EB: Podsumowanie trzeciego dnia – Grupa D

Trzeci dzień zmagań w grupie D i kolejne ciekawe spotkania i zaskoczenia za nami. W pierwszym meczu dnia, osłabieni Rosjanie nie byli w stanie zatrzymać świetnie dysponowanych Szwedów i przekreślili swoje szanse na awans do drugiej fazy turnieju. Bardzo dobrze zagrał duet Taylor-Jerebko i zwycięstwo Skandynawów to głównie ich zasługa. W drugim spotkaniu, grający niesamowicie zespołowo, Włosi pewnie pokonali Finów i tym samym zapewnili sobie awans do kolejnej rundy. Mimo braków kadrowych, reprezentacja Włoch wygląda bardzo, bardzo solidnie. W ostatnim meczu dzisiejszego dnia Grecy, bez kontuzjowanego Spanoulisa, nie dali żadnych szans Turkom i odsyłają ich z kwitkiem do domu. Pogrążył się Hedo.

Rosja – Szwecja  62-81 (15-18, 14-16, 16-18, 17-29)

massamba

Dramat Rosjan. Jeszcze w czwartek Sborna przez 2 kwarty grała jak równy z równym przeciwko reprezentacji Grecji, a dziś została zlana przez, wydawałoby się, najsłabszych w całej grupie Szwedów. Rosjanie tak naprawdę tylko na początku trzeciej kwarty wyglądali jakby mogli wygrać to spotkanie, a przez resztę meczu to Szwedzi, z lepszym, lub gorszym skutkiem atakowali i narzucali swoje tempo gry.

Pierwsza kwarta zaczęła się od prowadzenia Szwedów 12-4, co była zasługą głównie Jonasa Jerebki, który nie miał problemu z minięciem obrony rywali. Rosjanie pudłowali wszystko co mogli z dystansu (o/9 w 10 minut), ale dzięki dobrej postawie Shveda i Antonova wciąż byli w grze.

W drugiej kwarcie wciąż lepiej wyglądali Szwedzi, ale popełniali zbyt dużo strat (8) i wciąż nie mogli odjechać rywalom na bezpieczny dystans. Całą swoją ofensywę opierali na duecie Jerebko-Taylor, a szczególnie ten drugi wnosił dzisiaj do gry bardzo sporo, myląc się tylko 3 razy w pierwszej połowie. Świetną końcówkę zaliczył Kenny Grant, który trafił dwie trójki z rzędu i dał Szwedom pięcio punktowe prowadzenie, które utrzymali już do przerwy.

Na drugą połowę Rosjanie wyszli jakby bardziej zmotywowani i w 3 minuty Aleksey Shved zdobył sześć punktów i wyprowadził Rosję na prowadzenie. Wstawki agresywniejszej obrony sprawdziły się, bo Szwedzi popełnili 3 straty z rzędu, z czego 2 były autorstwa rozgrywającego Massamby. Sytuację opanował jednak szybko Jerebko, który robił co mógł, aby nie dać się rozpędzić Rosjanom. W połowie 3 kwarty, Szwedzi ciągle utrzymywali pięcio punktowe prowadzenie. Po stronie Sbornej, pudłował Monya, Fridzon i Antonov i cała gra ofensywna opierała się praktycznie na osamotnionym Shvedzie. W końcówce znowu dobry fragment zaliczył Taylor, zza łuku trafił Grant i Szwedzi prowadzili już różnicą 7 oczek.

W ostatniej kwarcie Szwedzi bezlitośnie wykorzystali wszystkie słabości rywali i praktycznie w 4 minuty posłali Rosjan na deski. Ciągle niezawodny był duet Jerebko-Taylor, ale tym razem to gracz Detroit Pistons był postacią wiodącą reprezentacji i trafiając kolejne rzuty, wprawiał w rozpacz kibiców Sbornej. Na potęgę pudłował Fridzon, co tylko napędzało grę skutecznych Szwedów. Pokolejnyh celnych rzutach Taylora i Jerebki, przewaga Swedów wynosiła już 20 punktów i nawet przebudzenie Antonova nic już nie mogło zmienić. Szwedzi przeważali przez 3/4 tego spotkania i pewnie pokonali Rosjan 81-62, tym samym praktycznie zamykając im drogę do drugiej rundy.

Zawodnicy ze Skandynawii byli lepszy w każdym elemencie gry, zatrzymując Rosjan na 17-to procentowej skuteczności zza łuku (3/17) i wygrywając rywalizacje na deskach aż 44-31. Szwedzi wciąż zachowują szansę na wyjście z grupy, ale przed nimi ciężkie mecze z Turją i Włochami.

Gracz meczu: Jonas Jerebko. Zawodnik Detroit Pistons był dzisiaj nie do zatrzymania dla reprezentantów Rosji. 22 punkty, 13 zbiórek i 2 asysty to całkiem dobra linijka. Z tak dobrze grającym liderem, Szwedzi wyglądają zupełnie inaczej. Świetnie zagrał także Taylor(25 pkt,6 zbiórek, 4 przechwyty), ale popełnił aż 7 strat, więc będzie musiał obejść się smakiem jeśli chodzi o wybór najlepszego zawodnika meczu.

Szwecja: Taylor 25, Jerebko 22, Grant 11(3×3), Gaddefors 9, Hakansom, Kjellbom i Rush po 4, Massamba 2.

Rosja: Shved 15, Antonov 13, Monya 8, Fridzon 7, Sokolov 6, Ponkrashov 6, Voronov, Kulagin i Khvostov po 2.

 Włochy – Finlandia  62-44  (14-17, 17-9, 15-8, 16-10)

gigi

To nie był mecz dla fanów, którzy lubią porywające spotkania i dużo rzuconych punktów, najlepiej po szybkim ataku zza łuku. Mimo tego, że mniej więcej tak przed pierwszym gwizdkiem zapowiadało się to spotkanie, to obie druzyny zagrały bardzo mądrze w defensywie i bardzo nieskutecznie w ataku. Mimo wszystko o klasę lepsi byli Włosi i to oni są już pewni awansu do drugiej rundy.

Samo spotkanie nieco rozczarowało, bo spotkały się dwa niepokonane dotychczas zepsoły w swojej grupie. Osłabieni Włosi okazali się za bardzo zorganizowani, nawet dla świetnie zazwyczaj broniących Finów. Co prawda pozwolenie rywalowi na zdobycie tylko 62 punktów nie jest złym wynikiem, ale tylko wtedy jeśli samemu zdoła się rzucić chociaż o jeden więcej. Finowie męczyli się w ataku, przestrzelając większość swoich rzutów, co zaowocowało tym, że tylko w pierwszej kwarcie ich ofensywa wyglądała dobrze.

Skandynawom udało sie wygrać pierwszą kwartę głównie za sprawą duetu Salin-Koponen, którzy jak zawsze byli wyróżniającymi się zawodnikami w swojej drużynie. Włosi nie mogli znaleźć drogi do kosza i pudłowali swoje rzuty. „Najlepszy” pod tym względem był Marco Belinelli, który przestrzelił aż 85 procent swoich prób. W drugiej kwarcie Włosi jednak zaczęli imponować w obronie, a kiedy nawet popełnili błąd, to rywale nie umieli zamienić prostych akcji na punkty. Luigi Datome i Aradori sprawili, że ofensywa Włochów przybrała odopwiedni wygląd i po serialu punktowym 13-2, to oni schodzili do szatni prowadząc 31-26.

W drugiej części gry wszystko wyglądało podobnie. Na potęgę pudłowali zarówno Włosi jak i Finowie, ale ci pierwsi mylili się rzadziej i mieli w swoich szeregach Alessandro Gentile, który praktycznie jako jedyny grał na przyzwoitej skuteczności. Później dołączył do niego także Nicolo Meli i to ta dwójka sprawiła, że Włosi regularnie powiększali swoją przewagę. Swoich towarzyszy do walki próbował poderwać Koponen, ale ani on, ani żaden z jego kolegów nie był dziś w na tyle dobrej formie, aby zagrozić Włochom. Nieźle zagrał także Luigi Datome, na którego dobrze wpłynął dzień przerwy, bo zakończył spotkanie z dorobkiem 10 punktów, 8 zbiórek i 4 asyst. Włosi po nudnym spotkaniu ograli Finów 62-44 i mogą już myśleć, kto z kim zamieszka w pokoju hotelowym w Ljublanie.

Gracz meczu: NIKT. Włosi zagrali wystarczająco dobrze, aby pokonać Finów, ale nie chcemy więcej takich spotkań.

Najlepsi „strzelcy”:

Włochy: Datome 10, Gentile i Cinciarini po 9, Aradori i Cusin po 8.

Finlandia: Koponen, Salin i Ranniko po 8.

Turcja – Grecja 61-84  (16-21, 19-20,14-23, 12-20)

hellas

Trener Tanjevic postanowił zmienić coś w grze swoich podopiecznych i na dobry początek pozmieniał wyjściowy skład, sadzając na ławce Ersana Ilyasovę i Omera Asika. Początkowo przyniosło to dobry efekt, ale z czasem wszystko wracało na swoje tory. Grecy natomiast nie mogli skorzystać ze swojego lidera – Spanoulisa, który zmaga się z lekką kontuzją kostki i trener Trinchieri nie chciał ryzykować zdrowiem swojego podstawowego rozgrywającego.

Dobrze w spotkanie wszedł Bourousis, który szybko zdobył 8 punktów i był od początku meczu najjaśniejszą postacią w kadrze Grecji. Zmiany w wyjściowym składzie Turcji okazały się niezłym pomysłem, bo grający bez Spanoulisa rywale, wcale nie zdominowali ich od początku spotkania. Nieźle w obronie radził sobie Balbay, ale problem tworzył się na atakowanej połowie.

Turkowie wyglądali na bardzo zmęczonych i znużonych grą. Nie wyprowadzili praktycznie żadnej szybkiej i składnej akcji. Nieco lepiej zaczęło to wszystko wyglądać po wejściu Ilyasovy, który wziął ciężar gry na siebie i jego dobra gra dawała  kibicom nadzieję na pozytywny wynik. Do przerwy Grecy prowadzili 41-35, ale ten rezultat nie do końca odzwierciedlał sytuację na boisku.

Nieobecność Spanoulisa z każdą minutą była coraz mniej widoczna, bo świetne spotkanie rozgrywał Zisis, który rewelacyjnie obłsugiwał podaniami Bourousisa. Center reprezentacji Grecji nie miał problemów z regularnym zdobywaniem punktów i raz po raz ogrywał wysokich Turków. Trzecia kwarta znowu skończyła się na korzyść Greków tym razem różnicą 9 oczek.

Tragicznie wyglądał Hedo Turkolgu, który z każdą akcją pogrążał się jeszcze bardziej. Wolny na nogach, ospały po obu stronach parkietu, często zabierający granie kolegom. Nie tak miała wyglądać ostatnia przygoda byłego (?) gracza Magic z kadrą narodową. Przez 30 minut NIE TRAFIŁ ŻADNEGO rzutu z gry, mimo, że próbował 9 razy. Jeśli dodamy do tego 4 straty i 3 faule to mamy obraz zawodnika, który tonie i prawdopodobnie nikt nie rzuci mu już koła ratunkowego.

Atmosfera sobotniego pikniku udzieliła się nieco reszcie graczy i do końca meczu większych emocji nie było. Turków od blamażu ratowali nieco Ilyasova, Preldzic i Gonlum, ale w zwycięstwo zawodnicy Turcji nie wierzyli chyba nawet przez chwilę. Grecy kolejny raz udowdonili, że pokonanie ich na tym turnieju będzie zadaniem bardzo, bardzo trudnym.

Gracz meczu: Bourousis. Przy centrach reprezentacji Turcji wyglądał jak profesor. Ogrywał ich praktycznie w każdej akcji i nie miał żadnych problemów ze zdobywaniem punktów.

Turcja: Ilyasova 13, Preldzic 9, Arslan 9, Gonlum 8, Asik i Guler 6

Grecja: Bourousis 21, Sloukas 14, Perperoglu 12, Papanikolau 11, Zisis 6 (11 asyst)

P.S. Turcy jadą do domu.

 

Grupa D P W/L F/A Pts
1. Grecja 3 3/0 243/183 6
2. Włochy 3 3/0 228/188 6
3. Finlandia 3 2/1 186/177 5
4. Szwecja 3 1/2 192/222 4
5. Rosja 3 0/3 202/237 3
6. Turcja 3 0/3 191/235 3

Krzysiek Czyż

Wierny fan Ersana Ilyasovy. Wychowany na Euro Stepie D-Wade'a i akcjach Paula Pierce'a. Kiedyś zaproszę na grilla Z-Bo. W dzień zamienia się w psychofana Premier League.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *