Ciekawostki statystyczne (32)

ORLANDO MAGIC 80:98 WASHINGTON WIZARDS

– Dziś odpuszczę sobie pisanie o dysproporcjach między konferencjami, ale Wizards z bilansem 9-9 wskoczyli na trzecie miejsce Wschodu i to bez wątpienia świetna wiadomość dla zespołu Marcina Gortata. Czarodzieje mają w tej całej biedzie ogromne szanse nawet na drugą rundę play-offs. Chciałbym ich w niej zobaczyć, bo choć są skazani na pożarcie przez Pacers/Heat, to jednak przyda się po tej stronie Stanów Zjednoczonych trzecia drużyna, która gra w koszykówkę. Wizards osiągnęli bilans na poziomie 50% po raz pierwszy od 2009 roku, wygrywając siedem z dziewięciu ostatnich spotkań. W tym przypadku trzeba jednak cofnąć się jeszcze dalej, ponieważ cztery lata temu wspomniane 50% to było po prostu 2-2. Ostatnie porządne 0.500 Wizards mieli w sezonie 2007/08, który zakończyli z wynikiem 43-39.

– Jeśli chodzi o ten mecz, w porównaniu do pozostałych tu działo się najmniej. Magic rzucili zaledwie 80 punktów, najmniej w tym sezonie. Jest to także najlepszy wynik obrony Wizards w trwających rozgrywkach. Arron Afflalo już po raz dziewiąty w tym sezonie przekroczył próg 20 punktów (21 pkt, 10-16 FG) i wciąż utrzymuje jako jedyny zawodnik Orlando w tym sezonie naprawdę wysoką formę (21/4/4 na mecz przy 48,5% z gry i 47,6% za trzy). Pozostali gracze Magic, z wyjątkiem Maurice’a Harklessa (16 pkt, 7-13 FG), nie spisali się jednak dobrze. Victor Oladipo miał 13 punktów, ale też tylko 4 trafione rzuty z gry przy 12 próbach, z kolei Nikola Vucević dostarczył 10 punktów oraz 8 zbiórek, ale też na 5-11 z gry i przy 5 stratach. Glen Davis i E’Twaun Moore wnieśli od siebie po 1-8 z gry, a Magic drużynowo trafili tylko 39% rzutów, w tym 3 na 15 trójek.

– Wizards, jak już wspomniałem, są w świetnej formie i dziś wygrali na własnym parkiecie po raz piąty z rzędu. W meczu przeciwko swojej pierwszej drużynie w karierze nie zawiódł Marcin Gortat (13 pkt, 5 zb), ale dziś to nie on grał pierwsze skrzypce w swoim zespole. 14 punktów, 6 zbiórek i 3 bloki miał Nene, ale to też jeszcze nie to. John Wall trafił tylko 5 z 14 rzutów z gry, jednak zanotował bardzo dobre double-double z 16 punktów oraz 13 asyst (29 min). Pięć z nich rozdał do najlepszego dziś gracza Waszyngtonu – Trevora Arizy.

Skrzydłowy Wizards po raz pierwszy od kwietnia 2010 roku zdobył po 20 punktów w dwóch spotkaniach z rzędu, w których trafił łącznie aż 15 z 19 rzutów, w tym 9 na 10 z dystansu. Od wprowadzenia linii rzutów za trzy w 1979 roku tylko jeden gracz trafił w dwóch kolejnych meczach tyle rzutów z gry i za trzy przy równie wysokiej skuteczności (78,9% FG, 90% 3pt) – Terry Mills z  Detroit Pistons (1996). Dziś Ariza zdobył aż 24 punkty, trafiając 8 z 9 rzutów z gry i wszystkie cztery trójki. W tym sezonie tylko jeden gracz uzbierał na swoim koncie tak dużo punktów przy oddaniu maksymalnie 9 rzutów – Dwight Howard. W Wizards to pierwszy taki przypadek od 1996 roku (Brent Price).

NEW ORLEANS PELICANS 131:128 CHICAGO BULLS 3OT

Derrick Rose w swoim stylu wjechał pod kosz, ale tam czekał na niego Anthony Davis.   Ech..

– Po najdłuższym meczu tego sezonu, po 63 minutach gry lepsi okazali się Pelicans. W ostatniej akcji świetnie zachował się Jrue Holiday, który zaliczył – zwycięskie, jak się okazało – 2+1. Mało brakowało, a mielibyśmy jeszcze jedną dogrywkę, jakby komuś jeszcze było mało. Dla Bulls to najdłuższy mecz sezonu regularnego od 12 lat, dla Pelicans (Hornets) – od dziewięciu. Warto przypomnieć, że podczas ostatnich play-offs Byki miały jedną równie długą batalię, pamiętny mecz czwarty z Brooklyn Nets. Bulls przegrali dziś w Chicago po raz pierwszy w tym sezonie i zostały nam już tylko dwie niepokonane u siebie drużyny – Pacers i Thunder. Dla odmiany, ich dzisiejsi rywale trwają w najdłuższej serii zwycięstw na wyjeździe (3 wygrane) od stycznia 2011 roku.

– Tak długi mecz musi nieść za sobą świetne osiągnięcia statystyczne. Pod tym względem nikt nie przebił dziś Ryana Andersona, który w ostatnim czasie jest jednym z najlepszych zawodników w całej lidze. Jestem jego fanem jeszcze od czasów gry w Orlando, zająłem Wam miejsca w bandwagonie. Anderson pobił dziś rekord kariery w liczbie rozegranych minut (prawie 57), ale przede wszystkim ustanowił career-high w punktach, zdobywając ich aż 36. Trafił 12 z 20 rzutów z gry, aż 7 z 11 rzutów za trzy oraz wszystkie pięć wolnych. W ośmiu meczach po powrocie Anderson notuje średnio 22.6 ppg oraz aż 4.4 celnej trójki na mecz przy skuteczności 55,6%! Z pewnością należy mu się odpoczynek – stał się pierwszym graczem od kwietnia 2010 roku (Ariza, Aaron Brooks), który w drugim meczu back-to-back rozegrał aż 56 minut. Nikt od siedmiu lat (Gilbert Arenas) nie zaaplikował Bykom aż siedmiu trójek, aż do dziś.

Eric Gordon miał 23 punkty (9-23 FG) oraz 7 zbiórek, natomiast bohater końcówki Jrue Holiday już po raz kolejny miał występ bardzo bliski triple-double (19 pkt, 8 zb, 12 ast). Jason Smith miał 12 punktów oraz aż 14 zbiórek (w tym 7 w ataku), Al-Farouq Aminu zaliczył 14 punktów oraz 9 zbiórek, a Tyreke Evans stanął na czele ławki rezerwowych z 13/5/3.

– Pelicans mieli Andersona, Bulls – Luola Denga. Skrzydłowy Chicago po kontuzji Derricka Rose’a w pięciu meczach zaliczał średnio 27.4 ppg, 6 rpg i 6.2 apg przy prawie 55% z gry. Wow. Dziś Deng miał aż 37 punktów (rekord sezonu, więcej punktów zdobył tylko dwa razy w karierze, career-high to 40), 8 zbiórek oraz 7 asyst na 15-27 skuteczności. Pobił również swój rekord kariery w liczbie strat (7), ale pomińmy to na chwilę. To drugie 37/8/7 w tym sezonie (pierwsze należało do Kevina Duranta), natomiast w Chicago to pierwszy taki występ od 17 lat, kiedy dokładnie taką samą linijkę miał Scottie Pippen.

Joakim Noah miał 19 punktów (season-high) oraz 10 zbiórek przy 8-12 z gry, natomiast pierwsze double-double w tym sezonie zaliczył Kirk Hinrich (13 pkt, 6 zb, 11 ast, 4-15 FG). Rozgrywający Bulls miał też mniej chlubne osiągnięcie, po raz pierwszy w swojej karierze spudłował wszystkie 8 rzutów za trzy. W ciągu ostatnich 28 lat równie zwichrowany celownik miał tylko jeden gracz Chicago, Jamal Crawford (2004). Bardzo słabo spisał się Carlos Boozer (4 pkt, 6 zb, 3 ast), ale z drugiej strony świetnie spisał się duet rezerwowych – Taj Gibson i Mike Dunleavy. Obaj zdobyli wszystkie 49 punktów ławki gospodarzy. Gibson zanotował świetne 26 punktów, 14 zbiórek (7 w ataku) oraz 5 bloków na 10-19 z gry, z kolei Dunleavy wykręcił 23/7/5, trafiając 6 na 10 trójek.

– Taj Gibson po raz drugi w ostatnich trzech meczach poprawił swój rekord kariery w liczbie zdobytych punktów, dziś dodał do tego season-high w zbiórkach i blokach. Wśród tych wszystkich Hibbertów i Davisów to pierwsza linijka na poziomie 26 pkt/14 zb/5 blk w tym sezonie, a ostatnim graczem z podobnym występem był Al Horford (luty). Chicago w ciągu ostatnich 28 lat widziało podobny stat-line tylko raz, w 2004 roku (Eddy Curry). W tym okresie w całej lidze sztuki tej dokonało tylko dwóch graczy – Charles Barkley (1986) i Keon Clark (2000). Mike Dunleavy ustalił rekordy sezonu w punktach, zbiórkach, asystach i celnych rzutach za trzy. Nie było od 1985 roku rezerwowego Bulls z takim występem (23/7/5 i sześć celnych trójek). Wyłączając kryterium rzutów za trzy, ostatnim graczem Chicago, który dokonał tej sztuki jako zmiennik, był Dave Corzine (1985).

ATLANTA HAWKS 100:102 SAN ANTONIO SPURS

– Stary człowiek i może. Tim Duncan stał się najstarszym graczem (37 lat, 221 dni) w historii NBA, który zanotował 20/20. Dziś miał 23 punkty (10-15 FG), 21 zbiórek oraz game-winnera, dzięki któremu Spurs wygrali 15. mecz w tym sezonie na 18 rozegranych. Wraz z Blazers mają najlepszy bilans na Zachodzie. To 22. występ w karierze TD na poziomie 20 punktów i 20 zbiórek. Spośród aktywnych graczy więcej mają tylko Garnett (27) i Howard (42). W trzech ostatnich meczach Duncan miał średnio 20.5 punkta na mecz, w dziewięciu poprzednich – 9.5 ppg.

– Duncan, Manu Ginobili (10 pkt, 4 zb, 7 ast, 2-7 FG) i Tony Parker (15 pkt, 7 ast, 7-11 FG) odnieśli 469. wspólne zwycięstwo w RS. To trzecia najwyższa ilość wygranych meczów przez tercet w historii ligi. Lepsi są tylko Bird-Parish-McHale (540) oraz Kareem-Magic-Cooper (490). Dziś trójka z San Antonio wyprzedziła trio Russell-KC Jones-Sam Jones. Poprzednim najstarszym graczem z 20/20 był Robert Parish (1991), prawie dwa miesiące młodszy od Duncana.

– Skoro to Spurs, to wymieńmy dla formalności – Boris Diaw miał 16 punktów (7-9 FG), 13 oczek, 4 zbiórki i 3 asysty dodał Marco Belinelli, 11 punktów dorzucił Tiago Splitter. Spurs trafili 54% rzutów z gry (Hawks 44%) i wygrali z Atlantą u siebie po raz 16. z rzędu. Seria ta trwa od 1997 roku.

– W Hawks, jak to w Hawks, nie dzieje się wiele. Kyle Korver wciąż pauzuje i wciąż czekamy na wyrównanie rekordu Dany Barrosa. Dziś cała S5 Atlanty przekroczyła próg 10 punktów, z Jeffem Teague (19 pkt, 7 ast) na czele. Rozgrywający zespołu gości trafił ważną trójkę na remis pod koniec spotkania, to było tuż przed decydującym trafieniem Duncana. Al Horford miał 18 punktów i 7 zbiórek, double-double 15 punktów i 14 zbiórek zanotował Paul Millsap, który trafił jednak tylko 6 z 20 rzutów. DeMarre Carroll dodał 17 punktów oraz 8 zbiórek (7-11 FG), a Hawks zatęsknili za Korverem dzięki 0-6 za trzy Lou Williamsa (10 pkt), któremu przydarzyło się to po raz pierwszy w karierze.

HOUSTON ROCKETS 103:109 UTAH JAZZ

– Jazz (4-15) powoli się rozpędzają (ile można tankować?), dziś po raz pierwszy w tym sezonie wygrali drugi mecz z rzędu, a łącznie zwyciężyli trzykrotnie w czterech ostatnich meczach. Oficjalnie przestali być najgorszą drużyną w lidze, na rzecz 3-13 Bucks i Knicks. Ich dzisiejsza wygrana z Rockets to bez wątpienia ogromne zaskoczenie, zwłaszcza, że James Harden rozegrał najlepszy w tym sezonie mecz z 37 punktami (season-high) i 8 asystami (12-22 FG, 10-10 FT).

– Rockets zakończyli serię pięciu zwycięstw, ale trzeba wspomnieć o nieobecności Chandlera Parsonsa i Jeremy’ego Lina. Nie odbierajmy jednak radości Utah, gospodarze trafili aż 54% rzutów z gry (rekord sezonu), 10-17 za trzy i 81% wolnych.

– Goście mieli oczywiście Hardena, ale już na przykład Dwight Howard wcale nie błysnął. Miał, po prostu, 15 punktów i 9 zbiórek. Po 13 punktów dodali Francisco Garcia, Aaron Brooks i Omri Casspi. Nie byłoby oczywiście problemu, gdyby Rockets powstrzymywali Jazz w obronie. Nic z tych rzeczy. Aż trzech graczy z Salt Lake City przekroczyło granicę 20 oczek, wśród nich znalazł się Trey Burke, który oficjalnie włączył się do wyścigu po nagrodę ROTY. Miał 21 punktów (16 po przerwie) oraz 6 asyst, trafiając 9 z 18 rzutów, w tym 3 z 6 trójek. Michaelu Carter-Williams, Victorze Oladipo – cześć.

– 21 punktów miał Burke, 21 punktów miał także Alec Burks. Burke, Burks. Rozumiecie. Derrick Favors zanotował 14 punktów i 13 zbiórek na 6-6 z gry, ale najlepszym graczem Jazz był z pewnością Gordon Hayward. Młoda gwiazda Utah miała 17 punktów już w pierwszej kwarcie (rekord kariery dla jednej odsłony), a mecz zakończyła z 29 punktami na 12-18 z gry. W swojej karierze Hayward zdobył więcej punktów tylko raz (34).

INDIANA PACERS 102:106 PORTLAND TRAIL BLAZERS

– Starcie dwóch najlepszych drużyn początku sezonu zakończyło się wygraną Blazers (8-0 przeciwko Wschodowi, 15-3 ogółem). Pacers musieli pogodzić się ze swoją drugą porażką, kończącą ich serię siedmiu zwycięstw. Po raz pierwszy od 1993 roku spotkały się drużyny mające tak wysoki procent zwycięstw po min. 15 meczach. Portland rozpoczęło sezon od 15 wygranych w 18 spotkaniach po raz pierwszy od 15 lat. Swój najlepszy start zaliczyli w sezonie 1990/91 (17-1).

Paul George zdobył 15 ostatnich punktów Pacers, trafiając pięć trójek w ciągu ostatnich trzech minut, ale nawet jego show nie mogło przechylić szali na stronę Indiany. George rzucił dziś aż 43 punkty (rekord kariery), trafiając 16 z 30 rzutów oraz 7 z 15 trójek. Dodał też po 3 zbiórki, asysty i steale. To 15. w historii organizacji występ gracza Indiany z 43 punktami na koncie, George jest pierwszym zawodnikiem Pacers z takim osiągnięciem od marca 2010 roku (Danny Granger, przed nim Jermaine O’Neal w 2005). W tym sezonie tylko Carmelo Anthony (45) zdobył więcej punktów w jednym meczu.

David West miał 12 punktów (przekroczył granicę 11000 pkt), 8 zbiórek i 5 asyst. Roy Hibbert dodał 16 oczek oraz 14 zbiórek. Po 10 punktów z ławki rzucili Luis Scola i CJ Watson. George Hill rozdał 11 asyst (wyrównany rekord kariery), ale trafił tylko jeden z ośmiu rzutów.

– Blazers potwierdzili, że ich bilans to wcale nie przypadek. LaMarcus Aldridge jako najlepszy strzelec i zbierający zespołu miał 28 punktów i 10 zbiórek. Damian Lillard dodał 26 punktów (10-10 FT), Wes Matthews dodał 15, a Mo Williams – 13 oczek. Lillard stał się trzecim graczem w historii NBA, który w każdym ze swoich 100 pierwszych meczów w najlepszej lidze świata wyszedł w pierwszej piątce. Blazers są 7-1 u siebie, to nadal jest Rose Garden!

Najlepsi

punkty: George (43)

zbiórki: Duncan (21)

asysty: Wall (13)

przechwyty: G. Hill, Price, E. Gordon, George, Aminu (3)

bloki: T. Gibson (5)

straty: Deng (7)

3pt: George, R. Anderson (7)

FT: Harden, Lillard (10)

minuty: R. Anderson (56:30)

Enbiejowy typer: 2/5, w sezonie 158/260

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *