Splitter bohaterem, Spurs już prowadzą z Mavericks

Chyba nawet Rick Carlisle nie spodziewał się, że najgroźniejszą bronią Spurs w tym meczu będzie pick-and-roll z Tiago Splitterem w roli głównej. Brazylijczyk zakończył mecz z 17 punktami, 12 zbiorkami i 5 asystami robiąc wszystko by heroizmy Vince’a Cartera nie zatrzymały jego drużyny.

Drużyna Stan I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
Dallas Mavericks (8) 2 26 23 22 32 103
San Antonio Spurs (1) 3 27 31 21 30 109

Wnioski ze spotkania

  • Spurs w końcu zagrali mecz bez większych załamań formy. Początek meczu mógł sugerować, że miejscowi dość sprawnie rozprawią się z Mavericks (prowadzenie 24-11), ale jeżeli widzieliście więcej spotkań tej serii, to wiedzieliście że walka będzie trwała do ostatniego posiadania. Drużyna Carlisle wkrótce odrobiła straty, ale SAS potrafili od II kw. zbudować bezpieczne, kilkupuntowe prowadzenie które oscylowało do końca meczu w granicach 3-8 oczek. Mimo popisów Cartera gospodarze nie potrafili przełamać Spurs i do Dallas wracają z nożem na gardle.
  • Zespół Popovicha wygrał ten mecz z kilku powodów. Po pierwsze – nikt w Mavericks nie potrafił zatrzymać zagrań pick-and-roll Spurs. Prosta gra miejscowych skutkowała całą masą punktów w pomalowanym (54 przy tylko 28 Mavs). Dobrze podsumowali to komentatorzy – SAS grali by osiągnąć layupy, a Mavericks by rzucać z wyskoku.
  • Po drugie – gości uśpiło to, że utrzymywali bliski dystans rzutami z dystansu. W sumie trafili aż 12 razy (na 28 prób), a prym wiódł w tym niesamowity Vince Carter (10/16 z gry, 7/9 z dystansu, 28 punktów). Klucz w tym, że zaledwie kilka z tych trafień było z czystych pozycji. Wiele natomiast było aktami rozpaczy, które przez trzy kwarty wpadały, by w ostatniej się wykręcać z obręczy (każdemu poza VC).
  • Po trzecie – Spurs w końcu konsekwentnie zatrzymywali pierwszą akcję Mavericks (błędy Popovich od razu karał czasem i „suszarką”). To sprawiło, że gra gości była cały czas rwana i mocno forsowana.
  • Po czwarte – Nowitzki jest najbardziej sfrustrowanym graczem w tej serii. Niemiec praktycznie przy każdym rzucie krzyczy na sędziów, że był faulowany (z czystym sercem mogę powiedzieć, że kilka razy był, ale jednocześnie jako sędzia jeszcze w pierwszej połowie przywaliłbym mu „dachem”). To złość podkręciła go w ostatnich minutach, gdy trafiał jak najęty (14 z 26 punktów), ale sprawiła też że nie był tak efektywny jak nas do tego przyzwyczaił. Inna sprawa to fakt, że nikt nie pilnuje go równie dobrze jak Tiago Splitter. Brazylijczyk ma wzrost, szybkość i doświadczenie, które sprawia że nie wyrywa w powietrze, kontestuje wszystkie rzuty i popełnia mało fauli.
  • Po piąte w końcu – Spurs mają więcej opcji w ataku. Ich gra w ofensywie przypomina sztafetę. Rozpoczął ją Parker (23 punkty), kontynuował Ginobili (19), potem Leonard (15), Splitter (17) i Duncan (16). Tymczasem team z Dallas ma tylko „trzy głowy”. Nowitzki, Ellis i Carter muszą zdobywać po 80 punktów łącznie na mecz (wczoraj 75) by zespół miał szansę na wygranie. To niesamowicie trudne, gdy rywale całkowicie koncentrują się na tym by to uniemożliwić. Zadaniowcy: Marion, Dalembert (podkręcił kostkę w pierwszej kwarcie i walczył by utrzymać się na parkiecie, ale nie był czynnikiem w tym meczu), Calderon (chyba zwłaszcza on) i Harris muszą dać drużynie po prostu więcej.
  • Gregg Popovich miał fantastyczną ripostę na pytanie reporterki odnośnie tego jak zatrzymać Vince’a Cartera. Trener powiedział, że zrobi mu zdjęcie i rozda każdemu w czasie przerwy by wiedzieli kim on jest. Swoją drogą to niesamowite jak Air Canada zmienił swoją grę. Ma 37 lat, a gra z taką pasją i determinacją jakby właśnie wyszedł z uczelni. Jego dyspozycja jest dla mnie jedną z piękniejszych historii tych PO.
  • Komentujący mecz Chris Webber też dorzucił się ładnym cytatem. Po kolejnym fantastycznym podaniu Splittera do ścinającego partnera powiedział: „Big fellas dropping dimes. I’m in haven”
  • Tony Parker spał wczoraj tylko 3 godziny po tym jak przyjął na Świat poród swojego pierworodnego syna. Dodatkowo widać było, że wciąż dokucza mu skręcona kostka. W pierwszej połowie grał chyba jeszcze na czystej adrenalinie bo był zupełnie nie do zatrzymania. Potem wyhamował, ale znów błysnął w jednym z najważniejszych momentów – trafiając swoją drugą trójkę w tej serii – na niecałe 2 minuty do końca i zatrzymując szarżę Mavs.
  • SAS popełnili wczoraj zaledwie 5 (!) strat. To jest efektywność, którą chcę oglądać w ich wykonaniu do końca PO.
  • Na G6 do składu Mavericks powróci Blair. To sprawi, że pojedynek będzie jeszcze bardziej zacięty. Ta seria to nie jest frywolne bieganie od kosza do kosza, jeżeli jednak potraficie docenić geniusz obu trenerów i wyrachowaną koszykówkę doświadczonych drużyn to nie ma dla Was lepszej pary.

Filmowe podsumowanie

Boxscore

Mavericks: Nowitzki 26 (15zb), Marion 6 (5zb), Dalembert 2 (9zb), Calderon 8, Ellis 21 (6ast), a także Wright 4 (5zb), Crowder 0, Harris 8 (5zb), Carter 28

Spurs: Duncan 16 (12zb), Leonard 15 (8zb), Splitter 17 (12zb, 5ast), Parker 23 (5ast), Green 6, a także Bonner 0, Diaw 8 (6ast), Mills 2, Ginobili 19 (5ast), Belinelli 3

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

4 komentarze

  1. tupalnik pisze:

    Spurs po prostu po całym sezonie zasługują na wygranie nie tylko tej serii. Z drugiej strony Dallas gra bardzo efektownie. Życzę Nowitzkiemu i Carterowi aby jeszcze kiedyś zdobyli mistrza ale jeszcze chyba nie teraz

  2. majecha pisze:

    Dodałbym, że Pop ma większe pole do taktycznych manewrów. Dla przykładu taki Diaw moze grać jak Blair – podobny wzrost i masa ale może i sieknąć za trzy i rozdac 6 asyst – jak na nieruchliwego kloca to całkiem nieźle gra. Co mnie zaskakuje to dobra gra Ellisa. Vince jak Vino.

  3. bartol86 pisze:

    Jak dla mnie najciekawsza para mam nadzieje ze spurs ponownie zagra z heat w finale

  4. decos20 pisze:

    Moim zdaniem Mavs już osiągnęli więcej niż pozwalała im suma talentów tego zespołu. Moim zdaniem Ellis nigdy nie był nie jest i nie będzie zawodnikiem na którym można opierać swój zespół. Koleś gra całą serię na 39% z gry i często nie trafia czystych rzutów. Vince dzisiaj miał dzień i mordował zza łuku. Jak na tyle lat koleś jest fantastyczny i mam nadzieję że pogra jeszcze z dwa lata i uda mu się zdobyć mistrzostwo gdyż byłaby to wielka szkoda gdyby tak wielki gracz go nie zdobył. Nie wiem czy to tylko moje spostrzeżenia ale gdy oglądam tą serię mam wrażenie, że Dirk już się powoli kończy jako pierwsza opcja w Dallas. Oczywiście, ze swoimi umiejętnościami mógłby grać i do 50, ale obecna gra Niemca to już bardziej przebłyski dawnej świetności niż regularna postawa. Chciałbym by Cuban poczarował i stworzył zespół na miarę tego z 2011 który jest moim ulubionym, i do dzisiaj lubię odpalić sobie któryś z tych wielkich meczy(Finały Game 2 i końcówka G5 miodzio, czy chociażby mecze z Thunder)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *