Boston zmiażdżony w Toyota Center

rockets-logoSpotkanie Houston Rockets z zespołem Boston Celtics miało być pojedynkiem dwóch byłych graczy Oklahoma City Thunder, którzy obecnie w swych nowych klubach pełnią rolę liderów. Rywalizacja tych dwóch graczy miała nadać dodatkowego smaczku, ale jak się okazało mecz miał zupełnie innego bohatera. Teksańczycy pokonali wysoko rywali z Massachusetts 109-85 i tym samym odnieśli trzecią wygraną z rzędu.

James Harden i Jeff Green to gracze, którzy razem zaczynali swą przygodę z zawodową koszykówką w zespole Oklahoma City Thunder (Green grał oczywiście jeszcze w Supersonics, którzy zostali następnie przemianowani na Thunder). Dziś obaj są pierwszoplanowymi postaciami swych zespołów i właśnie z tego powodu warto było się baczniej przyjrzeć rywalizacji tych drużyn wczorajszej nocy.

Tymczasem początek spotkania pokazał, że na wielkie emocję w tym spotkaniu raczej liczyć nie można. W pierwszej kwarcie gracze Rockets zafundowali swym rywalom prawdziwe trzęsienie ziemi. Rozpoczęli od runu 18-1, a podopieczni Brada Stevensa pierwsze punkty z gry zdobyli dopiero po ponad pięciu minutach. Znakomite otwarcie miał Terrence Jones, który po 12 minutach miał na swym koncie już 11 punktów. Cała ofensywa gospodarzy już na samym początku niemal wbiła w parkiet przeciwników  zdobywając w pierwszej odsłonie 40 pkt, tracąc przy tym ledwie 18 oczek.

W drugiej kwarcie kibicom w Toyota Center przypomniał się Courtney Lee, który przecież jeszcze niedawno grał w trykocie Rakiet. Swoją skuteczną grą pozwolił utrzymywać wynik na poziomie 20 punktowej straty do oponentów. Pod koszami skutecznie grali Brandon Bass i Jared Sulinger, ale to wystarczało ledwie na zapobiegnięcie powiększania przewagi punktowej gospodarzy. Ciężko stwierdzić jednak, że Celtowie uporządkowali swoją grę, gdyż rewelacyjna gra Jonesa i kolejne punkty Hardena w dużej części wynikały z olbrzymiego bałaganu w organizacji gry w obozie Bostończyków.

Jakby tego było mało to następna kwarta znów okazała się mocnym uderzeniem ze strony podopiecznych McHale’a. Dobrze na obwodzie spisywał się Chandler Parsons, a kolejne wejścia pod kosz zaliczał Patrick Beverly. Na wszystko to bezradnie patrzyli gracze Stevensa, którzy tracili już do Rakiet ponad 30 punktów i najzwyczajniej mieli już wszystkiego dość.

W końcowej kwarcie już nic się nie zmieniło i wysoka wygrana okazała się faktem. W tej części gry swoje punkty dorzucali jeszcze Jones i Beverly, którzy byli najjaśniejszymi punktami w swym zespole. Ważnym wydarzeniem był też występ Omer Asika, który od meczu z Nowym Jorkiem nie grał z powodów zdrowotnych.

Ostatecznie Houston wygrywa na własnym pakiecie z zespołem Boston Celtics 109 – 85 i wygrywa swój ósmy mecz w sezonie. Dla Celtów jest to trzecia porażka z rzędu.

Z pojedynku Harden – Green znacznie lepiej wypadł ten pierwszy.  Gracz Rakiet zdobył 15 pkt (FG 5-8), trafiając przy tym wszystkie trzy rzuty zza linii 7,24. Brodacz zanotował również po 5 asyst i  zbiórek, ale też zaliczył siedem strat. Jeff Green tak dobrymi statystykami pochwalić się nie może, ponieważ spotkanie z Rockets kompletnie mu nie wyszło. Zdobył ledwie 4 pkt, trafiając 2 rzuty na 7 prób. Tak na prawdę był on jedynie tłem dla swoich kolegów i jego dyspozycja już od kilku meczów pozostawia wiele do życzenia. Jeśli się dokładniej przyjrzeć wykresom wyników Celtów i formy Greena to łatwo można zauważyć, że są one ze sobą zbieżne, a to oznacza, że są Bostończycy są uzależnienie od dobrej gry Greena.

Wobec niemocy lidera najlepszym graczem podopiecznych Stevensa był Courtney Lee. Zakończył on zawody z 17 punktami trafiając przy tym 3 trójki na 4 próby. Pozostałymi zawodnikami Celtów, którzy zanotowali dwucyfrową zdobycz punktową w konfrontacji z Houston byli Avery Bradley (11 pkt) oraz Jared Sullinger (10 pkt).

W ekipie gospodarzy najskuteczniejszy był Terrence Jones, autor 24 pkt i 9 zbiórek. Od czasu kiedy McHale odsunął w cień Asika, Jones prezentuje się coraz lepiej i widać, że jest on w stanie dobrze funkcjonować w pierwszej piątce u boku Dwighta Howarda. Z dobrej strony pokazał się także Patrick Beverly. On rzucił Celtom 16 punktów, dzięki czemu był drugim strzelcem swojej drużyny. Najlepiej zbierającym w ekipie Rakiet był oczywiście Howard. Zebrał on 11 piłek i rzucił 10 pkt kompletując tym samym double double (jako jedyny gracz występujący w tym meczu)

HOUSTON ROCKETS (8-4) – BOSTON CELTICS (4-8) 109-85

(40-18, 28-26, 20-13, 21-28)

T. Jones 24 pkt, P. Beverly 16 pkt, J Harden 15 pkt – C. Lee 17 plt, A. Bradley 11 pkt, J. Sullinger 10 pkt

 

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

9 komentarzy

  1. sasoo pisze:

    Po dzisiejszym meczu odwołuje wszelkie moje propozycje wymian Asika w których uwzględniałem Terrence’a Jones’a. Chłopak grał dzisiaj jak natchniony, nawet trójkę trafił. Nie jest typem rozciągającej czwórki, ale tak grający jest bez wątpienia duzym wzmocnieniem Houston. Jeśli turek zostanie wymieniony na Andersona (daj Boże) to będzie Dzien Dziecka w H-Town w grudniu:) Szkoda tylko Motlejunasa, bo dzisiaj grał piach i jeszcze duzo pracy przed nim. Martwią straty Brodacza, czasami zbyt długo trzyma piłkę w rękach co dzisiaj obnażył maksymalnie Bradley. Wielkie brawa dla Beverleya i Lina. Grali dzisiaj wyjątkowo mądrze. Czekamy co dalej.

    • Paweł Kołakowski pisze:

      McHale zawsze był przekonany co do rozciągania gry właśnie graczem na pozycji 4 . Wcześniej robił to Morris, Patterson, a i w zeszłym roku na „czwórce” grywał nawet Delfino. Dla mnie kandydatem numer jeden na zastępstwo Asika jest jego rodak z Bucks – Ilyasova. Gra znakomicie na dystansie, a i potrafi powalczyć na desce. Pojawiły się też plotki o wymianie z Waszyngtonem i Gortatem – ja myślę, że znacznie bardziej łakomym kąskiem dla Moreya byłby Nene, którego przecież Rockets chcieli jeszcze zanim pozyskano Asika z Bulls.
      Co do Jonesa to myślę, że jest to gracz, który w obecnym sezonie poczyni największy postęp w Rockets – o ile go nie sprzedadzą…

  2. sasoo pisze:

    @ Paweł myślisz o tym samym Nene co ja? o gościu który powyżej 4 metrów rzucał w zeszłym roku aż 30% ? Gościu jest szklany i niech sobie siedzi w Waszyngtonie. Nawet jeśli go chcieli to jako podstawowego centra. Co do Ilyasovy, zgadzam się – przydałby się ale po co Asik w Milwaukee skoro dali 10 baniek Saundersowi w lato? Wiem ze Larry gra piach ale chyba nie skresla chlopa za 10 baniek po 3 tygodniach sezonu? Asik najlepiej pasuje do Pelikanów i trzeba stamtad wyciągac za niego Andersona. Tyle

    • Paweł Kołakowski pisze:

      Liczę, że Nene w Rockets wróciłby do stylu gry, który prezentował w Denver. Fakt – minus jego kandydatury to zdrowie i nie wiem czy ma jeszcze motywację na odgrywanie ważnej roli w drużynie. Jeśli by mu się chciało to myślę, że warto, ale jeśli interesują go tylko cyferki ($$$) to powinien zostać w DC.
      Faktem jest jednak, że w stolicy USA się już chyba dusi – zresztą kto się tam dobrze czuje :)

  3. sasoo pisze:

    Nene i Dwight w jednej drużynie? po 30 minut wspolnie na parkiecie? Bez sensu patrząc że najlepsi są w pomalowanym i zasięg rzutu maks 10 stóp. W Houston potrzebny jest ktoś kto potrafi rzucac z dalekiego dystansu. To juz Bass byłby lepszy, ale i tak do taktyki rakiet jedyni zawodnicy nadający sie na poz nr 4 to Ilyasova Anderson Bargnani i moze zdrowy Frye. Oczywiscie poza Kevinem Love :) Nie wiem skąd Ci się wziął ten Nene :):)

  4. barcelowicz pisze:

    Dirk jeszcze całkiem nieźle pizga z dystansu więc obok takiego Howarda dałby sobie radę, choć oczywiście jego odejście z Mavs jest teraz tak samo prawdopodobne jak Kobasa z LAL.
    Co do realnych opcji to Anderson i Bargnani wydają się najbardziej dostępni. Pelicans nie mają właściwie wysokiej klasy centra (Davis jedynie w small-ball wydaje się dobrą opcją jako C, tacy Howard, Drummond czy Hibbert będą go do woli przestawiać pod koszem, a Stiemsma i Smith są dobrzy na kilkanaście minut), w NYK po kontuzji Chandlera przydałby się Asik. Melo mógłby wrócić na 4 nie martwiąc się zbytnio o defense, bo w optymalnym ustawieniu miałby wtedy obok siebie Asika i MWP, czyli gości którzy ułomkami w obronie nie są.

  5. Henryk pisze:

    Wg mnie, to jednak muszą trzeci zespół do wymiany dobrać. Wygląda na to że NOP nie chcą puścić Andersona za Asika (pewnie chcą wyrwać takiego Jonesa gratis) Ja widze jeszcze jedną opcję dla Houston, przestawić Parsonsa na czwórkę i znaleźć odpowiednią „trójke” – tu wybór większy, choć pewnie takiego Denga czy Batuma nie da się wyciągnąć. Może Granger? Male ryzyko kontraktowe, tylko zdrowie nie bardzo. Może Butler albo Jefferson (tylko czy im się jeszcze chce?) Niech biorą Millsapa ;)

  6. sasoo pisze:

    @ Henryk pobudka :)) jaki Millsap? jaki Butler? Jaki Jefferson? i przede wszystkim jaki Parsons na 4? kolo jest suchy jak bagieta z biedronki. Ochłon troszke i licz na to ze trafi się Anderson :)

  7. Paweł Kołakowski pisze:

    Pragnę też przypomnieć, że Morey już od dawna chce pozbyć się Lina, co przy jego obecnej formie może być łatwiejsze niż się wydawało przed sezonem. Można zatem wnioskować, że czeka nas jakaś większa wymiana. Rockets już podobno po cichu gadali z Knicks i Celtics o trójstronnym transferze, ale Ainge nie chce puścić Rondo do NYK.

    Co będzie czas pokaże

    @sasoo – odnośnie Nene myślałem o graczu zarówno dobrym ofensywnie jak i defensywnie, gdyż w starciu z LAC czy też OKC sam Howard może nie dać rady…

    Morey działa prężnie i jak sobie coś zaplanuje to zazwyczaj to osiąga… zatem wypada nam tylko czekać na przebieg dalszych zdarzeń :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *