Dlaczego Pat Riley jest w błędzie?

Autor: Michał Świderski

Ostatnio nieco zawrzało w sieci, kiedy Steve Kerr (ex-Byk, obecnie analityk stacji TNT) głośno zaczął powątpiewać w trzeci z rzędu pierścień mistrzowski dla Heat, motywując to przemęczeniem graczy z Miami długimi bataliami w playoffach w ostatnich dwóch latach. Wydaje się, że mały Wielki Steve zapomniał na moment o tym, jak fizycznie niezniszczalny jest LeBron James, chociaż nie da się ukryć, że ma nieco racji w swoich, jak mówią niektórzy, prowokacyjnych wypowiedziach. Albo inaczej – zauważa pierwszą rysę na tym idealnym od dwóch lat obrazku pod tytułem : Dynastia Miami Heat. I wcale nie jest to tylko przemęczenie graczy.

Parę miesięcy temu Pat Riley ogłosił, że jego celem jest utrzymanie obecnego trzonu zespołu przez kolejne 8-10 lat. I że jest to najlepsza opcja dla jego Heat, mająca im przynieść nie dwa, nie trzy, nie cztery… (dobra, koniec złośliwości) – pierścienie. Jasne, można uważać, że były to tylko słowa mające wzmocnić drużynę przed walką w playoffach (wypowiedź padła w kwietniu), albo dać jasny sygnał w kwestii przyszłorocznego szału na rynku wolnych agentów. Ale moim zdaniem przebija się przez tę wypowiedź także pycha legendarnego Pata.

Heat AD 2013 nie wyglądali już tak samo jak Heat AD 2012. Pisano już o tym wiele – kontuzje Wade’a, trochę zagubiony Bosh, który dalej nie wie czy jest wciąż skrzydłowym, czy centrem i czy może rzucić od razu, czy ma szukać Jamesa, biegającego gdzieś na obwodzie. I jeżeli przy wysokich jesteśmy – nie liczę osobiście zbytnio na Odena. Obym się mylił. A konkurencja? Nigdy nie śpi – Paul George będzie jeszcze lepszy w tym roku, jego Pacers mają już wystarczająco siły i motywacji, by zemścić się na Heat plus zyskali ławkę. Steve Kerr stawia na „swoich” Chicago Bulls – z czym niełatwo się zgodzić, bo choć wierzę w Rose’a, to jednak cały roster Bulls zubożał nieco pod jego „nieobecność”.

Ale jak to się ma do wypowiedzi Riley’a? Otóż oglądając parę miesięcy temu paradę mistrzowską w Miami, miałem wrażenie (wzmocnione w kolejnych dniach), że ci zawodnicy nie do końca pamiętają jak niewiele brakowało do tego, by przegrali i jak kilkukrotnie mieli autentyczne, czyste „szczęście”. Tak – wyszli z tego wszystkiego jako zwycięzcy, ale przez całą serię finałową ze Spurs tak nie wyglądali. Nikt nie mógł powiedzieć – Heat grają tak dobrze, że na 100% zdobędą mistrzostwo. Można było kibicować, ale to co innego. Pacers grali z nimi 7 meczy, Spurs również. To nie jest aż taka dominacja, jaką się może czasem przedstawia (zespołowo, bo indywidualnie ich lider, LeBron, góruje ponad resztą ligi). Riley nie powinien czuć się zbyt pewnie, siedząc teraz na szczycie.

Podziwiam Dwyane’a Wade’a, jest bez wątpienia legendą miasta i ligi, ale czy ktoś patrząc w przód 8-10 lat widzi jakikolwiek happy-end dla jego sagi z kontuzjami? A ma 31 lat. I będzie musiał przecież nieźle zarabiać, niezależnie od formy, ze względu na swój status w organizacji. Bosh z kolei musi w końcu znaleźć swoje miejsce na boisku, bo jest obecnie innym zawodnikiem niż był w Raptors pod kątem ofensywnej efektywności. Fakt, może nie jest to departament w którym Heat koniecznie i nagle potrzebują pomocy, ale tak będzie, bo Shane Battier i Ray Allen są już na końcu swojej zawodniczej drogi. Może to brutalne, ale z marketingowego i sportowego punktu widzenia, Miami Heat to LeBron James.

W końcu, po 3 latach, stało się to co miało się stać od początku. I jeżeli Pat Riley chce dalej ozdabiać swoje dłonie pierścieniami, musi stać się to jego mottem. Czy obecny roster da radę wymęczyć kolejne mistrzostwo? Wydaje mi się, że tak, ale będzie to ostatni taki rok. Potem muszą przyjść zmiany wokół Jamesa. Konkurencja i na wschodzie, i na zachodzie, ostrzy sobie kły na Heat i wykorzysta każdą słabość tej ekipy, także sentyment względem „zasłużonych”, a nie do końca już wówczas użytecznych, graczy (nie, nie mówię o numerze 3).

Zrozumiałe jest jak łatwo było Riley’owi wpaść w samozachwyt po meczu siódmym tegorocznych finałów, ale obawiam się , że jego plan 10-cio letni jest niemożliwy do wykonania i że czekają go poważne decyzje w przyszłym roku. Z myślą o pożegnaniu Bosha jesteśmy oswajani już od kilku miesięcy, głównie poprzez plotki, ale wiemy, że często od tego się zaczyna. Role-playerzy będą musieli zostać odświeżeni, chyba, że jakimś cudem wydział geriatryczny Miami Heat utrzyma mistrzowską formę (Millera już w Heat nie ma, a nie zapominajmy o jego roli w finałach w 2012 roku). A chociaż zawodnicy generalnie chwalą sobie grę z James’em, liczba tych, którzy chcieli by tego spróbować niekoniecznie wzrasta.

Osadzają się w przyczułkach wrogich dla Heat organizacji, których przybywa (Celtics, Nets, Bulls, Pacers, Knicks – tylko ze wschodu) a przecież widać gołym okiem, iż dominacja LeBrona sprawia, że te sezonowe nawet pojedynki stają się już klasycznymi (i bardzo zaciętymi) rywalizacjami. Odejście zaś z takiego przyczułku do „największego wroga” nie przyniesie nikomu popularności. Zresztą my wszyscy, nikogo bardziej nie lubimy kochać i nienawidzić jednocześnie, niż najlepszych z najlepszych – mistrzów.

Przed Patem Riley’em będą teraz wcale nie najprzyjemniejsze, a najtrudniejsze lata, które zadecydują o losach Dynastii. I ja dołączam się teraz do powstającego już powoli chóru, ogłaszającego wiatr zmian w Miami Heat. Ray Allen trafił tą trójkę w meczu 6-tym na dogrywkę – szkoda by jednak było, gdyby sukces najciekawszej ekipy w NBA od lat, w kolejnych sezonach zależał od takich „przypadków”.

23 komentarze

  1. manek napisał(a):

    Wymęczone mistrzostwo?? To mistrzostwo NBA – największe gwiazdy o nim marzą, poświęcają się by je zdobyć, a jest wielu wielkich którym nie udało się go zdobyć. Mistrzostwo obronione, przeciwnicy pokonani – to jest ogromny sukces. Chemia w zespole jest, sukcesy są, po co zmieniać trzon? Bosh już 3 sezony w Heat ma za sobą i raczej wie już jakie są jego zadania i zna swoje miejsce na parkiecie, a jak ważnym ogniwem zespołu jest pokazały PO 2012, kiedy bez niego Heat mieli spore problemy. Nie jestem fanem Heat, ale Spurs w tych PO byli w wielkiej formie, a mimo to zostali pokonani.

  2. rdnc napisał(a):

    też jak kolega wyżej uważam, że nie ma czegoś takiego jak wymęczone mistrzostwo. Mistrzostwo to mistrzostwo, równie dobrze można by uznać, że ostatni Miś Jordana i spółki w 1998 był wymęczony bo grali z Pacers do 7:)
    a co do samego artykułu to się zgadzam z autorem, że to może być ich ostatni run, wiele bardzo wiele zależy od samego Wade-a, od jego zdrowia, jeśli jemu nic w kolanach nie strzeli to będzie 3-peat, a jeśli strzeli… cóż … nie 7 nie 6… tylko 2:)

  3. Paweł napisał(a):

    8-10 to przesada ale najbliższe lata (1-2) w tym składzie będą jednym z głównych pretendentów do tytułu.

  4. bulls94 napisał(a):

    w 98 roku prawie doszło do 7 meczu finałów (decyzje sędziowskie), ale nie zmienia to faktu potęgi tamtych Bulls. Podobnie jest z Heat. Trafił Allen 3ke bo jest graczem na miarę mistrzostwa NBA. Podobnie jak rzut Jordana nad Russelem.

    • Szuwarek napisał(a):

      W 98 roku gdyby odgwizdano ewidentny faul Pippena, nie byłoby słynnego rzutu Jordana nad Russellem. Za to mielibyśmy mecz nr 7 w Utah.

  5. Michał napisał(a):

    „Wymęcznie” dotyczyło raczej faktu, iż playoffy 2014 będą dla Heat jeszcze trudniejsze niż tegoroczne. Ale wiadomo, że za parę lat będzie się pamiętało tylko fakt tego, że Miami zdobyło kolejne mistrzostwo.

  6. rzepik napisał(a):

    „Ray Allen trafił tą trójkę w meczu 6-tym na dogrywkę – szkoda by jednak było, gdyby sukces najciekawszej ekipy w NBA od lat, w kolejnych sezonach zależał od takich „przypadków”. ”

    Nie wiem czym sie autor tekstu kierował pisząc te słowa.. Dla nas kibiców wydaje mi się że nie ma nic piękniejszego niż własnie takie mecze w finałach i nie tylko..

    Ok zgadzam się żę teraz trudne decyzje przed Patem i to nie będzie prosty sezon ale zarzuty że mistrzostwo Heat jest wymęczone są bardo śmieszne i jeszce bardziej głupie…

    Idąc takim tokiem myślenia tytuły 2005 Spurs i 2010 Lakers to przecież też tylko wymęczone zwycięstwa i SZKODA wręcz że tak wielki zespół jak LA był zdany na PRZYPADKOWY dzień i rzut Artesta…

    Sorry ale dobry artyukuł został w końcówke bardzo zepsuty .

  7. VDL napisał(a):

    Jestem tego samego zdania co „manek” i „rdnc”, nie rozumiem znaczenia slowa „wymeczone mistrzostwo” :) Heat jakby nie bylo wygrali i nikt nie bedzie mowil ze sa wymeczonym mistrzem tylko druzyna ktora wygrala lige NBA. Co do tych 8-10 lat Miami raczej watpie, pomimo tego ze jestem ich wielkim fanem. Glowna role rozegraja kolana Wade’a ktore albo wytrzymaja jeszcze troche albo za przeproszeniem szlag je trafi i bedzie po sprawie. W tym roku wyjdzie wszystko wydaje mi sie, lawka troche… wlasnie. Oslabla czy sie wzmocnila? Niewatpliwie pomimo serii kontuzji czy nierozsadnego zachowania nazwiska Oden, Beasley robia wrazenie. A jakby nie bylo sa to mlodzi zawodnicy ktorzy w przyszlosci moga sie okazac bardzo istotni w utrzymaniu druzyny na poziomie. Ciekawi mnie ile „Suger Ray” pociagnie z obecna dyspozycja? Bo to tez istotne…jakby nie bylo doswiadczenie robi swoje ;) Co do Bosha to pomimo niezbyt duzej ilosci punktowej w meczu mysle ze spelnia swoje zadanie. PO 12 udowodnily co sie dzieje z Heat bez „raptorka”. W koncu i Chalmers… on tez ma duzy wklad w to jak gra Miami. W chwili obecnej ciezko mi sobie wyobrazic innego gracza na PG niz on.

  8. Michał napisał(a):

    To może jeszcze raz lekko doprecyzuję: „Czy obecny roster da radę wymęczyć kolejne mistrzostwo?” – tutaj chodzi mi o kolejne mistrzostwo, playoffy 2014, nie obecne. Ta ekipa moim zdaniem dała z siebie wszystko w tym roku, a i tak dali przeciwnikom kilka dobrych okazji na zakończenie ich runu (trójka Allena ocaliła ich mistrzostwo – z tym trudno się nie zgodzić)- skoro konkurencja się wzmocniła, a Heat moim zdaniem nie tak bardzo, to w tym roku mistrzostwo będzie jeszcze trudniejsze do zdobycia, o ile w ogóle to się uda. I uważam, że będzie to dla Heat „męka”.

    • manek napisał(a):

      też tak myślę, w poprzednim sezonie od ASG byli już niemal murowanym faworytem do tytułu, a jednak Spurs byli o włos od wyeliminowania ich. Teraz w swojej konferencji będą mieli jeszcze mocniejszych Pacers, Nets, którzy po sprowadzeniu Pierca i Garnett staną się contenderem i Bulls już z Rosem, a zostaną jeszcze nieobliczalni NYK, a na ich drodze stanie jeszcze mistrz Zachodu…

  9. VDL napisał(a):

    Wzmocnien jako tako takich nie bylo…dlatego uwazam ze kluczem do sukcesu jakim jest mistrzostwo bedzie B-Easy i Oden. Jezeli zdrowie pozwoli, i ogarnie sie Mike to uwazam ze sa w stanie realnie wywalczyc kolejne mistrzostwo (nie wliczam tutaj juz kolan Wade’a ). Najwieksza konkurencja wedlug mnie to mimo wszystko Pacers. Zaimponowali mi w tamtym sezonie bardzo ;)

  10. flappjack napisał(a):

    Nie kumam tego artykułu i nie rozumiem tego pesymizmu.
    Zakładanie, że Miami będzie słabsze, a wszyscy mocniejsi – równie dobrze można by założyć na odwrót i napisać piękny artykuł chwalebny o Miami Heat, poparty wieloma argumentami.
    Wróżenie z fusów.

    Ja bym autorowi zadał pytanie jacy są według niego faworyci do mistrzostwa???
    Bo rozumiem, że nie Miami???

    • Michał napisał(a):

      Heat teraz raczej nie są jeszcze słabsi, może lekko bardziej zmęczeni, ale będą za rok, dwa, jeżeli nie przewietrzy się składu – to jest moje zdanie. Faworytem jeszcze w tym roku będą na pewno.

  11. darek napisał(a):

    Moim zdaniem artykuł nie oddaje jednej ważnej sprawy.
    Ze Heat z Pacers czy Spurs grali na 70% swoich mozliwości. Przeciwnicy na 125%. Nie sądzę, żeby te drużyny mogły zagrać lepiej. Pamiętacie RUN Heat w regular season. Może już nie będą polować na kolejne rekordy. Oszczędzą sił w regular i na PO zbudują optymalną dyspozycję.
    I co wtedy? Dalej stawiacie na Pacers, Bulls, Spurs……
    A czy w ogóle Spurs jeszcze dadzą rady wygrać zachód?

    • Szuwarek napisał(a):

      Moim zdaniem to oddaje dobrze serie z Pacers i Spurs. O ile Pacers mogą grać jeszcze lepiej z Grangerem, to Spurs zagrali absolutnie na 125% możliwości. Green i Neal wygrali po meczu niebywałymi występami. Pop bezbłędnie rozpracował rywali. Wygrana Heat tym bardziej pokazała wyższość roosteru Heat, nad Spurs. Nawet genialne indywidualne występy graczy Spurs i zmarginalizowanie LBJ-a w pierwszych 3 meczach, nie były w stanie odwrócić serii.

      Pacers, Bulls, Nets i Knicks mogą za to sporo namieszać w przyszłym sezonie. Heat będą czekać minimum 3 trudne serie, a jeśli pojawią się problemy ze zdrowiem w RS i awans do play-off z 3-4 miejsca, nawet 4 trudne serie. Wcale nie jest to tak bardzo nieprawdopodobne, bo Byki mogą z Rosem wykręcić bardzo dobry wynik, Knicks i Nets również mogą mieć świetny bilans w granicach 60 wygranych. Pacers w RS będą pewnie nieco słabsi i mogą wylądować nawet na 4-5 miejscu, ale w play-offach będą śmiertelnie groźni.

    • Barzay napisał(a):

      pisanie że grali na 70% to chyba przesada, prawie przegrali finał gdyby się tak stało to by chyba żałowali ze nie grali co najmniej na 80% ? :) Nie no myślę że grali na 100 % a kłopoty zdrowotne Wadea to można powiedzieć o kontuzji Parkera, bez której to mogło by być inaczej.

    • darek napisał(a):

      Nie chodzi mi o to, że grali na 70% zaangażowania. Ale na 70 % umiejętności. Po prostu nie wpadało to co zwykle wpada. Jak podczas RUN’u w regularnym sezonie.

  12. qcin napisał(a):

    Sezon ogorkowy trwa w najlepsze. Spoko jesli artykul mial zasiac watpliwosci co do kolekcjonowania pierscieni przez Lebrona i spolke, ale branie na serio wypowiedzi Pata wydaje sie byc naiwne. NBA to glownie PR wiec co sie dziwic, ze Riley wyglaszal takie mocarne plany, chyba nikt sie nie spodziewal, ze powie-„to jedna z naszych ostatnich szans na mistrzostwo, za rok zaczynamy budowac zespol od nowa”. Wiadomo, ze przyszlosc Miami zalezy glownie od wyboru Lebrona za rok, jesli zostanie na Florydzie, to beda walczyc o mistrzostwo nawet jesli na centrze bedzie partnerowal mu Robert Sacre. Przyszloroczny offseason moze byc o wiele ciekawszy niz tegoroczny RS. Nie dosc, ze draft jest uwazany za jeden z najlepszych w historii, to jeszcze koncza sie kontrakty wielu gwiazdom i tutaj rodzi sie pytanie, czy taki Melo czy Lebron przywroca ducha lat 90 i zostana w swoich klubach by budowac swoje pomniki, czy tez zamienia koszykowke w pilke nozna i beda woleli zmiane otoczenia. W tym kontekscie rozpatrywalbym wypowiedz Rileya, a nie rozmyslal czy Miami za 10 lat w obecnym skladzie byloby faworytem do mistrzostwa.

  13. santi napisał(a):

    biorac pod uwage, ze za 8-10 lat kariere kontunuowac bedzie moze ze 2 zawodnikow z obecnego skladu to powodzenia ;)

    • Qcin napisał(a):

      dokładnie tak jak piszesz Santi, za 10 lat z obecnego składu Miami zapewne jedynie Lebron będzie biegał po parkietach NBA i nie trzeba mieć iq Trumana Capote’a by zdawać sobie z tego sprawę.
      Wypowiedź Pata mogła stanowić asumpt do dyskusji o potencjale i przyszłości Miami, ale teza jakoby wypowiedź Rileya była przejawem pychy wydaje mi się mocno przesadzona.

  14. FayVT napisał(a):

    Hmm no akurat ta słynna trójka Allena zaistniała tylko dlatego że LeBron wcześniej natrzaskał punktów i było rzucać na jakiś remis :P. Tak poza tym to Allen w obu ostatnich meczach grał bardzo źle, zresztą pan Pralka też… gdyby obaj zagrali na swoim normalnym poziomie to nie było by wielkiego problemu.

    Jeśli chodzi o szanse… Bulls nie mają żadnych, dwukrotnie już polegli 1-4, a wzmocnień na ten sezon nie mają. Rose to nie wzmocnienie, on jest akurat graczem sezonowym, w play off’ach nabijanie hajlajtów ma mniejsze znaczenie to i Rose ma mniejsze znaczenie. Chyba że się nauczył w końcu podawać i rzucać…
    Pacers – bez zmian, chyba że na gorsze :P, to wciąż chyba jedyna realna konkurencja na dzisiaj w konferencji.
    NYK – z całym szacunkiem, ale oni realną konkurencją to mieli być sezon temu. Czy dziś coś się zmieniło? Może tak ale raczej nie. Pewnie znowu będą wygrywać z Heat w sezonie, a w PO już tak dobrze nie będzie.
    Nets – raczej wątpię. To jest drużyna los emeritos, starczy że Garnett będzie nie w sosie, Pierce się połamie a Williams jak to Williams, i z cud składu zostaje tylko Lopez i Jet. A Kidd… z całym szacunkiem dla niego, ale on jest żółtodziobem, naprawdę ktoś wierzy że on sobie poradzi tak od razu? Przecież bywa że goście latami siedzą na stanowisku jako asystenci, uczą się od najlepszych a jak im się trafi własna drużyna – to jest porażka…

    • Woy napisał(a):

      Z Nets trochę pojechałeś: Williams, Johnson, Pierce, Garnett, Lopez, a dalej Terry, Anderson, Kirilenko, Evans i Blatche. Mało który zespół zechce zagrać z nimi do 4 wygranych w play offs. Nets spokojnie mogą powalczyć co najmniej o 2 miejsce na Wschodzie a następnie finał konferencji. Pacers, Knicks i Bulls dostali wartościowego rywala po 4 głównych transferach ekipy z Brooklynu.

  15. VDL napisał(a):

    Dla mnie realne zagrozenie ze Wschodu to Pacers, tylko i wylacznie. Zachod to Rockets, Spurs badz tez Thunder. Nie widze innego scenariusza

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *