Twardzi Pacers po raz drugi zdominowali Knicks i prowadzą w serii 2-1

knicks_pacers

 

Mecz w Indianapolis nie był wielkim widowiskiem. Królowała twarda obrona. Świetne spotkanie rozegrał Roy Hibbert (24 pkt, 12 zb), który poprowadził Pacers do drugiej wygranej w serii. Drużyna Pacers kompletnie zatrzymała jedną z największych broni Knicks – rzuty za trzy punkty (Knicks oddali tylko 11 rzutów zza łuku w całym meczu!). Pretensji do siebie może nie mieć jedynie Carmelo Anthony. Kompletnie osamotniony w ataku Melo przez trzy kwarty grał bardzo dobrze. W ostatniej nie trafił jednak ani razu na siedem prób i Knicks nie byli w stanie bez jego pomocy powrócić do meczu. Zawiódł w szczególności Raymond Felton.

Drużyna Bilans I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
Indiana Pacers 2-1 18 18 26 20 82
New York Knicks 1-2 15 18 20 18 71

Początek meczu należał do gospodarzy, którzy pierwsze 9 punktów zdobyli rzutami zza łuku, co dało im kilku punktowe prowadzenie. Obie drużyny postawiły sobie twarde warunki w defensywie. Skuteczność była bardzo niska. Knicks do zdobycia pierwszych punktów potrzebowali prawie trzech minut. Pacers po trafieniu wspomnianych trójek również mieli okres długiego przestoju w połowie odsłony. Knicks w pewnym momencie nawet wyszli na prowadzenie, ale od stanu 13-11 dla gości (jedyne prowadzenie Knicks w meczu), to Pacers zaliczyli serię 7-2. Gospodarze wygrali pierwszą ćwiartkę 18-15. Oba zespoły notowały skuteczność z gry poniżej 35% i miały aż po 5 strat.

W drugiej odsłonie radykalnej zmiany nie było. Na boisku zobaczyliśmy wracającego po kontuzji Amare Studemire’a, ale widać, że Stat nie jest jeszcze w dobrej dyspozycji. Gdy tylko Melo odpoczywał na ławce, Knicks kompletnie nie radzili sobie w ataku. Przy stanie 24-17 dla Pacers na 8:42 do końca połowy Woodson po raz kolejny poprosił o czas. Lider Knicks musiał wrócić na parkiet. Mimo niezłego początku Pacers w rzutach zza łuku, Mike Woodson zdecydował się na obronę strefą, co okazało się trafionym pomysłem. Wynik był bardzo niski. Pacers jako pierwsi przekroczyli barierę 30 punktów na 5:17 do końca tej kwarty! Na 4:50 do końca gospodarze po runie 8-0 prowadzili 32-22. Bardzo dobry moment miał Roy Hibbert, który trafił dwie akcje z rzędu. Poza Anthonym Knicks nie mogli liczyć w ataku praktycznie na nikogo. Końcówkę lepiej zagrali podopieczni Mike’a Woodsona i do przerwy Pacers wygrywali tylko 36-33. Carmelo był jedynym zawodnikiem na boisku, który przekroczył 10 punktów (13 w pierwszej połowie). Pacers wygrali połowę głównie dzięki wygranej walce na tablicach.

Garść najważniejszych statystyk z pierwszej połowy:
Skuteczność z gry – Pacers 15/47, Knicks 12/31
Zbiórki ofensywne – Pacers 13, Knicks 3
Straty – Pacers 10, Knicks 9

O pierwszej połowie spotkania chciałbym jak najszybciej zapomnieć. „That was awful” – powiedział w komentarzu Jeff Van Gundy.
W trzeciej kwarcie o dziwo piłka wpadała do kosza z większą regularnością. Najlepszy mecz w serii grał Roy Hibbert, który oprócz obrony dołożył dzisiaj bardzo dobry występ w ataku ogrywając momentami Chandlera jak dziecko. W drużynie Knicks Melo robił co mógł, ale bez wsparcia kolegów to Pacers wciąż byli z przodu. Zawodził przede wszystkim Raymond Felton, który w połowie trzeciej kwarty wciąż był bez punktu (0/5 z gry)! Woodson w końcu zdjął go z boiska zastępując J.R. Smith’em, a rolę rozgrywającego przejął Jason Kidd (też nie grał dobrze). Pacers jednak wciąż powiększali przewagę. Po trójce Lence’a Stephensona wygrywali 56-44. W dodatku Melo musiał zejść z boiska z powodu czwartego przewinienia. Po udanych rzutach wolnych Hibberta Pacers objęli największe, 14-punktowe, prowadzenie. Pod nieobecność Melo ciężar gry w ataku wziął na siebie J.R. Smith, który trafił dwie akcje z rzędu. Pięknym buzzer-beaterem popisał się Stat i Knicks przegrywali po trzeciej ćwiartce 62-53.

Ostatnia kwarta zaczęła się od kolejnej dobrej akcji Hibberta. Wynik wciąż oscylował w granicach 10 punktów przewagi gospodarzy. Knicks mieli swoje szanse, ale skuteczny do tego momentu Melo zaczął się coraz częściej mylić. W końcu po runie 7-0 Pacers wyszli na najwyższe prowadzenie 72-57 na 6:41 do końca i wydawało się jasne, że z taką obroną mogli czuć się już pewni zwycięstwa. Ostatecznie gospodarze wygrali stosunkiem 82 do 71.

Poza Royem Hibbertem bohaterem Pacers był rozgrywający kolejne świetne spotkanie w obronie Paul George (14 pkt, 7 zb, 8 as, 5 prz). Carmelo Anthony radził sobie z nim całkiem dobrze przez 3 kwarty, aby w ostatniej nie trafić ani razu na siedem prób. Ostatecznie zakończył spotkanie z dorobkiem 21 punktów. Poza nim żaden zawodnik nie przekroczył progu 10 punktów! 5 udanych trójek zaliczył za to George Hill.

Marek Miłuński

Z racji swojego wzrostu typowy point guard, choć już na emeryturze. Po burzliwej karierze zdecydował się osiąść. Ma żonę i dwójkę synów, których już teraz wychowuje na przyszłego Chrisa Paula i Rajona Rondo (niestety przekazany materiał genetyczny nie rokuje na wyższy wzrost).

1 Odpowiedź

  1. Kuba-86 pisze:

    List do Mika Woodsona, trenera New York Knicks przed meczem numer 4 dostępny na naszym fanpagu; Knics Zone na Facebooku, Zapraszam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *