Telegram z Enbiej 9/01/2014 – Game-winner Greena, triple-double Batuma, przerwana seria Warriors

Detroit Pistons – Toronto Raptors 91:112 (25:26, 29:24, 20:34, 17:28)

Raptors kontynuują swoją dobrą grę od czasu transferu Rufy’ego Gay’a i po dwóch porażkach z rzędu (Heat, Pacers) pokonali na własnym parkiecie Detroit Pistons. Było to dla nich 6 zwycięstwo w ostatnich 8 spotkaniach i 8 wygrana z zespołami poniżej 50 proc. zwycięstw, biorąc pod uwagę poprzednich 9 meczów.

Decydującym momentem spotkania była druga połowa. W pierwszych 24 minutach mecz był wyrównany i to goście prowadzili 54-50 przed trzecią kwartą. Jednak po przerwie Raptors szybko odrobili straty, rzucając 8 punktów z rzędu i wyszli na prowadzenie, którego nie oddali już do końca meczu, stale powiększając swoją przewagę.

Przed czwartą ćwiartką prowadzili już 10 punktami, a kiedy Kyle Lowry trochę ponad 4 i pół minuty do końca trafił za trzy, zrobiło się plus 18 i było już po meczu.

MVP meczu: Kyle Lwory. Rozgrywający Toronto rzucił dziś 21 punktów, trafiając 4 z 9 rzutów, w tym 4 z 6 zza łuku. Dostawał się również na linię, skąd trafił wszystkie 9 osobistych i rozdał do tego 9 asyst.

Ceglarze meczu: Amir Johnson i DeMar DeRozan. Obaj nie zdobyli punktów z gry w pierwszej połowie spotkania. Pierwszy nie trafił 7, drugi 9 i obaj przyczynili się do tego, że Raptors w drugiej kwarcie byli tylko 6/23 z gry, a w pierwszych 24 minutach 16/48 z gry. Ostatecznie pierwszy zakończył mecz trafiając 4 z 13 rzutów na 10 punktów, a drugi 3 z 15 rzutów na 19 oczek, wymuszając skutecznie faule i trafiając 13 z 16 rzutów wolnych.

Stat meczu: Skuteczność z gry. Pistons trafiali tylko 39,5 proc. swoich rzutów, podczas gdy Raptors 40,7 proc. Ci drudzy byli jednak skuteczniejsi z dystansu – 11/31 za trzy i przede wszystkim na linii, gdzie drogę do kosza znalazło 31 z ich 34 osobistych, podczas gdy goście trafili tylko 19 z 35 rzutów wolnych (54,3 proc.)

Na plus: Jonas Valanciunas. Center gospodarzy zapisał na swoim koncie double-double na poziomie 16 oczek i 11 zbiorek, a do tego dwukrotnie ośmieszył Andre Drummonda, który w przeciągu minuty dwukrotnie nabrał się na dwie proste pompki i dał się minąć Litwinowi, pozwalając mu na łatwe punkty wsadem.

Na plus: Kentavious Caldwell-Pope, który zaczął mecz od trafienia 6 z pierwszych 7 rzutów na 13 punktów i był jednym z nielicznych jasnych punktów w zespole gości.

http://youtu.be/ZR2wEbfTXUo

Liderzy zespołów:

Punkty: Jennings 22 – Lowry 21

Zbiórki: Drummond 16 – Johnson, Valanciunas 11

Asysty: Jennings 9 – Lowry 9

Przechwyty: Caldwell-Pope 4 – DeRozan 2

Bloki: Smith, Drummond 2 – Johnson 4

—————————————————————————————————————————————————————————-

Golden State Warriors – Brooklyn Nets 98:112 (32:22, 20:37, 24:16, 22:27)

Warriors mieli dziś okazję stać się pierwszą drużyną w historii, która wygrał wszystkie spotkania podczas 7-meczowej serii wyjazdowej. Na ich drodze stanęli jednak koszykarze Nets, którzy złapali ostatnio wiatr w żagle i nawet bez narzekającego na kostki (znowu) Derona Williamsa pokonali w Barclays Center najgorętszą w ostatnim czasie drużynę ligi i odnieśli 4 zwycięstwo z rzędu. To ich najdłuższa taka seria w tym sezonie.

MVP meczu: Joe Johnson. Rzucił dziś 27 punktów, trafiając 8 z 17 rzutów (dwie trójki) i 9 z 11 osobistych. Ktoś mógłby powiedzieć, że MVP spotkania był Stephen Curry i wiele by się nie pomylił, ale „Iso Joe” 10 oczek zdobył w ostatniej czwartej kwarcie, kiedy Nets zapewnili sobie wygraną. Rzucił także 6 z 8 ostatnich punktów gospodarzy. Co prawda wszystkie z linii rzutów wolnych, ale pokazał, że w tym najważniejszym momencie, kiedy trzeba było utrzymać przewagę, ręka mu nie zadrżała i potrafi zapanować nad nerwami.

Na plus: Stephen Curry, który zanotował dziś kolejny dobry występ, rzucając 34 punkty (11/25 z gry, tylko 2/10 za trzy, 10/10 z linii) i rozdając 7 asyst.

Na plus: Kevin Garnett. Może KG nie wygląda jeszcze tak dobrze w tym sezonie, jak choćby w poprzednich rozgrywkach, ale dziś spisał się całkiem przyzwoicie. Rzucił 13 punktów (5/7), z czego 11 w czwartej kwarcie i podobnie jak Johnson nie pomylił się na linii, trafiając dwa osobiste w ostatniej minucie meczu.

Na minus: Postawa Warriors w końcówce. Kiedy Andray Blatche trafił fadeaway’a nad Davidem Lee było po 93. Od tego momentu goście spudłowali 6 kolejnych rzutów z gry, popełnili faul w ataku (Lee) i 2-krotnie stracili piłkę (Iguodala, Curry). W ostatnich dwóch i pół minutach trafili tylko 1 z 7 rzutów z gry.

Buzzer-beater meczu: Mirza Teletovic, który na zakończenie pierwszej połowy trafił za trzy równo z końcową syreną z ok. 10 metrów.

Stat meczu: Nets mają bilans 4-0, kiedy Jason Kidd nie nosi krawata.

http://youtu.be/CdhFzagnE0E

Liderzy zespołów:

Punkty: Curry 34 – Johnson 27

Zbiórki: Bogut 9 – Teletovic 10

Asysty: Curry 7 – Blatche 3

Przechwyty: Curry 3 – Garnett, Livingston 4

Bloki: Bogut 2 – Garnett, Livingston 1

—————————————————————————————————————————————————————————-

Washington Wizards – New Orleans Pelicans 102:96 (28:28, 33:16, 26:22, 15:30)

Wizards prowadzili już 23 punktami na starcie czwartej kwarty i wydawało się, że już do końca będą spokojnie kontrolować przebieg meczu i będziemy mieć blowout. Nic z tego. Cans zanotowali run 21-4 i zmniejszyli straty do tylko 6 oczek po akcji dwa plus jeden Austina Riversa na niecałe trzy minuty do końca meczu.

Przyjezdnym udało się jednak wybronić i wywieźć zwycięstwo, ale już do ostatnich sekund musieli się mocno postarać, by utrzymać kilkopunktową przewagę. Dla Waszyngtonu była to już 6 wygrana w ostatnich 7 spotkaniach na wyjeździe.

MVP meczu: Trevor Ariza. Skrzydłowy rzucił dziś 21 punktów, najwięcej w zespole gości. Trafił 9 z 17 rzutów i kluczową trójkę w czwartej kwarcie z prawego rogu, która zatrzymała run gospodarzy. Zebrał do tego 10 piłek.

Na plus: Duet Eric Gordon – Anthony Davis. Pierwszy rzucił najwięcej dla Cans, bo 23 punkty, trafaiając 9 z 18 rzutów, ale już zero w ostatniej kwarcie. Drugi uzbierał 21 oczek (8/13 z gry), z czego 10 w czwartej ćwiartce, kiedy gospodarze gonili wynik. Ponadto trafił wtedy swoją pierwszą trójkę w karierze.

Na plus: Jan Vesely. Czech rozegrał dziś najlepsze spotkanie w sezonie, notując 12 punktów (6/8 z gry) i 7 zbiórek. Do tego, kiedy był na parkiecie Wizards byli 13 punktów na plusie. Nikt nie miał lepszego wskaźnika plus/minus w drużynie gości niż Vesely.

Na minus: Ławka Cans w pierwszej połowie. 5 graczy rzuciło wtedy tylko 6 punktów, trafiając jedynie 2 z 10 prób i gospodarze po dwóch kwartach przegrywali już 17 oczkami. W drugich 24 minutach było już lepiej – 11 punktów Briana Robertsa, 10 Grega Stiemsmy, ale np. Tyreke Evans zdobył dziś tylko trzy oczka i nie trafił żadnego z 5 rzutów.

Stat meczu: Wizards wygrali dziś walkę na tablicach 46-27 i trafili 47,6 proc. swoich trójek (10/21).

Marcin Gortat: 11 oczek, tylko 3/10 z gry, ale najlepsze spośród wszystkich zawodników 14 zbiórek.

http://youtu.be/AFYi8ArZwU0

Liderzy zespołów:

Punkty: Ariza 21 – Gordn 23

Zbiórki: Gortat 14 – Davis 7

Asysty: Wall 6 – Evans 5

Przechwyty: Gortat, Wall 2 – Holiday 3

Bloki: Gortat 2 – Aminu, Davis 3

—————————————————————————————————————————————————————————-

Phoenix Suns – Minnesota Timberwolves 104:103 (27:23, 26;24, 19;30, 32:26)

Po raz kolejny w tym sezonie Wolves przegrywają mecz w końcówce. Wczoraj w dość wyrównanym meczu (żadna z drużyn nie prowadziła więcej niż 9 punktami) przegrali z Suns i to pomimo tego, że na jeszcze na niecałe dwie minuty do końca meczu po trafieniu jednego z dwóch rzutów wolnych przez Corey’a Brewera prowadzili 6 punktami.

Następnie jedna stratę goście zmniejszyli stratę do tylko 1 oczka. Mieli nawet szansę na wyrównanie, ale Markieff Morris pomylił się na linii. Trener Rick Adelman poprosił o czas, Ricky Rubio wszedł pod kosz, dobiegł do linii końcowej, wyskoczył na aut próbując jeszcze podać do któregoś ze swoich kolegów, ale jego podanie przechwycił Morris i to Phoenix miał szansę na objęcie prowadzenie.

Przerwę na żądanie wziął Jeff Hornacek. Goran Dragic zagrał pick’n’rolla z Channingiem Fryem, zbierał się już do oddania rzutu, ale ostatecznie podał do Morrisa, który następnie oddał ją zbiegającemu do rogu Geraldowi Greenowi, a ten trafił daleką dwójkę z prawego rogu i wyprowadził Suns na jednopunktowe prowadzenie.

Wolves mieli jeszcze szansę na wygranie tego meczu. Kevin Martin uwolnił się od P.J. Tuckera, następnie zbiegł do środka, ale jego rzut okazał się za słaby. Piłka uderzyła w przód obręczy i było po meczu.

Game-winner meczu: Gerald Green.

MVP meczu: Goran Dragic. Słoweniec rzucił dziś 26 punktów, trafiając 9 z 20 rzutów, w tym dwie trójki, rozdał 9 asyst i zebrał 6 piłek.

Na plus: Channing Frye. Był dziś drugim strzelcem Suns, zdobywając 22 punkty i trafiając 5 z 10 rzutów zza łuku. W czterech meczach w styczniu trafia 50 proc. swoich trójek.

Na minus: Kevin Love. Lider Wolves co prawda zapisał na swoim koncie double-double na poziomie 15 oczek i 12 zbiórek, ale trafił tylko 4 z 20 prób z gry, w tym 1/5 za trzy.

Debiuty meczu: Dziś po raz pierwszy na parkiecie mogliśmy zobaczyć Leandro Barbose (Suns) oraz Chase’a Budingera (Wolves). Pierwszy rzucił 3 punkty i rozdał 3 asysty w 13 minut, z kolei drugi zapisał na swoim koncie 6 oczek w 11 minut.

Stat meczu: Wolves mają blians 0-10 w meczach kończących się różnicą nie większą niż 4 oczka.

http://youtu.be/j7ulQTXm7-Y

Liderzy zespołów:

Punkty: Dragic 26 – Martin 20

Zbiórki: Tucker 10 – Love, Pekovic 12

Asysty: Dragic 9 – Rubio 8

Przechwyty: Markieff Morris 2 – Brewer, Pekovic, Budinger 1

Bloki: Frye, Green, Barbosa 1 – Pekovic 2

—————————————————————————————————————————————————————————-

Orlando Magic – Portland Trail Blazers 94:110 (24:24, 27:21, 24:26, 19:39)

Blazers po przegraniu 2 meczów z rzędu (Sixers, Kings) pokonali na własnym parkiecie Orlando Magic, którzy jeszcze w drugiej kwarcie wygrywali 12 punktami, a w trzeciej 9.

O zwycięstwie gospodarzy zadecydowała ostatnia ćwiartka. Na jej początku Portland przegrywali 71-75, jednak szybki run 7-0 wyprowadził ich na 7-punktowe prowadzenie, którego nie oddali już do końca meczu.

W całej czwartej kwarcie rzucili 39 punktów, trafiając 17 z 28 rzutów, a do tego ich defensywa ograniczyła Magic do 19 oczek zdobytych na 35,7 proc. skuteczności i wymusiła 5 start.

MVP meczu: LaMarcus Aldridge. Lider Portland rzucił dziś 36 punktów (16/25 z gry), z czego 21 w pierwszej połowie i zebrał 9 piłek i otrzymywał swój zespół w pierwszej połowie. Magic w zasadzie nie mieli dziś na niego żadnej odpowiedzi i dla Aldridge’a nie miało w ogóle znaczenia kto go krył. Rzucał nad podkoszowymi gości jak chciał i kiedy chciał.

Triple-double meczu: Nicolas Batum, który zanotował dziś staystyki na poziomie 14 oczek, 10 zbiórek i 14 asyst (rekord kariery). To czwarte triple-double Francuza w karierze i drugie w tym sezonie. Batum miał też drugi najlepszy w drużynie wskaźnik plus/minus. Kiedy był na parkiecie Blazer byli plus 19.

Na plus: Dobrą zmianę z ławki dał Mo Williams, który rzucił 12 punktów z 10 rzutów. To jest właśnie ten rodzaj energii, którego brakowało Blazers w poprzednim sezonie.

Na minus: Skuteczność backcourtu Blazers. Wesley Matthews zdobył co prawda 17 punktów, ale trafił tylko 6 z 17 rzutów z gry, z kolei Damian Lillard po najlepszej nocy pod względem strzeleckim w karierze (41 oczek z Kings) dziś uzbierał tylko 11 punktów, trafiając 4 z 12 prób z gry.

Bloki meczu: Victor Oladipo i Nicolas Batum.

Debiut meczu: C.J. McCollum wybiegł dziś po raz pierwszy na parkiet w NBA. Rzucił 4 punkty z 5 rzutów i zebrał 2 piłki w 15 minut.

Stat meczu: Blazers mają najlepszy w lidze bilans (7-2) w drugi dzień spotkań back-to-back.

http://youtu.be/Ie2ax3o1uPs

Liderzy zespołów:

Punkty: Afflalo 22 – Aldridge 36

Zbiórki: Harris 8 – Batum 10

Asysty: Nelson 10 – Batum 14

Przechwyty: Oladipo 2 – Williams 2

Bloki: Harris, Oladipo 1 – Aldridge 3

—————————————————————————————————————————————————————————-

Boston Celtics – Los Angeles Clippers 105:111 (23:32, 32:27, 27:29, 23:23)

Clippers powoli uczą się, jak mają sobie radzić bez Chrisa Paula. Na razie wygrali bez niego dwa z trzech spotkań, z Magic i dziś z Celtics, ale nie był to zbyt wymagające drużyny. Gdy już grali np. z Spurs, czyli czołówką NBA, to przegrali dość zdecydowanie.

Mecz rozstrzygnął się dopiero w ostatniej kwarcie. Clippers po runie 12-2 na początku ostatniej części spotkania prowadzili już 16 punktami, jednak do końca nie mogli być pewni wygranej. Gościom udało się jednak zmniejszyć straty do zaledwie czterech oczek po lay upie Avery’ego Bradleya na 22 sekundy do końca i kiedy Jared Dudley nie trafił dwóch wolnych zrobiło się nerwowo w Staples Center.

Piłkę zebrał Kelly Olynyk i Celtics mieli jeszcze okazję na zmniejszenie przewagi gospodarzy, ale Jerry Bayless spudłował rzut spod kosza i było po meczu. Wynik spotkania celnymi osobistymi ustalił willie Green.

MVP meczu: Blake Griffin. Lider gospodarzy (wobec kontuzji Paula) rzucił dziś 29 punktów, trafiając 9 z 14 prób z gry 11 z 17 rzutów wolnych. Zebrał do tego 6 piłek i co ciekawe był najlepiej asystującym zawodnikiem Clippers. Zanotował 8 kluczowych podań.

Wsad meczu: Dwa słowa. Blake Griffin.

Na plus: Jordan Crawford i Avery Bradley. Bacckourt Celtics zdobył dziś po 24 punkty i gdyby nie ich dobra postawa, to goście nie mieliby w tym meczu za wiele do powiedzenia.

Na minus: Jared Sullinger, który w ciągu dwóch spotkań 3-krotnie popełnił flagrant foul pierwszego stopnia. To już jego piąte tego typu przewinienie w tym sezonie. Jeszcze jedno i czeka go zawieszenie na jeden mecz.

Na minus: Ławka Clippers, która zanotował dziś tylko 12 oczek (3/13 z gry). Dla porównania rezerwowi Celtics rzucili 22 punkty.

Stat meczu: Clippers zanotowali 56 asyst przy 71 rzutach w ostatnich dwóch spotkaniach i tak, od trzech meczy grają bez Chrisa Paula.

Liderzy zespołów:

Punkty: Crawford, Bradley 24 – Griffin 29

Zbiórki: Green 11 – Jordan13

Asysty: Crawford 8 – Griffin 8

Przechwyty: Crawford, Bradley 2 – Dudley 4

Bloki: Bass 1 – Dudley 2

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

1 Odpowiedź

  1. Cosmo111 pisze:

    Cheeks na wylocie, Pistons z meczu na mecz wyglądają coraz gorzej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *