Telegram z Enbiej 30/03/14 – dogrywka w Dallas i game-winner Curry’ego, Nets już w play offach

Houston Rockets – Brooklyn Nets 96:105 (24:29, 27:25, 28:29, 17:22)

Pamiętacie jeszcze początek sezonu i to jak prawie wszyscy, jak jeden mąż krytykowaliśmy Nets i ich postawę na parkiecie. To już przeszłość. W tym momencie zespół z Brooklynu to już nie jest ta sama drużyna, a Jason Kidd to nie ten sam trener, który by wygrać uciekał się do chwytów z kubkiem.

Dziś Nets pokonali u siebie Rockets po raz pierwszy od 11 lat, są już niepokonani na własnym parkiecie od 14 spotkań i właśnie awansowali do play offów. Jeszcze na początku sezonu to było nie do pomyślenia, ale usprawnienia, których dokonał Kidd, ale i również słabość Wschodu spowodowały, że koszykarze z Brooklynu znajdą się w post season. Ba, mogą nawet powalczyć o rozstawienie w pierwszej rundzie, ponieważ tracą tylko 1,5 meczu do trzecich Raptors i czwartych Bulls.

Sam mecz przez dwie i pół kwarty był wyrównany. Choć prawie przez cały czas to Nets byli na prowadzeniu, to Rockets osłabieni brakiem Dwighta Howarda trzymali się blisko i nie pozwalali odskoczyć gospodarzom.

Dopiero w końcówce trzeciej i w czwartej Brooklyn zanotował run 14-3 i wyszedł na 11-punktowe prowadzenie, a Houston nie było się w stanie zbliżyć już na mniej niż 8 oczek i było po meczu.

32 punkty z 21 rzutów dla Nets zdobył Joe Johnson, 17 dodał Shaun Livingston, 13 Andray Blatche, 12 Deron Williams, 11 Mason Plumlee, a 10 Mirza Teletovic.

Dla Rockets, którzy trafiali tylko 38,1 proc. z gry najwięcej rzucił James Harden – 26 oczek, 4/10 z gry i 16/16 z linii. Po 16 dołożyli Chandler Parsons i Jeremy Lin, 10 Francisco Garcia, a double-double na poziomie 12 punktów i 23 zbiórek zanotował Omer Asik.

Golden State Warriors – Dallas Mavericks 122:120 (30:21, 23:41, 32:19, 23:27, 14:12)

Dogrywka była potrzebna, by rozstrzygnąć mecze w Dallas. Mavs prowadzili 120:118 po trafieniu za trzy Jose Calderona na 42 sekundy do końca. Następnie swoje pięć minut, a dokładniej 15 sekund miał Jermaine O’Neal. Najpierw doprowadził wsadem do remisu, po tym jak pod koszem znalazł go Draymond Green, a następnie zablokował floater Monty Ellisa, który dałby prowadzenie gospodarzom.

W tej ostatniej akcji nie obyło się bez kontrowersji, bowiem zawodnicy Mavs uważali, że piłka była już w locie opadającym. Sędziowie jednak uznali inaczej i szansę na zapewnienie zwycięstwa Warriors dostał Stephen Curry. Długo kozłował piłkę, będąc krytym przez Calderona, w końcu uwolnił się od niego zszedł na lewą stronę i trafił daleką dwójkę na 0,1 sekudny do końca i Dallas nic już nie był w stanie zrobić.

Curry rzucił w całym meczu 23 punkty i rozdał 10 asyst. 27 zdobył Klay Thompson, 20 O’Neal, 19 z ławki (5 trójek) dołożył Jordan Crawford, a z triple-double na 16 oczek, 8 zbiórek i 7 asyst flirtował Andre Iguodala.

Dzięki tej wygranej Warriors umocnili się na 6 miejsce na Wschodzie, z kolei Mavs spadli na 9 miejsce i tracą pół meczu do Grizzlies i Suns. 33 punkty i 11 zbiórek zanotował Dirk Nowitzki, 27 oczek rzucił Ellis, 14 dodał Brandan Wright, 12 Vince Carter, a 10 Devin Harris.

Portland Trail Blazers – Los Angeles Lakers 124:112 (29:27, 34:34, 28:22, 33:29)

LaMarcus Aldridge wrócił po kontuzji i Blazers są od tego czasu 4-0. Dzięki wygranej nad Lakers i porażce Rockets z Nets, Portland traci już tylko 1,5 meczu do Houston i ma jeszcze szansę na awans na 4 pozycję na Zachodzie i zapewnienie sobie przewagi w pierwszej rundzie play offów.

Jeśli chodzi o sam mecz, to ten w pierwszej połowie był jeszcze wyrównany. W trzeciej kwarcie goście zrobili jednak run 15-7 i wyszli na 14-punktowe prowadzenie, które w ostatnich 12 minutach powiększyli do 23 oczek i było już po meczu.

34 punkty, 10/22 z gry, 5/10 za trzy i 8 asyst zanotował Damian Lillard, 31 oczek i 15 zbiórek miał Aldridge, 10 punktów i 10 zbiórek zapisał na swoim koncie Robin Lopeza, Nicolas Batum dodał 16 oczek, a Wesley Matthews 10.

Dla Lakers najwięcej rzucił Nick Young – 40 punktów z 26 rzutów, 6/13 za trzy, z czego 18 w drugiej kwarcie. 17 oczek dołożył Kent Bazemore, 12 Chris Kaman, a 10 punktów i 10 asyst zanotował Steve Nash w 22 minuty.

 

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

11 komentarzy

  1. amon pisze:

    Oglądanie rzutów z dystansu Lillarda i Curry’ego- czysta rozkosz,wręcz poezja. Ich rzut się różni,ale obaj mają nadgarstki z plasteliny,a nawet z plastiku C4(miękki rzut,eksplozja w siatce objawiająca się przyjemnym mlaśnięciem):d

  2. Mr. Cental pisze:

    Pytanie, o reguły NBA. Czy jak piłka opada do kosza po rzucie i zostaje zablokowana to gra się dalej? Ja rozumiem, że podczas meczu są takie klocki odpuszczane i się ich nie gwiżdze (bo blok ładnie wygląda), ale tym razem to była gruba przesada i dzisiaj Dallas zostało nieźle wydymane. Cóż, taki urok tego sportu.

    • Andrzej pisze:

      W takim wypadku zalicza się punkty tak jak gdyby wpadła do kosza. Sędziowie zazwyczaj to gwiżdżą.

  3. kond pisze:

    powinni usunac ten przepis o spadajacej piłce i poprostu zrobic ze blok to blok. Nie bylo by kontrowersji a gra by była efektowniejsza

  4. kondzio pisze:

    Sytuacja bardzo dyskusyjan ale chyba jednak powinne być punkty dla Ellisa

  5. DarekZKA pisze:

    Jak dla mnie niestety oszukano Dallas, w wielu spotkaniach widziałem jak sędziowe gwizdali takie coś i dopisywali pkt.

    Ciekawy mecz do końca szkoda tylko ,że sędziowie w rolach głównych.

    Mecz ten jeśli chodzi o układ PO bardzo ważny.

  6. Damian pisze:

    usunąć ten przepis??? To Center mógłby stać pod koszem i po prostu wybijać wszystko co leci w stronę kosza.
    Jeśli piłka spadała to wg zasad powinny być punkty,ale nie jestem w 100% przekonany, że spadała.

    Moim zdaniem sędziowie powinni po prostu wziąć czas i przeanalizować sytuację.

  7. Hawk pisze:

    Jakby blokowanie opadającej piłki było dozwolone to nie wiem czy możliwe by było zdobycie punktów w meczu…

  8. 3d pisze:

    Goaltending jak #%^@, parę cm już opadła, ale bez powtórki wideo nie dziwię się, że nie zauważyli. Challenge by się przydał

  9. 123 pisze:

    Piłkę opadającą powinno się gwizdać tylko jeśli odbiła się już od tablicy ,albo wyraźnie widać że spada. Sędzia dobrze zrobił że nie gwizdnął bo gdyby piłka była kilka centymetrów wyżej to i tak O’Neal by ją sięgnął.

  10. amon pisze:

    Same paki by były wtedy. Bzdura,bzdura,jeszcze raz bzdura.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *