Żar poskromił wściekłe Byki w United Center, czyli Miami Heat obejmuje prowadzenie w serii

W nocy z piątku na sobotę byliśmy świadkami trzeciego starcia pomiędzy Miami Heat i Chicago Bulls. Po diametralnie różnych od siebie G1 i G2, wszyscy zapewne zastanawialiśmy się jak, po przenosinach do Windy City, będzie przebiegać wyścig, na którego zwycięzcę czeka Finał Konferencji (do tej pory było 1-1). Zawodnicy nie zawiedli oczekiwań, stworzyli wspaniały spektakl, a końcowy triumf przypadł w udziale zawodnikom z Florydy (104-94).

Goście przystąpili do spotkania w swoim optymalnym składzie, natomiast w szeregach gospodarzy zabrakło Kirka Hinricha, Luola Denga (miał być gotowy na G3, ale niestety sztabowi medycznemu Chicago nie udało się postawić na nogi) oraz, tradycyjnie już Derricka Rose’a (chyba przylgnęła już do niego ksywa „The Return”, bo całe to zamieszanie z jego powrotem powoli staje się żenujące).

Od początku spotkania gra toczyła się punkt za punkt. Miami, które przyzwyczaiło nas do przestojów, szczególnie w pierwszej części meczu, tym razem pokazało koncentrację od początku. Mimo, że podopieczni Toma Thibodeau szybko objęli prowadzenie 7-2, to za chwilę było już 10-10. Bardzo dobrze w tej części gry, prezentowali się Boozer (10 pkt w pierwszej kwarcie) i Noah oraz Bosh. W drużynie Żaru widać było determinację, co objawiało się choćby próbą zaskoczenia rywala obroną na całym boisku. Czasem wydawało się, że któremuś z teamów uda się odskoczyć na kilka punktów, jednak zawsze wtedy drugiemu udawało się obrabiać straty, czego efektem był remis po pierwszych 12 minutach (25-25). Jednak najciekawszy moment 1Q miał miejsce na 23 sekundy do jej zakończenia. Pod kosz wbił się Nate Robinson, którego sfaulował Chris Andersen. Był to zwyczajny faul. Obaj zawodnicy upadli poza końcową linią, a Birdman, z racji swojej przewagi gabarytowej, znalazł się na swoim rywalu. Wtedy błyskawicznie podbiegł do nich Noah i bezpardonowo popchnął centra Heat, za co został ukarany przewinieniem technicznym. Można powiedzieć, że Bulls w obronie stosowali piłkarską zasadę, że „piłka może przejść, a zawodnik nie„, co skutkowało licznymi spięciami. Ale najciekawsze miało dopiero nadejść….

W drugą kwartę lepiej weszli zawodnicy gospodarzy, a ciężar gry wzięli na siebie Belinelli i Butler. Po 3 minutach tej odsłony, przy stanie 28-31, piłkę wyprowadzał LeBron James, podbiegł do niego Nazr Mohammed i zaczął agresywnie bronić. Prawdopodobnie złapał go rękę, którą LBJ z impetem odtrącił. Sędzia był chyba nie najlepiej ustawiony, czego efektem był „technik” dla LeBrona, który wywołał jego ogromne zaskoczenie. Jednak nie zdołał się jeszcze dobrze otrząsnąć, kiedy zdenerwowany Mohammed, niczym czołg powalił go na parkiet. Mieliśmy małe zamieszanie, gdyż zawodnicy obydwu drużyn wdali się w przepychankę, a sędziowie po kilkuminutowej naradzie wyrzucili zawodnika Bulls z boiska. Ta krótka przerwa dobrze zrobiła „eLBiDŻejowi”, któremu już też prawie puszczały nerwy i jestem pewien, że jeśli w tym momencie gra toczyła by się dalej i miałby spięcie np. z Noah, to obaj by wylecieli. No ale cóż, taka była taktyka trenera Thibodeau– prowokować, faulować, wywierać presję. Osobiście nie lubię tego typu zagrań, ale podziwiam Bulls za ich determinację i konsekwencję. Nie oszukujmy się, przy „normalnej” grze nie mieliby z Miami najmniejszych szans.

Po tym zajściu lepiej prezentowały się Byki, które objęły prowadzenie 37-30, jednak po 2 asystach Wade’a, za 3 trafili Battier i Cole, czym zmniejszyli straty do 1 punktu. Dalej mecz toczył się punkt za punkt, a obie drużyny grały na świetnej skuteczności z pola – po 55%. Końcówka 1 połowy przebiegała pod dyktando Żaru, ale w ostatnich sekundach straty do 2 punktów zmniejszył Robinson (52-50). Po 2 kwartach warty odnotowania jest wynik Chrisa Bosha, którego dobra gra od samego początku, zaowocowała skompletowaniem double-double (10pkt, 10zb) już na tym etapie rywalizacji.

Od początku 3 kwarty aż do końcowych minut spotkania, żadnej z drużyn nie udało się odskoczyć na więcej niż 4 punkty! W Miami szalał Cole, który rozegrał świetny mecz, natomiast Chicago ciągnął głównie Noah. W szeregach gości przebudzili się Birdman i Wade, którzy wcześniej byli niezbyt widoczni. LeBron, podobnie jak robił to w poprzednich meczach, grał swoje i powoli kompletował swoje „prawie Triple-Double”.

Ostatnie minuty spotkania, to zbudowanie przez Miami kilkupunktowej przewagi i konsekwentna obrona przed atakami rywali. Stan 90-86 był ostatnim momentem dla gospodarzy na podjęcie walki. Jednak na 2 trójki Heat (LeBron i Cole) potrafili odpowiedzieć jedynie dwoma celnymi osobistymi. Doświadczenie zawodników z Florydy dało o sobie znać, czego efektem był końcowy triumf 104-94.

CIEKAWOSTKI:

*Chris Bosh pobił rekord kariery jeśli chodzi o zbiórki w Play-offach, a jego statystyki z G3 (20 pkt, 19zb, 4 przechwyty) robią wrażenie. Jednak między bajki należy włożyć przedsezonowe zapowiedzi, że będzie on grał na pozycji centra, gdyż większość punktów zdobył z półdystansu, a nawet raz trafił za 3.

*Carlos Boozer pomimo swoich 21 punktów (w dwóch poprzednich meczach zdobył ich łącznie 14) nie zaliczy tego występu do udanych, bo zebrał tylko 4 piłki i był jakby poza grą przez większość spotkania.

*Norris Cole zagrał świetne spotkanie, zdobył 18 punktów na perfekcyjnej skuteczności 6-7 FG, w tym 3 na 3 zza łuku (!), co daje mu łącznie 7 na 7 trójek w 3 ostatnich spotkaniach.

*Ray Allen rzucił jedynie 4 punkty, ale co ciekawe miał najwyższy na boisku współczynnik +/-, bo aż +17!

*Kluczem do zwycięstwa Heat była ławka, która rozbiła rezerwowych Bulls36-8!

BOXSCORE:

Miami: James25pkt, 8zb, 7as; Bosh20pkt, 19zb; Cole– 18pkt; Wade10pkt, 5as, 4zb

Chicago: Boozer21pkt, 4zb; Butler17pkt, 5zb, 3asRobinson 17pkt, 7as, 5zb

Wynik meczu: 104-94

Stan serii: 2-1 dla Heat

Mateusz Dubiński

Student prawa, który ma w życiu 2 pasje: koszykówkę i szachy. Fan Miami Heat i Dwayne'a Wade'a.

28 komentarzy

  1. Guti pisze:

    Super mecz:) Lebro ndzisiaj nie mial najlepszego dnia , ale swoje zrobil:D macie racje, gdyby Bulls nie gralo fizyczngo basketu nie mieli by szans z Heat…

    Let’s Go Heat !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  2. lenin pisze:

    wydaje mi że Lebron chce prześc PO jak najmnieszym wysiłkiem aby miec energie i siły na finał konferencji przeciwko NYK i finał przeciwko Spurs

  3. stah pisze:

    *Kluczem do zwycięstwa Heat była ławka, która rozbiła rezerwowych Bulls aż 36-4!

    skad sie wziely te cyferki po stronie bulls? poza tym byki graja praktycznie ławką, wiec troche dziwne wydaje mi sie powyzsze stwierdzenie

    • rzepik pisze:

      nie grają cały czas ławką nie wiem skąd to stwierdzenie :)
      wkradł się bląd bowiem było 36-8 dla ławki Heat a nie do 4 :)
      Chicago zagrało tylko 8 zawodnikami z czego Mohammed wyleciał po 2 minutach więć praktycznie tylko 2 zawodników weszło z ławki :) Gibson 6 pkt i Teague 2 pkt :)

    • Mateusz Dubiński pisze:

      No tak, pomyłka-już poprawione. Ławka, to zawodnicy, którzy nie wyszli w pierwszym składzie. Starting Line-up Chicago to: Robinson, Butler, Belinelli, Noah i Boozer.

  4. Igorek pisze:

    Te Byki to jakieś buraki, a nie drużyna.
    Jeszcze ich trenerzyna na konferencji po meczu mówi, że jego zdaniem James flopował przy uderzeniu Mohammeda. Nie wiem czy jest taki głupi w świadomie kłamie, ale radzę mu prześledzić uważnie końcówkę 4 kwarty kiedy w spięciu pod koszem Noah pięknie flopuje po kontakcie bodajże Colem lub Chalmersem. Czekam na karę NBA dla francuzika

    • Mateusz Babiarz pisze:

      Na litość boską Igorek, przestań już trollować.

    • LaPointe pisze:

      @Mateusz Babiarz – nie warto się nim przejmować. Widocznie uważa, że każde dotknięcie LeBrona to powinien być Flagrant Foul 2 dla przeciwnika.

    • rzepik pisze:

      to że Ci sie wydaje że buraki to Twoja sprawa.
      Jestem fanem Heat i mnie też wkurza to zachowanie co nie zmienia faktu że jest to świetna taktyka. Dopóki im to wychodzi to gracze Miami są poddenerwowani i wynik trzyma się na poziomie remisu. Więc czy jest to denerwujące czy nie to nie zmienia faktu rzeczy że im to wychodzi i pomaga w meczu. Gdybyś był Thibsem to bys dokładnie tak samo sie zachowywal jak on zwłaszcza jakbyś widzial że przynosi to efekty.

      to co zrobił LBJ nie można wprost nazwać flopowanie jednak dodał on od siebie dużo w tym całym zajściu ale skoro Bulls gra nieczysto to czemu i on ma tego nie robić?

    • Mietek Wiercipięta pisze:

      Przez takich ludzi jak Ty zaczyna mi to wszystko przypominać sezonowców Barcelony i Realu w piłkę nożna. Osobiście znam kilku takich, którzy nawet nie znaja składów drużyn, ani nawet nie wiedzieli, że w fazie pucharowej lm sa rozgrywane dwa mecze. Nie rób innym fanom wstydu.

  5. misiek pisze:

    Notka- Cole ma 8/8 z trzy w ostatnich 2 meczach

  6. Furious pisze:

    Tak jak się spodziewałem;d Miami rządzi na parkiecie.

  7. cmg35 pisze:

    Bulls już niech myślą o wakacjach nic już nie osiągną pora przebudować ten skład pozbyć maminsynka… mimo ze jestem fanem Bulls Noah zaczyna mnie denerwować

  8. SirCharles pisze:

    Dla mnie osobiście , to całe play-offy i jej sól. Walka do upadłego na każdej pozycji o każdy centymetr parkietu. Noah dobrze podgrzewa atmosfere, niemniej wydaję mi się,że wynika to z faktu,że sędziowie i sternek faworyzują Miami. Jeśli nie- wskażcie mecz,w którym sędzia skrzywdził miami swoimi decyzjami. Lebron dorabia się powoli statusu Jordana i więcej mu można- Noaha to drażni.W opisie pominięto ważny fakt kłótni Chalmersa z Boshem, której oklaskami przysł€chiwał się Noah:). Pzdr

    • el_polacco pisze:

      Dokładnie mam takie samo zdanie. Byki muszą się nakręcać na maksa żeby podjąć walkę i noah właśnie to robi. Zresztą kto ogląda mecze a nie tylko recapy to wie że on gra tak już od kilku lat. Co do fauli to niewiarygodne jest dla mnie co już drugi sezon robią sędziowie dla miami. Może nie jest to aż tak widoczne bo heat jest na tyle dobrą drużyną że wkońcu wykorzystują okazje i odwracają wynik na swoją stronę. Ale jeśli z np z akcji 2+1 robi się faul w ataku to trochę łatwiej. Więc jeśli Big 3 połączy siły z sędziowskim Big 3 to każdy team jest bez szans. Factorem X w tej rywalizacji jest Cole 8/8 za 3 robi wrażenie a za dwa też niewiele gorzej.

    • GPRbyNBA pisze:

      Ja w meczu widziałem kilka złych decyzji na niekorzyść obydwu drużyn. powiedział bym nawet że więcej na tych decyzjach straciło Miami. Np technik dla Lebrona był moim zdaniem nie słuszny. Lub np faul Robinsona gdy któryś wychodził na czystą. Z drugiej strony jest ten nieszczęsny faul Noaha na bodajże Boshu którego nie było.
      Błędy są ale raczej po równo dla stron a nawet jeśli to Byki i tak nie miały szans. Wyraźnie opadają z sił. To miami jest bardziej ruchliwe, nawet w obronie. To bykom jest trudniej rzucić punkty.

    • Mateusz Dubiński pisze:

      No tak, Bosh krzyczał coś do Chalmersa i wtedy podszedł Noah i zaczął bić ostentacyjnie brawo. Noah taki jest, ale nie widziałem żeby to na wspomnianej dwójce zrobiło wrażenie.

  9. LBJ pisze:

    James znowu słabiuuutko.

  10. GPRbyNBA pisze:

    Mateusz, WOY – czy macie możliwość blokowania niektórych słów w komentarzach?
    Naprawde denerwujące są już wypowiedzi niektórych gimbusów odnośnie Rose’a.

    Co do meczu to widać ze taktyka Chicago jest podobna do niedawnej taktyki Realu przeciw Barcelonie. Wytrącić przeciwnika z równowagi to moze zacznie gorzej grać i popełni kilka błędów więcej. W tym meczu się to jednak nie udało. Czemu? Mając właściwie tylko 1 dobrego zmienika trudno wygrać z przeciwnikiem który ma do dyspozycji całą ławkę naprawde niezłych zmieników. Nie oszukujmy się. Teague jest jeszcze za słaby. Nazr też jest tu na przystawkę (choć czasem uda się mu zaliczyć dobry mecz). Pozostali zawodnicy dający coś drużynie są kontuzjowani. A Miami? W Miami nie dość że mają zabójczy 1 skład z którym nie może sie równać 1 skład Byków to jeszcze idealnie dobranych zadaniowców na ławce.
    Po tym meczu twierdze że może jest już koniec Byków. Oni już opadają z sił. Na nic zabiegi po meczu. W ciągu 1 dnia przerwy nie da sie zregenerować (nie zapomnijmy że przecież w tym czasie nie śpią tylko wykonują masą innych rzeczy np po przyjściu do domu czy np sam lot do Miami).
    Byki nie przegrają tej serii przez brak umiejętności. Przegrają przez kontuzje i zmęczenie. Nawet jeśli Deng wróci na któryś mecz to nie będzie to ten sam Deng, Hinrich to samo.
    Gdyby obaj gracze byli w pełni sił zaryzykował bym stwierdzenie że przy takiej postawie Byków mięli by szanse na walkę o finał konferencji jednak w tej sytuacji nie sądze by wyrwali jeszcze jakiś mecz. Przez zmęczenie.

    • MrFrodo pisze:

      Dokładnie tak jak mówisz. Chicago ma skład i drużyne na poziomie mistrzowskim, ale mają pecha. Miami ma za to i skład i drużynę i szczęście i najlepszego gracza ostatnich czasów. BTW Lebron jest najlepszy, ale gra najbrzydszą koszykówkę z najlepszych. Jordan, Jabbar czy chociażby Bryant i Nash za swoich najlepszych czasów grali koszykówkę efektowną, miłą dla oka. LBJ jest taranem, najlepszym na ziemii, ale wciąż taranem.

    • Łukasz pisze:

      Niestety ale masz rację … Szkoda Bulls!!!

      Łatwo kibicować faworytom … Nie o to przecież chodzi.

      To co mnie urzekło w Bullsach to ich determinacja, wola walki i solidarność!

      WZÓR!

      Dlatego nawet jeżeli już przegrali, to dla mnie i tak wygrali swoją wspaniałą postawą!

  11. flappjack pisze:

    „WZÓR!

    Dlatego nawet jeżeli już przegrali, to dla mnie i tak wygrali swoją wspaniałą postawą!”

    Jeśli oczekujesz oglądania takiej koszykówki to ja Ci współczuje.
    Jeśli uważasz, że to wzór – to ja się pytam wzór czego?
    Kiedy był Rose i mieli duże szanse na zwycięstwo, to podziwiałem ich za taka twardą defensywę – teraz to jest bardzo często chamstwo i coś, co nie ma nic wspólnego z koszem.
    Albo po prostu patrzymy na zupełnie inne mecze.

    • GPRbyNBA pisze:

      Już o tym pisałem. Ich zadaniem jest sprawić by mięli większe szanse na wygraną. Jeśli oznacza to częste faule i brudną grę to niech tak będzie. Moze nie ogląda się tego miło ale na tym polega sport. Nie ważne jak. Masz wygrać. Dlatego np jest tyle dopingu w sporcie.

  12. SirCharles pisze:

    Flappjack ,jeśli chcesz gry grzecznych chłopców to proponuje szachy np. pojedynek
    Kasparow vs Anad.Faule,trash talking,wzajemne animozje,ambicja to składwe tej gry. Pamiętaj,że raczej większość z tych chłopaków to nie prymusy i mole książkowe tylko twarde chłopaki,dla których koszykówka była pasją i sposobem na wyrwanie się ze środowiska,czy biedy. Nikt,by tego nie ogladał gdyby było słodko pierdząco. Amazing happens:) PZdr

  13. flappjack pisze:

    Ja rozumiem, że to nie jest gra dla grzecznych chłopców, tylko Chicago przegina. Bo dla mnie co innego twarda gra, a co innego chamska gra. Wiem, że większość piszących tu, nie przepada za MIAMI, ale to nie znaczy, że trzeba popierać takie granie.

    „GPRbyNBA pisze:
    11/05/2013 o 23:18

    Już o tym pisałem. Ich zadaniem jest sprawić by mięli większe szanse na wygraną. Jeśli oznacza to częste faule i brudną grę to niech tak będzie”

    Jak by złamali nogę Lebronowi, to szanse mieli by większe – prawda – to może tego też oczekujesz????
    Tak jak ktoś pisał tu wcześniej, to koszykówka, a nie futbol amerykański.

    • GPRbyNBA pisze:

      Czy mi to pasuje? Wolał bym aby Chicago grało jak Houston jednak zawodników ma innych i grają tak jak potrafią i tak jak m trener każe. Pisałem ze sport jest brudny. Jeśli trener każe tak grać to tak grają.

  14. flappjack pisze:

    Zgadzam się, ze takie granie to ich jedyna szansa, bo mają taka a nie inną sytuacje kadrową – nie podoba mi się tylko to jak ludzie na to patrzą, nie rozumiem jak można się tym zachwycać. To wynika chyba z niechęci do MIAMI. Zresztą CHICAGO zawsze tak gra z MIAMI, bez względu na to czy to jest RS czy PO.

    • Łukasz pisze:

      Nie chcę powielać tego co już zostało napisane.

      Aby zrozumieć lepiej o co w świecie twardego sportu chodzi, włącz sobie to:

      http://www.youtube.com/watch?v=svTuSRiFPoc

      Ty masz Swoje zdanie, inni swoje. Przekonywanie siebie nawzajem, jest pozbawione jakiegokolwiek sensu. Piszemy na tym forum, po pierwsze dlatego, że możemy [ :) ], po drugie bo najwidoczniej każdy z nas ma potrzebę wymiany opinii – co na szczęście przebiega inaczej niż mecze Heat vs. Bulls ;)

      Ty sie dziwisz, że ktoś może uważać grę Bulls za „wzór”. Ja się dziwię, że Ty się dziwisz. I tak sobie możemy pisać w nieskończoność. Nie zamierzam przekonywać Ciebie, czy kogokolwiek innego do swoich racji, bo to jest pozbawione sensu.

      Nie mniej jednak, rozwinę myśl, którą wyraziłem wyżej.

      Nie jestem „kibicem” żadnej z tych drużyn. Jakkolwiek z punktu obserwatora zmagań drużyn, zwłaszcza w tej rundzie playoffs, widać już bardzo wyraźnie poszczególne „charaktery” drużyn.

      Moje spostrzeżenia:

      Bulls: twardziele bardzo ze sobą zżyci, totalnie zdeterminowani. Cel uświęca środki. Rzemieślnicy całkowicie pozbawieni strachu. Koszykówka w prostej linii czerpiąca z tradycji zażartych gier rozgrywanych pomiędzy Celtics / Lakers z lat 80′, Pistons / Bulls z końca lat 80′, potem lata 90′ i Knicks / Bulls, Knicks / Pacers czy w końcu Knicks / Heat … ITD. Grają dokładnie tak, jak brzmi utwór z linka, który Ci poleciłem.

      Heat: wielu bardzo utalentowanych, świadomych swoich bardzo wysokich umiejętności graczy, którzy grając z pozycji broniących tytułu, są w pierwszej linii wystawieni na twarde lanie dupsk ze strony mocnych drużyn, które nie czują przed nimi ni respektu, ni strachu. Mają jednak MVP, mają bardzo dobrą recepturę i narzędzia by z determinacją bronić swojej pozycji. I będą to robić. Bo są mistrzami, których inni chcą strącić z piedestału.

      Knicks: zbieranina utalentowanych graczy, którzy jednostkowo są znakomici, ale brak im tego przekonania z jakim grają o wiele mniej utalentowani Bulls. Knicks, przez minione lata zaliczali doły. Teraz mają solidny trzon z doskonałą ławą, ale w tej drużynie brak „iskry”, brak zaangażowania, brak serca i oddania grze. Co jest bardzo dziwne w kontekście posiadania wszystkich składników, umożliwiających powrót do finałów. W tej drużynie jest brak tego, co spowodowało, że Heat są mistrzami a Bulls bardzo pragną się tam znaleźć. Bez tego niestety trudno się rywalizuje. Bo o rywalizację tutaj chodzi a nie o walenie wódy w klubach nocnych NY … Albo chlamy albo wygrywamy mistrza.

      Pacers: grzeczni wysocy chłopcy, którzy są dobrze zestrojeni przez trenera i poustawiani do bronienia. I robią to doskonale. I znowu: brak im jaj. Drużyna bez charakteru, bez wyraźnej ikry. Robią to, co potrafią najlepiej. Umieją wygrywać mecze. Skutecznie. Robią swoją robótkę, jak w niemieckiej manufakturze. Jakby trafili na Bulls to graliby tak samo. Jakby trafili na Suns to graliby tak samo. Jakby trafili na kogokolwiek to graliby tak samo. Skutecznie, konsekwentnie. Gdyby tam nie było tak dużo wysokich chłopców, to pasowałby tam Duncan ze swoją przyzwoitością i grzeczną, skuteczną grą. Może i ma to sens?

      O zachodzie nie piszę i proszę o wybaczenie :)

      Pozdro

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *