Enbiej – power ranking tydzień #1 (2013/14)

1. Philadelphia 76 ers (3-0), ogrywająca kolejno Miami Heat, Washington Wizards i Chicago Bulls. Główna w tym zasługa trzech ogniw; debiutującego w wielkim stylu Michaela Cartera-Williamsa, Thadeusa Younga i Spencera Hawesa. Ten pierwszy wyrasta na głównego kandydata do ROTY. Ostatni z kolei po drakońskiej diecie załatwił wygraną Szóstkom w ostatnim swoim rzucie przeciwko Bulls.

2. Indiana Pacers (3-0), startująca również od bilansu 3-0 i mająca w swoich szergach kandydata do nagrody MVP sezonu – Paula George’a. Skrzydłowy Pacers podczas pierwszego tygodnia zdobywał 25,7 pkt – 8,3 zb – 4,3 as i trafia trzy trójki w meczu. Lider drużyny ma świetne wsparcie w czyniącym postępy Lance’ie Stephensonie. Ciągle niepewna jest przyszłość Danny’ego Grangera, pazującego ze względu na uraz łydki.

3. Minnesota Timberwolves (3-0), niepokonana w trzech pierwszych meczach i Rick Adelman mogący w końcu skorzystać z usług całego potencjału zdrowych zawodników. Numerem jeden jest jak na razie Kevin Love z 29,6 pkt oraz 14,6 zb. Love przy pomocy Kevina Martina pomógł T-Wolves wygrać z Thunder oraz Knicks.

4. Houston Rockets (3-0), czyli ostatnia z czwórki niepokonanych ekip, mogąca nie tylko liczyć na zbiórki Dwighta Howarda (26, wyrównanie rekordu kariery), ale również solidną postawę strzelecką Jamesa Hardena i Chandlera Parsonsa (24pkt). Dwaj ostatni udanie zakończyli pierwszy tydzień dla Rakiet, z pomocą budzącego się Jeremy Lina (20pkt).

5. Los Angeles Clippers (2-1), którzy po nieudanej inauguracji przeciwko Lakers (i wysoko przegranej ostatniej kwarcie) potrafili ograć innych Kalifornijczyków za sprawą świetnej dyspozycji Chrisa Paula (42 pkt). Warto zwrócić uwagę na popisy DeAndre Jordana , notującego średnie 11pkt i 12zb.

6. San Antonio Spurs (2-1), legitymujące się podobnym bilansem – 2:1 – do Clippers, głównie za sprawą Tony’ego Parkera oraz Kawhi Leonarda. Jak na razie nie zawodzi Manu Ginobili, który wrócił do energetycznych wejść z ławki na poziomie 14pkt (51% z gry).

7. Golden State Warriors (2-1), które wprawdzie przegrało z Clippers (przy 38 punktach Stephena Curry’ego), ale odniosło dwie wygrane dzięki Klay’owi Thompsonowi (25pkt na mecz, 65% z pola oraz 52% za trzy).

8. Detroit Pistons (2-1), to kolejna ekipa z wynikiem 2-1, mogąca liczyć na swój front court w osobach Smitha-Monroe-Drummonda. Swoje robi weteran i dusza drużyny Chauncey Billups. Kibice w Mo-town mogą zacierać ręce i liczą na play offs!

9. Oklahoma City Thunder (2-1), gdyby nie sam Kevin Durant (42 pkt przeciwko Jazz) to atak Scotta Brooksa wyglądałby biednie. Na szczęście dla zespołu i fanów Grzmotu wczoraj do drużyny powrócił Russell Westbrook i przy 33 minutach w grze zapracował na drugą wygraną OKC (2-1). Durant ma mizerny wynik 0-10 przy swoim catch and shot.

10. Miami Heat (2-2) i ich pozycja jest poniekąd zaskoczeniem, poprzez nieplanowaną porażkę z Sixers, a następnie przegraną na Brooklynie. Ostatni raz, kiedy wielka trójka była pod kreską na starcie sezonu to ich wspólne początki w 2010 roku. Warto podkreślić, iż z Sixers nie wystąpił odpoczywający Dwayne Wade, natomiast nie meldował się jeszcze na placu boju Greg Oden.

11. Portland TrailBlazers (2-1) z punktującymi regularnie powyżej 20 oczek Damianem Lillardem oraz LaMarcusem Aldridgem. Do ich poziomu dopasował się w weekend Nicolas Batum zaliczając pierwsze w tym sezonie triple double i game winner nad Spurs. O ile w pierwszym przegranym boju zabrakło punktów reszty drużyny, poza Aldridgem i Lillardem, to od pierwszej wygranej w drugim meczu bilans ataku Terry’ego Stottsa wypada już lepiej.

12. Dallas Mavericks (2-1) wczorajsze imponujące zwycięstwo nad Grizzlies pokazało, że drużyna z Texasu uzależnia swoją dyspozycję od formy rzutowej Dirka Nowitzkiego. Przypomnijmy też, że wymarzony debiut dla siebie w nowym otoczeniu zaliczył Monta Ellis (32 vs Hawks). Obaj czołowi strzelcy Ricka Carlisle rzucają przeciętnie po 23 oczka. Gorzej na obwodzie wiedzie się natomiast nieskutecznemu Jose Calderonowi i w jednym ze spotkań trener Mavs musiał nawet posiłkować się dłuższym wymiarem czasowym Gala Mekela.

13. Phoenix Suns (2-1) ich pozycja w pierwszej piętnastce to głównie zasługa dwóch młodszych graczy – Erica Bledsoe (który wygrał rzutem zza łuku mecz z Jazz) oraz Milesa Plumlee (notującego w dwóch pierwszych spotkaniach double double). Ciekawe jak nowy rozgrywający Suns będzie prezentował się w kolejnych spotkaniach, bowiem odrzucił on propozycję przedłużenia umowy w Arizonie?

14. Los Angeles Lakers (2-2) i ich bilans 2-2 to głównie zasługa Paua Gasola oraz przechwytu tego lata – Xaviera Henry. Ten ostatni skrzydłowy nie tylko świetnie zainaugurował sezon przeciwko Clippers, ale od niedzieli wskoczył do pierwszej piątki – kosztem Nicka Younga – aplikując Hawks 18 oczek. Bolączką Jeziorowców jest zdrowie Steve’a Nasha, który wyraźnie ustępuje czołowym rozgrywającym Zachodu.

15. Toronto Raptors (2-1) to zespół jak na razie bazujący na indywidualnych popisach Rudy’ego Gay’a (32%) oraz DeMara DeRozana (44%). Obaj jak na razie słabo regulują swoje celowniki, utrzymując niską skuteczność, co nie przeskadza Dwayne’owi Casey w utrzymaniu poziomu powyżej 50% zwycięstw.

16. Chicago Bulls (1-2) i korozja, która wdała się w stawy i ścięgna Derricka Rose’a jest widoczna gołym okiem. Lider Bulls wprawdzie wygrał gospodarzom mecz z NY Knicks, ale jego cyferki pozostawiają wiele do życzenia; 28% z gry i 5.7 straty w meczu! Czy Bulls pożałują, iż nie zostawili w zespole Nate’a Robinsona? Atak Bulls i dzielenie się piłką Rose’a zostawiają wiele do życzenia. D-Rose ma 1-16 przy swoim pull-up jumper.

17. Brooklyn Nets (1-2) to niespodziewana porażka w Cleveland, po słabym występie większość gwiazd, następnie wygrana w meczu na styku, przeciwko Miami Heat. To wszystko działo się bez bliższej obecności Jasona Kidda. Kolejny mecz to już mocny wypadek przy pracy i przegrana z Magic 21-punktami! Kevin Garnett jeszcze nie rzucił 10 punktów w jednym meczu i tylko raz zebrał 10 piłek, a Joe Johnson nie może znaleźć sobie miejsca do grania wśród nowych gwiazd Siatek, kalecząc rzuty zza łuku na poziomie 28%,

18. Memphis Grizzlies (1-2) z Davem Joergerem na razie nie imponują płynnością gry, o czym dobitnie świadczą wysokie porażki ze Spurs i Mavs. W drugiej kwarcie meczu z San Antonio Miśki dostały srogi łomot 7:30 i nie mogły liczyć na Zacha Randolpha (1/6). W meczu przeciwko Mavs ich obrona straciła aż 113 oczek i nie przypominała tej spod ręki Lionella Hollinsa..

19. Orlando Magic (2-2) zaczynają mieć pociechę z Victora Oladipo (13pkt i 5zb 4 as) i na dodatek coraz lepiej prezentują się Aaron Afflalo (20pkt-5zb-4as) i Andrew Nicholson (14pkt i 7zb). Dwie wygrane z rzędu zatarły dwie pierwsze porażki z Pacers oraz Wolves. Do poprawy zostaje obrona i nad tym muszą popracować gracze Jacquesa Vaughna.

20. New Orleans Pelicans (1-2) i Anthony Davis zapowiadali się dużo lepiej podczas pre-season. Sam podkoszowy wygląda świetnie w strefie podkoszowej osiągając 24 pkt i 12 zb co mecz. Dodatkowo łapie rywali na 4 blokach. Tragedią można nazwać dyspozycję rzutową Tyreke’a Evansa podczas pierwszych spotkań ; 0/7 i 2/8. Pelikany są na ostatniej pozycji w rankingu najmilszych maskotek;-)

21. Cleveland Cavaliers (1-2) rozpoczęli swój sezon w wysokiego ‘C’ ogrywając faworyzowanych Nets dzięki solidnej postawie rezerowowych (Jack, Miles, Bynum). W każdym kolejnym meczu podopiecznym Mike’a Browna nie tylko brakowało skuteczności ale również siły ataku ze strony podkoszowych – zwłaszcza Anthony’ego Bennetta (0/12 z gry podczas trzech spotkań). Porażki z Bobcats i Pacers idą też na konto Kyriego Irvinga (17/50 z gry podczas pierwszych spotkań). Non-factorem jak na razie okazuje się Earl Clark (4/18)..

22. New York Knicks (1-2) i złe wrażenie z pierwszego tygodnia pracy w przebudowanej drużynie Mike’a Woodsona. Gra bez Jasona Kidda momentami przypomina mały chaos lub szarpaninę z rywalem. Carmelo Anthony też prezentuje się jakby oddawał rzuty na siłę (37%). Nic nie daje im nowym podkoszowy Andrea Bargnani a po przegranym meczu przeciwko T-Wolves Knicks zostali wygwizdani w MSG. Trener Woodson na razie specjalizuje się w wystawianiu różnych piątek przeciwko kolejnym rywalom.

23. Charlotte Bobcats (1-2), ograli Cavs i jeśli z problemem bolącej kostki szybko upora się Al Jefferson to Kemba Walker (16pkt na mecz) powinien szybko dostać wartościowego i punktującego środkowego.

24. Sacramento Kings (1-2) wygrywali raz tylko i wyłącznie dzięki postawie DeMarcusa Cousinsa (30pkt). Przy słabszej postawie centra przeciwko Warriors, nie pomagała nawet równa dyspozycja Isaiaha Thomasa (19pkt i prawie 5as w meczu). Przed Mikem Malonem jeszcze sporo pracy.

25. Milwaukee Bucks (1-2) to 7 równo wyglądających graczy rotowanych przez Larry’ego Drew, z których liderem jak na razie jest Zaza Pachulia (13pkt i blisko 8 zb). Jak na razie po pierwszych przeciętnych spotkaniach do roli rezerwowego dla Gary’ego Neala zszedł O.J. Mayo. Bucks byli blisko wygranej przeciwko Raptors ale do pełni szczęścia zabrakło im celności Carona Butlera (10/26 z gry w trzech grach) i Larry’ego Sandersa. Środkowy Kozłów w trzech spotkaniach sezonu rzucił 8 pkt i zebrał 11 piłek. A ile zarabia?

26. Atlanta Hawks (1-2), zespół wyraźnie tęskniący za Joshem Smithem i jego uniwersalnością oraz wkładem w defensywę. Al Horford kuleje w ataku i podczas dwóch ze trzech spotkań rzucał poniżej 13 oczek. Jasnym punktem Hawks pozostaje solidny Jeff Teague (18pkt i 8as). Nawet 6 celnych trójek w meczu Kyle’a Korvera czasami nie pomaga odnieść zwycięstwa.

27. Denver Nuggets (0-2) przed ostatnim miejscem uratował ich fakt, rozegrania tylko dwóch spotkań. Zespół Briana Shawa to kandydat na najgorszą obsuwę w stosunku do jakości ataku z poprzedniego sezonu. Ty Lawson trzymany na smyczy nie przypomina wogóle siebie z ery George’a Karla. No i jeszcze ten pomysł grania na niskim skrzydle Anthony Randolphem..

28. Washington Wizards (0-3) z Johnem Wallem i Bradley’em Bealem mają sporo do poprawy w aspekcie defensywy. Nie dość ,że nie znaleźli oni w sobie pokładów motywacji i przegrali niemal wygrane spotkanie z Sixers, to bezbarwnie wyglądała ich gra w konfrontacji z Pistons oraz Heat. Randy Wittman siedzi na bardzo gorącym stołku, gdyż przed nim kolejni trudni rywale z Brooklynu, Oklahoma City, Dallas oraz San Antonio. Będzie też rewanż z 76ers i największa szansa na pierwsze zwycięstwo.

29. Utah Jazz (0-3) czekają na powrót Trey Burke’a a przebłyski formy na pięć minut Aleca Burksa oraz słaba postawa Johna Lucasa III nie dają szans Ty’owi Corbinowi na wyrównaną walkę z rywalami. Najbliżej zwycięstwa było w konfrontacji z Suns, ale wygraną wydarł im Eric Bledsoe. Być może Jazz powinni spróbować pozyskać Gorana Dragića, którym są w stanie handlować Suns? Z innej perspektywy – Richard Jefferson był najlepszym strzelcem drużyny w meczu przeciwko Rockets (18), a z kolei Gordon Hayward jak na razie rzuca cegłami i odrzucił propozycję prologaty do obwowiązującej go umowy.

30. Boston Celtics (0-3), chyba po letnich transferach i przy nieobecności Rajona Rondo nikt nie jest zdziwiony postawą Zielonych. Celtics nawet nie chcieli zrobić prezentu – dostającemu przed TD Garden swój pomnik – Billowi Russellowi i przegrali u siebie z Bucks. Kolejny tydzień może przyniesie pierwszy tryumf Bradowi Stevensowi, bowiem na horyzoncie pojawią się Magic, Jazz i Bobcats. Ciężko zrozumieć taktykę gry Stevensa i wystawienie bezproduktywnego Geralda Wallace’a podczas gdy na ławce siedzi – głodny gry – MarShon Brooks.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

11 komentarzy

  1. Dawid Ciepliński pisze:

    W sumie to nie ma się do czego doczepić w tym power rankingu. Zmieniłbym tylko kolejność pierwszej trójki. Dla manie pierwsi są w tej chwili Wolves – Love miażdży system swoją grą, później Sixers i na trzecim Pacers. Trochę wyżej przesunąłbym też Magic. Grają bardzo dobrą koszykówkę i pozycja tuż za Lakers byłaby w sam raz.

  2. Dawid Ciepliński pisze:

    A i jeszcze jedno. Knicks za wysoko. Na początku sezonu wyglądają słabo i niewiele brakowało, a zaczęliby sezon od 0-3. Dwie, maks trzy pozycje niżej to ich miejsce.

  3. Woy pisze:

    @Dawid dla mnie ważne było z kim grali zwycięzcy rankingu i zwłaszcza Sixers mieli trudny terminarz. Z kolei zastanawiałem się nad wyższym miejscem dla Magic, z tymże mecz na styku Lakers ze Spurs przeważył na korzyść Jeziorowców.

  4. Szuwarek pisze:

    Numerem jeden jest dla mnie Pacers, na drugim Wolves, a na trzecim 76ers, bo i tak uważam, że to tylko wypadek przy pracy. Co do najsłabszych, to uważam, że Denver gra fatalnie. Celtics chyba nie jest dla mnie na ostatnim miejscu, bo dwa razy byli na prowadzeniu w 4 kwarcie i w zasadzie nie mieli jeszcze jakiejś ogromnej wpadki 20-kilku punktowej. Najsłabsi według mnie to Utah i Denver, przynajmniej po tym pierwszym tygodniu. Co do Wizards uważam, że Wittman powinien wylecieć jak najszybciej, aby ta drużyna jeszcze liczyła się w walce o play-offy.

  5. Adrian89 pisze:

    Ja bym dał wyżej Hawks , i niżej OKC – thunder wyglądają mega blado – niby dwie wygrane – ale z ekipami nie najmocniejszymi i to wymęczone strasznie

  6. artur pisze:

    Gdybym to ja układał power ranking to 76ers dałbym co najwyżej w połowie stawki. Ta drużyna na pierwszym miejscu to jakieś nieporozumienie, bo nawet mimo trzech zwycięstw (i to nie takich wcale pewnych, tylko po odrobieniu strat) to nie jest obecnie najmocniejsza drużyna w stawce, a średniak, który faworytem byłby tylko w meczu z drużynami typu Celtics.

    Dzisiejszej nocy drużyna z power rankingu pierwsza, grała u siebie z drużyną siódmą (GSW; na nba.com byli jeszcze niżej, bo na 10.) i przecież to drużyna siódma była faworytem -> jak wiecie wygrali wysoko, w pewnym momencie nawet +40 punktów przewagi. Mam nadzieję, że w przynajmniej połowie sezonu już nie będzie takich wahnięć w rankingu.

  7. Woy pisze:

    Mam pytanie czy wiesz na czym polega Power Ranking @Artur? Mierzenie sił w konfrontacji z najsilniejszymi rywalami jest podstawą do tego typu notowań. Zresztą pewnie i Ty i inni forumowicze ujrzycie inne rzeczy przy kolejnych odsłonach. Zobacz kogo ograły drużyny z Topu czy dna tej tabeli. To, że Tobie czy Szuwarkowi wydaje się ,że Pacers lub Wolves są najsilnejsi to jedna rzecz, ale druga jest taka ,że trzeba realnie popatrzeć kogo dany team pokonał, przy swoim słabym lub odwrotnie – mocnym – składzie. To, że Pacers ma super skład to wiemy wszyscy, ale kto wiedział Sixers ,że mają siłę zdolną pokonać Bulls oraz Heat ? Na dodatek polecam poszperać w notowaniach na amerykańskich stronach, które podobnie do mnie umieściły Sixers na pierwszym miejscu.

    • artur pisze:

      espn umieścili 76ers niżej niż Bulls i Heat, bo na 10 miejscu i to jeszcze przed dzisiejszą porażką – http://espn.go.com/nba/powerrankings – ten ranking już jest trochę sensowniejszy

      Tak już jest w sporcie. Drużyna A wygrywa z B. B wygrywa z C, a C wygrywa z A -> takich sytuacji w sporcie jest dużo, trzeba brać poprawkę na losowość. A nie patrzeć na cyferki i układać power ranking głównie po ostatnich wynikach w tabeli.

      Imo jest inaczej niż napisałeś, nie patrzeć kto kogo pokonał (bo czasem wygrana to kwestia trafienia trójki w końcówce), tylko jak kto grał. 76ers w każdym z pierwszych 3 spotkań mieli momenty, gdzie przegrywali ponad 10 punktami. Za każdym razem udało im się odrobić i było w tym więcej szczęścia i przypadku oraz niedyspozycji rywala, niż dobrej gry.

  8. Woy pisze:

    Kolego trochę przesadziłeś oskarżając mnie o cyferkowanie (podobny temat możesz znaleźć tutaj z cyferkami kolegów http://www.enbiej.pl/2013/11/03/szczesliwie-triple-double-batuma-trail-blazers-rozstrzelali-spurs/). Proponuję założyć stronę i popisać się swoim autorskim tekstem. Zwłaszcza, że tworzę tę stronę ładnych parę lat , pisząc parę tysięcy tekstów i na dodatek to nie jest pierwszy ranking ,który układam. Sprawdź jeszcze Yahoo i CBS Sports , gdyż każdy ma swój punkt widzenia , podkreślając, że dziennie oglądam 2-3 spotkania z NBA.

  9. franz_ferdinand pisze:

    Tak i ten sam espn umieścił Kobego na 25 miejscu…
    Nawet jeżeli 76ers przegra kolejnych 10-15 meczy bo i tak może być, to 1 pierwsze miejsce po pierwszym tygodniu należało im się jak psu buda:P
    Ograć mistrzów, czołowy zespół wschodu z powracającym mvp2011 i zespół który ma walczyć o play offy, i wszystko z pozycji outsidera, serio patrzymy na styl w takim momencie?
    Po za tym na espn nie chcieli widocznie przeskoku z samego dołu power rankingu nagle na samą górę dlatego tylko +20 w przypadku 76ers.

  10. artur pisze:

    Nie oskarżam, tylko wyrażam swoje niezadowolenie, bo nie o taki power ranking walczyłem ;)

    @franz
    Ależ oni mieli pierwsze miejsce. Choćby w tabeli zwycięstw. Prowadzili razem z Pacers i Rockets. Natomiast Power Ranking jest po to, żeby mi powiedzieć kto aktualnie jest mocny, ponieważ nie zawsze tabela to oddaje. I nie oddaje w wypadku 76ers. I nie oddawała np. gdy do Wizards wrócił Wall – bo team miał mało zwycięstw, ale zaczął być mocny.
    Gdyby te 3 zwycięstwa przytrafiły się 76ers w środku sezonu (a mieliby bilans <0.5) to nikt by ich na pierwsze miejsce na pewno nie wrzucił.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *