Thunder wciąż niepokonani na własnym parkiecie

Dopiero gdy do genialnego dziś Kevina Duranta (czwarte triple double w karierze – 32 punkty, 10 zbiórek, 12 asyst, 4 przechwyty i 4 bloki przy zaledwie 2 stratach!) dołączył Reggie Jackson, Thunder mogli cieszyć się z ostatecznego zwycięstwa. Durant i spółka dokonali nie lada sztuki. Na dziewięć meczy wygranych na własnym parkiecie w aż pięciu z nich przegrywali po trzeciej kwarcie. Tak było i tym razem. Timberwolves od początku aż do ostatniej odsłony spotkania prowadziło kilkoma punktami. Solidne trzy kwarty tria gości Kevina Martina (24 punkty, 6 zbiórek), Nicoli Pekovica (20 punktów, 10 zbiórek) i Kevina Love (16 punktów, 12 zbiórek) sprawiło, że OKC wciąż traciło dystans do przeciwników. Jednak eksplozja Jacksona w ostatniej odsłonie nie pozostawiła wątpliwości, kto był dzisiaj lepszy.

Przebieg spotkania

Trzy szybkie trójki Kevina Love i dobra zespołowa gra dały Wilkom szybkie prowadzenie 18-9. Akcje Thunder nie zazębiały się. W zasadzie trafiał jedynie Durant (11 punktów w pierwszej kwarcie), który zdołał utrzymać swój zespół poniżej 10 punktów straty. Jego trójka w ostatniej minucie tej części gry ustaliła wynik na 26-32 dla gości. Drużyna Ricka Adelmana była nie do zatrzymania. Aż 60% skuteczności z gry to wynik wręcz imponujący (później było znacznie gorzej i w całym meczu skuteczność Wilków spadła do 41.6%).

Druga kwarta zaczęła się lepiej dla gości. Po skutecznych akcjach rezerwowych – J.J. Barei, Cunninghama i Mbah a Mute Wilki prowadziły już 38-28. Świetne wejście Reggiego Jacksona (zdobył 7 kolejnych punktów dla Thunder) pomogło tylko chwilowo, bo wyższy bieg wrzucił Kevin Martin (17 punktów w pierwszej połowie). Po jego trójce i punktach Pekovica na 5:31 do końca tablica pokazywała wynik 40-51 i najwyższą przewagę drużyny z Minneapolis. Od czego ma się jednak Kevina Duranta. W ciągu ostatnich pięciu minut najlepszy strzelec ligi zdobył 9 punktów i zdołał zmniejszyć straty do zaledwie trzech punktów. Do przerwy OKC przegrywało tylko 55-58 grając bardzo nierówno.

W kolejnej odsłonie obie drużyny jak wytrawni bokserzy oddawali cios za cios. Przez całe 12 minut wynik oscylował między 1 a 7 punktami dla Timberwolves. Obie drużyny miały problemy ze skutecznością. Zgasły nieco gwiazdy Wilków. Kevin Martin po świetnej pierwszej połowie stracił nieco rozpęd, a Kevin Love po trójkach w pierwszych minutach kompletnie nie mógł się wstrzelić (4-14 z gry w całym meczu). Duża w tym zasługa pilnującego go Ibaki. Timberwovles mimo tych problemów wygrywali 83-78 i nic nie zapowiadało katastrofy z początku ostatniej kwarty. W ciągu dwóch minut gospodarze zanotowali run 8-0 i nieoczekiwanie wyszli nagle na prowadzenie 86-83. Najpierw trójkę trafił Durant, chwilę później powtórzył zza łuku Lamb (po świetnym podaniu Duranta) i gwoździa przybił Jackson. Trzeba powiedzieć, że Reggie Jackson był cichym bohaterem tego meczu. Najpierw w pierwszej połowie przystopował nieco rozpędzone Wilki, ale ostatnia odsłona to był jego popis (11 punktów w tej kwarcie). Nie pomogła dobra gra Pekovica, który jako jedyny z zawodników Adelmana trzymał poziom. Od stanu 94-90 Thunder zanotowali run 9-0 i było już po meczu. Chwilowa słabość Thunder i punkty Pekovica doprowadziły do stanu 99-107, ale trójki Westbrooka na 1:10 i 50.8 sekund do końca przypieczętowały zwycięstwo gospodarzy. Tym samym parkiet OKC pozostaje niezdobytą twierdzą.

Najlepsi w poszczególnych statystykach:

Oklahoma City Thunder

Kevin Durant – 32 punkty

Kevin Durant – 10 zbiórek

Kevin Durant – 12 asyst

Minnesota Timberwolves

Kevin Martin – 24 punkty

Keivn Love – 12 zbiórek

Ricky Rubio – 7 asyst

Marek Miłuński

Z racji swojego wzrostu typowy point guard, choć już na emeryturze. Po burzliwej karierze zdecydował się osiąść. Ma żonę i dwójkę synów, których już teraz wychowuje na przyszłego Chrisa Paula i Rajona Rondo (niestety przekazany materiał genetyczny nie rokuje na wyższy wzrost).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *