Czy bez Bryanta Lakers mogą wypaść z Playoff?

640px-Lakers_logo200px-Utah_Jazz_logo,_(2010_'new_look').svgJak już wiecie, Kobe Bryant doznał najprawdopodobniej poważnej kontuzji zerwania ścięgna achillesa i może już w tym sezonie nie wystąpić. Czy przy dwóch spotkaniach do dogrania w RS fani Lakers wciąż powinni drżeć o udział ich pupili w Playoff?

W tej chwili Lakers mają bilans 43-37 i nad goniącymi ich Utah Jazz z 42-38 utrzymują 1 spotkanie przewagi. To spotkanie jest o tyle istotne, że w przypadku równego rekordu obu zespołów w PO zagra drużyna z Salt Lake City.

LAL w pozostałych spotkaniach podejmą w niedzielę San Antonio Spurs i później w środę Houston Rockets. Jazz tymczasem czekają dwa spotkania na wyjazdach – w poniedziałek z Timberwolves i w środę z Grizzlies. Przeanalizujmy więc możliwe scenariusze.

Zacznijmy od Lakers, ponieważ mimo wszystko to oni mają w tej chwili przewagę.

Miejsce Bryanta w pierwszym składzie zajmie prawdopodobnie Jodie Meeks. Ciężar zdobywania punktów spadnie zaś na tandem GasolHoward. Mecze przeciwko Spurs i Rockets mogą być traktowane także jako test dla Dwighta, który będzie mógł poczuć jaką presję odczuwa na sobie lider Lakers.

Czy Spurs i Rockets będzie zależało na tych wygranych?

Tak i tak. Dla pierwszych najistotniejsze jest w tej chwili zdrowie, ale jestem pewny na 100%, że będą chcieli wykorzystać szansę na wyrzucenie LAL z Playoff. Po pierwsze dlatego że mają z nimi długą historię zatargów. Po drugie w końcu – skomplikowany układ w tabeli wciąż może sprawić, że te dwie drużyny na siebie trafią w pierwszej rundzie PO i choć nie jest to już taki straszak jak wcześniej gdy Bryant był sprawny to Jazz chyba SAS po prostu leżą lepiej.

Jak to się ma w przypadku Rockets? Oni walczą zarówno o szóstą lokatę jak i wciąż muszą się obawiać, że spadną na ósme miejsce. Jeżeli chcą uniknąć Spurs lub Thunder w pierwszej rundzie (a jestem pewien, że nie są to ich wymarzeni rywale) to powinni się mocno spiąć na mecz w Los Angeles. Poza tym chcący być gwiazdą pełną brodą gębą James Harden nie może sobie chyba wyobrazić lepszego scenariusza jak 40 punktów w Los Angeles, które wyrzucają za burtę Lakers.

Jak tymczasem wygląda sytuacja w Utah?

Pierwszy mecz z T’wolves będzie rewanżem gospodarzy za piątkowy mecz w Utah (wygrany przez Jazz 107-100). W tym sezonie poszatkowana kontuzjami drużyna z Mineapolis nie może znaleźć sposobu na zespół Ty Corbina i spodziewam się, że pojutrze nie będzie inaczej.

To sprowadza nas do pojedynku z Grizzlies. Na nieszczęście dla Jazz, gospodarze środowego meczu mogą być bardzo zmobilizowani by wygrać. W ich przypadku trwa wciąż walka o przewagę własnego parkietu w pierwszej rundzie (mogą być nawet trzeci) i przypuszczam, że jeśli będą mieli na to choćby cień szansy to będą walczyli o wygraną jak o życie.

Podsumowanie head-2-head

Los Angeles Lakers vs San Antonio Spurs

82-84 (porażka) w San Antonio

105 – 108 (porażka) w San Antonio

?? – ?? w Los Angeles

Los Angeles Lakers vs Houston Rockets

119-108 (wygrana) w Los Angeles

105-107 (porażka) w Houston

112-125 (porażka) w Houston

?? – ?? w Los Angeles

Utah Jazz vs Minnesota Timberwolves

106-84 (wygrana) w Salt Lake City

97-93 (wygrana) w Mineapolis

107-100 (wygrana) w Salt Lake City

?? – ?? w Mineapolis

Utah Jazz vs Memphis Grizzlies

94-103 (porażka) w Memphis

86-99 (porażka) w Salt Lake City

90-84 (wygrana) w Salt Lake City

?? – ?? w Memphis

Podsumowanie

Szczerze nie zdziwię się, jeśli Lakers przegrają zarówno ze Spurs jak i Rockets. W takim przypadku kluczem dla Jazz będzie pojedynek z Timberwolves. Jeśli tam im się powiedzie to pomimo ew. porażki z Grizzlies zagrają w Playoff.

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

11 komentarzy

  1. Matek pisze:

    Jazz pewnie znów z farcą, jak rok temu. Będą się jarać awansem do PO a po 2 dniach przegrają pierwszy mecz, a po tygodniu odpadną z PO. Lakers przynajmniej ugrali by z OKC czy Spurs jeden mecz, a Jazz dostanie 4-0.

  2. Finley pisze:

    Nie zdziwiłbym się jakby Lakers bez Bryanta zaczęli grać lepszą, bo zespołową koszykówkę…oczywiście potrzebny im będzie do tego dyrygent Nash. Także Howard może znacznie odżyć.

  3. twkarol pisze:

    Tutaj zgoda z kolegą Finleyem. Brak Bryanta może oznaczać katastrofę dla fanów jego gry, ale niekoniecznie musi się odbić na wynikach zespołu. Lakers grało już kilka spotkań bez Bryanta i nie wyglądało to najgorzej. Widowisko będzie zapewne słabsze, lecz swoje talenty w większym stopniu będs mogli ujawnić pozostali gracze druzyny z Los Angeles.

  4. kosmos111 pisze:

    Gra bez Kobasa się załamie, nie wiem jak można myśleć inaczej. Bez niego LAL mają bilans 1-1, niby nieźle, ale porażka -23 z Suns? Tego nawet blamażem nazwać nie można. Spotkań było mało i ciężko oceniać długoterminowo, ale według mnie tam nawet powrót Nasha nie pomoże. Owszem, Kanadyjczyk doda trochę punktów, rozda parę asyst, ale przynajmniej ja mam wrażenie, że LAL z nim w składzie wygląda słabiej. Praktycznie każdy PG zalicza już na nim season-high, obrony, jak zawsze u D’Antoniego nie ma zresztą prawie wcale, a grając na dwie wieże Lakersi zabijają pomysł na grę Nasha, który lubi jednak przyspieszyć.
    Zresztą co tu gadać, czy LAL awansują do PO czy nie, to nie powinno być teraz tematem numer 1, bo w pierwszej rundzie i tak odpadną. Problem to się pojawi jak spojrzymy szerzej, Kobe wróci w styczniu (optymistycznie), czyli początek następnego sezonu będzie bardzo ciężki dla drużyny z Kalifornii, kto wie czy Black Mamba nie wróci na ujemny bilans i nie będzie powtórki z tego sezonu i gonienia za ósemką. Ja osobiście jestem ciekaw, co wykombinuje Kupchak, salary raczej przekroczone, ale drużyna z Kalifornii zawsze je olewała. Oj, ciekawe czy uda mu się kogoś skusić..

    Aha, zapewne się powtórzę, ale Lakersi POWINNI po sezonie spławić Pringlessa. Drużyna w takim składzie, z niewątpliwie dużym potencjałem nie potrafi grać, nie bójmy się tego napisać. Kontuzja Kobasa jest przykrym wydarzeniem, ale to również w dużej mierze wina D’Antoniego. To on nie ma pomysłu na grę Lakers i poniekąd przez to Kobe musiał zapieprzać jak jakiś wół, po 48minut/mecz, do tego przy 7-osobowej rotacji. Tak LAL, nawet jak się zgrają to długo nie pociągną, zwłaszcza że jaśnie pan treneiro chciałby grać szybkim tempem, co też sprzyja zmęczeniu. No i ta defensywa…

  5. twkarol pisze:

    Z D’Antonim widzę wszyscy obchodzą się jak Kaczyński z naszym premierem, co by się nie zdarzyło – wina Tuska.

  6. Macias pisze:

    niestety twkarol ale Kosmos111 ma rację. W dużej mierze to właśnie D’Antoni przyłożył rękę do kontuzji jakie ponosili poszczególni zawodnicy Lakers a dzisiaj Kobe. Teraz rozgrywać będzie Blake na zmiane z Gasolem chyba bo ten człowiek nie wpuści ani Morrisa ani Duhona a pozostali zawodnicy po prostu się do tego nie nadają. Nasha jak wróci to też za wiele nie pomoże. Jedyna szansa na świetlaną przyszłość dla Lakers to spłacenie tego idioty z wąsami i zatrudnienie kogoś inteligentnego, kogoś kto będzie miał więcej pomysłów na grę niż powierzyć piłkę Bryantowi i kazać mu grać po 48min, kogoś kogo zawodnicy będą szanować. Nashowi też bym podziękował po sezonie z prostej przyczyny w Lakers potrzebny jest atletyczny combo guard, który będzie dobrze bronił a nie rasowy rozgrywający. Zobaczymy czy nastąpi trzęsienie ziemi w Los Angeles czy też młody Buss nadal będzie się upierał przy Świstaku..

    • twkarol pisze:

      Ale ja wcale nie bronię D’Antoniego jaki z niego trener każdy widzi, ale z drugiej strony obwinianie go za całe zło jest sporym uproszczeniem. Pisałem już o tym wcześniej – Bryant ma za dużą renomę w zespole aby trener mógł mu sugerować ile minut ma spędzać na boisku. Nie oszukujmy się Koby na pewno nie chciał w tak ważnych spotkaniach grać po 35 minut. Kocha grać, kocha (na szczęście i nieszczęście drużyny) być przy piłce. Za tą potrzebę gry zapłacił wysoką cenę, lecz należy mu się szacunek za próbę (wydaję mi się skuteczną) wywalczenia dla Lakersów play-offów. Nie zgodzę się z Kosmosem co do jednego – nie uważam aby brak Kobiego miał jakiś wielki wpływ na wyniki zespołu zarówno w sezonie regularnym, (który przecież z jego udziałem wygląda średnio) jak i w fazie play-off.

    • blazers.pun.pl pisze:

      Wg mnie D’Antoni nie miał tu akurat nic do gadania. To Kobe chciał grać po 45-48 minut. Tak myślę.

  7. Szerszeń pisze:

    Moga grac bardziej druzynowo,ale z tak ograniczona rotacja ciezko bedzie.
    Według mnie Lakersi beda w PO.Stern chyba wolalby,aby Lakersi znalezli sie w PO.Szkoda Kobego,choc go nie lubie to kontuzji nikomu nie zycze.A ta jest powazna

  8. Macias pisze:

    6-9 miesięcy poza grą więc już wszystko jasne. Ciężko będzie grać 7 osobową rotacją z czego 4 to zawodnicy podkoszowi. Cały czas ma kto rzucać pkt ale obawiam się, że zabraknie lidera. Mam cichą nadzieję, że Kobe będzie liderem z ławki przejmującym obowiązki MDA i motywującym odpowiednio DH12 jak i Gasola oraz pozostałą część zawodników, że wpłynie na trenera i swoje minuty dostanie też Morris. Tutaj wychodzą błędy jakie popełnia Świstak grając wąską rotacją. W tej chwili potrzebujemy gotowych do gry zawodników z ławki a ciężko wymagać teraz tego po Morrisie czy Ebanksie.

  9. Blue pisze:

    Nie ulega wątpliwości, ze kontuzja Bryanta to robota D’Antonego. Bryant w tym wieku, pod koniec sezonu gdzie zmęczenie już daje o sobie znać, nie powinien grac po 40-45 minut! Bo to jest zbyt przeciążające tkanki, a przeciez Kobe jest przez całą karierę eksploatowatowany i jego ciało nie regeneruje się tak szybko mimo specyfików i chemii, którą faszerują graczy.Kobas wyłączony na 9 miesięcy a potem rehabilitacja…Ta kontuzja mu spieprzy dalszą karierę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *