Kawaleria zastopowała serię Knicks w MSG!

cleveland_cavaliers_logo-1024x768Bardzo dobre spotkanie obejrzeli wczoraj fani basketu zebrani w Madison Square Garden .Będący na musiku gracze New York Knicks, walczący z każdym meczem o byt w tegorocznych play offs, przegrali z Cleveland Cavaliers 106:100. Tym samym ekipa z Ohio przerwała passę ośmiu meczów bez porażki podopiecznych Mike’a Woodsona. 

Knicks walczą o życie i doskonale sobie z tego zdają sprawę. Przed konfrontacją z Cavs ich szkoleniowiec – Mike Woodson podkreślał, że w obecnej sytuacji nie ma czasu, ani miejsca na porażki.

Ostatnio forma Knickerbockers ewidentnie zwyżkuje, czego namacalnym dowodem było osiem kolejnych wygranych i tym samym odżyła w sercach kibiców nadzieja na udział w rozgrywkach posezonowych.

Swoją passę gospodarze wczorajszej rywalizacji mieli zamiar podtrzymać w starciu z Cleveland Cavaliers, którzy przyjechali do MSG z kontuzjowanym Kyrie Irvingiem.

Początek meczu układał się po myśli kibiców i graczy nowojorskiego teamu.

Po wyrównanym początku podopieczni Woodsona stopniowo powiększali prowadzenie, a to wszystko za sprawą skutecznego Carmelo Anthonyego (kogóż by innego). Lider NYK po dwunastu minutach w rubryce statystycznej miał zapisane 12 pkt. Dzielnie wspierał go także Amare Stoudemire, który w pierwszej części otwierającej mecz kwarty rzucił rywalom 6 oczek.

[youtube=http://youtu.be/8PnF2i2RfuE&w=585]

Po stronie Cavs hasał sobie Dion Waiters, który pod nieobecność Irvinga starał wykreować się na lidera gości. Wychodziło mu to bardzo dobrze, jednak jego zespół zakończył pierwszą ćwiartkę z 7 punktową stratą.

Kolejne kwarta dystans pomiędzy obiema drużynami jeszcze powiększyła. Rezerwowi Cleveland grali dość niemrawo i nieskutecznie, a szczętnie skorzystali z takiego obrotu spraw gospodarze.  Mogła się podobać gra Hardawaya Juniora, a także efektownie prezentującego się J.R Smith. Ten drugi zdobywał punkty trójkami, alley up’ami a także nie tracił głupio piłek (co jest dość istotne w jego przypadku). Warte podkreślenia jest też 8 asyst Raya Feltona w 24 minuty. Fajnie kreował grę Knicksów i widać było, że cała ta maszyneria pracuje tak jak powinna, wręcz przypomniał mi się poprzedni sezon.

Na przerwę gospodarze schodzili z prowadzeniem 64:46, a kibice z Nowego Jorku powoli zacierali ręce na 9 wygraną z rzędu.

Myślał indyk o niedzieli, a tym czasem do roboty wzięli się Kawalerzyści. Po czterech minutach trzeciej odsłony tracili już tylko 6 oczek do oponentów. Seria strat i niecelnych rzutów ze strony ekipy z „Big Apple” szybko zatarła dobre wrażenie z pierwszej połowy.

Waiters, Jack, Deng, – to nie lista kontuzjowanych, a nazwiska graczy, którzy nadawali ton grze ofensywnej przyjezdnych. Zwłaszcza Jarrett Jack okazał się tym kluczowym graczem, który w efekcie końcowym przesądził o wyniku meczu. Jednak gra zespołu z Ohio opierała się na barkach kilku graczy, a Knicks starali się przetrwać oblężenie korzystając z indywidualnych akcji na Melo.

O ile jeszcze w trzeciej ćwiartce zdawało to w miarę egzamin (Knicks prowadzili 84:77), tak ostatnia kwarta zweryfikował już wszystko w okrutny sposób dla gospodarzy.

Kolejne straty koszykarzy w białych trykotach mogły denerwować ich fanów, a zwłaszcza sztab szkoleniowy. Woodson szukał najlepszego zestawienia piątki, ale kolejne przetasowania nie przynosiły oczekiwanego efektu. Pętla zaciskała się na szyjach graczy Knicks z każdym kolejnym posiadaniem piłki przez Cavs. I na 7:30 minuty przed końcem stało się! Po punktach Jacka goście doprowadzili do remisu po 90.

Jakby tego było mało gracze Mike Browna w kolejnych minutach zdobywali coraz większe prowadzenie. W Knicks pudłowali Anthony, Hardaway, a ekipa Kawalerzystów bez skrupułów parła do zwycięstwa.

Katem numer jeden okazał Jarrett Jack. Na niecałe 100 sekund przed końcem zdobył punkty na 102:96. Kiedy rywale odpowiedzieli punktami Smitha i Melo z osobistych i zrobiło się 102:100 ten sam gracz zapewnił victorię swej ekipie rzutem na 24 sekundy przed końcem

Osobiste Dellavedovy tylko dopełniły przeznaczenia i wbiły ostateczny gwóźdź do trumny gospodarzy. Cavaliers wygrywają 106:100 i wywożą bardzo cenne zwycięstwo z MSG!

Bohaterem Cavs okazał się, jak już napisałem wcześniej, Jarrett Jack. Gracz ten zanotował 31 oczek punktując w kluczowych momentach meczu. Do swego dorobku dodał także 10 asyst i pięć zebranych piłek. Bez wątpienia był to zawodnik meczu.

Na pochwałę zasłużył w także Dion Waiters, który konto punktowe Kawalerzystów powiększył o 22 pkt.

W obozie Knicks najskuteczniejszy był oczywiście Anthony. Lider zespołu z Nowego Jorku uzyskał 32 punkty, a także zebrał 8 piłek. J.R Smith dołożył 18 pkt, a Hardaway 12.

O tym jakiej degrengoladzie uległa gra zespołowa Knicks w drugiej połowie niech świadczy fakt, że po przerwie Felton nie zaliczył żadnej asysty, a goście zagrali w drugich 24 minutach na 77% skuteczności z gry, co bynajmniej wrzuca kamyczek do ogródka defensywy NYK.

Mimo porażki nie ma co się jednak załamywać, gdyż trzeba gonić Hawks, jeśli Knickerbockers chcą zagrać w Play offach. Obecnie tracą do Jastrzębi trzy mecze, a czasu i spotkań jeszcze sporo zostało i nie jest to strata nie do odrobienia. Natomiast do czołowej ósemki wejdą jedynie Knicks, których widzieliśmy w pierwszej połowie meczu. Ci z dalszej osłony rywalizacji z Cavs nie mają na to najmniejszych szans.

CLEVELAND CAVALIERS (27-44) – NEW YORK KNICKS (29-41) 106:100

(27:34, 19:27, 31:23, 29:16)

J. Jack 31 pkt, D. Waiters 22 pkt, L. Deng 13 – C. Anthony 32 pkt, J. Smith 18, R. Felton 14 

 

[youtube=http://youtu.be/OzeYpdI85MQ&w=585]

 

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

2 komentarze

  1. manek pisze:

    nie wiem co siedzi w głowach graczy Knicks, ale po tym zwycięstwie nad Pacers wszyscy tam już chyba myśleli, że to drużyna minimum na finał konferencji która na luziku ogra kiepściutkich Sixers i Cavs. Z Philadlphią co prawda się udało bo odjechali na początku Q4, ale ich ławka dała sobie wrzucić 13 pkt w 3 minuty nie trafiając nic, a Woodson czekął nie wiadomo na co z wpuszczeniem starterów. W końcu fartem się udało wygrać, dzięki stracie Sixers. Z Cleveland na drugą połowę wyszli jakby była tylko formalnością i w defensywie grali „na stojąco”, Cavs zaczęli ją od 9/10 z gry, a wszystko rzucali z czystych pozycji i tylko 2 trójki Melo i kilka punktów Feltona pozwoliło Knicksom przetrwać z kilkoma punktami przewagi. Powinni byli spiąć poślady po tym zimnym prysznicu, ale nie – w Q4 było jeszcze gorzej i pozwolili Cavs zacząć ją od 8/8 z gry – masakra. Który to już raz w tym sezonie po kilku lepszych meczach myślą, że teraz to są już super i będą wygrywać grając 1 na 1 w ofensywie i nie wysilając się w obronie. Niech ktoś im przetłumaczy łopatologicznie, że to nie Harlem Globtrotters, czy turniej streetballa, a prawdziwa koszykówka.

  2. RaymondPutTheGunDown pisze:

    Decyzja zeby Jack’a w koncowce kryl Felton (ktory tak na marginesie jest jednym z najgorszych obroncow w Knicks o ile nie najgorszym) po prostu genialna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *