Jarryd Bayless rozstrzelał Słońca

grizzliesOglądając spotkanie pomiędzy Phoenix Suns i Memphis Grizzlies w pewnym momencie przebieg wydarzeń przywołał mi skojarzenie do bajki o Kopciuszku. Pełnym blaskiem świecił wczoraj talent Gorana Dragicia, aż nagle z cienia rywala wyszedł Bayless i swoimi trójkami rozstrzygnął losy meczu. Ot tak baśniowa sceneria zadecydowała o wygranej gości z Memphis 99:91.

Najwyraźniej bardzo pozytywnie wpłynęło na formę Gorana Dragicia uhonorowanie jego trenera, Jeffa Hornacka najlepszym szkoleniowcem grudnia w Konferencji Zachodniej.  Od samego początku meczu Słoweniec był bardzo aktywny i przejawiał niezwykle dużą inicjatywę w grze ofensywnej, co też pobudzało jego partnerów do zmasowanych ataków. Być może wpływ na taki stan rzeczy miał też fakt, że w meczu nie zagrał Eric Bladsoe, któremu doskwiera uraz prawego kolana. Widać było jednak gołym okiem, że urodzony w Ljubljanie zawodnik był niesamowicie zmotywowany w dzisiejszym meczu.

Od pierwszych minuty punktował i podawał, a jego drużyna prezentowała bardzo atrakcyjny basket. Nie oznaczało to jednak, że goście odstawali poziomem od zawodników z Arizony. Wręcz przeciwnie, bardzo dobrze w mecz wszedł Zach Randolph. Środkowy Grizzlies na dobre zdominował walkę na tablicach, a także często punktował. W pierwszej kwarcie otrzymywał także spore wsparcie ze strony Kosty Koufosa (8 pkt z 10 rzucił właśnie w pierwszej odsłonie). Przez cały czas oglądaliśmy bardzo wyrównane zawody i tylko seria 7:0 w końcowych 87 sekundach na korzyść gospodarzy sprawiła, że  podopieczni Hornacka odskoczyli na dystans 4 pkt. Wcześniej niemal cały czas prowadzona była gra kosz za kosz, a mecz był bardzo wyrównany. Jednym słowem mieliśmy strasznie emocjonujące spotkanie.

W drugiej ćwiartce obraz gry lekko uległ zmianie, a to za sprawą bardzo dobrego początku w wykonaniu gości. Na przestrzenie krótkiego czasu (około sześciu minut) ekipa z Memphis zaliczyła dwie serie 10:3 i 8:2, co pozwoliło im zyskać spore prowadzenie.  Końcówka spotkania to bardzo pewna gra w strefie podkoszowej Randopha, który jak na lidera przystało nadawał pewności grze teamu z miasta Elvisa Presleya. Po 24 minutach spotkania podopieczni Dave’a Joergera prowadzili 53-41.

Kolejna zmiana przebiegu wydarzeń na parkiecie US Airways Center miała miejsce w trzeciej kwarcie. Tym razem jednak los okazał się bardziej przychylny gospodarzom, którzy to w szybkim tempie nadrabiali straty. Sygnał do ataku swoimi dwiema trójkami dał Channing Frye. Następnie do formy z pierwszej odsłony powrócił Goran Dragić, który był czołową postacią w ofensywie Słońc. Niezwykle udany okres gry zaliczył w tej kwarcie także P.J Tucker, który powiększył w tym czasie dorobek swego zespołu o 7 oczek. W trzeciej ćwiartce ekipa z Arizony zupełnie zdominowała przeciwników i nie dość, że zniwelowała stratę sprzed przerwy, to jeszcze objęła czteropunktowe prowadzenie 73-69. Przewagę jaką mieli w tym okresie gracze Jeffa Horancka najlepiej obrazuje wynik z samej trzeciej odsłony, w której to Suns byli lepsi w stosunku 32:16.

Kiedy to zniecierpliwieni kibice zebrani w hali zespołu z Phoenix czekali na kontynuację ich wyśmienitej gry z poprzedniej kwarty spotkał ich spory zawód. Ota mało widoczny we wcześniejszych fazach rywalizacji Jarryd Bayless zaczął co chwila kąsać ich drużynę rzutami z dystansu. Niby zaczęło się niewinnie od jednej trójki, po czym ponownie gracze Joergera przenieśli ciężar akcji w ataku pod kosz. Jednak im bliżej było końca, tym akcje Baylessa przybrały na intensywności, a przewaga Grizllies oscylująca w granicach 5-7 pkt niezmiennie się utrzymywała na tablicy wyników. Skończyło się na tym, że gracz ten najzwyczajniej rozstrzelał bezradnych graczy Słońc. W ostatniej kwarcie rzucił zespołowi z Phoenix 11 punktów ( w tym dwa razy za 3 pkt). Pikanterii całej sytuacji dodaje fakt, że Bayless to chłopak, który urodził się i wychował właśnie w Phoenix. Ukończył uniwersytet Arizona, a zatem tutaj też wykuł swój koszykarski talent. Nie miał jednak litości dla ekipy ze swych rodzimych stron i zimną krwią i z twarzą mordercy dokonywał swego dzieła trafiając kolejne rzuty dystansowe z chirurgiczną precyzją.

Memphis Grizzlies pokonują zatem Phoenix Suns 99:91.

Bardzo ważnym atrybutem po stronie gości były zbiórki. Zach Randolph do spółki z Ed’em Davisem całkowicie zdominowali „deskę”. Pierwszy z nich zakończył mecz z 15 zbiórkami, a Davis dodał 11 zebranych piłek. Jeśli przywołamy do tego jeszcze 9 piłek, które padły łupem Kosty Koufosa mamy pełne zestawienie zawodników, którzy pozwolili opanować strefę podkoszową gościom. Ogólnie Memphis byli lepsi w tym elemencie od Suns, aż o 19 piłek (59:40).

Randolph był także najlepszym strzelcem swojej drużyny. Rzucił w rywalizacji w US Airways Arena 20 pkt. Wspomniany Bayless, który był bohaterem na finiszu spotkania w przeciągu całego meczu zanotował 17 pkt oraz 4 asysty. Nie można pozostawić bez echa dobrej gry Ed’a Davisa, który prócz wielu zbiórek okazał się także bardzo skuteczny w ataku. 16 pkt oraz 11 zbiórek pozwoliło zakończyć mu spotkanie z double double na swoim koncie.

Niestety znakomita gra Gorana Dragicia nie przełożyła się na korzystny rezultat dla jego drużyny. Słoweniec zaliczył najlepszy występ w sezonie, na który złożyło się 33 pkt, 7 asyst oraz 4 przechwyty. Miles Plumlee był jedynym graczem, który starał się stawić czoła w walce na tablicach rywalom z Memphis, ale jego 12 zebranych piłek to kropla w morzu potrzeb. Niestety prawda jest taka, że Suns mają ogromna dziurę na pozycji numer pięć i to nie tylko w wyjściowym składzie, ale również wśród zmienników. Warto tutaj też wspomnieć właśnie o rezerwowych, którzy dawali bardzo mało wsparcia pierwszopiątkowym zawodnikom Hornacka. Łącznie zdobyli oni ledwie 15 pkt (z czego sam Markieff Morris miał 10). Dla porównania ławka z przeciwnego obozu dodała do dorobku swej drużyny 58 oczek.

W piątek gracze z Memphis zagrają w Pepsi Center z miejscowymi Nuggets. Słońca natomiast w sobotę będą miały okazję gościć ekipę z Milwaukee, co wydaje się być idealną okazją do rekompensaty za dzisiejszą porażkę.

 

MEMPHIS GRIZZLIES (14-17) – PHOENIX SUNS (19-12) 99-91

(22-26, 31-15, 16-32, 30-18)

Z. Randolph 20 pkt, J. Bayless 17 pkt, E. Davis 16 pkt – G. Dragić 33 pkt, Ch. Frye 14 pkt, P.J Tucker 12 pkt

[youtube=http://youtu.be/uNIlW9zs7jU&w=585]

 

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *