Podsumowanie dwudziestu pięciu tygodni.

MVP sezonu:

Mateusz Dubiński: LeBron James. Za brak słabych momentów przez cały sezon, LeBron nie zaliczył żadnej wpadki, podczas gdy każdy z jego potencjalnych konkurentów do tytułu, miewał gorsze chwile. Ponadto 26.8 ppg, 8 rpg, 7.3 apg robi wrażenie. W żadnej z tych statystyk, co prawda nie jest na czele, ale zauważmy, że w klasyfikacji strzelców jest 4-ty, ustępując Melo zaledwie o 1.9 ppg, w zbiórkach jest 21-szy, a w asystach 10-ty. Co ciekawe, King James zarówno w zbiórkach, jak i asystach wyprzedził wszystkich, którzy są wymieniani obok niego jako kandydaci do MVP (Bryant, Durant, Anthony). Świadczy to jedynie o tym, że jest najbardziej wszechstronnym graczem NBA.

Nick: LeBron James – po pierwsze najlepszy gracz najlepszej drużyny sezonu regularnego, po drugie najlepszy gracz świata, po trzecie nie ma sensu tego uzasadniać. 27 zwycięstw z rzędu Heat i 66 w całym sezonie, genialna skuteczność, wybitne statystyki, kosmiczny PER. Poziom nieosiągalny.

Łukasz Siemański: LeBron James. Statystyki na poziomie nieosiągalnym dla innych i najlepszy indywidualny sezon od dłuższego czasu. Do tego poprowadził Heat do czwartego najlepszego bilansu w historii na Wschodzie (66-16; Cavs i Celtics po razie mieli takie same wyniki). Najlepsze rekordy mieli tylko Bulls w latach świetności Michaela Jordana.

Woy: LeBron James za poprowadzenie Heat do niesamowitego wyniku 66. zwycięstw w sezonie oraz drugiego najlepszego rekordu w dziejach NBA – czyli serii 27. wygranych. Na dziś to ciągle najwszechstronniejszy gracz ligi, bez którego kolejny awans sportowy Heat nie byłby możliwy.

Wydarzenie sezonu:

Mateusz Dubiński: Stworzenie w Mieście Aniołów enbiejowskiego „Galacticos”, poprzez sprowadzenie najlepszego centra i legendarnego (czy obecnie najlepszego-nie wiem, pewnie Rondo i Paul już go przerośli) play-makera. W szeregach Lakers na początku sezonu słyszalne były przebąkiwania o rzuceniu wyzwania osiągnięciu Bulls sprzed 17 lat tj. rekordu 72-10. Jak się to skończyło, wszyscy wiemy…. Gwiazdy albo były kontuzjowane (Nash i Howard, Gasol), albo grały słabo, nie mogąc się pogodzić z utratą pozycji niekwestionowanego lidera drużyny, jaką miały w poprzednim teamie (DH12), bo wiadomo było od początku, że Kobe sterów oddawać nie zamierza. W efekcie ta jedna z najbardziej utytułowanych drużyn w NBA weszła do post-season w ostatnim meczu RS (rekord 45-37).

Nick: Seria 27 zwycięstw Miami Heat – może dzisiaj jesteśmy już znudzeni tym tematem, ale kto wie czy na następną taką serię nie poczekamy kolejne 10 czy 20 lat. To było wydarzenie bez precedensu i Heat zapisali się w historii naprawdę drogim piórem.

Łukasz Siemański: 27-meczowa seria Miami Heat. Druga najdłuższa seria w historii, nie widzieliśmy tak długiego streaku od ponad 30 lat! Wielkie, emocjonujące mecze, kilka prawdziwych wojen, jak starcia z Celtics, Cavaliers, Magic i ostatecznie z Bulls, kiedy seria została przerwana.

Woy: Znakomite serie wygranych topowych zespołów Wschodu i Zachodu. Przypomnę, że tylko raz wcześniej w historii NBA zdrazyło się tak ,że dwie czołowe drużyny wygrały w jednym sezonie 15 gier lub więcej. Idąc po kolei: 27 razy Heat, 15 razy Nuggets (o tych wynikach głównie myślę) ale i rekord słabiutkich do 2010 roku Clippers – 50 zwycięstw po raz pierwszy w dziejach organizacji oraz 17. zwycięstw z rzędu. Jak widzicie mieliśmy tak naprawdę trzy wielkie rekordy, a gdzieś jeszcze na wielki wynik – przy 13. zwycięstwach – czaili się NY Knicks.

Wpadka sezonu:

Mateusz Dubiński: Po pierwsze Los Angeles Lakers, którzy mieli jeśli nie najlepszy, to jeden z najlepszych składów na papierze przed sezonem (spójrzmy jedynie na pierwszą piątkę: Steve Nash – Kobe Bryant – Metta World Peace – Pau Gasol – Dwight Howard), a szczególnie na początku sezonu mieli ogromne problemy z wygrywaniem meczów.
Po drugie Phoenix Suns. Wiadomo było, że odejście Nasha to poważny ubytek w składzie Słońc i nikt walki o tytuł od nich nie oczekiwał, ale przegrywanie meczów na potęgę i styl gry kompletnie bez charakteru na pewno rozczarował kibiców.

Nick: Zawirowania w LA. Gdyby przed sezonem ktoś powiedział, że Lakers awans do play off zapewnią sobie dopiero w ostatnim meczu to zostałby wyśmiany. Tymczasem zamiast Showtime byliśmy świadkami kompromitacji, które nachodziły kolejno na siebie. Howard po odejściu z Orlando stracił przynajmniej na ten sezon (trzeba pamiętać, że kontuzja miała na jego postawę ogromny wpływ) swój „Magic” i na supermana bardziej od niego wyglądał już Earl Clark, z Gasola próbowano zrobić shooting guarda, a Kobe jak wiemy będzie odpoczywał od kosza długie miesiące. Sam myślałem, że tak jak Heat w swoim pierwszym sezonie we wzmocnionym składzie mogą dojść nawet do finału.

Łukasz Siemański: Los Angeles Lakers i ich marna dyspozycja. Przeżyliśmy ogromny zawód, Lakers mieli przecież walczyć o mistrzostwo, a do ostatniego dnia sezonu nie mogli być pewni nawet awansu do play-offs! Ostatecznie wszystko skończyło się dobrze, ale Lakers okupili to kontuzją Kobego Bryanta i na pierwszej rundzie mogą ten sezon skończyć. Ale przy tak ostatnio marnej dyspozycji Spurs wszystko wydaje się być możliwe.

Woy: Nie będę oryginalny jeśli powiem, że taka organizacja jak LA Lakers, przy takich potężnych nazwiskach jakie mają w składzie, nie powinna czekać do ostatniego dnia rozgrywek z awansem do play offs. Kontuzje i roszady trenerskie to jedno, ale w składzie drużyny mieliśmy aż 4 graczy światowego kalibru i nawet grając razem potrafili nas rozczarować.

Piątka sezonu:

Mateusz Dubiński: Jeśli miałbym się trzymać podziału na pozycje, to:

Chris Paul – Kobe Bryant – LeBron James – Carmelo Anthony – Dwight Howard,

a jeśli 5 najlepszych zawodników RS, to:

Kobe Bryant – LeBron James – Carmelo Anthony – Kevin Durant – Tim Duncan

Nick: Tony Parker – Kobe Bryant – LeBron James – Carmelo Anthony – Tim Duncan

Łukasz Siemański: Chris Paul – Kobe Bryant – Kevin Durant – LeBron James – Tim Duncan

Woy: Chris Paul – Kobe Bryant – LeBron James – Carmelo Anthony – Tim Duncan. Dalej: Stephen Curry/Tony Parker – James Harden/Paul George – Kevin Durant/Luol Deng – Blake Griffin/Al Horford – Marc Gasol/Brook Lopez.

Drużyna sezonu:

Mateusz Dubiński: Miami Heat. Za rekord 66-16 (zaledwie 7 zwycięstw brakowało do pobicia legendarnego wyczynu Bulls), za równą formę przez cały sezon, za 27 zwycięstw pod rząd (2 wynik w historii), za niesamowite kontry w wykonaniu duetu Wade-James , za świetnie zbilansowany skład po przyjściu Allena i Birdmana i za najmilszy dla oka styl gry w całej lidze.

Nick: New York Knicks – prawdopodobnie największa niespodzianka i przemiana sezonu. Z podstarzałego materiału utworzyli świetnie funkcjonujący system dowodzony przez Melo w taki sposób w jaki nigdy dotąd tego nie robił. To wszystko przy ciągłych kontuzjach kluczowych graczy. Anthony, Felton i Chandler opuścili łącznie 45 spotkań. Teraz przekonamy się jaka jest ich prawdziwa wartość.

Łukasz Siemański: New York Knicks. Najbardziej pozytywne zaskoczenie regular season. Przed sezonem nikt im nie dawał szans na awans do finału konferencji, teraz są wymieniani wśród głównych kandydatów do tytułu. Świetne ruchy transferowe i stworzenie silnej ławki rezerwowych okazały się kluczem do sukcesu. Do tego Melo w końcu ewoluował do roli prawdziwego lidera i zaczął bronić. Polepszenie obrony to również jeden z najważnieszych powodów, dla których Knicks są w miejscu w jakim są. W sumie powinienem przyznać tą nagrodę Miami Heat, ale Knicks zasługują na wyróżnienie.

Woy: Powinienem wskazać Miami Heat za świetny bilans i wspaniałą serię zwycięstw, ale chciałbym też wyróżnić dwie inne drużyny, które przeżyły wielką metamorfozę. Pierwsza z nich to Denver Nuggets z twierdzy niemal nie do zdobycia czyli Pepsi Center. Świetnie zbilansowany zespół George’a Karla może pokonać każdego kolejnego przeciwnika a ich wielką siłą jest posiadanie w składzie dwóch równych graczy na każdej pozycji. Na pewno wiele w jakości obrony zmienił Andre Iguodala, ale pamiętajmy, że świetne postępy zanotowali Kosta Koufos oraz Corey Brewer. Głębia składu Samorodków, przy dwóch świetnych rozgrywających Ty’u Lawsonie i Andre Millerze, powinna bardzo przydać się w play offs. Drugą są New York Knicks, którzy w końcu spełniają wysokie oczekiwania fanów. Mike Woodson przy pomocy Ray’a Feltona i Jasona Kidda stworzył świetnie rozumiejący się kolektyw z dwoma liderami w ataku – Anthonym i Smithem. Ponadto Knicks wyciągnęli maksimum z drugoplanowych postaci jak Chris Copeland i Iman Shumpert. Zespół Woodsona może się podobać, bo nareszcie każdy z zawodników zna swoją rolę w zespole. Nie zapominajmy też o rządzącym pod koszami i w strefie bronionej Tysonie Chandlerze, który awansował do ASG. Na koniec o Heat, po letnich wzmocnieniach – głównie w osobie Ray’a Allena – zakładałem próg 65. zwycięstw i wiele się nie pomyliłem;-)

Rezerwowy sezonu:

Mateusz Dubiński: J.R. Smith, który w większości drużyn w NBA miałby miejsce w starting Line-up. Świetnie wspierał liderów Knicks, a w niektórych meczach wręcz ich odciązał (chociażby jego game-winnery). Taki 6th-man w zespole to skarb!

Nick: JR Smith – konkurencja jest naprawdę wyborna, ale stawiam na tego gościa za to, że momentami wchodził nawet w skórę lidera i wychodziło mu to naprawdę świetnie. Aż 7 spotkań z więcej niż 30 punktami na koncie i średnie jakich pozazdrościłaby mu znaczna większość starterów w całej lidze. JR dużo w tym sezonie udowodnił.

Łukasz Siemański: J.R. Smith. Za to jak kilkukrotnie ratował Knicks z opresji i najlepszy sezon indywidualny w karierze. Trafienie dwóch game-winnerów dla Knicks i bycie clutch, postawiło dla mnie Smitha ponad Jamala Crawforda.

Woy: Zacznijmy od tego, że ten sezon obfitował w wielu świetnych zmienników. Na piedestale pozostają i o nagrodę 6th Man-a powalczą: Jarett Jack, Corey Brewer, Jamal Crawford i JR Smith. Mój wybór pada na Smitha, który potrafił wygrywać mecze dla Knicks, świetnie wychodził z cienia Anthony’ego a przede wszystkim nie miał humorów/fochów, jakie towarzyszyły mu w poprzednich latach gry. Za zmianę siebie zasługuje na tę nagrodę.

17 komentarzy

  1. migro pisze:

    Pytanie…
    Przy obecnym układzie dywizji żadną sztuką jest fakt, żę drużyny z 3 miejsca w konferencji awansują do play-off.
    Ale czy może wiecie, czy zdażyło się kiedyś by do Play-offów trafiły wszystkie drużyny z jednej dywizji? Albo kiedy procentowo najwięcej drużyn z danej konferencji nie zakończyło sezonu po części zasadniczej?

  2. sasoo pisze:

    2 pytanie jest pozbawione sensu…Zawsze awansuje 8 drużyn wschodu i 8 zachodu i zawsze tyle samo drużyn ze wschodu i zachodu odpada :) a na pierwsze pytanie to ja Ci nie odpowiem w tym momencie ale sam z ciekawością to sprawdzę :)

  3. migro pisze:

    Zgadza się, myslałem o jednym zapytałem o drugie, powinno być:
    „Albo kiedy procentowo najwięcej drużyn z danej dywizji nie zakończyło sezonu po części zasadniczej?”

  4. franz_ferdinand pisze:

    nie żebym się czepiał ale jesli chodzi o bilanse to nie tak dawno bo w sezonie 07/08 Celtics też wykręcili 66-16(i był to pierwszy sezon Big 3 :) więc Miami tylko wyrównało osiągnięcie dziadków z Bostonu…

    • Artur pisze:

      no ale te „dziadki” z Bostonu w sezonie 07/08 miały średnią wieku 27,9 a Miami w obecnym sezonie 30,3 i starsi są tylko Jeziorowcy

    • franz_fedinand pisze:

      miałem na myśli Big 3 u jednych i drugich a nie cały zespół:P

  5. Woy pisze:

    tak @Franz, tylko zobacz, że Heat nawet bez Jamesa i Wade’a zaczęli wygrywać ,a Celtowie nie mieli imponującego runu 27 gier, zwłaszcza, że dziś mamy więcej równych zespołów z lepszymi bilansami niż w sezonie 2007-8. Zobacz ile drużyn przeszło 50 wygranych (2 na Wschodzie i 5 na Zachodzie) . Osobiście nie pamiętam takiego sezonu. pozdro;-)

  6. Zero22 pisze:

    „Do tego poprowadził Heat do czwartego najlepszego bilansu w historii (66-16). Lepsze rekordy mieli tylko Bulls w latach świetności Michaela Jordana.”

    Nie wiem skąd wy bierzecie takie informacje, ale LeBron nawet z Cavs zrobił 66 win pare lat temu, tak samo jak zrobili to Celtowie po ściągnięciu Allena i KG. Bilans Miami nie mieści się nawet w top 10 w historii.

  7. Misiek pisze:

    Dla mnie ten rekord 66-16 Heat jest mniej wartościowy niż ten Oklahomy. Wyjście z 60 zwycięstw na Zachodzie to już sztuka. Wschód to w większości pionki do bicia..Przykład tacy Bucks z jakim bilansem wlezli do PO, porażka totalna, na Zachodzie w 10 by nie byli..

  8. twkarol pisze:

    Może i zachód jest bardziej wyrównany i silniejszy od Wschodu ale analizują rekord Miami warto odnotować, że przegrali w sezonie tylko 5 spotkań na 30 z zespołami konferencji Zachodniej.

  9. Z tą piątką sezonu to jest spory problem, bo z trójki James, Durant i Anthony trzeba jednego wykluczyć. Wychodzi, że Duranta, bo Anthony królem strzelców. Z drugiej strony OKC lepszy bilans. Bądź tu mądry…

    Moja piątka: Chris Paul – Kobe Bryant – LBJ – Carmelo Anthony – Dwight Howard.

  10. Zero22 pisze:

    No co do piątki sezonu to: Paul-Parker-James-Durant-Duncan

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *