Telegram z Enbiej 6/03/14 – Świetny mecz w Phoenix, mega blowout Lakers

Oklahoma City Thunder – Phoenix Suns 122:128 (41;32, 24:29, 33:40, 24:27)

Suns przegrywali już 16 punktami na niecałe cztery minuty do końca trzeciej kwarty i wydawało się, że zaraz przejmą ten mecz. Wtedy jednak Suns zrobili run 21-2, w czasie którym 14 oczek rzucił Gerald Green i przed ostatnimi 12 minutami to gospodarze prowadzili 3 oczkami. Pojedynek zaczynał się od początku.

Green był zresztą fenomenalny w trzeciej ćwiartce, rzucając w niej 25 punktów, trafiając 7 z 11 rzutów, w tym 6 z 7 zza łuku. Był on fire i nic nie mogło go wtedy zatrzymać. W czwartej kwarcie już nie był tak gorący, ale świetnie za to grali inny zawodnicy Suns – bracia Morris i Goran Dragic, który był clutch w końcówce.

Thunder mieli za to Russella Westbrooka i Kevina Duranta. Pierwszy grał świetnie przez cały mecz i jeśli kiedykolwiek miałeś wątpliwości, że kolejna operacja na kolanie wpłynie na atletyzm Westbrooka to powinieneś się ich wyzbyć. Russell wygląda jakby nigdy w swoim życiu nie poszedł pod nóż. Drugi z kolei trafił dwa ważne rzuty w końcówce, nie pozwalając odskoczyć Phoenix.

Ci jednak za każdym razem odskakiwali na 4 oczka, najpierw po dwójkowej akcji braci Morris, następnie po pull up jumperze Dragica, a chwilę później celnymi wolnymi wynik meczu ustalili Markieff i Marcus.

Green rzucił najwięcej w karierze 41 punktów, trafiając 12 z 22 rzutów, w tym 8/13 trójek. Jego 25 punktów jest drugim najlepszym wynikiem w historii Suns w jednej kwarcie. Najlepszy wynik to 26 oczek Stephona Marbury’ego z meczu przeciwko Spurs, z 26 listopada 2009 roku.

22 punkty, 8/18 z gry, w tym kilka świetnych akcji w crunch time miał Dragic. Markieff Morris rzucił 24 oczka, 8/13 z gry, z kolei Marcus 15 z 7 rzutów, w tym 3 trójki i ta dwójka już do końca kariery powinna grać ze sobą. Chemia jest między nimi niesamowita.

Westbrook flirtował z triple-double na 36 punktów z 22 rzutów, 9 zbiórek i 9 asyst, a Durant zanotował 34 oczka, 12/24 z gry, 3/9 za trzy. 18 punktów z 11 rzutów miał Serge Ibaka, a Caron Butler zanotował 14 oczek, trafiając 4 z 8 prób z dystansu.

[youtube=http://youtu.be/tF9msPraF-Q]

Los Angeles Clippers – Los Angeles Lakers 142:94 (29:27, 44:13, 36:20, 33:34)

Jako kibicowi Lakers moje serce krwawi. Jeszcze w pierwszej kwarcie Jeziorowcy walczyli. Ba, nawet prowadzili 7 punktami i nic nie zapowiadało największej porażki w historii organizacji. Prowadzili 20-13, następnie Clippers zrobili run 14-0 i choć Lakers na zakończenie tej części meczu przegrywali tylko 2 oczkami, tak wtedy przyszła druga kwarta, po której nic już nigdy nie miało być takie same.

Clippers wygrali ją 44-13 i dalej przejechali się po swoich rywalach jak po łysej kobyle, po pierwszej połowie prowadzili 33 punktami, a druga mogłaby się już nie odbywać. W NBA gra się jednak po 48 minut, a nie 24 i po trzeciej ćwiartce przewaga Clippers wynosiła już 49 oczek, by w samej końcówce wzrosnąć jeszcze do 51 punktów. Najwyższe zwycięstwo w historii Clippers i najwyższa porażka w historii Lakers.

Tylko 3 zawodników gości nie skończyło mecz z double figures. Darren Collison rzucił 24 oczka, Blake Griffin 20, Matt Barnes 17, DeAndre Jordan 14, Chris Paul 13, Reggie Bullock 11, po 10 Glen Davis i Danny Granger, po 9 Willie Green i Hedo Turkoglu, a 5 Ryan Hollins.

Dla Lakers 21 punktów zdobył Pau Gasol, 15 powracjący po kontuzji Xavier Henry, a 14 Kent Bazemore. Co jeszcze ciekawe, w tym mega blowoucie wszyscy zawodnicy Jeziorowców byli na minusie, a wszyscy zawodnicy Clippers na plusie.

[youtube=http://youtu.be/NPBStvb-Kh4]

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

2 komentarze

  1. Mr. Cental pisze:

    Czyżby Green MIP? chłopak mnie zadziwia tym, jak fajnie się odnalazł w radosnej koszykówce Suns. Zamiast bycia ogórem w tankującym zespole, stał się 3 opcją w ataku (tudzież drugą) Słońc, którzy skutecznie walczą o PO na silnym zachodzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *