Z wizytą w garażu Nate’a Robinsona

Nate Robinson to zawodnik, którego nie da się nie lubić. Jego styl gry, ale i sama charyzma przyciągają do niego wielu fanów z całego świata. Mimo, że rzadko zdarza mi się oglądać mecze Nuggets, to sprawdzam dość często jak radzi sobie mały Nate.

Wierni kibice zawodnika oglądają pewnie serię State of Nate, w której Robinson pokazuje swoje codzienne życie. W jednym z ostatnich odcinków pokazany był dzień, w którym Nate uczestniczył w zorganizowanej sesji zdjęciowej z jego samochodami w tle. Przedstawił nam cztery wozy, a dokładniej Range Rover, Cadillac, Porsche i Pontiac GTO.

Range Rover nie jest pierwszą „terenówką” Robinsona. Wcześniej miał między innymi Hummera czy Jeepa, ale jak mówi, teraz myśli głównie o swojej rodzinie i musiał kupić coś co będzie dobre i wygodne też dla niej. W wolnych chwilach, kiedy dzieci są w szkole, Robinson może wybrać się na przejażdżkę swoim drugim samochodem. Brązowy Cadillac jest właśnie na takie okazje. Dwie funkcje łączy kolejny samochód czyli Porsche. Ma dużo przestrzeni z przodu i z tyłu, ale można nim pojechać też trochę szybciej, gdy trzeba i oczywiście gdzie jest to bezpieczne. Jak sam mówi, do jego kupienia zainspirował go Michael Jordan. Ostatnim „dzieckiem” Robinsona jest Pontiac GTO z 1970 roku aka. „HellBoy” jak to mówi na niego Nate. Old school.

mgwfjms

accrirn

iwrwlor

ppxetxv

 

Który wam się najbardziej podoba? Ja nie miałbym nic przeciwko przejażdżce tym ostatnim.

Adam Wiśniewski

Fan NBA i Miami Heat od 2006 roku, kiedy to D-Wade (mój ulubiony zawodnik) zdobył pierwszy tytuł. Z niegrających już zawodników jestem wielkim fanem Iversona. Obecnie staram się z dnia na dzień polepszać swoją grę. Wciąż czeka na telefon od menadżera drużyny z NBA.

3 komentarze

  1. melo pisze:

    A mama mówiła ucz się a nie ciągle za piłką latasz….

  2. Łukasz1984 pisze:

    zdecydowanie ostatni :-) klasyk

  3. majecha pisze:

    Samochody bardzo ładne ale po felgach widać na jakie są przygotowane drogi. Na pewno nie na łódzkie :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *