EB: Podsumowanie drugiego dnia – grupa D

Tegoroczny Eurobasket to niesamowite pasmo niespodzianek, emocji i walki. Nie do śmiechu jest kibicom Polski, ale w grupie D w tak samo beznadziejnej sytuacji są Turcy, którzy dziś praktycznie oddali mecz, genialne dysponowanym Włochom. Belinelli i spółka mają na koncie już dwa zwycięstwa i widać po nich, że tworzą jeden kolektyw, a każda kolejna udana akcja nakręca ich jeszcze bardziej do działania. Swoje drugie spotkanie wygrali także Finowie, którzy roznieśli w pył swoich sąsiadów, pozwalając im w 2 kwarcie rzucić tylko 4 punkty i praktycznie odesłali Szwedów do domu. W ostatnim spotkaniu Grecy pokonali Rosjan, a pierwsza połowa tego spotkania to rewelacyjna gra cios za cios. Później grali już tylko Grecy i to oni po dwóch dniach rywalizacji są liderami grupy D.

Finlandia – Szwecja 81-60 (27-27, 21-4, 19-15, 14-14)

fin

Derby Skandynawii emocjonujące były tylko w pierwszej kwarcie, w której to obie drużyny bardzo dobrze prezentowały się w ataku, zapominając praktycznie na 10 minut o obronie. Zarówno Finowie jak i Szwedzi nie mieli problemu ze wstrzeleniem się w kosze i od pierwszej akcji spotkania rozpoczęli serial rzutów zza łuku. Trafiali Taylor, Salin, Koponen i Jerebko. Gra przez całą kwartę toczyła się praktycznie kosz za kosz, a kiedy podopieczni trenera Dettmanna zdołali odskoczyć na 7 punktów, to w 120 sekund, praktycznie w pojedynkę, Jonas Jerebko doprowadził do remisu 27-27 i właśnie takim wynikiem zakończyła się pierwsza odsłona spotkania w Koprze.

W drugiej kwarcie Finowie wrócili do swojej gry, z mocną i agresywną obroną i … tak jakby kompletnie zaskoczyli tym Szwedów. Zawodnicy trenera Deana stanęli w miejscu i wyglądali jakby nie wiedzieli co się dzieje. Obwodowi reprezentacji Finlandii, mocno naciskali na gracza z piłką, nie bali się podwajać i zmuszać Szwedów do gry wszerz boiska.  Żółto-niebiescy kompletnie nie umieli poradzić sobie z tak agresywnym naporem przeciwnika i albo popełniali głupie straty, albo musieli oddawać rzuty z bardzo trudnych i nieprzygotowanych pozycji. Finowie wykorzystali ten fakt i zagrali tak jak najbardziej lubią – z kontry. Zaliczyli run 19-3(!!!) i kompletnie znokautowali rywali, pozwalając im na zdobycie łącznie 4 punktów w przeciągu 10 minut. Na półmetku rywalizacji Finowie mieli już 17 punktów przewagi i mogli spokojnie kontrolować przebieg wydarzeń.

Na początku trzeciej kwarty przewaga Finów wzrosła o kolejne 9 oczek (run 9-0) i trener Dean musiał już po 3 minutach prosić o przerwę na żądanie. Po powrocie na parkiet Szwedzi nieco odżyli, kilka rzutów trafili Jerebko i Taylor, ale oprócz nich tylko Kjellbom i Skjoeldebrand trzymali, nazwijmy to swój poziom, a reszta zawodników nie patrzyła nawet w stronę kosza, albo pudłowała swoje rzuty. Szwedzi wyglądali lepiej niż w pierwszej połowie, ale nawet to nie starczyło, aby wygrać chociaż jedną kwartę i po 30 minutach gry, Finowie wygrywali już różnicą 19 oczek.

W czwartej kwarcie zbyt wiele się nie wydarzyło, bo grający bardzo zespołowo Finowie, świetnie szukali się wzajemnie i dzielili się piłką, zamieniając kolejne akcje na punkty. Szwedzi ciągle nie mogli znaleźć sobie dogodnych pozycji rzutowych i ich gra było mocno szarpana. Swoje co prawda zdołał rzucić Jeffery Taylor, ale jego skuteczność (7/21) mogła pozostawiać już wiele do życzenia. Finowie ograli swoich sąsiadów 81-60, mają na swoim koncie już 2 zwycięstwa i są coraz bliżej powtórzenia wyniku sprzed dwóch alat, czyli awansu do drugiej fazy.

Gracz meczu : Gerald Lee. Finowie świetnie odnajdywali się w ataku, grając bardzo zespoło i „okładając” raz po raz Szwedów, którzy kompletnie nie wiedzieli jak zatrzymać dobrze dysponowanych rywali. Na wyróżnienie zasłużyło aż 4 graczy, którzy zakończyli spotkanie z podwójną zdobyczą punktową, ale najlepiej zaprezentował się Gerald Lee, który był liderem po obu stronach parkietu.

Finlandia: Lee 14, Muurinen 12, Huff i Koponen po 10, Kotti 9, Mottola 7, Salin 5, Ahonen 4

Szwecja: Taylor 19, Jerebko 12, Kjellbom i Skjoeldebrand po 7, Hakanson 5, Pita i Grant po 4, Rush 2

 

Włochy – Turcja 90-75 (22-19, 22-15, 30-23, 16-18)

beli

Włosi dali popis świetnej i skutecznej gry i tym samym praktycznie wysłali Turków do domu. Cała drużyna Włoch zasługuje na duże uznanie, bo mimo tego, że na Słowenię przyjechali bardzo osłabieni to dają z siebie wszystko i są już tylko o krok od wyjścia z grupy. Liderzy reprezentacji Turcji kompletnie nie umieją ze sobą współpracować i ciężko jest dostrzeć pozytywy w ich grze.

Początek spotkania nie zapowiadała scenariusza, w którym to Turcy tak łatwo oddadzą rywalom zwycięstwo. Wyrównany początek, jednak już po 5 minutach zaczynała się zarysowywać lekka przewaga Włochów. Po trójce Cetina, jego zespół zdołał wrócić do gry i nawet wyjść na prowadzenie. Końcówka jednak znowu była lepsza w wykonaniu Włochów i po pierwszej kwarcie to oni wygrywali 22-19.

Druga i trzecia kwarta to już praktycznie gra do jednej bramki jednego kosza. Włosi imponowali zespołowością, szukali zawodników, którzy mieli swój dzień. Takim graczem był chociażby młody Nicolo Melli, który do przerwy miał na swoim koncie już 12 punktów i raz po raz ogrywał zarówno Ilyasove jak i Turkoglu.  Co ciekawe Luigi Datome, który po pierwszym dniu był najlepszym strzelcem turnieju, nie mógł znaleźć dziś drogi do kosza i spudłował wszystkie 6 rzutów z gry, nie stając ani razu na linii rzutów wolnych i kończąc spotkanie bez żadnego dorobku punktowego, mimmo faktu, że na parkiecie spędził ponad 30 minut. Mimo słabej postawy swojego lidery, Włosi świetnie radzili sobie w ataku, bo genialnie zastąpił go Alessandro Gentile.

W trzeciej kwarcie na 30 punktów drużyny, aż 17 było autorstwa Pietro Aradoriego, na którego Turkowie nie mieli żadnej odpowiedzi. Włosi grali kapitalnie, trafiając większość swoich rzutów, karając wolnych na nogach Turków, aż 11-ma celnymi rzutami zza łuku (58%!!!). Świetne spotkanie grał także Marco Belinelli, który w całym meczu rzucił 17 punktów, na niezłej skuteczności. 4 rozpalone strzelby, jakie posiadali Włosi, to było zdecydowanie za dużo dla pozbawionych energii Turków.

W czwartej kwarcie Włosi dopełnili tylko dzieła zniszczenia, nie dając dogonić się rywalom chociaż na chwilę. Podczas ostatniej ćwiartki obudzili się nieco liderzy Turcji, ale było to zdecydowanie za późno, aby walczyć o zwycięstwo z nakręconymi dobrą grą Włochami. Ostatecznie Turkom udało się wygrać ostatnią kwartę dwoma punktami, ale cały mecz skończył się wynikiem 90-75 na korzyść podopiecznych trenera Pianigianiego.

Nie można przekreślać jeszcze szans zawodników z Turcji na wyjście z grupy, ale ich sytuacja jest już naprawdę niekorzystna. Przed nimi spotkania z Grecją, Rosją i Finlandią i tylko komplet zwycięstw być może będzie w stanie uchronić ich przed kompromitacją. Patrząc jednak no to jak słabo grają Turcy, jak nie umieją wykorzystać swoich atutów, jak bardzo są sfrustrowani grą obok siebie i przede wszystkim jak bardzo nieprzewidywalna jest grupa D – szanse są znikome.

Włosi natomiast nie mają powodów do narzekania, bo wygrali drugi mecz z rywalem teoretycznie silniejszym i tak naprawdę już tylko od ich podejścia do kolejnych spotkań zależy jak zakończy się dla nich rywalizacja grupowa. Godne podziwu jest to, że Włosi nie są drużyną Belinelliego czy Datomego, jak to było zapowiadane przed turniejem, ale praktycznie każdy zawodnik jest w stanie zagrać porywające spotkanie i rzucić na kolana każdego rywala.

Gracze meczu : Pietro Aradori i Alessandro Gentile. W pierwszym meczu nie zachwycili niczym szczególnym, a dzisiaj to oni byli główną siła napędową reprezentacji. Młodzi zawodnicy (91 i 92 rocznik) pokazali Turkom, że skupienie uwagi na Datome nie jest kluczem do pokonania reprezentacji Włoch. 17 punktów Aradoriego w 3 kwarcie to będzie jedna z lepszych historii tego Eurobasketu.

Włochy: Aradori 23, Gentile 20, Belinelli 17, Melli 14, Vitali i Cinciarini po 5, Diener, Cusi i Poeta po 2.

Turcja: Asik 12, Turkoglu 12, Ilyasova 11, Cetin 11, Preldzic 9, Gonlum 7, Erden 4, Balbay, Guler i  Arslan po 3.

 

Grecja – Rosja 80:71  (16-21, 25-13, 21-13, 18-24)

gtre

Nerwowo w spotkanie weszły obie druzyny, bo po pierwszych 4 minutach gry, na tablicy wyników mieliśmy dopiero 4-2 dla Greków. Od spudłowania pierwszych 10 rzutów zaczęły ten mecz reprezentacje Grecji i Rosji. Potem przewagę uzyskali ci pierwsi,bo świetnie grał Georgios Printezis, który w 6 minut zapisał na swoim koncie 6 oczek. Rosjanie jednak nie składali broni i po dwóch trójkach Fridzona, oraz dobrej grze młodego Karaseva, Sborna doprowadziła do wyrównania. Grecy imponowali w obronie, gdzie wysoko wypychali rywali i nie pozwalali centrom wbić się w pole trzech sekund. Rosjanie jednak nie mieli problemów z grą dystansową i po niesamowitym buzzerze w wykonaniu Khvastova to oni prowadzili po pierwszej kwarcie 21-16.

W drugiej kwarcie, mecz jeszcze bardziej się wyrównał i gra toczyła się praktycznie kosz za kosz. Grecy konsekwentnie dostarczali piłkę w okolice trumny, gdzie Kaimakoglu bez większych problemów ogrywał swoich rywali, a z drugiej strony Rosjanie wciąż trafiali kolejne rzuty z dystansu i dalekiego półdystansu. Tradycyjnie najepszy w swojej druzynie był Spanoulis, który był efektywny, ale jednocześnie nie zabierał  piłki swoim partnerom. Sporo do gry wnosił młody Karasev, który dzisiaj wygladał już znacznie lepiej niż w pierwszym meczu przeciw Włochom. W końcówce drugiej kwarty pogubili się Rosjanie, popełniając 3 straty z rzędu, a Grecy byli bezlitośni i po punktach Perperoglou i Bourousisa schodzili do szatni z prowadzeniem 41-34.

W trzeciej kwarcie Grecy zdecydowanie odjechali rywalom, prezentując koszykówkę z zupełnie innej planety. Agresywna obrona, na zasadzie pomoc-odskos, pozwoliła im wybronić kilka akcji z rzędu i wyprowadzić zabójcze kontrataki. W ataku pozycyjnym wyglądali jeszcze lepiej. Spanoulis świetnie pusczał piłkę po obwodzie, szukając gry na dobiegającego obrońcę, lub konsekwentnie szukając luki w obronie Rosjan. Kolejne akcje na punkty zamienili Spanoulis i Papanikolau, a przewaga Greków urosła prawie do 20 punktów. Rosjanie mieli ogromne problemy po obu stronach parkietu, z zatrzymaniem rywali i wypracowaniem sobie dogodnej pozycji rzutowej.

Mimo tego, że spotkały się dwie drużyny z bardzo wysokimi i fizycznymi składami, to dominacja Greków na tym tle była bardzo widoczna. W obronie przekazywali prawie każdą zasłonę, a w ataku agresywnie atakowali kosz, szukając kontaktu i akcji 2+1. Po trzech kwartach Grecy prowadzili 15 punktami.

Od początku ostatniej kwarty Rosjanie wzięli się za odrabianie strat, ale nawet kiedy udało im się zdobyć punkty, to mieli problemy z wybronieniem akcji rywala. Grecy atakowali z coraz większą siłą(dosłownie), a Rosjanie nie ustępowali i walka pod koszem zaostrzała się z każdą akcją. Sborna jednak chyba za bardzo zajęła się tym, żeby użyc jak najwięcej siły i zapomniała, że Grecy oprócz tego, że imponują fizycznością to są też jedną z najmądrzej grających ekip na tym turnieju. Różnica między obiema drużynami wzrosła do 22 punktów, ale Rosjanie nie dawali za wygraną i tak jak w meczu z Włochami postawili na obronę na całym boisku.

Znowu wysoki pressing przyniósl oczekiwany efekt, bo Grecy nieco się pogubili i po trójce Shveda, ich przewaga stopniała do 8 punktów. Niecelnie grał Printezis, który przestrzelił trzy akcje z rzędu, a Rosjanie wykorzystali swoje szanse w szybkim ataku. Trener Trinchieri wziął jednak przerwę na żądanie, uspokoił swoich zawodników i Grecy pewnie utrzymali zwycięstwo do końcowego gwizdka. Ostatecznie Grecja pokonała Rosję 80-71.

 

Grecja: Kaimakoglou i Spanoulis po 11, Perperoglou, Mavrokefalidis i Papanikolau po 10, Printezis 9, Sloukas 7, Zisis 5, Bourousis 4, Fotsis 3.

Rosja: Shved 17, Karasev 10, Monya 9, Fridzon 8, Antonov i Sokolov po 7, Khvostov 6, Kulagin 5, Valiev 2.

 

GRUPA D
Team P W/L F:A Pts
1. Grecja 2 2/0 159 : 122 4
2. Finlandia 2 2/0 142 : 115 4
3. Włochy 2 2/0 166 : 144 4
4. Rosja 2 0/2 140 : 156 2
5. Turcja 2 0/2 130 : 151 2
6. Szwecja 2 0/2 111 : 160 2

Jutro dzień przerwy w grupie D, a w sobotę :

Rosja – Szwecja 14:30

Włochy – Finlandia 17:45

Turcja – Grecja 21:00

Krzysiek Czyż

Wierny fan Ersana Ilyasovy. Wychowany na Euro Stepie D-Wade'a i akcjach Paula Pierce'a. Kiedyś zaproszę na grilla Z-Bo. W dzień zamienia się w psychofana Premier League.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *