Trail Blazers kontynuują zwycięską passę

Nawet 21 punktów przewagi i totalna dominacja na desce nie dały zwycięstwa Chicago Bulls. Portland Trail Blazers kontynuują swoją zadziwiającą passę zwycięstw. Dzisiejsze to już ich 9 wygrana z rzędu. Młoda drużyna z Portland jest rewelacją obecnych rozgrywek i nawet panowie z Inside NBA zaczynają ją wymieniać jednym tchem obok San Antonio Spurs w najlepszych drużynach Zachodu. Bykom kompletnie nie wyszło wyjazdowe tour, a w dodatku Derrick Rose musiał przedwcześnie zakończyć spotkanie z powodu bólu prawego kolana.

Przebieg spotkania

Początek gry należał do Carlosa Boozera, który zdobył pierwsze 6 punktów swojego zespołu. Trójkami odpowiedzieli jednak Batum i Matthews. Od wyniku 8-8 Byki zaliczyły run 12-2 dzięki między innymi dwóm wejściom pod kosz Rose’a i trójce Dunleavy’ego. Stotts poprosił o czas. Po przerwie popisowe akcje dał Matthews, ale Trail Blazers nie radzili sobie pod własną tablicą i Byki dostawały zbyt dużo drugich szans. Przewaga drużyny z Chicago utrzymywała się w okolicy 8-10 punktów. Pierwsza odsłona zakończyła się wynikiem 22-32 dla gości z Chicago.

W drugiej odsłonie Byki kontrolowały tempo gry. Trail Blazers nie potrafili złapać swojego rytmu. Słabo wyglądała obrona gospodarzy. Derrick Rose miał do przerwy aż 17 punktów, ale prawdę powiedziawszy mógł mieć spokojnie powyżej 20, bo nie trafił kilku bardzo prostych rzutów. W pierwszych czterech minutach tej odsłony Byki rozjechały Smugi 11-2. Młoda drużyna z Portland wyglądała na bardzo zagubioną. LeMarcus Aldridge miał w pewnym momencie 1-10 z gry, a drugi z liderów – Damian Lillard 0-4. Na 6:30 do końca Byki objęły prowadzenie 48-27 i zapowiadało się na prawdziwy nokaut. Po kolejnej rozmowie Stottsa ze swoimi zawodnikami wreszcie coś kliknęło. Kwarta zakończyła się trójką najlepszego w drużynie gospodarzy Wesley’a Matthews (16 punktów w pierwszej połowie i 4 trójki). Byki prowadziły do przerwy  59-44.

Trzecia odsłona była kompletnym zaskoczeniem. Mecz odwrócił się o 180 stopni. Trail Blazers wychodziło wszystko, a Byki miały olbrzymie problemy ze zdobywaniem punktów. W końcu punktować zaczęli Aldridge i Lillard. Od stanu 66-52 dla gości Trail Blazers wygrali resztę kwarty 27-5. Cały czas rewelacyjnie grał Matthews, który w tej kwarcie miał 10 punktów. Swoje dołożył Mo Williams. To po jego dwóch trójkach Trail Blazers objęło pierwsze prowadzenie w meczu (71-70 i 74-70). Trail Blazers tak mocno przycisnęli Byki, że momentami ciężko im było wyprowadzić piłkę z własnej połowy. Imponująca kwarta zakończyła się wynikiem 78-71 dla Trail Blazers (34-12!).

Byki nie powiedziały jednak ostatniego słowa. Początek kwarty należał do nich i przewaga gospodarzy spadła do 2 punktów. Niestety ich lider Derrick Rose udał się do szatni z powodu kontuzji. Kluczem w tej części spotkania było jednak to, że Byki bardzo często dostawały się na linie wolnych. Po rzutach wolnych Hinrich na tablicy wyników widniał remis po 83. Wydawało się, że po beznadziejnej trzeciej kwarcie szala przechyla się w ich kierunku. 5 przewinienie złapał Lillard. Trail Blazers mieli chwilę przestoju. Od trójki Lillarda na niecałe 4 minuty do końca (88-88) 5 kolejnych punktów zdobyli Byki (trójka Hinricha). Mężem opatrznościowym był jednak Lillard, który w odpowiedzi trafił swoją trzecią trójkę (91-93). Po wejściu pod kosz Hinricha (91-95), który rozgrywał świetną kwartę, kolejną trójką odpowiedział Batum. Było 94-95 dla gości na 2:16 do końca. Dla Byków nie trafił Deng, a po chwili bardzo trudny rzut trafił Metthews i gospodarze objęli prowadzenie 96-95. Jak się okazało Bykom nie udało się już zdobyć żadnego punktu i ostatecznie to gospodarze wygrali 98-95.

Podsumowanie

Trzeba powiedzieć, że Trail Blazers przetrwali ten mecz głównie dzięki świetnej dyspozycji zza łuku (12-26 w całym meczu). Dobry mecz rozegrał najlepszy na parkiecie Wesley Matthews – 28 punktów, 4-8 za trzy. Dołożył swoje kompletnie niewidoczny w pierwszej połowie Damian Lillard – 20 punktów, 6 asyst. Słabszy mecz rozegrał LeMarcus Aldridge – 12 punktów przy katastrofalnej skuteczności (jedynie 4-20 z gry). Wyróżnić trzeba walczącego na desce Robina Lopeza – 13 punktów i 16 zbiórek (w tym 8 ofensywnych). Dla Byków dobrą pierwszą połowę zagrał Derrick Rose, jednak w drugiej połowie zawiódł i w dodatku nabawił się kontuzji prawego kolana (20 punktów w całym meczu, 6-19). Godnie zastąpił go Kirk Hinrich, który szczególnie w ostatniej kwarcie bardzo dobrze prowadził grę gości (13 punktów, 7 asyst). Zawiódł zupełnie niewidoczny Joakim Noah – 7 punktów i 2 zbiórki (sic!). Za to kolejny dobry mecz rozegrał Luol Deng – 15 punktów i 14 zbiórek. Ciekawe czy jego dobra dyspozycja przełoży się na nowy kontrakt w Chicago.

Marek Miłuński

Z racji swojego wzrostu typowy point guard, choć już na emeryturze. Po burzliwej karierze zdecydował się osiąść. Ma żonę i dwójkę synów, których już teraz wychowuje na przyszłego Chrisa Paula i Rajona Rondo (niestety przekazany materiał genetyczny nie rokuje na wyższy wzrost).

3 komentarze

  1. Lopez1910 pisze:

    Nie widzialem meczu ale 2 porazka z rzedu i kolejna na wyjezdzie martwia… Do tego Rose i to kolano…mam nadzieje ze to nic powaznego

  2. amon pisze:

    Słabszy mecz Blazers,ale zwycięski…to cieszy.Dzisiaj w Oakland tak łatwo nie będzie. Golden State mogą pokonać Smugi ich bronią,czyli rzutami z dystansu. Jestem ciekaw tego meczu

  3. www.blazers.pun.pl pisze:

    Blazers bronią trójki najlepiej w nba, będzie ciekawie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *