Nagrody na półmetku sezonu cz. 5 – Most Improved Player

To już przedostatnia część naszych nagród na półmetku sezonu. W poniedziałek wybieraliśmy najlepszego debiutanta, we wtorek najlepszego trenera, a środę najlepszego rezerwowego, a wczoraj najlepszego defensora. Dzisiaj przyszła pora wyróżnić któregoś  z graczy za największy postęp.

Największy postęp na półmetku sezonu:

Paweł Kołakowski: Terrence Jones – gość, który w zeszłym sezonie grał w NBDL, w przerwach między sezonami kopał bezdomnych, dziś jest jednym z czołowych graczy Rakiet i potrafi nakaryć czapką samego Dwighta Howarda. Cholernie przypomina mi swą grą młodego Jermaine’a O’Neala. Myślę, że postęp jaki poczynił jest niesamowity i moim zdaniem największy ze wszystkich graczy w NBA. Rozwija się wyśmienicie pod skrzydłami Kevina McHale’a.

Woy: Lance Stephenson – Sir Lancelot zadziwił większość fanów NBA i coraz wszechstronniejszym graniem pracuje na nowy kontrakt. Ma też najwięcej triple-double w NBA – cztery. Za jego plecami Eric Bledsoe.

Marek Miłuński: Z tą nagrodą miałem największy problem, bo kandydatów mam przynajmniej kilku. Z graczy wysokich wielki postęp zrobili Anthony Davis, DeMarcus Cousins i LaMarcus Aldridge. Pierwszy po pierwszym sezonie, w którym spisał się chyba nieco poniżej oczekiwań niesłychanie dojrzał. Imponuje na ofensywnej tablicy i jego gra low-post wygląda przyzwoicie (przecież to dopiero drugi sezon!). DeMarcus Cousins po kilku sezonach stagnacji wreszcie zanotował postęp i gra jak na lidera przystało. Moim zdaniem może być jeszcze większą bestią, ale statsy 22.6 pkt i 11.8 zb są bardziej niż przyzwoite. LaMarcus Aldridge rozgrywa najlepszy sezon na parkietach NBA. Statystyki 24.3 i 11.5 to statystyki kwalifikujące go jako kandydata do MVP sezonu. Z niższych zawodników kandydatem jest Paul George, który stał się prawdziwym liderem Pacers. George stał się zaraz po LeBronie najbardziej wszechstronnym graczem ligi. Ostatecznie wybieram jednak Anthony’ego Davisa.

Qcin:

Łukasz Siemański: Isaiah Thomas. W 2011 wybrany z 60-tym numerem w Drafcie. Teraz wyrasta na gracza, który wraz DeMarcusem Cousinsem może stworzyć drużynę na miarę play-offów już w przyszłym sezonie. Jego średnia punktów skoczyła z 13.9 do 20, asyst z 4 do 6.3, poprawił również swoją skuteczność, zarówno z gry jak i zza łuku. Na pewno musi jeszcze popracować nad defensywą, ale postęp, który zrobił już jest wystarczający na zgarnięcie nagrody MIP w tym sezonie. Na Zachodzie nie jest All-Starem tylko ze względu na bardzo silną konkurencję. Gdyby grał w Konferencji Wschodniej to nominowałbym go jako rezerwowego do Meczu Gwiazd. Przy tym wszystkim Kings na prawdę bardzo dobrze się ogląda i w wielkiej mierze jest to zasługa właśnie Thomasa.

Dawid Ciepliński: Antohny Davis. Rozważałem jeszcze bardzo poważnie kandydatury Lance’a Stephensona i Gorana Dragica, ale ostatecznie zdecydowałem się na wybór zawodnika Pelicans. Davis już w swoim drugim sezonie w karierze wskoczył na poziom All Star i jest jednym z najlepszych podkoszowych w NBA. To jeden z tylko czterech zawodników w lidze, którzy notują średnie na poziome 20 punktów i 10 zbiórek. Poza tym jest liderem w kategorii bloków – 3,3 na mecz i ma szansę stać się pierwszy koszykarzem od sezonu 1999/00, który skończy sezon na poziomie 20/10/3. Wtedy dokonał tego Shaq O’Neal. W porównaniu do poprzedniego sezonu rzuca 6,9 punktów więcej, zbiera 2,2 piłki więcej i blokuje 1,5 rzutu więcej, rzuca z lepszą skutecznością z gry (51,9 proc.) i z linii (76,2 porc.), a do tego ma 5 PER w lidze. Trzeba mu jeszcze czegoś więcej, by zdobyć tę nagrodę?

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

9 komentarzy

  1. majecha pisze:

    Nie przemawia do mnie „nominowanie” Cousinsa, Daviesa i Aldridge’a. Robią wszyscy postępy ale ta nagroda nie jest przeznaczona dla pierwszoplanowych postaci drużyn. Ja uważam, że ta nagroda jest przeznaczona bardziej dla gości „znikąd”, którzy wparowali w sezon jak huragan i robią różnicę na boisku i w cyfrach.

    Ja bym się wahał między Thomasem a Lancem. Patrząc na Thomasa jestem mimo wszystko pod większym wrażeniem, bo musiał wygryźć wyżej notowaną konkurencję (Brooks, Vasquez). Stephenson sporo zawdzięcza kontuzji Grangera ale mimo wszystko chyba jego wolałbym mieć w drużynie. Robi po prostu wszystko i gra jak wariat – w pozytywnym sensie. Ciężki wybór.

  2. Finley pisze:

    Postawiłbym na Geralda Greena. Zawsze miałem go za przeciętnego koszykarza, który potrafi widowiskowo latać nad tablicami i nic po za tym. A tu pod nieobecność Bledsoe zaczął błyszczeć. Świetnie penetruje, dobrze broni i nawet rzut dystansowy ma dobry, dość powiedzieć, że rzuty clutch chyba częściej rzuca niż Dragic…

  3. NBAfan pisze:

    Ja do grona tych graczy dopisałbym Kendalla Marshalla z LAL. Mimo, że Lakers grają mega piach to gość gra równo i solidnie notując średnio ~10pkt ~10ast

    Tak samo jak majecha uważam, że ta nagroda powinna być dla gości „znikąd”, którzy nagle wyskoczyli jak królik z kapelusza więc nominowanie LMA, DMC (którzy oczywiście poczynili duże postępy, ale swój wielki potencjał pokazywali już wcześniej) jest trochę nie na miejscu

    A jeśli już miałbym wskazać ewentualnego MIP to byłby to L. Stephenson. Gość gra w tym sezonie mega. 4 TD (chyba najwięcej w lidze) i świetne wpasowanie się w zespół.

  4. sasoo pisze:

    Terrence Jones lub Lance. Nie dlatego, że jeden jest z mojego ulubionego Houston, a drugi jest pozytywnym świrem, a dlatego, że kompletnie nikt się po nich tego nie spodziewał. Bardziej nawet po TJ, bo Lance rok temu miał pewne osiągnięcia. Resztao których mówicie już rok/lata temu aspirowała do roli gwiazd to, że w końcu wypalili nie powinno być aż takim zaskoczeniem.
    jesli chodzi o poprawe statystyk to Plumlee z Suns bije chyba wszystkich na głowę.

  5. Qcin pisze:

    MIP to najciekawsza z kategorii, bo można reprezentować 2 różne podejścia:

    1) nagradzamy gościa, który był totalnym anonimem i stał się solidnym rolsem ( tutaj wygraliby wspomniani Plumlee czy Jones)

    2)gościa, który był rolsem a stał się graczem okołoallstarowym/allstarowym

    Głowne pytanie- co jest trudniejsze do osiągnięcia? Przeskok z ogóra do rolsa, czy z rolsa do allstara- imo ta druga opcja, stąd Stephenson;)

    • majecha pisze:

      Ja też myślę, że do All-stara jest trudniej przeskoczyć. Solidnych rolsów (nie wybitnych) jest na potęgę w lidze ale nie dostają swoich minut. TJ nie grałby tak dobrze gdyby Asik poszedł przed sezonem za np. Andersona. To jego szansa i daje z siebie wszystko. Nie każdy może wejść na choćby kwartę, nie mówiąc o 25 min. Potencjalnych all-starowych miejsc każda drużyna ma ze 2 lub 3 – tzn tylu max zawodników ma szansę się załapać. Skład to 12-15 graczy. Tak więc ogórów mamy w składzie z 2-3, rollsów z 5, sixman i start5.. tych miejsc z szansą na błysk jest więcej, bo ogóry przeważnie rozgrzewkowe dresy ściągają dopiero przed wyrem po meczu..pokrętna matma ale jeśli nie jesteś Hasheemem Thabitem to solidną pracą dasz radę dojść do statusu rollsa, z rollsa do all-stara wymaga już kropli talentu.

    • Qcin pisze:

      widzę, że „ogóry” się przyjęły :D

      wracam do %, bawcie się dobrze :)

  6. Finley pisze:

    MIP nie wiem czy najciekawsza, ale na pewno budziła zawsze u mnie sporo kontrowersji. W każdym razie podawanie takich nazwisk jak Aldridge czy George uważał za głupotę.

  7. Szuwarek pisze:

    Nie no, Paula Georga jako MIP-a słyszałem przy okazji jakiegoś meczu komentowanego przez ekspertów ESPN, to nie jest wymysł panów z enbiej. Ja osobiście widzę tutaj gracza, którego chyba nikt nie wymienił. Chodzi mi o gracza Raptors, który nazywa się Terrence Ross. Po odejściu Gay’a pokazuje w końcu potencjał. Sypnął te 50+. Bardzo ciekawa postać i run Raptors to w dużej mierze jego zasługa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *