Stephenson wysyła Knicks na ryby, mimo 39 punktów Anthony’ego !

Wewnętrzna koszykówka Indiany Pacers okazała się skutecznym antidotum na seryjne rzuty zza łuku Knicks. Mimo genialnego występu Carmelo Anthony’ego, on i jego koledzy nie byli w stanie zatrzymać zespołowo grających Pacers. Gospodarze wygrali to spotkanie ostatecznie 106-99, a w całej serii okazali się lepsi od nowojorczyków 4-2.

knicks_pacers

Po jednomeczowej absencji, do składu gospodarzy wrócił George Hill, który w Game 5 odpoczywał i teraz miał wrócić do rywalizacji z naładowanymi bateriami, mimo że wciąż borykał się z problemami zdrowotnymi.

Obie drużyny wyszły na parkiet bardzo mocno skoncentrowane i narzuciły szybkie tempo gry. Spotkanie zaczęło się od wymiany celnych rzutów zza łuku. Najpierw dla Knicks trafił Iman Shumpert, a w dwóch kolejnych posiadaniach tym samym odpowiedzieli mu Paul George i George Hill. W ataku koszykarze z Indiany wyglądali bardzo żywiołowo i zmuszali nowojorczyków do wielu rotacji, co powodowało, że Pacers znowu zdominowali walkę na tablicy. Obrona Knicks nie wyglądała dobrze, gracze obwodowi kompletnie nie wywierali presji na zawodniku z piłką, a Chandler i Anthony zapomnieli o zastawianiu, przez co ich rywale szybko odskoczyli na kilka punktów. Świetnie grą gospodarzy kierował Paul George, ale Pacers także nie uniknęli błędów i kompletnie niepilnowany Prigioni trafił za trzy zmniejszając straty Knicks do 5 oczek.

Po chwili, typowy dla siebie rzut trafił Carmelo Anthony, a po dobrej akcji obronnej, znowu niepilnowany był Pablo Prigioni i drugi raz ukarał gospodarzy celnym rzutem zza łuku, doprowadzając do remisu. O ile Knicks powoli rozpędzali się w ataku, to w obronie ciągle byli zagubieni i Stephenson z dużą łatwością zdobywał kolejne punkty. Mike Woodson znowu namawiał swoich graczy do podwajania Roya Hibberta i po kolejnym odrzuceniu piłki na obwód przez centra gospodarzy, akcję 3+1 zaliczył Paul George. Po niemrawym początku spotkania, kolejne 4 rzuty trafił Carmelo Anthony i na tablicy wyników znowu widniał remis. Pacers nie do końca wytrzymali szybkie tempo, które sami narzucili i na koniec pierwszej kwarty wygrywali tylko 29-27.

DJ Augustin rozpoczął drugą kwartę celną trójką, ale chwile później tym samym odpłacił się Chris Copeland, a po 2 celnych rzutach wolnych Smitha, znowu mieliśmy remis. Pacers starali się wrócić do swojej fizycznej gry i konsekwentnie wymuszali faule gości. Gospodarze z ogromną łatwością przechodzili do szybkiego ataku i utrzymywali swoją przewagę. Gracze z Indianapolis mieli sporą przewagę na tablicach, ale duża liczba podwojeń i powrót na parkiet Carmelo sprawiły, że Knicks wciąż trzymali się blisko rywali. Bardzo dobrze, po obu stronach parkietu grał Lance Stephenson, ciągle zachęcając swoich kolegów do jeszcze szybkiej gry. Nowojorczycy starali się rozszerzyć grę, aby zyskać więcej miejsca w pomalowanym.  Na sam koniec kwarty akcję 2+1 zaliczył Stephenson i Pacers do przerwy wygrywali 55-47.

Carmelo Anthony zdobył do przerwy prawie połowę punktów swojego zespołu i mimo kilku głupich decyzji prezentował się dobrze. Kompletnie natomiast zawodził Amare Stoudemire i Jason Kidd. Po stronie gospodarzy najlepiej spisywał się duet Stephenson-George, a Pacers wygrywali rywalizację na desce aż 25-15. Knicks bardzo wyraźnie przegrywali walkę w pomalowanym, ale nie przekładało się to na większą przewagę gospodarzy.

Bardzo agresywnie w trzecią kwartę wszedł Carmelo Anthony. Dwa szybko trafione rzuty potwierdziły, że najlepszy strzelec sezonu regularnego dopiero się rozkręca. Nie przyniosło to jednak rezultatu w postaci zmniejszenia strat, bo cierpliwie i zespołowo grali gospodarze i po punktach Hibberta(z którym nie radził sobie Chandler), Pacers wyszli na 12 punktowe prowadzenie. Gracze z Indianapolis pozwalali na wiele Anthony’emu, ale bardzo skrupulatnie pilnowali jego kolegów i grali niesamowicie skutecznie w ataku. Melo po 26 minutach gry miał już 31 punktów na swoim koncie.

Wreszcie dwie udane akcje w obronie zaliczyli goście i po trzech celnych trójkach z rzędu Imana Shumperta, Knicks zmniejszyli straty do 1 punktu. Świetnie grał jednak także David West, wykorzystujący swoje warunki fizyczne, ale szybkie tempo gry to woda na młyn dla nowojorczyków i tym razem zza łuku trafił JR Smith, doprowadzając do remisu. Pacers imponowali opanowaniem i konsekwentnie stawali na linii rzutów wolnych (23-11 na korzyść gospodarzy). Knicks próbowali zaskoczyć rywali obroną strefową, ale ciągle w ataku szalał West. Swoją piąta trójkę trafił Iman Shumpert i goście doprowadzili do remisu. Po 36 minutach walki, na tablicy widniał remis 81-81, Carmelo Anthony miał na swoim koncie już 35 punktów, a wszystko co najlepsze czekało nas w czwartej kwarcie.

Decydująca kwartę na ławce zaczął Carmelo Anthony, ale powoli zaczęli otwierać się jego koledzy. Dwie trójki z kontry trafił Chris Copeland i Knicks, wyszli na 3 punktowe prowadzenie. Z każdą minutą, co raz bardziej rosło tempo gry, a goście zaczęli rewelacyjnie grać na atakowanej desce, gdzie momentami kompletnie dominowali rywali. Pacers wykorzystywali dobrą dyspozycję Hibberta (5 bloków), ale przestrzenna gra Knicks sprawiła, że znowu zza łuku trafił JR Smith. Kolejne posiadanie na punkty zamienił David West i na 5 minut przed końcem spotkania mieliśmy kolejny remis, tym razem 92-92. Następna minuta należała do Lance’a Stephensona, który zdobył 5 punktów z rzędu i wysłał Tysona Chandlera z 6 przewinieniami na ławkę rezerwowych.

Goście cały mecz praktycznie nie popełniali strat, ale w końcówce ręce zaczęły im drżeć i po 3 złych podaniach z rzędu, Pacers zaliczyli run 11-2 i wyszli na prowadzenie 101-94. Konsekwentna gra wewnętrzna gospodarzy przynosiła efekty. W bardzo ważnym posiadaniu Knicks, akcję 2+1 zaliczył JR Smith i zmniejszył stratę swojego zespołu do 4 punktów. 31 faul gości wymusił George Hill i 6 przewinienie  na swoje konto zapisał Kenyon Martin i nowojorczycy musieli dokończyć to spotkanie z Anthonym na pozycji centra. Pacers nie pozwoliła już Knicks zmniejszyć straty i pewnie dowieźli zwycięstwo do końca. Na twarzy Franka Vogela pojawił się uśmiech, a cała sala przez dobre kilkadziesiąt sekund zaczęła skandować” We want Heat”.

 

Indiana Pacers 106-99  New York Knicks

Pacers : Stephenson 25 pkt 10 zb, George 23 pkt Hibbert 21 pkt, 12 zb

Knicks : Anthony 39 pkt Shumpert  19 pkt Smith 15 pkt, 10 zb

Krzysiek Czyż

Wierny fan Ersana Ilyasovy. Wychowany na Euro Stepie D-Wade'a i akcjach Paula Pierce'a. Kiedyś zaproszę na grilla Z-Bo. W dzień zamienia się w psychofana Premier League.

19 komentarzy

  1. hydro12 pisze:

    Chyba było w serii 4-2 albo 2-4

  2. migro pisze:

    dokładnie – jest błąd – seria zakończyła się 4:2

  3. barcelowicz pisze:

    Skoro się już czepiamy –
    „Mike Brown znowu namawiał swoich graczy do podwajania Roya Hibberta” – a nie Mike Woodson czasem? :)

  4. Blaster pisze:

    Tak miało być. Pacers są lepiej zbilansowani i atak nie opiera się tylko o 2-3 zawodników jak w Knicks.Ale Miami i tak zrobi z nich miazgę.

  5. GRD666 pisze:

    Ale się porobiło, jeszcze niech heat odpadną i Spurs ;p

  6. Dzięki za wyhaczenie błędów. Nie nie box score’y, gdyby tak było to prześledziłbym je rano, a nie o 4 ;)

  7. Zero22 pisze:

    Pacers są lepsi i ich przejście było łatwe do przewidzenia. Melo jak zwykle w PO nic nie grał, więc bez niespodzianki.

    • Łukasz pisze:

      Zakładam, że wiesz co to jest koszykówka, pomimo takiego komentarza. Nie mniej jednak, przypominam: gra zespołowa.

      To nie Melo, lecz Knicks mieli wygrać. Zespół a nie jeden zawodnik. Otrzeźwiej.

      Poza tym: Melo nic nie grał?

      A statystyki widziałeś?

      Więc może jeszcze raz, gwoli utrwalenia: to nie jest kwestia Melo, tylko zespołu, który jeszcze się nie naoliwił.

      Polecam wywiad z Woodsonem. Trochę może rozjaśni. [ O ile na tyle „ogarniasz” angielski ].

      Pozdrawiam

    • Zero22 pisze:

      TS poniżej 50% to jest żenada, jakaś 1 asysta przy historycznym USG ;o, więc może otwórz oczy jak będziesz oglądał te statystyki. Zero kreacji partnerów, zero umiejętności podniesienia zespołu i poprowadzenia do wygranej, jedyne co potrafi to rzucać. Na sezon zasadniczy albo dla ‚znawców’ dla których koszykówka kończy się na points per game to może on jest dobry, a fakty są takie, że gość od zawsze nic szczególnego do zespołu nie wnosi, nie ma pojęcia jak się gra w playoffs. Każdy rok to tylko potwierdza. Reszta grała słabo i nie twierdze, że jest inaczej, ale nie zmienia to tego, że lider na playoffs to z niego żaden.

      O tym ‚nienaoliwionym’ zespole u Melo to ja już słysze od 10 lat. I pewnie będę słyszał do końca kariery.

  8. Łukasz pisze:

    Blaster: zgadzam się. Niestety, ale fakycznie tak miało być. Pacers, grzeczni, mocni chłopcy są lepiej zgrani, lepiej poustawiani, mimo ewidentnego braku jaj, czego ani Knicksom ani np. Bullsom nie sposób nie przyznać..

    Gorąco liczę, że Heat zrobią z chłopców mokrą plamę.

    Realnie rzecz biorąc: 4-2 dla Heat.

    • Qcin pisze:

      Łukasz, tak z czystej ciekawości, czym się objawia brak jaj u Indiany?

  9. djlal pisze:

    Tak jak przewidywałem Pacers przechodzą dalej. Dzięki kontuzji Grangera, Stephenson wpadł do pierwszej piątki i raczej tam zostanie na dłużej. Wspaniałe spotkanie w jego wykonaniu. Po cichu liczę, że Indiana stawi czoła Miami i będzie sensacja.

  10. Furious pisze:

    Gdyby cały zespół był w dobrej dyspozycji to kto wie…moze game 7.

  11. Szuwarek pisze:

    Lol, brak jaj u Indiany… Nieźle ktoś poleciał po bandzie. Jeśli za faceta z jajami uważa się tylko agresywnych graczy w stylu Noah, czy Artest, to gratuluję percepcji, bo się ktoś za dużo naoglądał MMA. Pacers grają swoje i są mega twardzi w obronie. Może nie efektowni, ale skuteczni do bólu. Heat są faworytami, ale niech tylko D-Wade złapie kontuzję. Z samym LeBronkiem nie dadzą rady, bo z Pacers już LeBronek nie będzie mógł tak poszaleć pod koszem mając wieże w postaci Hibberta. Niech im się tylko podwinie noga raz u siebie. Poza tym ta miazga na desce i dwu-trzykrotne ponawianie akcji na bezradnych momentami Heat… Chcę to zobaczyć, jak super-fajna-mega-efektowna niska piątka Heat jest wbijana w pomalowanym w parkiet. Chcę zobaczyć, jak LeBron dostaje technika, bo jest wkur… po kolejnym dobrym defensie Georga.

    • Łukasz pisze:

      Chill out gościu.

      Naprawdę bardzo przykro mi, że „grający mega-skuteczną-mega-twardą-obronę” – ale nadal grzeczne chłopcięta z Pacers nie mają jaj, co nie znaczy, że chciałem denerwować Ciebie, czy obrazić kogokolwiek.

      Takie fakty, nie ma się co ciśnieniować.

      :D

      Peace.

      -> btw, Grizzlies vs Heat. [ Go Grizzlies! ]

  12. Szuwarek pisze:

    Ależ ja się nie obrażam. Każdy ma swoją percepcję. Jedni mają ją tylko nieco bardziej zaburzoną od innych…

  13. Adam pisze:

    TS poniżej 50% to jest żenada, jakaś 1 asysta przy historycznym USG ;o, więc może otwórz oczy jak będziesz oglądał te statystyki. Zero kreacji partnerów, zero umiejętności podniesienia zespołu i poprowadzenia do wygranej, jedyne co potrafi to rzucać. Na sezon zasadniczy albo dla ‚znawców’ dla których koszykówka kończy się na points per game to może on jest dobry, a fakty są takie, że gość od zawsze nic szczególnego do zespołu nie wnosi, nie ma pojęcia jak się gra w playoffs. Każdy rok to tylko potwierdza. Reszta grała słabo i nie twierdze, że jest inaczej, ale nie zmienia to tego, że lider na playoffs to z niego żaden.

    O tym ‚nienaoliwionym’ zespole u Melo to ja już słysze od 10 lat. I pewnie będę słyszał do końca kariery.

    Bez przesady, Melo ma swoje słabości, nigdy nie grzeszył asystami, ale żeby nic nie wnosił? Jeśli jest się tak naprawdę jedyną opcją w ataku, to rzeczywiście ciężko jest cokolwiek zdziałać(Durant też nie dał rady Grizzlies). N

  14. Adam pisze:

    Bez przesady, Melo ma swoje słabości, nigdy nie grzeszył asystami, potrafi irytować skutecznością, ale żeby nic nie wnosił? Jeśli jest się tak naprawdę jedyną opcją w ataku, to rzeczywiście ciężko jest cokolwiek zdziałać(Durant też nie dał rady Grizzlies, szczególnie w 4 kwartach). Tym bardziej kiedy już Anthony trafia, ale co z tego, jeśli obrona drużyny jest dziurawa jak ser i po chwili na każdy kosz Melo jest odpowiedź przeciwnika. Jak tu odrabiać straty i ciągnąć zespół? Nie mówię już o skuteczności reszty(Smith totalnie rozsypał się po karze w meczu z Celtics). Koszykówka to gra zespołowa, a mecze Knicks(w ataku) wyglądały jakby na zasadzie- ofensywa- dajemy piłkę dla Melo, niech coś zrobi. W defensywie to np. Hibbert zjadł totalnie Chandlera.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *