w kontrze, ale nie byli w stanie zbliżyć się na mniej niż 8. Następnie Pacers wyegzekwowali jednak kilka zagrywek i bezpiecznie dowieźli wygraną do końca.

Dla gospodarzy 24 punkty z 13 rzutów, w tym 3 trójki i 7 asyst zanotował Paul George, grając do tego całkiem niezłą obronę na Jamesie. Po 19 oczek dodali David West i Hibbert, zbierając odpowiednio 7 i 9 piłek. 17 punktów,8/12 z gry i 8 asyst zapisał na swoim koncie Lance Stephenosn, George Hill dołożył 15 oczek, z czego 11 rzucił już w pierwszej kwarcie (3/3 zza łuku), a Watson 11.

Dla Heat najwięcej zdobył Dwyane Wade – 27 punktów, 12/18 z gry. 25 oczek z 18 rzutów, 10 zbiórek i 5 asyst zanotował James, ale było mało agresywny i tylko dwa razy dostał się na linię. 14 punktów z 7 rzutów dodał z ławki Chris Andersen, a 12 Ray Allen.

Kolejny mecz we wtorek, ponownie w Indianie i Heat, jeśli chcą go wygrać muszą wejść na wyższy poziom w ofensywie i przede wszystkim w defensywie. Jeśli tego nie zrobią to wrócą na Florydę, przegrywając 0-2.

Miami Heat – Indiana Pacers 96:107 (24:30, 21:25, 25:28, 26:24)

Liderzy zespołów:

Punkty: Wade 27 – George 24

Zbiórki: James 10 – Hibbert 9

Asysty: James, Chalmers 5 – Stephenson 8

Przechwyty: James 3 – George, Stephenson, Hill, Watson 1

Bloki: Chamlers, Andersen 2 – Hibbert, Hill, Mahinmi 1

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

19 komentarzy

  1. santi pisze:

    Ciesze sie, ze Indiana wygrala, ale tak naprawdę to jest tylko jeden mecz, który o niczym jeszcze nie świadczy. Miami jak zawsze jest mocne i nie mozna ich lekceważyć no i trzeba pamiętać, ze nadal są faworytami. Widać, ze Indiana z meczu na mecz wraca do formy z początku sezonu, graja swietna twarda obrone i wygrywają walke pod koszem. Bosh jest za slabym zawodnikiem, żeby poradzic sobie z Hibbertem a nawet z Westem. I to są największe atuty Indiany w tym pojedynku. Teraz pileczka jest po stronie Miami.

  2. twkarol pisze:

    Defensywa i jeszcze raz defensywa. Nie można pozwolić Pacers na taką swobodę w ataku. Ponad sto punktów w meczu na świetnej skutecznośći (do przerwy mieli ponad 60%) to zasługa fatalnej organizacji gry obronnej mistrzów. Patrząc na poczynania Miami widać że to nie ta sama ekipa co jeszcze rok temu. Oprócz obrony stracili bardzo ważny argument w rywalizacji z najlepszymi – rzuty trzypunktowe. Tylko na dystansie można skutecznie powalczyć z Pacers. Hawks dzięki takiemu stylowi gry prawie odprawili Indianę w pierwszej rundzie. Brak Mike Millera daje o sobie znać. Gdzie się podział Shane Battier potrafiący rzucać 3, 4 trójki w meczu? Chalmers nie miał w tym sezonie praktycznie żadnego przebłysku formy, a pamiętamy jego zeszłoroczne mecze chociażby ze Spurs gdzie robił kolosalną różnicę w ataku i obronie. Bosh powinien już myśleć o nowym klubie, chyba że jakimś cudem przełamie się w tej serii. Miami na swoje szczęście potrafi grać z nożem na gardle. Zapowiada się mega ciekawa rywalizacja.

  3. Mr. Cental pisze:

    Mi ten mecz przypominał ten przegrany z Brooklynem, jak to ujął spokojnie Spoelstra – rywalom wchodziły trójki a nam nie. Inna sprawa to agresja w paint. Wydaje mi się, że Indiana była nabuzowana jak wstrząśnięta pepsi, za to Miami nie chcieli się spocić (poza Wadem). Zero obrony inside, zero outside. Czekam na Haslema w pierwszej piątce i lepszą formę za 3 (wiem, te dwie sprawy się trochę gryzą ;). Uważam, że to był największy „blowout” w tej serii a kolejne mecze będą na styku przy wygranych Heat. Coś jak Bulls – Heat 3 lata temu, od 1:0 do 1:4.

    • Woy pisze:

      Zobacz jak wyglądała obrona Pacers na dystansie, bardzo krótko, blisko rywala. Tylko Battier trafił trójkę z czytej pozycji i bodajże raz wolny był Bosh, kiedy zaliczał kolejne pudło. Kluczem do sukcesu w tej serii , dla Indiany, będzie nie tylko obrona w pomalowanym i zalepienie możliwości wejścia pod kosz, zatrzymanie kontr Heat, ale również zatrzymanie strzelców dystansowych – Allena, Battiera, Lewisa czy Chalmersa. Widać od pierwszego meczu, że taki jest plan Pacers i Vogela.
      Dla mnie Heat wygrają jeśli zaczną lepiej bronić i to jest kluczowe dla losów całej serii. Bardziej można gdybać czy w każdym następnym meczu gracze Vogela będą grali na wysokiej skuteczności a ich atak będzie tak zbalansowany?

  4. GPRbyNBA pisze:

    Bądźmy szczerzy. Indiana grała ponad swoje możliwości/ wróć – ponad swój atak.
    Czy indianie przytrafi się jeszcze jeden mecz z taka dobrą skutecznością?
    Gdy Miami przyciśnie to już nie.
    Trzeba im przyznać że grali bardzo mądrze. Wykorzystywali swój posiadania dobrego centra i starali sie forsować łatwe rzuty z bliskiej odległości. Ciekawy jestem jak wygląda ich wykaz odległości rzutowych.
    aha
    Zwykle przy/o tak małym wsparciu z ławki mówimy że jest głównym winowajcom porażki.

    • Woy pisze:

      nie zgodzę się, dla mnie grali tak jak przez pierwsze trzy miesiące regular season i być może wracają do swojego najlepszego grania.

    • GPRbyNBA pisze:

      za to ja sie zgodze z tobą
      Pacers grali tak jak pierwsze mecze sezonu – oj dawno, dawno temu to było
      „i być może wracają do swojego najlepszego grania” – właśnie! „Być może” :-)
      Jak to ktoś tu wspomniał Indiana odradza się co drugi mecz
      Zapewne coś tam rusza do góry jednak to nie jest jeszcze ustabilizowana forma.
      Za to mają kilka atutów którymi mogą Miami napsuć trochę krwi.

      Aha
      Jako kibic Byków kibicuje oczywiście Indianie.

    • Woy pisze:

      ja napisałem , że w serii z Wizards wrócą do swojego grania i czy nie zagrali dobrej serii poza jednym słabym meczem w Indianie? Oczywiście to tylko pierwszy mecz, ale w sezonie regularnym jak wygrywali z Heat to grali właśnie wysoko na dystansie, by blokować możliwości łatwych trójek Heat. Nie mając w środku zagrożenia dla Hibberta lub Westa to Żarowi będzie bardzo ciężko atakować przeciwko agresywnym Pacers. W dodatku Heat muszą poprawić presję na obrońcach i obwodowych Pacers, by George i Stephenson z Hillem nie grali tak łatwo jak to miało miejsce wczoraj. Nie widać fochów Hibberta, widać powrót do formy Hilla i Stephensona więc wg mnie żarty dawno się skończyły, gdzieś na drugim meczu z Wizards.

    • GPRbyNBA pisze:

      Zgadzam sie z Damianem. Tu chodzi o zmotywowanie. Indiana je ma. A heat? W tym meczu ich trójki to dramat, obrona również słaba. Gdy zepną szyki w obronie to można sie spodziewać Pacers na skuteczności 45-48% a wtedy to już inna gra. Chyba że dadzą tyłka ze zbiórkami.
      Ja mimo że Indiana to wymagający przeciwnik obstawiam 4-2 heat.

  5. Damian pisze:

    Wg mnie najważniejszą kwestią w tej serii jest motywacja, przeciwko Heat gracze Indiany są zmotywowani na 110%, wszystkie konflikty na czas meczu znikają. To samo było w ich ostatnim meczu RS z wszystkimi innymi dostawali bęcki, ale z Heat zagrali twardy mecz. To że grają właśnie z Heat jest dla Pacers błogosławieństwem. Nawet jeśli Lance nienawidzi się z Georgem to w tej serii konflikt na czas serii zostanie zażegnany.

  6. Finley pisze:

    Obrona Wade też była słaba. Stephenson grał jak profesor, bardzo często piłka w jego rękach. Trafiał ważne rzuty, przez większość meczu 80% skuteczność i do tego dorzucił 8 asyst. Tak, to był ten Stephenson za którego warto rzucić 10 mln za sezon…Obrona Heat była dramatycznie słaba, o ile początkowa przewaga to zasługa świetnej skuteczności gry dystansowej, tak w drugiej połowie nic im nie wpadało, a i tak Heat sobie nie radzili. Współpraca West-Hibbert wyglądała rewelacyjnie, a Bosh był niesamowicie ośmieszany…Spodziewałem się twardszych defensyw. Cieszę się, że Pacers wygrali. Zresztą byłem tym jednym z nielicznych, który wskazywał na awans Pacers. Daleko jeszcze do wyrzucenia Heat, ale Indiana może to zrobić. Paul George prowadź po mistrzostwo!

  7. Qukel pisze:

    Wynik odzwierciedla bardziej słabość Miami, niż siłę Indiany, choć niewątpliwie byli o wiele lepszą drużyną i należą się im ogromne brawa za motywację połączoną z umiejętnością utrzymania wyniku.
    Jako fan Heat liczę na ich przebudzenie, bo to nie pierwszy tego typu mecz, gdy gracze z Florydy grają bez motywacji, ze słabą obroną i skutecznością z dystansu, podczas gdy przeciwnik robi co tylko zechce. Wobec tych faktów Game 2 zapowiada się jeszcze bardziej smakowicie.

  8. hades pisze:

    Ja myśle, że lepiej że teraz Heat przegrało zepną się i powinni przejśc Indiane nawet z tymi brakami pod koszem

  9. realista pisze:

    Nie lubię Miami, nawet bardzo nie lubię, ale i tak stawiam, że wygrają 4:2 z Indianą. Choć jeszcze w połowie regular season (przed kryzysem Pacers) stawiałem 4:3 właśnie dla nich, ale teraz jakoś nie dalej mnie nie przekonują.

  10. lordam pisze:

    Fajny mecz.
    Indiana wygrała dzięki dywersyfikacji źródeł punktów.
    Po raz kolejny świetny mecz Westa, jak dla mnie na razie zdecydowany MVP tych PO ze strony Indiany, uwielbiam gościa, IQ boiskowe na wysokim poziomie, umiejętności techniczne, gry w post-up i przodem do kosza również.
    Gra Stephensona poezja, to co najbardziej mi się podoba w nim to gra podobna do Wade’a, on nie musi rzucać 10 trójek w meczu, potrafi poprzez drybling, milisekudny spóźnień u obrońcy znaleźć się w dobrej sytuacji rzutowej. Jest to bardzo cenna umiejętność, tylko nie liczni ją mają. Umiejętność kreacji pozycji rzutowej kolegom + świetna zbiórka i mamy idealnego gościa na 2 przy odpowiednim systemie.

    Bardzo ciekawie wygląda ta para, jeśli West i spółka utrzymają formę szykuje się miła niespodzianka.
    O Georgu nie piszę, bo moim zdaniem graczy tej klasy trzeba oceniać po całej serii.

  11. hades pisze:

    Spokojnie tak Ci wszyscy podjarani wygraną Indiany to pierwszy mecz spokojnie Miami nie ma moze siły pod koszem ale rok temu też nie mieli i wygrali, więc Miami ma najlepszego zawodnika w NBA o tym też trzeba pamiętać, Miami powinna sobie poradzić seria będzie wyrównana bardzo ale ich przejdą

    • lordam pisze:

      Ale kto jest podjarany?
      Ja raczej widzę wielkie tonowanie nastrojów. A fakt przyznania rozegrania przez Indianę świetnego meczu to raczej stwierdzenie faktów, a niżeli gloryfikacja pod niebiosa.

  12. Hogofogo pisze:

    Ja myślę, że przegrana może podziałać na LeBrona jak płachta na byka. Być może Miami po łatwych do tej pory PO nie podeszli do meczu z odpowiednim nastawieniem. Ja bym mimo tego wczorajszego meczu typował 4:2 dla Miami.

  13. Hawk. pisze:

    Indiana bardzo fajnie zaczęła sezon (chyba 13 pierwszych meczów wygranych) to może i udanie zakończy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *